wtorek, 29 stycznia 2013

Sacrum Profanum - spowiedź heretyka

Nie jestem fanką ani Behemotha ani samego Nergala. Wiedziałam od lat co to za zespół i mniej więcej kim jest jego lider, gdyż mamy wspólnych znajomych, którzy zawsze wypowiadali się o nim pozytywnie. Do tego, przez całe moje dorosłe życie obracam się w klimatach metalowych, czy to na imprezach, czy koncertach bądź festiwalach, a także wśród znajomych. Wiem czym się charakteryzuje ta "subkultura", doskonale orientuję się w demonologii na której częściowo bazuje i fascynuje mnie ta muzyka, ale jakoś zespół Pana Adama nigdy nie należał do moich faworytów.

Po książkę sięgnęłam z ciekawości. Lubię biografie muzyków, bo są inne niż naukowców albo polityków. Jest w nich pewien luz i radość życia, a także spora doza nieakceptowalnych społecznie zachowań.
W tej książce Adam "Nergal" Darski opowiada o swoim poszukiwaniu i dojrzewaniu jako muzyk, opisuje rzeczy które lubi, prześwietla swoje związki - w tym związek z Panną D., której tu jest zdecydowanie zbyt dużo. Przedstawia również filozofię według której żyje. Opisuje swoje życie, proces apostazy, walkę z chorobą i ludzką bezczelność (paparazzi). Przedstawia tu swój stosunek do seksu, kobiet, a nawet płatnej miłości. Dla  mnie najciekawsze były fragmenty dotyczące tworzenia płyt.

Książkę czyta się dobrze. Czasami jest bardzo ciekawa w innych momentach nudzi, w zależności od opowiadanej historii. Ogólnie dobrze wchodzi i jeśli ktoś ma ochotę na przyjemną lekturę to polecam.
Kilka razy szczerze się uśmiałam i dzięki książce zdobyłam kilka anegdotek do opowiadania znajomym.

Co nie zmienia faktu, że oceniłam tylko na 5/10

Charlotte Link - Dom sióstr

Sięgnęłam po tę książkę z powodu jej ciekawej okładki - dom jak z teledysku Wham, a dookoła pełno śniegu. To skusiło mnie obietnicą, że może to być idealna książka na obecną porę roku.

Opis na okładce był jeszcze bardziej zachęcający. Rodzinne tajemnice, trzymająca w napięciu intryga, śmiertelne niebezpieczeństwo. Ogólnie zapowiadał się fascynujący kryminał.

Niestety "Dom sióstr" tylko przebiega obok kryminału, do tego szybko i ledwie zauważalnie, sam nim nie jest. To bardziej powieść obyczajowa o życiu niezależnej kobiety w pierwszej połowie XX wieku. Współczesność stanowi nudne tło do tej opowieści, a wręcz momentami irytuje.

Książka toczy się w dwóch płaszczyznach, jedna to współczesność, a druga to przeszłość. We współczesności bohaterami są Barbara i Rolf, para niemieckich prawników, która postanawia odbudować coraz bardziej zanikającą więź i spędzić Boże Narodzenie w wynajętym domu w Yorkshire. Właścicielka domu, Laura, tymczasem święta spędza u swojej siostry, panikując przez cały czas, że zostanie odkryta tajemnica jej przeszłości. Sielanka kończy się praktycznie pierwszego dnia pobytu, gdyż intensywne opady śniegu odcinają dom od świata oraz wszelkich udogodnień cywilizacji. Pozostawieni bez jedzenia główni bohaterowie mają czas na rozmowę i odbudowę więzi, a tego nie robią. Wręcz ich relacje pogarszają się z chwili na chwilę. Nawet szansa na szczerą rozmowę przepada przez brak wspólnych celów.
Barbara jako postać w książce jest wybitnie irytująca. Niby silna i zdecydowana, a jednak słaba i zagubiona. Dialogi między tą parą bohaterów są nudne, akcja, również ta z motywem kryminalnym jest przewidywalna a czasami nawet infantylna. Nic co dzieje się we współczesności nie przemawia do mnie za tą książką.

To co jest ciekawe, to historia Frances- kobiety, do której należał dom, jedne z dwóch tytułowych sióstr. To jej dzieje stanowią kanwę tej powieści. Jest tu opis niespokojnych czasów, wielkiego uczucia, poczucia odrzucenia, niszczących konfliktów i ciekawych charakterów. Frances i otaczający ją ludzie nadają sens czytaniu tej powieści. Mają różne charaktery, fascynującą historię i bardzo poplątane losy.
Opis jej życia to zarazem solidna dawka podanej w smakowity sposób historii ruchu sufrażystek oraz pierwszej i drugiej Wojny Światowej.
Godny uwagi jest również opis koegzystencji dwóch sióstr, Frances i Victorii, które całe życie darzą się swoistą niechęcią a przez swoje poczynania wzajemnie zadają sobie ból.

Książka jest ciekawa, ale byłaby jeszcze lepsza gdyby zdarzenia obecne były podane w bardziej realny sposób, a rozmowy i działania postaci miały więcej odniesienia do życia.
Na pewno jeszcze sięgnę po powieści tej autorki. Natomiast sam "Dom sióstr" mogę ocenić jedynie na 6/10

niedziela, 20 stycznia 2013

"Miedzianka Historia Znikania" Filip Springer

Do sięgnięcia po ten rewelacyjny reportaż zachęcił mnie artykuł w czasopiśmie "Poznaj świat". Zaintrygowały mnie zdjęcia i historia miasteczka, którego już nie ma. Zawsze fascynowały mnie opuszczone miejsca, mają swoistą magię i tragiczną historię, która do tego doprowadziła. Tak samo było w tym przypadku.

"Bohaterem" książki jest Miedzianka/Kupferberg, miasteczko na Dolnym Śląsku, kiedyś słynne z wydobycia miedzi oraz rewelacyjnego piwa, dziś ruina, w której jedynie stoi kościół, natomiast wszystkie inne domy zniknęły.
Miasteczko ilustruje historię czasów, w których dane było mu istnieć. Od średniowiecza, przez nieszczące wojny targające kontynent, jak np. wojnę trzydziestoletnią, przez względnie spokojny koniec wieku XIX i bogaty w wydarzenia wiek XX.
Co jest niesamowitego w tej historii, to fakt, że Miedzianką mogłoby być praktycznie każde miasteczko w Europie. Jest ono zwyczajne, jego mieszkańcy  nie różnią się od innych ludzi. Przez to, że jest takie pospolite, jego dzieje jeszcze bardziej fascynują.

Autor nie idzie na skróty, rzetelnie przedstawia historię miasteczka od jego początku do końca. Dzieje miasteczka do XIX wieku zawarte są syntetycznie. Od końca XIX wieku historia się rozkręca i zaczyna angażować całą uwagę czytelnika. Do głosu dochodzą mieszkańcy miasteczka, każda historia, nawet banalna jest tutaj ważna i pozwala poczuć klimat tego miejsca. Od tętniącego życiem małego niemieckiego miasteczka ze świetnym browarem i gospodą serwującą w lodowate noce grzane piwo, przez wygnania, osiedlanie się nowych mieszkańców, kopalnię uranu, powolne niszczenie do tonalnego upadku.

Historia Miedzianki w XX wieku to fascynujący opis historii Niemiec i Polski ze wszystkimi problemami, które to stulecie przyniosło. Nie brak tu opisu wojen, które jednak były za górami, a w Kupfbergu dało się odczuć tylko trochę oddziaływań "bestii". Autor bezstronnie opisuje wygnania ludności niemieckiej, zasiedlenia przybyszami ze wschodu, wyrzucenie i uczucie braku ojczyzny, wygnania z miejsca, w które się wrosło. Przedstawia problematyczne stosunki z ZSRR, strach przed radzieckimi żołnierzami i "tajną" eksplorację kopalni. Wreszcie ilustruje proces upadku miasteczka, jego stopniowego popadania w ruinę, przez zaniedbania mieszkańców oraz krótkowzroczność i obostrzenia ówczesnej władzy. Kończy historią jeszcze bardziej fascynującą, bo zupełnie współczesną - opisuje ludzi wywodzących się z Miedzianki i sukces jaki osiągnęli.

Szczególnie cenne jest obiektywne pióro autora. Nikogo nie gromi, nie potępia, daje głos oskarżonym i oskarżycielom. Przedstawia jedną historię z kilku perspektyw.
 Książka nie pozostawia obojętnym, zmusza do poszukiwania zdjęć, sięgnięcia po historię Europy, szukanie informacji. Czytelnik po lekturze pozostaje z rozbudzonym apetytem na więcej.

Reportaż czyta się jak najlepszą powieść. Dobry język, przyjemny styl, ciekawie prowadzona opowieść pozwala zanurzyć się w opisanym świecie i myśleć o nim nawet po odłożeniu książki.

Zdecydowanie polecam. Dla mnie mocne 10/10

środa, 16 stycznia 2013

"Poniedziałkowe dzieci" - bilet w przeszłość

Nie wiem czemu sięgnęłam po tą książkę. Prawdopodobnie skusiła mnie możliwość wypożyczenia popularnej nowości w lokalnej bibliotece. Zaczynając lekturę nie miałam pojęcia kim jest Patti Smith albo Robert Mapplethorpe. Coś obiło mi się o uszy i myślałam, że to para muzyków.
Co więcej, zaczynając lekturę też jakoś mało mnie to obchodziło. Podeszłam do tej książki zupełnie obiektywnie, gdyż byłam ciekawa jak będzie mi się czytać biografię ludzi, o których losach i życiu absolutnie nic nie wiem. Kończąc powieść znałam ich jak własnych przyjaciół i zrobiłam dokładny "background check" na ich temat.

Początek powieści, to nawiązanie do dzieciństwa głównych bohaterów. Tę część uznałam za najmniej ciekawą i porzuciłam lekturę na jakieś pół miesiąca.
Dopiero opis czasów młodości bohaterów spędzonej w Nowym Jorku obudził we mnie wspomnienia pierwszych lat studiów. Czasów, gdy nie ważne były pieniądze, to co się liczyło to przyjaźń, ideały i dobre oceny w indeksie z przedmiotów, które się lubiło. Czas dziwnych małych sklepików, antykwariatów, ukrytych wśród wąskich uliczek kawiarni, małych knajpek na dziedzińcach kamiennic - Kraków przełomu wieków, tego ostatniego oczywiście.

Losy młodej Patti i Roberta przypominają mi moich znajomych i mnie w tamtych czasach. Teraz wrażliwość artystyczna zagubiła się w moim przypadku w pogoni za pieniądzem i rzeczami materialnymi. Bohaterowie książki, jednak zachowali tą artystyczną niezależność od pokus pieniądza do końca. Nie było ważne, czy jesteś już managerem, tylko co stworzyłeś. Wiersze, obrazy, muzyka to wyznacza rytm ich dni. Do tego przyjaźnie i miłość, nie zawsze heteroseksualna.

Patti Smith opowiada o rozwoju miłości, która przekształciła się w przyjaźń do końca życia. Pokazuje wzloty i upadki młodych ludzi, których marzeniem jest poświęcić się pasji ich życia - sztuce. W opisie życia Patti i Roberta brak jest nadęcia, bohaterowie są bliżsi kloszardom niż celebrytom, a przez to wzbudzający sympatię.

Fascynujący jest opis czasów i środowiska w jakim autorce dane było spędzić młodość. Opisuje ona bohemę artystyczną Nowego Jorku końca lat 60 i dekady lat 70. Znajdziemy tu charakteryzację miejsc jak kultowe knajpy, Hotel Chelsea, a także wydarzeń, które były dla młodych twórców szczególnie poruszające. Spotykamy na łamach powieści Jima Hendrixa, Janis Joplin, Boba Dylana i w końcu piastującego prawie pozycję "Boga" Andy Warhola. Autorka opisuje ich sukcesy i plany a w przypadku Jima i Janis również ich przedwczesną śmieć.

Powieść zaczyna się od dzieciństwa, rozpędza i rozwija na czas lat 60 i 70, aby pod koniec przyspieszyć i zakończyć się śmiercią Roberta pod koniec lat 80-tych. Autorka najwięcej czasu poświęca życiu pary w Nowym Jorku, gdy codziennie walczyli o przeżycie w mieście i możliwość dalszej realizacji ich artystycznych planów.

Książkę czyta się świetnie. Napisana jest dobrym i przyjemnym w odbiorze językiem. Chociaż wiele aspektów życia pary artystów jest bardzo podobnych, to jednak mnogość słynnych postaci z którymi się stykają, sprawia, że nawet opis zwykłej kolacji nie może być banalny.

Jedna z najlepszych książek jakie czytałam do tej pory. Mocne 9/10 Co znaczy, że zdecydowanie polecam.

wtorek, 1 stycznia 2013

"Trafny wybór" lektury na święta

Nowa Rowling, tym razem dla dorosłych. Hasło, które zelektryzowało zapewne dużą liczbę fanów serii, którzy śledzili losy Harrego od początku i czekali na kolejne tomy. Takich jak ja.
Do nowej powieści "Trafny Wybór" miałam jednakże dosyć ambiwalentny stosunek. Nie rzuciłam się na premierę po angielsku, ani nawet na wydanie po Polsku. Okładka mało zachęcająca, ale po przeczytaniu całości mogę zdecydowanie stwierdzić, że idealnie dopasowana.

Streszczenie historii na okładce nie jest zbytnio wciągające. Walka o wolne miejsce w radzie gminy, martwy radny... nuda! A jednak książka nie jest nudna.

Zaczyna się od śmierci Barry'ego Fairbrothera , ten przedwczesny zgon rzuca cień nie tylko dalsze losy rodziny denata ale także na życie osób w jakiś sposób z nim związanych.

Nagle wiele osób zdaje sobie sprawę z pustki po Barrym. Tracą przyjaciela, powiernika, dobrego ducha, mentora, obrońcę i opiekuna. Dla niektórych jest to idealny moment, aby zrealizować zamierzone plany.W powieści przedstawione są losy poszczególnych rodzin, na które w jakiś sposób wpłynęła śmierć Barry'ego. Każdą z osób poznajemy dokładnie i śledzimy jej poczynania, przemyślenia i strachy.

Bohaterami powieści Rowling czyni ludzi w różnych wieku i stanie cywilnym, a także zajmujących różnorodne pozycje w społeczeństwie, których opisy, sposób mówienia i przemyślenia dopasowane są do wspomnianych faktorów. W mojej jednakże opinii i tak najwięcej uwagi poświęca problemom nastolatków, te wydają się bardziej realne niż skomplikowane przeżycia oraz strachy dorosłych.

Sama akcja jest wciągająca. Poznajemy małomiasteczkową politykę, brudne zagrywki, problemy rodzinne, ludzi z tzw. marginesu społecznego i ich życie. Logicznie zmierza do zakończenia. Autorka nie stosuje taryfy ulgowej i nie wprowadza Happy Endu, co jest zdecydowanym plusem.

Czyta się bardzo dobrze. Mogę zdecydowanie polecić, nie tylko fanom Harrego Pottera, ale każdemu kto lubi dobre książki obyczajowe bez lukru.
Jeśli powstanie film na kanwie tej powieści, to bardzo chętnie go obejrzę.