sobota, 28 grudnia 2013

Andrzej Sapkowski - "Sezon Burz" - czyli Wiedźmin bez jaj

Aby podsumować tą książkę, posłużę się cytatem z niej:

" Dobrego wrażenia - ocenił wiedźmin - jak mi się zdaje, nie wywarłem. Ale i nie oczekiwałem, że wywrę, toteż i rozczarowania nie ma."

Chociaż jednak trochę rozczarowania było i jest.

"Sezon burz" pojawił się na rynku literackim znienacka. Wyskoczył jak diabeł z pudełka i sprawił mi fajną niespodziankę przed świętami.
Lubię książki autorstwa Pana Andrzeja Sapkowskiego, serię o Wiedźminie czytałam jakieś 10 lat temu, potem przeczytałam "Trylogię husycką" więc ucieszyłam się na powrót do tego świata.
Zaczęłam lekturę i im dalej w książkę, tym gorzej.

To nie jest "Wiedźmin" jakiego znałam. Wydaje się, jakby autor próbował upchnąć w książce więcej niż jedną przygodę, co jest pomysłem dobrym, ale realizacja jest chaotyczna i nudna.
Wiedźmin Geralt miota się to tu to tam; dowcipy Jaskra trącą myszką; ciągle wspominanie o Yennefer w zestawieniu z nowymi miłostkami głównego bohatera denerwuje; a język powieści, który w poprzednich częściach nadawał wyjątkowego  smaczku tutaj w większości razi.

Opisywane przygody i rozwój akcji nie powodują, że łapczywie chłonie się tekst i przerzuca kolejne strony, by tylko poznać dalsze losy bohatera.

Przez dużą część książki zastanawiałam się czy kontynuować lekturę, momentami się zmuszałam, w końcu dobrnęłam do końca.
Po beznadziejnej pierwszej połowie potem zrobiło się ciekawiej, ale nie na tyle, że nie żałowałabym przeznaczonego na lekturę tej pozycji czasu.

Słabiutkie 4/10

czwartek, 12 grudnia 2013

Dan Brown - Inferno

Dan Brown pisze książki na pewnym stałym poziomie. Ktoś, kto przeczytał przynajmniej jedną, może mieć pewność, że każda kolejna będzie zbudowana na takim samym albo łudząco podobnym schemacie, będzie napisana prostym językiem, rozdziały będą krótkie a ich zakończenie to typowy cliffhanger zmuszający do kontynuacji lektury. 

Co mamy tutaj?
- Profesora Langdona
- Piękną towarzyszkę profesora, która pozwala mu rozwiązać zagadkę - skąd to znamy?
- Piękne miasto z licznymi tajemniczymi przejściami i zagadkami z poprzednich wieków - tutaj Florencja.
- Dobrą i złą organizację - tak tak, było.
- Szaleńca, który chce zniszczyć świat i zostawia wiadomość, gdzie przedmiot zniszczenia się znajduje, ale mapa do niego składa się z licznych zagadek, które potrafi rozwiązać tylko Robert Langdon....

Brzmi znajomo? Dla kogoś, kto czytał poprzednie książki tego amerykańskiego pisarza, budowa Inferno wpisuje się w typowy dla Browna układ.

"Inferno" to książka prosta w odbiorze.  Chociaż w przeciwieństwie do poprzednich próbuje poruszyć ważny problem, jakim jest powolne przeludnienie świata i zadaje czytelnikowi ciekawą zagadkę: "Czy zabiłbyś połowę ludzkości, gdybyś mógł to zrobić wciskając jeden guzik? (...) A czy zrobiłbyś to, gdyby ci powiedziano, że jeśli go nie wciśniesz, w ciągu następnych stu lat zginą wszyscy ludzie na Ziemi?"
Na tym pytaniu opiera się główny motyw książki i poszukiwanie tytułowego "Inferna" czyli zarazy, która w nawiązaniu do Piekła Dantego miałaby przez częściowe wyniszczenie uratować ludzkość i ziemię.
Temat ciekawy, ale całkowicie położony na zakończeniu książki, które jest słabe.

Dla mnie największym plusem tej pozycji są liczne nawiązania do Dantego, jego życia oraz najwybitniejszego dzieła, jakim jest "Boska Komedia" oraz opisy Florencji z tajemniczymi korytarzami i zabytkami, na które zwyczajnie nie zwróciłoby się uwagi. 
 
Czyta się dobrze, szybko, trudno się oderwać.
Jednak patrząc całościowo jest to pozycja średnia, która wywołuje lekki czytelniczy kac.
 5/10 - dla fanów albo osób, które Browna nie znają.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Polska da się lubić - Steffen Möller - spojrzenie na Polskę i Polaków z boku.

Muszę przyznać Panu Möllerowi, że pisze naprawdę w fajnym i przyjemnym stylu, a jego książki połyka się w jeden dzień.

To moja druga przeczytana przeze mnie książka tego autora, przez to nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia jak pierwsza, bo jakby nie było pewne wątki się powtarzają i nie są już takie odkrywcze, co nie zmienia jednak faktu, że jest napisana lekko i z humorem.

Autor obserwuje Polskę i Polaków z pozycji gościa. Zachwyca się naszym językiem i pokazuje jak trudna jest nasza gramatyka,  z czego często nie zdajemy sobie sprawy. Pokazuje jakie są plusy naszej polskiej mentalności i czym różni się ona od niemieckiej.
Wreszcie obserwuje nasz kraj i społeczeństwo i podziwia rzeczy, których my nie zauważamy albo których nam czasem wstyd.

To miła i przyjemna książka, która zwraca uwagę na parę zbyt oczywistych, a przez to niezauważalnych plusów naszego kraju i społeczeństwa.

W mojej ocenie 6/10

Marek Krajewski - Rzeki Hadesu

Książki Marka Krajewskiego są niesamowite, każda kolejna jest lepsza od poprzedniej. Gdy wydaje mi się, że autor osiągnął już najwyższy poziom, okazuje się, że kolejna powieść jest jeszcze lepsza.

W Rzekach Hadesu autor porusza wątek pedofilii.
Oto w zrujnowanym Wrocławiu w 1946 roku zostaje porwana 14 letnia córka szefa UB. .
Kilkanaście lat wcześniej w Lwowie miała miejsce podobna sytuacja. Została porwana 14 letnia, upośledzona córka znanego w przestępczym świadku przemytnika. Znaleziono ją zgwałconą i obsypaną białymi kwiatkami o silnym zapachu.

Wrocław i Lwów - dla fanów Pana Marka oznacza to, że wśród bohaterów znajdziemy zarówno Edwarda Popielskiego jak i Eberharda Mocka. Obaj już w podeszłym wieku, poranieni fizycznie i psychicznie przez wojnę ukrywają się we Wrocławiu przed ścigających ich UB. Popielskiego może wydać jedynie jego kuzynka - Leokadia - torturowana w miejscowym więzieniu, Mock został poparzony w czasie wojny i nikt nie wie, jak teraz wygląda.

Właściwy dla książki wątek kryminalny toczy się w Lwowie w 1933 roku, a śledztwo prowadzi Edward Popielski. 
Ale przeszłość powraca i niedokończone dochodzenie należy doprowadzić do końca i ująć zboczeńca, który zagraża małym dziewczynkom, a zarazem może odmienić życie bohaterów.

Tytułowe "Rzeki Hadesu" to metafora losów bohaterów i rzek, które przepływają przez miasta w których żyją. Musieli oni zapomnieć swoje poprzednie życie i przybrać inną tożsamość. Każda z rzek przypisana jest do innego rozdziału, a jej charakter stanowi o jego zawartości.
Czas i burzliwe wydarzenia XX wieku z nikim nie obeszły się łaskawie. Mamy tutaj brud, choroby, tragedię i śmierć, a wszystko to spaja jak zawsze świetny wątek kryminalny, który nie pozwala oderwać się od książki.

To kryminał na bardzo wysokim poziomie. Napisany jest wspaniałym językiem i w genialnym stylu. Jak poprzednio mamy tutaj lwowską gwarę, czystą polszczyznę i wplatane łacińskie sentencje. Każda postać mówi w sposób typowy dla jego miejsca w drabinie społecznej.

Świetny język i styl, porywający wątek kryminalny, niebanalne postaci, genialne oddanie rzeczywistości i cudna "miodność", która sprawia, że trudno odłożyć tę książkę.

Polecam! 9/10




Zamieć śnieżna i woń migdałów - Camilla Lackberg

Jakieś 10 lat temu miałam okazję przeczytać genialny kryminał Agaty Christie pod tytułem "Dziesięciu Murzynków" (tytuł alternatywny I nie było już nikogo), którego akcja miała miejsce na odizolowanej wyspie. Książka była genialna jak przystało na królową kryminału, z rewelacyjną zagadką i napisana świetnym językiem. Nic nie było w niej zbędne.
Czytając "Zamieć śnieżną i woń migdałów" przypomniałam sobie właśnie tamtą lekturę. Też mamy tutaj odizolowaną wyspę i parę trupów.

I na tym w zasadzie koniec podobieństw. Nie wiem jaka była geneza powstania tej mini powieści, która z cyklem o Erice Falck ma wspólną miejscówkę i jednego z policjantów z Tanumshede - Martina Molina.

Całość zaczyna się od przybycia Martina na wyspę, gdzie ma spotkać się ze swoją "dziewczyną" i spędzić święta z jej rodziną. Lisette Liljencron, zaprasza policjanta, aby pokazać swojej rodzinie, że jest już dorosła i mogą przestać traktować ją jak dziecko. Wątek romantyczny między tą dwójką praktycznie nie istnieje, ani jedno ani drugie nie wiąże ze sobą planów na przyszłość ani nie darzy uczuciem.

W trakcie pierwszej kolacji okazuje się, że senior rodu to bogaty miliarder, który jest rozczarowany swoimi dziećmi i zebrał wszystkich, aby móc krytykować ich wybory i wytykać błędy w prowadzonych firmach i życiowych wyborach. W czasie kolacji dziadek nagle pada martwy, a obecny na kolacji policjant - Martin - wyczuwa wydobywający się ze szklanki denata zapach migdałów - czyli cyjanku.

Wyspa zostaje odcięta od świata przez silną zamieć, burzę i skute lodem morze. Pada komunikacja z wyspą, telefony komórkowe nie mają zasięgu i nikt nie może wydostać się ani przedostać się na wyspę.

Całość zapowiadała się ciekawie, ale praktycznie od zgonu seniora rodu powieść straciła cały potencjał. Wątek kryminalny jest tutaj bardzo słaby. Domniemane dowody winy, które u Pani Christie pozwalałyby nam podejrzewać każdego, są całkowicie nieprzekonujące. Martin jako policjant jest nieudolny i nie wie na czym mógłby się oprzeć. Nie jest to detektyw, którego moglibyśmy podziwiać, raczej zachowuje się jak błądzący w mgle i nieudolny amator.

Całość jest przegadana i zwyczajnie nudna.
Za dużo tu dialogów, niepotrzebnych pobocznych wątków, za mało budowanego napięcia i bardzo słabe postaci. Zagadka kryminalna jest przewidywalna i mało odkrywcza.

Wydaje się, że ta powieść pisana była na siłę, tak żeby wydać coś związanego ze świętami.
Dobrze, że było to takie krótkie, bo szkoda byłoby mi straconego czasu.

Bardzo słabe  3/10

piątek, 6 grudnia 2013

"Bolało jeszcze bardziej" - Lidia Ostałowska o Polsce B.

"Bolało jeszcze bardziej" autorstwa Pani Lidii Ostałowskiej to jedna z tych książek, obok których jakiś czas już krążyłam. W tym zbiorze reportaży autorka porusza problemy ludzi, żyjących na marginesie społeczeństwa.  Są to ludzie z małych popegeerowskich miejscowości, bez dobrze płatnej stałej pracy, który starają się przeżyć jak najlepiej za to co mają - a mają nie dużo.

Każdy reportaż porusza inne tematy, są i dawni pracownicy pegeeru, są nastolatki bawiące się w jedynej w okolicy dyskotece, jest kobieta, która zabijała swoje nowo narodzone dzieci, jest młodzież z blokowiska, są kwestie rasizmu a wreszcie jest historia Paktofoniki.

Podoba mi się obiektywny styl autorki. Nie ocenia, nie przyjmuje żadnej ze stron, obserwuje i swoje spostrzeżenia opisuje. W historii matki, która została oskarżona o zabijanie noworodków Pani Ostałowska przedstawia tą tragedię z różnych perspektyw, samej oskarżonej, jej męża, jej rodziny, teściów oraz sąsiadów. 
Całość tworzy historię, w której my jako czytelnicy musimy "wydać wyrok".

Książka pozwala spojrzeć na nasze życie z innej perspektywy, docenić pełną lodówkę, ubrania w szafie, własny dom i samochód, to że ma się pieniądze na kulturę... A zarazem pokazuje przepaść między ludźmi żyjącymi w jednym kraju, nierzadko blisko siebie.

Dobra pozycja, chociaż trochę nierówna.
W mojej ocenie mocne 6/10

Lackberg - Syrenka

W zrecenzowanym niedawno na łamach tego bloga, dosyć nudnym tomie serii kryminalnej Pani Läckberg - Niemiecki Bękart - autorka nawiązuje w paru momentach do kolejnej części w swoim cyklu, do "Syrenki".

"Syrenka" to jedna z najlepszych książek w cyklu, o ile nie najlepsza. Trzyma w napięciu od początku do samego końca, ponadto kończy się świetnym cliff hangerem rodem z najlepszych amerykańskich seriali, tak mocnym, że czytelnik od razu ma ochotę sięgnąć po kolejny tom...

W "Syrence" mamy wątek kryminalny toczący się współcześnie, tajemnicę z przeszłości i wspomnienia z perspektywy dziecka. Napięcie tworzy tu nie tylko wątek kryminalny, potęgowane jest ono przez opowiadaną z perspektywy dziecka historia, a poruszona tu kwestia odpowiedzialnego rodzicielstwa zmusza czytelnika do zastanowienia się nad ogólną wymową książki.

Fjällbacka ma swoją kolejną literacką gwiazdę - bibliotekarza Christiana Thydella, którego debiutancka książka "Syrenka" zbiera rewelacyjne recenzje i cieszy się sporym zainteresowaniem wśród czytelników. Sam autor jednak jest przygnębiony i wycofany. W dniu prezentacji jego książki otrzymuje kolejny liścik z groźbami i mdleje... W międzyczasie zaginął jeden z jego przyjaciół, który po pewnym czasie zostaje znaleziony przez spacerowicza pod lodem... Pozostali dwaj przyjaciele głównego bohatera również otrzymują listy z pogróżkami.

Główne wątki przerwane są historią adoptowanego chłopca i jego nowej rodziny.

Czwórka przyjaciół wie, kto może im zagrażać, żaden z nich nie chce jednak powiedzieć policji prawdy. Patrik i Erika prowadzą każde swoje dochodzenie, Patrik oficjalne policyjne, a Erika prywatne i w końcu udaje im się rozwikłać tą dziwną i przerażającą historię.

Historia kryminalna w tej powieści trzyma w idealnym napięciu, wręcz nie pozwala się oderwać. Początkowo nie wiadomo o co chodzi, bliżej końca można powoli domyślać się zakończenia, które dla czytelnika staje się jasne dopiero pod koniec książki. Tym razem Pani Lackberg udało się stworzyć historię, którą nie tak łatwo odgadnąć.

Mimo sporej ilości wątków obyczajowych nie są one aż tak męczące jak w poprzednim tomie.
Warsztat pisarski autorki i tłumaczenie jak zawsze super.

Bardzo dobry kryminał na ciemne wieczory z kubkiem herbaty.
Dla mnie mocne 7/10

niedziela, 1 grudnia 2013

Camilla Lackberg - Niemiecki Bękart

"Niemiecki Bękart" to piąta część serii książek Camilli Lacbkerg z główną bohaterką Eriką Falck.
Książka jest kontynuacją "cliff hangera" z poprzedniej powieści, w którym Erika znajduje pudło rzeczy jej matki zawierający nazistowski medal oraz zakrwawiony dziecięcy kaftanik.

Sama powieść obraca się wokół zabójstwa Erika Frankla, historyka i specjalisty od nazizmu. Lokalna policja próbuje rozwikłać tą zagadkę, a sprawa morderstwa dziwnie wiąże się z wydarzeniami z czasów końca wojny.
Książka w oderwaniu od poprzednich pozycji w cyklu byłaby ciekawa, ale dla czytelnika trudna do odbioru - zbyt dużo tu nawiązań do historii przedstawionych w poprzednich tomach oraz wątków obyczajowych.

Jeśli chodzi o wątek kryminalny to też nie jest on najwyższych lotów. W moim odczuciu za dużo tutaj pobocznych historii, a za mało trzymającego w napięciu kryminału. Końcówki można się domyślić znacznie wcześniej, a przez to nie jest zaskakująca.
Styl Pani Lackberg jest bez zarzutu. Czyta się ją dobrze, chociaż akurat ta pozycja nie należy do najbardziej udanych.

Moim zdaniem słabsza od poprzednich z cyklu.
Moja ocena to 6/10

Stulecie - Ken Follet

Kena Folleta znam przede wszystkim z monumentalnych Filarów Ziemi, które śniły mi się w nocy powodując lunatyczne przebudzenia i wyjaśnia...