niedziela, 28 lipca 2013

"Jutro przypłynie królowa" - Macieja Wasilewskiego

Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Szczególnie po intrygującej recenzji na okładce.
Temat książki to życie mieszkańców Pitcairn - maleńkiej wysepki w jurysdykcji Wielkiej Brytanii, leżącej na oceanie spokojnym. Obecni mieszkańcy wyspy to potomkowie buntowników z "Bounty" i porwanych przez nich Tahitanek.
Oficjalne recenzje były bardzo kuszące - tajemnicza wyspa, gdzie dziennikarzy się nie wpuszcza, a ci, którzy ta byli i opisali życie jej mieszkańców mogą przypłacić to życiem.

Tymczasem książka traktuje o problemie wyspy, jakim jest wykorzystywanie seksualne wyspiarek oraz podział ludzi na wyspie, na swoich i Judaszy, a także układy sił w lokalnej polityce. Te trzy tematy przeplatają się przez całą książkę aż do znudzenia.
Owszem, temat molestowania i gwałtów na dzieciach i nastolatkach jest trudny i przerażający, ale ciągłe powtórzenia, wielokrotne przywoływanie jednych i tych samych zdarzeń strasznie je spłyca i upraszcza. Kwestia podziału sił wśród rodzin na wyspie oraz podział na swoich i "Judaszy" jest jakby dodana na siłę.
Całość jest zbyt długa, "przegadana", wydaje się pisana na siłę. Temat byłby ciekawy, gdyby pozostał w łamach 3-4 stronicowego reportażu/artykułu w DF. Wtedy naprawdę robił by wrażenie i szokował - ot takie śmignięcie biczem. W książce, wprawdzie niezbyt grubej, temat się rozmywa, a autor stara się dopisywać coś na siłę, czym raczej nudzi niż zaciekawia.

Mocno przeciętna pozycja.

czwartek, 11 lipca 2013

"Zły" Leopold Tyrman - czyli jak stracić 1,5 msc na jedną książkę i się rozczarować

Ta książka, to było moje czytelnicze marzenie. Pierwszy raz zobaczyłam ją na półce u koleżanki  w połowie zeszłej dekady. Krążyłam i krążyłam wokół niej i ciągle nie było czasu, aby się za nią zabrać.
W końcu w tym roku wypożyczyłam ją z biblioteki i przeczytałam, a raczej męczyłam przez 1,5 miesiąca.

Dawno nie miałam tak, żeby książka, która ma raptem 650stron zajęła mi aż tyle czasu.
Sama w sobie nie jest zła. Napisana jest językiem tamtych czasów, zawiera słowa i składnię, której dziś się już nie używa. Trzeba się w nią wgryźć bo nie wciąga za bardzo. Ciekawie zaczyna się robić dopiero obok 200 strony, ale nie na tyle, że nie można się od książki oderwać.

Największy plus książki to opis Warszawy tamtych czasów. Mimo odbudowy cieszyła się pewnym dobrobytem, co było dla mnie zaskoczeniem, bo myślałam że było tam tak samo ciężko jak np. na Śląsku.
Akcja jest początkowo mocno zamotana, bohaterowie naszkicowani, ale nie namalowani do końca. Chyba jedyny naprawdę rozwinięty bohater to Filip Merynos, prawdziwy czarny charakter książki.
Wątki są pozaczynane, rozwijane i ucięte - zarówno na poziomie bohaterów jak i akcji.
W wątku kryminalnym brakuje potencjału, a wątek romantyczny męczy.

Zakończenie wydało mi się płaski za krótkie i za mało wnoszące.

Książka mnie rozczarowała. Straciłam na nią 1,5 miesiąca i maksymalna ocena jaką mogę jej wystawić to 5/10