niedziela, 28 grudnia 2014

Daugherty - Zbuntowani - Nocna szkoła tom 4

Zbuntowani to przedostatni tom cyklu "Nocnej szkoły" w której główną bohaterką jest Allie Sheridan. Nie ma sensu czytać tej pozycji w oderwaniu od poprzednich, gdyż całość wyda nam się bez sensu, jeśli nie wiemy co stało się wcześniej.

W kontekście całego cyklu jest to zdecydowanie najsłabsza książka do tej pory. Albo autorce kończą się pomysły i chce wycisnąć z tego cyklu ile tylko się da, albo stwierdziła, że przed finałem zaserwuje czytelnikom coś nudnego na obniżenie napięcia.

Przez większość książki nic się nie dzieje. Owszem początek i koniec są dosyć dynamiczne, ale rozwinięcie jest zwyczajnie nudne i monotonne. Uczniowie nocnej szkoły miotają się na zajęciach, ucząc się technik samobrony, chociaż do tej pory prawie nic im to nie dało. Nauczyciele i Raj Patel poszukują zdrajcy - którego w końcu identyfikują, ale dla uważnych czytelników nie jest to żadne zaskoczenie. Nie dowiadujemy się niczego więcej ani o organizacji ani o celach Nathaniela. A główną część książki zawierają opisy sprzecznych uczuć Allie, która nie wie czy wybrać Sylvaina czy Cartera....

Koniec pozwala mieć nadzieję, że następny tom będzie lepszy.
Ten zasługuje na ocenę mocno średnią 5/10

czwartek, 25 grudnia 2014

Nowa trylogia Kerstin Gier - Silber


Czytelnikom w Polsce Pani Kerstin Gier kojarzy się z doskonałą w mojej opinii "Trylogią Czasu" rozpoczynającą się od "Czerwieni rubinu".
Autorka znów zaprasza czytelników do Londynu, a w roli głównej bohaterki umieszcza 16-letnią Liv Silber - córkę niemieckiego inżyniera oraz amerykańskiej profesor literatury. 

Bohaterkę poznajemy, gdy na Heathrow jej walizka jest kontrolowana pod kątem posiadania narkotyków, okazuje się jednak, że Szwajcarski ser Bio zmylił policyjnego psa. 
Zabawnie będzie od początku, aż do końca gdyż perypetie Liv i jej rodziny, a głównie siostry Mii oraz opiekunki Lottie często wywołały u mnie wybuch śmiechu.

Kontrola na lotnisku to tylko początek kłopotów Liv. Już po przejściu za bramki okazuje się, że w czasie nieobecności dziewczynek, które odwiedzały swojego tatę w Zurychu, ich matka poznała miłość swojego życia - Ernesta Spencera - do którego domu ma zamiar się przeprowadzić. Ernest ma syna i córkę w wieku Liv, a gdy okazuje się, że wszyscy mają zamieszkać w jednym domu żadne z nastolatków nie reaguje przesadną radością, a wręcz przeciwnie. 
Liv wraz z Mią marzyły o domku na wsi, gdzie mogłyby w końcu poczuć się jak w domu po latach tułaczki po całym świecie, gdyż ich rodzice ciągle zmieniają miejsce pracy.

Liv wraz z Mią trafiają do Frognal Academy, uczęszczanej również przez dzieci nowej miłości ich mamy - Graysona oraz Florence, gdzie Liv pierwszego dnia poznaje czwórkę najbardziej uwielbianych chłopaków w szkole, w której jest jej przybrany brat.
Frognal Academy ma swoją własną plotkarę - Secrecy - która prowadzi bloga z najnowszymi ploteczkami o życiu szkoły - blog funkcjonuje w siedzi i jest aktualizowany na bieżąco www.tittletattleblog.de

To jednak nie koniec zmian. Pierwsza noc w nowym miejscu przynosi zaskakujące odkrycie, w postaci zielonych drzwi w śnie Liv, przez które trafia ona do snu Graysona, w którym ten wraz z trzema kolegami odprawiają dziwny rytuał na cmentarzu. Zaskoczenie dziewczyny jest ogromne, gdy następnego dnia okazuje się, że chłopaki wiedzą na jej temat rzeczy, które wyjawiła im w śnie. Tak zaczyna się wątek nadprzyrodzony związany z wywoływaniem starożytnych demonów,  świadomym śnieniem i odwiedzaniem się w swoich snach.
Liv odkrywa świat świadomego snu, w którym nie tylko może rozmawiać ze swoimi nowymi przyjaciółmi, ale też kreować rzeczywistość wg. swojej fantazji.

Część pierwsza - pierwsza księga snów jest lepsza niż część druga, gdyż mniej skupia się na wątku "nastoletniego romansu", a bardziej na ciekawej historii kryminalnej w tle. 
W części drugiej autorka zbytnio skupiła się na tworzeniu powieści dla nastolatków, mimo tego jednak całość sprawia jak najbardziej pozytywne wrażenie. Szczególnie wątki z babcią Graysona i Florence, które powodują wybuchy śmiechu.

Kerstin Gier świetnie operuje piórem tworząc powieść napisaną prostym, współczesnym językiem, którą pochłania się w ekspresowym tempie.
Książki są ciekawe, zabawne i bardzo miodne (kto czytał Secret Service w latach 90tych wie o co chodzi ;) ).

Jeśli ktoś zna niemiecki - zdecydowanie polecam przeczytane w oryginale.
Ufam, że wkrótce Silber zostanie przetłumaczone na język polski.

8/10


Tess Gerritsen - Telefon po północy -> gniot!

Czasami zdarza się sięgnąć po coś, co wydaje się być pewnikiem dobrej rozrywki i przyjemnej lektury, a finalnie okazuje się totalnym gniotem. To samo spotkało mnie w przypadku "Telefonu po północy" Tess Gerritsen (w PL wydane w tomie Labirynt Kłamstw).

Sięgając po tę pozycję, miałam pełną świadomość, że Pani Tess zanim zaczęła pisać swoje doskonałe thrillery medyczne popełniła kilka romansideł z wątkiem kryminalnym. Miałam okazję takowe już czytać i mimo sporej dawki romansu były to całkiem przyjemne w odbiorze thrillery.
Niestety "Telefon po północy" to harlequin z prowadzonym na siłę wątkiem kryminalnym.

To raczej dłuższe opowiadanie niż powieść. Przeczytanie całości zajęło mi około 2h. Z samego szacunku do autorki nie porzuciłam lektury po pierwszych stronach. Wszystko jest tutaj do bólu przewidywalne. Mamy kiepski wątek szpiegowski, którego finału można domyślić się prawie od początku. Mamy spory wątek romansowy - z przesłodzonymi opisami bohaterów oraz nagłej erupcji ich uczuć.
Wszystko jest tu płytkie, nijakie, sztampowe i banalne.

Omijajcie z daleka.
1/10 - naciągane

wtorek, 16 grudnia 2014

Ewa Stachniak - Cesarzowa nocy

Około 500 stronicowa powieść "Cesarzowa nocy" to kontynuacja "Katarzyny Wielkiej" (recenzja TU) tej samej autorki.  Tym razem losy Katarzyny Wielkiej przedstawione są z perspektywy samej cesarzowej, a nie jak w poprzedniej książce z punktu widzenia jej służącej Warwary. Jest to spojrzenie na życie umierającej cesarzowej, która przywołuje pewne zdarzenia z przeszłości i w ten sposób są one przedstawione czytelnikom.

Pierwsze 133 strony to podsumowanie pierwszego tomu -  autorka jeszcze raz przywołuje najważniejsze wątki od przyjazdu Zofii do Rosji po sięgnięcie Katarzyny po władzę. Dla mnie, jako osoby która przeczytała poprzednią książkę wstęp był zbyteczny, po co czytać znowu o tym samym. Czytałam opinię samej autorki, która twierdzi, że było to konieczne ze względu na czytelników, którzy nie znali pierwszej książki - no cóż...

"Cesarzowa Nocy" jest inna niż pierwsza część. Inaczej poprowadzona jest historia i przedstawione losy samej cesarzowej. Autorka skacze po różnych okresach rządów i przywołuje zdarzenia z różnych odcinków czasu. Brak linearności, która idealnie oddała dorastanie młodej Zofii do bycia carycą wszechrusi w pierwszym tomie jest w mojej opinii zdecydowanym minusem.
Caryca wspomina swoje życie leżąc sparaliżowana i niezdolna do nawiązania kontaktu ze światem na łożu śmierci. Bardzo mało tu Potiomkina, prawie wcale nie jest wspomniana działalność carycy, która przyniosła jej przydomek Semiramidy północy. Autorka skupiła się na przedstawieniu rodziny władczyni w obliczu paru tygodni wizyty następcy szwedzkiego tronu. Historia jest wprawdzie ciekawa, ale pozostawia pewien niedosyt. Przedstawiona w książce Katarzyna to głównie staruszka, która cierpi z powodu ran na nogach, bólu kości o opuchlizny. Po tytule spodziewałam się raczej książki, która skupi się na najlepszych latach życia i rządów carycy, a nie na ich początku i powolnym zmierzchu.

Całość sprawia dość chaotyczne wrażenie. Spodziewałam się czegoś lepszego.
Mnie nie zachwyciło. Raczej średnia pozycja 5/10

niedziela, 30 listopada 2014

Zbrodnia i Wina - Michał Bardel

"Sensacyjny przewodnik po winach świata" - to podtytuł ksiażki Pana Michała Bardela, redaktora naczelnego czasopisma "Czas wina". Opis na okładce obiecuje historie o tym, jak wino przyczyniło się do paru kryminalnych wykroczeń albo jakie zbrodnie ludzie są w stanie popełnić, nie tyle pod wpływem, co z powodu wina.

Książka podzielona jest na regiony winiarskie (zdecydowanie dominuje Francja, a następnie Włochy). Opis każdego regionu rozpoczyna się od opisu zbrodni z nim związanej. Kto jednak oczekuje krwawych historii, może poczuć się zawiedziony. Zbrodnie są raczej bardziej związane z szantażem, niszczeniem butelek lub krzewów z winem, czy zatargami rodzinnymi.
Kwestia samej zbrodni to najsłabszy element książki.
Ciekawy i bardzo dobry jest opis regionów winiarskich, win w nich wytwarzanych oraz szczepów winogron, które w danym regionie owocują. Autor opisuje wina w sposób barwny i angażujący kilka zmysłów. Do tego udziela dobrych, ale nie nachalnych rad na co zwrócić uwagę przy kupowaniu wina i gdzie najlepiej go kupić, oraz w jakiej cenie.
Przedstawia historie winnic, winogrodów oraz enologów, którzy stoją za danym winem. Oprócz informacji o samym trunku otrzymujemy wiele ciekawostek o uprawie krzewów, wytwarzaniu wina oraz historycznych zdarzeniach w danej winnicy.

Z przewodników po winach, które miałam okazję czytać, książka Pana Bardela zdecydowanie wysuwa się na pierwsze miejsce. Jest napisana w sposób zrozumiały dla laika, ale również ktoś, kto ma już jakieś pojęcie o winie nie będzie zawiedziony. Po lekturze książki nauczyłam się dużo. Wiem czego mogę się spodziewać po winie z różnych regionów świata, jaki trunek podać do jakich dań oraz czym kierować się przy zakupie wina. 

Całość zwieńczona jest słownikiem terminologii winiarskiej i charakterystyką poszczególnych szczepów.
Jedyne do czego mogłabym się doczepić, to brak wielu regionów winiarskich - nie ma tu Nowej Zelandii, brak Argentyny , zero słów na temat Czech i Słowacji, Portugalii oraz paru innych.
Ufam, że powstanie druga część.

PS. Bloga autora można znaleźć tutaj:Czas Wina

poniedziałek, 24 listopada 2014

Pozostawieni - Tom Perrotta

Do książki miałam dwa podejścia. Pierwsze równolegle z wyświetlaniem serialu na stacji HBO - gdzieś późną wiosną.
Wtedy po przeczytaniu około 70 stron odłożyłam książkę i stwierdziłam, że to lektura nie dla mnie. Myślę, że winne było moje nastawienie - spodziewałam się historii pełnej akcji, dążącej do wyjaśnienia zagadki zniknięcia około 2% ludzkości w niewyjaśnionych okolicznościach.
Natomiast sama książka to studium traumy, która utrzymuje się 3 lata po tych wydarzeniach, opowieść o indywidualnym radzeniu sobie ze stratą i życiu w świecie, który już nigdy nie będzie taki sam. Nie ma tutaj żywej akcji, jest analiza uczuć, psychiki i poczynań bohaterów. Początek sprawia bardzo przygnębiające wrażenie i jego lektura mało pasowała do słonecznych dni i coraz krótszych wieczorów.

Drugie podejście miało miejsce parę dni temu. Aura była odpowiednia, wiedziałam czego spodziewać się po książce - tym razem zagrało. Widzę już powód wysokich ocen tej powieści. To świetna opowieść o ludziach, którzy przeżywają swoją prywatną tragedię i starają się z nią walczyć - każdy na swój sposób. Bohaterowie mają od nastu do kilkudziesięciu lat. Są rozczarowani życiem, zawiedzeni wyborami najbliższych, starają się otrząsnąć z traumy albo skupiają się na swym bólu, nie chcąc go zmniejszyć.

Proste zdania, dobry styl i ciekawie poprowadzone historie za drugim podejściem już nie pozwoliły mi się oderwać.
Autor przedstawia świat, w którym jest sporo smutku, a jego źródło bierze się z dziwnego wydarzenia. Zniknęło 2% ludzkości - nagle i nie wiadomo gdzie ani dlaczego. Jest to tragedia, za której winy nie ma komu przypisać, gdyż tak naprawdę nie wiadomo co się stało. 
Każdy z bohaterów zareagował na to inaczej. Są tacy, których zniknięcie dotknęło osobiście zabierając im całe rodziny. Są też bohaterowie, których bezpośrednio nie dotknęło "Porwanie Kościoła", a jednak ich wybory doprowadziły do rozpadu rodziny, której już nie da się poskładać. 
Postaci w książce są różne. Mają różne powody smutku i radzą sobie z nim zupełnie inaczej. Powolne odkrywanie ich historii i dalszych losów nie pozwala oderwać się od książki.

To dobra lektura na jesień - polecam!
8/10


niedziela, 23 listopada 2014

Steinbeck - Pastwiska Niebieskie

Kocham prozę Steinbecka, o czym wiele razy wspominałam na łamach tego bloga. Jego książki to dla mnie zawsze był strzał w dziesiątkę, aż trafiłam na "Pastwiska Niebieskie".

Jest to zbiór 12 opowiadań, które toczą się w dolinie zwanej "Pastwiska Niebieskie" obok Monterey i Salinas w Kalifornii, czyli wracamy do korzeni autora i miejsca, z którego pochodzi. Bohaterowie to mieszkańcy doliny, którzy pojawiają się jako postaci pierwszo- albo drugoplanowe w kolejnych opowiadaniach.
Do samej formy nie mam zastrzeżeń, to lekko moralizujący ton, prosty język i przyjemna stylistyka znana z innych książek, za to sama treść nudzi. Są opowiadania lepsze i gorsze. Autor analizuje ludzi, ich przywary i zalety oraz opowiada prywatne historie. Konfrontuje marzenia bohaterów z rzeczywistością. Niektóre opowiadania są lekkie i zabawne, inne raczej przygnębiające. Dostajemy wprawdzie historię doliny, ale złożoną z różnych puzzli, które dzieją się w różnym czasie i ukazują innych mieszkańców.
Brakuje mi tutaj rozwijającej się historii, większej interakcji między bohaterami oraz rozwinięcia ich losów charakterystycznych dla Steinbecka.

Nie lubię opowiadań i nawet te w wykonaniu jednego z moich ulubionych autorów nie przekonały mnie do siebie.

5,5 / 10

niedziela, 16 listopada 2014

Gillian Flynn - Zaginiona Dziewczyna

Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz po przeczytaniu książki byłam tak wkurzona na jej zakończenie. Myślałam o nim tak bardzo, że miałam w nocy koszmary. Ale po kolei.

O autorce usłyszałam z okazji promocji filmu, który sam w sobie mało mnie interesował. Mignęło mi jednak kilka pochlebnych recenzji, więc stwierdziłam, że "Zaginiona dziewczyna" będzie idealnym wyborem na wieczorną podróż autobusem - miało być ciekawie, aby czas szybko upłynął.
Nie był to aż tak idealny wybór, bo po przeczytaniu parudziesięciu stron zasnęłam... Ale potem zrobiło się ciekawiej, chociaż książka nie wciągnęła mnie w takim stopniu jak się spodziewałam.

Historia zaczyna się dosyć typowo, ale dalej już tak nie jest...

W dzień piątej rocznicy ślubu Nicka Dunne i Amy Eliott-Dunne, mąż wraca do domu, gdyż sąsiad zadzwonił do niego zaniepokojony otwartymi drzwiami. W domu Nick zastaje pobojowisko - jakby scenę walki i nigdzie nie może znaleźć swojej żony Amy. Rozkręca się akcja, z badaniami policjantów, powolnym ustalaniem faktów i powrotem do przeszłości.
Całość historii oddana jest z dwóch naprzemiennych perspektyw - jeden rozdział ukazany jest z punktu widzenia  Nicka, a drugi Amy.

Poznajemy historię Amy - rozdziały jej autorstwa są najpierw ulokowane w przeszłości oraz teraźniejszość z punktu widzenia Nicka, który przemilcza wiele ważnych faktów przed policją sprawiając wrażenie winnego. Kolejne rozdziały to dodatkowe informacje, które pozwalają nam wyrobić sobie całościowy obraz.

Ta książka, to bardziej studium charakterów niż intryga kryminalna. Bardziej skupia się na psychice bohaterów ich słabych i silnych punktach, niż na tajemnicy - która zostaje dosyć szybko wyjaśniona.

SPOILER ALERT 

W połowie książki autorka wykonuje woltę i poznajemy również teraźniejszość Amy, która sprawia wrażenie ogarniętej manią zemsty psychopatki. Chce dać swojemu mężowi nauczkę, za to, że musiała udawać fajną dziewczynę, a finalnie Nick i tak przestał ją kochać i znalazł sobie młodszą kochankę, więc w tym celu tworzy swój fikcyjny dziennik oraz aranżuje uprowadzenie/morderstwo. Dodatkowo organizuje poszukiwanie skarbów - grę małżeńską, gdzie kolejne etapy to miejsca, w którym Amy ukryła obciążające dowody. Nick sam pcha się w paszczę lwa, mota się i kłamie, zamiast otwarcie współpracować z policją.
Celem Amy jest posadzenie Nicka na elektrycznym krześle i prawie jej się to udaje. Jednak Nick również zaczyna grać w grę i chce "wmówić" żonie, że gdziekolwiek jest dalej ją kocha. Amy wierzy i wraca.

Pod koniec autorka pokazuje próbę dalszego wspólnego życia bohaterów, które jest całkiem popaprane - nienawidzą się wzajemnie i grają ze sobą w pełną manipulacji grę, mającą na celu wyeliminowanie przeciwnika. Finalnie okazuje się, że Amy jest lepszym graczem - natomiast mimo tego, końcówka jest dla mnie całkowicie niezrozumiała i mocno wkurzająca.
Autorce udało się stworzyć jedną z gorszych psychopatek w literaturze. Nick, który mimo swoich wad, wzbudza większą sympatię okazuje się na końcu słabeuszem, który jednak nic się nie uczy ze swoich błędów i dalej żyje mrzonkami.

KONIEC SPOILER ALERT

Całość była dobra. Chociaż nastawiałam się bardziej na kryminał niż na powieść psychologiczną. Denerwował mnie też lekko styl narracji, ale po pewnym czasie można się do niego przyzwyczaić.

7/10

Jedwabnik - Robert Galbraith

Przeczytałam Jedwabnika - szybko i z dużym zainteresowaniem. Ciekawie poprowadzona akcja, dobry styl, dynamiczny rozwój wydarzeń. Do tego dobrze nakreślone postaci i wciągająca intryga kryminalna.

Cormoran Strike, teraz już wzięty detektyw, mający możliwość wyboru zlecenia, zgadza się pomóc pewnej zagubionej i raczej niezamożnej kobiecie - Lenorze Quine, której mąż, pisarz Owen Quine znikł i nie daje od jakiegoś czasu znaku życia. Przed swoim zniknięciem Owen zrzucił bombę na literacki światek Londynu, gdyż jego najnowsza powieść Bombyx Mori (tytułowy Jedwabnik) to dzieło z kluczem, w którym szkaluje kilka ważnych osób związanych z rynkiem książki oraz nim samym.
Kolejne odkrycia prowadzą do makabrycznej prawdy. 

Autorka dobrze nakreśliła postaci i głównych bohaterów. Dodatkowo ciekawie oddała miasto, jego życie, światek literacki i codzienność ludzi z wyższych i średnich sfer. Bohaterowie często stołują się w pubach i restauracjach, charakterystyka każdego z tych miejsc nakreślona jest tak dobrze, że można je sobie doskonale wyobrazić w czasie lektury. Książka nie skupia się tylko na intrydze, ale również obraza się wokół życia prywatnego Cormorana i Robin, dzięki czemu jeszcze chętniej czyta się kolejne strony.

Całość dobra i warta polecenia. Chociaż, w moim odczuciu trochę gorsza od "Wołania kukułki".
Nie podobało mi się, że pojawiła się pewna nielogiczność, owszem główny bohater może robić co chce, ale gdy wszystko jest wytłumaczone zostawienie tego małego wydarzenia bez komentarza, zostawiło dla mnie pierwszy zgrzyt.
Drugim  był zabieg znany z innych kryminałów, zupełnie inny niż rozwiązanie, które chwaliłam w pierwszej części - otóż detektyw wie coś, czego nie wie czytelnik, bohater wykonuje czynności, których czytający może się co najwyżej domyślić, a te prowadzą do rozwiązania sprawy. Właśnie uniknięcie czegoś takiego i pełna przejrzystość były dla mnie tym, co zachwyciło mnie w "Wołaniu kukułki". Szkoda, że Pani Rowling jednak nie pozostała przy takim rozwiązaniu i poszła w kierunku ukrywania przed czytelnikami pewnych faktów.
 
Gdy tylko ukaże się następna część, na pewno ją przeczytam.

7/10

piątek, 7 listopada 2014

Gniew - Zygmunt Miłoszewski

Moje oczekiwanie na "Gniew" nie było zbyt długie. Poprzednią powieść z cyklu o prokuratorze Szackim przeczytałam przed paru miesiącami, więc nie czułam niedosytu z powodu braku kolejnych przygód tego bohatera.
Do "Gniewu" podeszłam raczej na chłodno, nie rozczarowałam się, ale też nie zachwyciłam za bardzo.
Ostatnia część o Teodorze Szacki  bardziej mi przypominała "Uwikłanie" niż w mojej ocenie genialne "Ziarno prawdy". Mimo ciekawej historii, całość wydała mi się dosyć chaotyczna, a zakończenie zbyt szybkie i zbyt banalne w stosunku do reszty książki, na dodatek otwarte, więc pozwala na wiele domysłów.

Akcja "Gniewu" osadzona jest tym razem w Olsztynie w 2013 roku. Każdy rozdział poprzedza krótka informacja nt. wydarzeń w Polsce, na świecie oraz lokalnych danego dnia. Teodor Szacki "ustatkował" się u boku swej konkubiny, w której domu zamieszkał wraz z 16letnią już Helą (jego córką). Marzy o wielkiej sprawie, gdyż meczą go łatwe do rozwiązania przypadki, którymi się zajmuje.
Akcja nabiera rozpędu, gdy okazuje się, że tak naprawdę szkielet, który został znaleziony w bunkrze obok szpitala, nie należy do zmarłego po wojnie "Niemca", a jest całkiem świeży, bo raptem tygodniowy. Teodor Szacki ma wreszcie sprawę, na którą czekał. Ciekawą i wymagającą.
Bardzo ważny temat tej książki to przemoc domowa - autor nawiązuje do niej wielokrotnie i uwypukla ten problem.

Ale to wszystko pojawia się później. Gdyż najpierw autor serwuje czytelnikom wstęp, po którym każdy fan Teodora Szackiego na pewno nie odłoży "Gniewu" na półkę - ale o tym, najlepiej przekonać się samemu :)

To co jest wspaniałe u Miłoszewskiego to oczywiście język i styl. Książkę czyta się niezwykle przyjemnie. Genialne operowanie językiem polskim, wypowiedzi i język bohaterów dopasowane do ich wieku, zawodu i charakterów. Świetne opisy lokalizacji oraz oddanie lokalnego kolorytu  miasta z dużą dbałością o szczegóły. Całość napisana dynamicznie, przez co czyta się szybko. Autor dorzuca sporo odniesień do autentycznych wydarzeń na świecie oraz nawiązuje wielokrotnie do obecnych trendów i kultury popularnej, przez co akcja sprawia niezwykle realne wrażenie. Do tego ciekawie skonstruowany wątek kryminalny i niesztampowa zbrodnia, okraszone badaniem sprawy przez zakład medycyny sądowej sprawiają, że ciężko było oderwać się od książki.
Szczególnie zbrodnia związana z odnalezionym szkieletem jest przerażająca, opis sposobu zamordowania ofiary wywołuje ciarki.

Całość jest niezła. Zapewniła mi sporą rozrywkę i na pewno polecę tę książkę znajomym. Dla fanów twórczości Pana Zygmunta to pozycja obowiązkowa, dla miłośników kryminałów na pewno będzie stanowiła ciekawą lekturę, nawet w oderwaniu od pozostałych części.
Gdyby nie to słabsze zakończenie i parę niewyjaśnionych kwestii, moja ocena byłaby na pewno wyższa.
7/10


wtorek, 4 listopada 2014

Apetyt - Philip Kazan - Włoska kuchnia bez pomidorów

Gdyby nie planowany wyjazd do Florencji nie sięgnęłabym po tę książkę. Opis książki zamieszczony przez wydawnictwo wkazuje raczej na tanie romansidło niż przyjemną lekturę.
Nie wiedziałam nawet, że akcja "Apetytu" toczy się we Florencji. Trafiłam na tę informację zupełnie przypadkiem szukając książek o Włoszech.

Akcja "Apetytu" toczy w XV wieku we Florencji, a następnie w Rzymie i Asyżu, z epizodyczną podróżą z Toskanii do Lacjum. Wśród bohaterów są postaci fikcyjne, jak i historyczne, które autor zręcznie wplótł w treść. Obok postaci jednym z bohaterów jest sama Florencja, pięknie przedstawiona i  opisana z uwzględnieniem wszystkich zmysłów.

Główny bohater to Nino Lattini, syn rzeźnika, posiadający specjalny talent, jakim jest niesamowity zmysł smaku. Kubki smakowe Nina są analogiczne do nosa Jean Babtiste Grenouile z "Pachnidła" Süskinda, jest on w stanie z niczego stworzyć arcydzieło. W przeciwieństwie jedna do Grenouile'a, Nino jako bohater przedstawiony jest w świetle pozytywnym i da się lubić.

Bohatera poznajemy w trudnej dla niego chwili - umiera jego matka, a obdarzony niezwykłym smakiem chłopiec próbuje poznać smak śmierci, którego nie ma. Pogrążonemu w żałobie dziecku towarzyszymy w spacerze po Florencji, poznajemy jego przyjaciół, oraz wuja, który z tej okazji przyjechał do miasta. Wuj chłopca to malarz, którego obrazy dziś możemy podziwiać w galerii Uffizi - Fillipinno Lippi. Wraz z nim poznajemy innych przyjaciół Nina jak Botticelego oraz Leonarda da Vinci. Ale to nie koniec postaci historycznych, które przewiną się przez książkę. Będzie ich więcej, w pewnym momencie w moim odczuciu aż za dużo.

Nino wyrasta na genialnego kucharza, którego talent docenia sam Lorenco Medici, zatrudniając go w swojej kuchni. Aby jednak nie skupiać się tylko na jedzeniu i zbudować ciekawą historię, autor dodaje wątek nieszczęśliwej miłości - Tessina, ukochana chłopaka zostaje zmuszona do poślubienia podstarzałego arystokraty. Cierpiący z tego powodu Nino pozwala sobie zabawić się smakami kosztem przyszłego męża Tessiny, a przez szereg swoich głupich wyborów wplątuje się intrygę, która zmusza go do porzucenia jego miasta.
Trafia w końcu do Rzymu, gdzie ma szansę wyprawić uczty dla samego papieża, a na co dzień pracuje u pewnego bardzo znanego z historii kardynała zapewniając specjalne rozrywki jego gościom.
Bohater dojrzewa, ale mimo upływu lat w dalszym ciągu z powodu szalonych decyzji, podyktowanych miłością do Tessiny, naraża się na kolejne nieprzyjemności.

 Na szczęście wątek miłości nie zdominował książki. Jest ona bardzo zmysłowa, oprócz rozkoszy stołu autor przedstawił również proces tworzenia obrazów, obrazowo przedstawia wiele lokalizacji i dobrze oddaje koloryt epoki.

W samej Florencji autor nie tyle skupia się na zabytkach, co na zapachach i smakach. Florencja którą odmalował to miasto piękne, wręcz mistyczne, jednakże naprawdę wypełniają go tradycyjne dla niej smaki i wonie. Są tutaj flaczki, które możemy zjeść również dziś, jest Ribolita - czyli warzywna zupa z chlebem, której zapach roznosił się po całym mieście - jedząc ją, miałam przed oczyma sceny z powieści i za to jestem wdzięczna autorowi. Przed wyjazdem otrzymałam niezwyczajny przewodnik, dzięki któremu mogłam popatrzeć na Florencję z innej perspektywy i wiedziałam, czego spróbować w restauracjach :).

Książkę czytało się całkiem przyjemnie, chociaż momentami czułam przesyt opisami oraz irytację z powodu kolejnych wyborów głównego bohatera.

Jeśli ktoś wybiera się do Włoch, to zdecydowanie polecam :)
6.5/10






niedziela, 12 października 2014

Rick Yancey - Piąta Fala "Bezkresne morze"

Nie czekałam za bardzo na tę część cyklu, ale byłam ciekawa dalszych losów Cassie, Evana, Zombiego, Sama, Ringer i pozostałych.

Bezkresne morze toczy się bezpośrednio po zdarzeniach z pierwszego tomu (Piątej fali). Mimo dynamicznej akcji i wielu zwrotów, nie jest jednak tak ciekawa jak pierwsza część. Nie ma tutaj już elementu zaskoczenia. Jest zbyt młodzieżowa, za dużo tutaj analizowania nastoletnich uczuć, za dużo bezsensownych wybuchów i niepotrzebnej śmierci, za dużo głupich wyborów.

Całość sprawia wrażenie nie do końca przemyślanej. Brak jej polotu i świeżości poprzedniego tomu, to część przechodnia, dopowiedzenie paru fragmentów przed finałem, który liczę, że będzie ciekawy. Słowa z tytułu "bezkresne morze" pojawiają się w wielu miejscach w tekście, co raczej sprawia wrażenie wrzucania ich tam na siłę, aby książka sprawiała wrażenie mądrzejszej.

Historie z tej części są raczej nudne. Akcja chociaż dynamiczna niewiele wnosi do całości. Pozostaje więcej pytań, niż wyjaśnień, a bohaterowie odnoszą tyle ran, że już dawno powinni wszyscy zginąć.
Czyta się szybko, ale równie szybko się zapomina.

To słaba kontynuacja i za treść przyznaję jej raptem 4/10.

Jeśli chodzi o wydanie, to tutaj Wydawnictwo Znak w wersji papierowej mnie bardzo zirytowało. Nie lubię niepotrzebnego marnowania papieru, szczególnie na marne powieści. Książka, gdyby został zachowany wygląd z pierwszej części, mogłaby mieć spokojnie 150 stron mniej. Ale nie. Wydawnictwo Znak postanowiło sztucznie pogrubić ten tom. Jest większa czcionka, większa pusta przestrzeń między numerem rozdziału a treścią, wreszcie każdy nowy rozdział rozpoczyna się od prawej strony, nawet jeśli wcześniej pozostaje 1,5 pustej strony. I po co? Żeby ładniej wyglądało?

Żałuję, że kupiłam papierową wersję. Polecam ebooka.

Ród Aszura - Nadżib Mahfuz

Nadżib Mahfuz to egipski pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla.
Jego najbardziej znanym dziełem jest Trylogia Kairska.

Ród Aszura to historia rodziny An-Nadżi, zapoczątkowanej przez Aszura, znajdę przygarniętego przez niewidomego recytatora Koranu. Aszur przedstawiany jest jako postać legendarna i święty. Porzucony jako niemowlę, pod opieką przybranej rodziny wyrósł na praworządnego człowieka, wielkej postury i siły. Uciekł z miasta przed zarazą i powrócił do opuszczonej dzielnicy. Tam wraz z żoną i małym synem zajął dom pozostawiony przez zmarłą rodzinę bogaczy, a przywłaszczony majątek rozdawał biednym (Harafisz), a nie zachował dla siebie. Został wybrany fuutuwą dzielnicy (coś w stylu szefa lokalnej bandy), a urząd ten sprawował szlachetnie, sprzyjając biednym. 
Jego potomkowie jednak nie byli tak szlachetni jak założyciel roku, każde kolejne pokolenie bardziej zwracało uwagę na swoją wysoką pozycję społeczną i materialną, niż na potrzeby Harafisz, mimo iż każdy potomek wielkiego Aszura chciał przypisać sobie jego wielkość i kąpał się w blasku jego historycznej sławy.
Tytuł w oryginale nawiązuje jednakże nie do Aszura, a do Harafisz, czyli bezdomnej biedoty zamieszkującej dzielnicę. To właśnie Harafisz spajają klamrą całą powieść. Kolejni bohaterowie są oceniani przez pryzmat ich stosunku do tej grupy społecznej. Rodzina stacza się najpierw moralnie, a potem materialnie. Dopiero ostatni opisany członek roku, który przypomina posturą Aszura i nosi to samo imię bardzo przypomina założyciela.

Książkę czyta się świetnie. Napisana jest pięknym językiem i w dobrym stylu. Rozdziały są króciutkie, akcja bardzo dynamiczna. Czas pędzi w niesamowitym tempie. Kolejni członkowie rodu i ich rodziny zmieniają się jak w kalejdoskopie. A historie ich życia są często niezwykłe i bardzo ciekawe.
Chociaż w pewnym momencie trudno się połapać kto jest czyim potomkiem, ze względu na sporą liczbę nazwisk. 
Autor skupia się na ludziach, a nie na otoczeniu. Nie wiadomo w jakim czasie się to dzieje, gdyż życie ludzi i sprzęty się nie zmieniają. Mimo paruset lat i wielu pokoleń, samo życie codzienne nie ulega zmianie.
Mimo akcentów kultury islamskiej, książka jest bardzo uniwersalna. To studium zachowań i pragnień ludzkich skonfrontowanych z pokusami świata. Pokazuje, że ludzie są słabi i ulegają bardziej temu co materialne, niż bogactwu duchowemu.

8/10



czwartek, 9 października 2014

Zobaczyć Neapol i przeżyć - Neapol moja miłość - Penelope Green

Wybieram się do Neapolu. To miasto kusiło mnie od dłuższego czasu, parę razy z zaplanowanej podróży nic nie wyszło, ale finalnie się udało. Zanim zamówiłam i zapłaciłam za bilety i hotel, żyłam sobie w słodkiej niewiedzy, że Neapol to jedno z najbardziej niebezpiecznych miast w Europie. Kamorra, chociaż o niej słyszałam raczej stanowiła dosyć egzotyczne zjawisko. Zaczęłam czytać w internecie różne opinie na temat miasta, w którym można zjeść najlepszą pizze na świecie i się przeraziłam. Ta książka jest jedną z pozycji, które miały mnie uspokoić przed wizytą. No cóż spokojniejsza nie jestem, ale wiem w jakie dzielnice się nie zapuszczać i na co zwracać baczną uwagę.

Penelope Green to Australijka, która przyjechała do Włoch. Nie czytałam jej poprzedniej książki (Rzymskie dolce vita) ani też kontynuacji Neapolu, więc nie wiem jak potoczyły się jej losy. "Neapol moja miłość" to  tytuł przysposobiony do czytelnika, aby kupił książkę z nastawieniem na romantyczną powieść jak to w Italii jest super - w oryginale tytuł to "See Naples and die", czyli przytoczenie niezwykle popularnego cytatu z Goethego "Zobaczyć Neapol i umrzeć".
Spodziewałam się czytadła z rodzaju - przyjechałam do Włoch, potem do Neapolu, najadłam się włoskiego jedzenia, poznałam przystojnego Włocha i jest super - miło byłam zaskoczona, gdy okazało się, że podobny schemat owszem się pojawia, ale główną zawartość poszczególnych rozdziałów stanowi opis różnych historii i problemów miasta, a nie problemów uczuciowych autorki.

Z przyjemnością przeczytałam o historii kultu Diego Maradonny w Neapolu, informacje nt. walki  ze śmieciami, pomysły jak wyeliminować Kamorrę oraz zbeletryzowane wywiady z różnymi ważnymi albo znanymi mieszkańcami miasta. W tym autorka nie pominęła wyspy Capri, paru lokalnych przysmaków i zabytków, oraz opisała kult św Gennar'ego w Neapolu.
Dowiedziałam się sporo o historii miasta, zmianach oraz planach na przyszłość. Nastawiałam się  na nędzne powieścidło, a tymczasem dostałam mocno uproszczoną, ale jednak bardzo ciekawą wiedzę na temat współczesnego i historycznego Neapolu.

Uspokojona przed wyjazdem nie jestem, ale sporo wiem :)

Polecam jako lekturę dla wszystkich, którzy wybierają się do tego miasta. Dla osób niezainteresowanych tematem książka będzie zwyczajnie nudna.
Moja ocena jest również przez pryzmat prywatnych zainteresowań i w przypadku tej pozycji jest to 6/10

sobota, 4 października 2014

Andrew Miller - Oczyszczenie

"Oczyszczenie" to kolejna nowość, która podstępem wkradła się na moją listę książek do przeczytania. Zaintrygował mnie opis książki udostępniony przez wydawnictwo i porównanie jej do jednej z moich ulubionych powieści - "Pachnidła".

Akcja toczy się w większości w XVIII wiecznym Paryżu, praktycznie w przededniu Rewolucji Francuskiej. Młody inżynier, wywodzący się z ludu, otrzymuje od ministra zadanie zlikwidowania przepełnionego i zatruwającego miazmatami dzielnicę, Cmentarza Niewiniątek. Wydaje się, że to zadanie trochę ponad siły nieporadnego i zagubionego inżyniera, który marzy o budowie mostów nie ma natomiast pojęcia ani o cmentarzu ani o życiu w Paryżu. Zarówno miasto jak i Wersal onieśmielają go i przerażają. Jean Babtiste Baratte, gdyż tak zwie się nasz bohater, nie tylko likwiduje cmentarz, likwiduje również swoją nieśmiałość, nieporadność i strach przed wielkim światem.  Bohater ewoluuje, dojrzewa do czynów, które jeszcze wcześniej by go przeraziły.
Drugim bohaterem książki jest Armand, organista z kościoła niewiniątek, który gra już tylko dla duchów. Jest osobą wyzwoloną od nakazów moralnych, nazywa się członkiem partii przyszłości i wszelkie zmiany są dla niego symbolem nowej epoki, która ma nadejść.
Ma on znaczny wpływ na ewolucję głównego bohatera, wspierając go w jego poczynaniach i pomagając poznać miasto i żyjących w nim ludzi.
Obok głównych bohaterów przewija się kilkadziesiąt dodatkowych postaci - męskich jak i kobiecych, które reprezentują poszczególne stany społeczne.

Książka ma swój klimat, duża część akcji dzieje się jesienią i zimą. Paryż zasnuty mgłą, stary cmentarz i odór unoszący się w powietrzu sprawiają przygnębiające wrażenie. Okoliczni mieszkańcy, którzy "przesiąknęli" smrodem cmentarza żyją w zawieszeniu, myśląc, że nic dobrego ich nie spotka, wręcz buntując się przeciwko likwidacji miejsca, które skaziło cała dzielnice.
Wiele zdarzeń jest tutaj symbolicznych, można patrzeć na nie pod kątem epoki Oświecenia jak i historii, a szczególnie zmian jakie przyniosła rewolucja francuska.

Całość jest dobra, ale nie wybitna. Napisana jest dobrym stylem i pięknym językiem. Akcja rozwija się powoli, czasami mocno zwalniając, wręcz nudząc, a czasami nadmiernie przyspiesza. To nie fabuła jest tutaj najważniejsza.
"Oczyszczenie" broni się klimatem, rozwojem bohaterów i stylem, a nie opowiadaną historią.

7/10

Przy okazji polecam ciekawy wywiad z autorem, najlepiej po przeczytaniu książki, a nie przed. Dostępny TU

czwartek, 25 września 2014

Włosi, życie to teatr - Maciej Brzozowski

Przyznam szczerze, że gdyby nie tegoroczny wyjazd do Włoch, nie sięgnęłabym po tę książkę. Ale przeczytałam ją i nie żałuję.
Autor to italianista i italofil, nie tylko kocha kraj, ale zna język, więc zrozumienie kultury jest przez to dla niego o wiele łatwiejsze.
W książce Pan Maciej starał się zawrzeć wiedzę o Włochach i Włoszech w pigułce, wraz z informacjami na temat ich języka, kultury i kulinariów.
Rozdziały są tematyczne i poświęcone konkretnym zagadnieniom, chociaż czasami podział tematów sprawia chaotyczne wrażenie.

Książka zaczyna się od obowiązkowego, trochę nudnego wprowadzenia do historii zjednoczonego Państwa i powstania Włoch. A potem jest już tylko coraz ciekawiej. Chociaż ostatnie rozdziały, nazwane epilogiem, gdzie autor porzuca swój obiektywizm i opisuje Italię z własnego punktu widzenia, są najsłabszymi w całej książce.

Dowiedziałam się naprawdę sporo. Nie tylko o włoskiej historii, co pozwoliło mi w końcu dowiedzieć się czemu tyle ulic, placów i innych obiektów na Półwyspie Apenińskim nosi miano Garibaldi.  Dzięki tej lekturze, wiem, że warto jednak przed wyjazdem nauczyć się chociaż paru słów po włosku i zawsze wymawiać podwójne litery. Wiem jak nie narazić się na śmieszność w Trattori albo Cafeterii i co zamówić o której godzinie, w którym miejscu w kraju oraz z jakim dodatkiem.
Ciekawa jest też historia mody, stylu i czołowych włoskich produktów luksusowych i motoryzacyjnych.
Duży plus to także opis wzajemnych uprzedzeń między mieszkańcami północy i południa, które ufam, że już za miesiąc dane mi będzie zweryfikować.

Książka jest napisana prostym językiem, zawiera dużo informacji, które można łatwo przyswoić. Czasami wydaje się zbyt prosta, szczególnie dla kogoś, kto ma już jakąś wiedzę na temat Włoch, ale całościowo znacznie wzbogaca wiedzę o tym kraju. To przyjemna lektura dla wielbicieli Italii albo turystów, gdyż pozwala ułożyć sobie pewne informacje i przypomnieć pewne ważne fakty, bez których łatwo można popełnić kulturalne faux pas.

Przyjemna lektura
7/10

piątek, 19 września 2014

Białe, Zimna wyspa Spitsbergen - Ilona Wiśniewska

Mimo, że na wakacje zwykle wybieram miejsca w których temperatura jest podobna, albo wyższa niż w naszym kraju, fascynują mnie reportaże o miejscach zimnych i odosobnionych. Ten właśnie impuls skłonił mnie do zakupu książki Białe - w zasadzie zupełnie w ciemno, bo ani autorka nie jest mi znana, a o Spitsbergenie miałam pojęcie znikome.

Dzięki lekturze tej książki dowiedziałam się bardzo dużo o tej największej norweskiej wyspie. Patrząc na mapę, leży ona bardziej na północ niż zamieszkana część Grenlandii czy nawet północne półwyspy Syberii jak Jamał lub Czukotka.

Pani Ilona Wiśniewska to mieszkanka największego miasta na wyspie Longyearbyen. Białe stanowi zbiór różnych reportaży, które mimo wielu opisanych osób mają jednego głównego bohatera - Spitsbergen. 
Autorka opisuje mieszkańców i zdarzenia związane z wyspą. Poświęca kolejne rozdziały albo danemu miejscu, albo ludziom różnych narodowości, jak Rosjanie, Norwegowie czy też Polacy .
Początek wydawał mi się nudny, lecz potem książka zrobiła się bardzo ciekawa.
Opisy miejsc, klimatu, nocy i dnia polarnego, zainteresowały mnie i zachęciły do odwiedzenia Spitsbergenu. Poznajemy historię wyspy, życie poszczególnych nacji, które tutaj miały swoje bazy - jak Rosjanie i ich miasteczko Piramida. Dowiadujemy się paru szczegółów z życia codziennego i zwyczajów mieszkańców. Otrzymujemy historię polskiej bazy naukowej, jak również informacje na temat polowania oraz oprawiania zabitej zwierzyny.

Chciałabym kiedyś pojechać do tego zupełnie innego świata i zobaczyć jak wszystko wygląda. W przeciwieństwie do innych lodowatych miejsc, jak północ Rosji, ta norweska wyspa oferuje arktyczną przyrodę i klimat, zestawioną z zachodnią cywilizacją, gdzie hotele oferują nocleg na poziomie takim jak na kontynencie, można wyjść do restauracji, biblioteki, siłowni i muzeum a wszystko wygląda jak małe norweskie miasteczko.


Bardzo fajna książka. Dużo w niej obserwacji mieszkańców, historii, różnego rodzaju faktów i informacji o życiu w tym miejscu.
Zimno, ciemno, ale fascynująco.

7,5/10

Kocha, lubi, pragnie - Zbigniew Lew Starowicz | Paulina Reiter

Mimo, że nie jestem fanką poradników przeczytałam fragment tej książki na stronie wydawnictwa i bardzo przypadł mi do gustu, co skończyło się zakupem. Nie żałuję! :)

Kocha, lubi, pragnie ma formę wywiadu, podzielonego na poszczególne rozdziały tematyczne. Te przedzielone są wypowiedziami anonimowych osób, nawiązujących do treści rozdziału, różnego rodzaju testami psychologicznymi, poradami kulinarnymi (afrodyzjaki) oraz małym przewodnikiem po filmach i książkach, które wzbudzą pożądanie.

Pan Zbigniew Lew Starowicz opowiada na pytania dotyczące upodobań kobiet, mężczyzn oraz przedstawia co jest ważne, aby stworzyć i utrzymać udany związek. Jeśli czytało się wcześniej jakiekolwiek artykuły nt. zachowań obu płci, "Mężczyźni są z Marsa, a Kobiety z Wenus" czy też babskie gazety, to nie ma tutaj rzeczy, o których już wcześniej byśmy nie wiedzieli. Ale podane w zbilansowanej formie i w postaci przejrzystych rozdziałów, dłużej zostają w pamięci. O wielu kwestiach, które są ważne, a na co dzień raczej ignorowane, przypomniałam sobie w trakcie lektury książki i wdrożyłam w życie. Wywiady dotyczą seksualności oraz uczuciu między ludźmi, nie skupiają się tylko na jednej formie, ale opisują różne rodzaje miłości czy też preferencji seksualnych.

Książkę czyta się dobrze i często można do niej wracać.
To przewodnik po damsko-męskich relacjach, w którym wszystko podane jest w przystępnej i zrozumiałej formie, zawiera wiele fajnych porad dla singli, par z krótkim stażem i "starego dobrego małżeństwa".

7/10

niedziela, 14 września 2014

Dobra Krew - Magdalena Skopek

Przyznaję, że po tą książkę sięgnęłam zaintrygowana okładką. Na plus okazał się również temat poruszony w tej książce - a mianowicie życie Nieńców, ludu żyjącego na Półwyspie Jamalskim, syberyjskiej tundry.
Fascynuje mnie Rosja jako kraj, w którym żyje wiele ludów w tym sporo ludów pierwotnych wyznających szamanizm. Nastawiła się bardzo pozytywnie do tej lektury i niestety się rozczarowałam.
To nie reportaż, tylko relacja z podróży i czasu spędzonego przez autorkę na Półwyspie Jamalskim. Początek książki napisany był fatalnie, bałam się, że jeśli ten styl się utrzyma szybko porzucę lekturę. Na szczęście styl się zmienia i dalej jest całkiem znośnie, mimo ogólnego przynudzania.

Opis początkowej podróży przez Rosję i próba przedostania się coraz bardziej na północ jest ciekawa. Dobrze czyta się o kolejnych miastach, leżących coraz dalej od równika, w których życie wygląda zupełnie inaczej niż w naszej części świata. Jest to przyjemne rozwinięcie, które wzmaga ciekawość i oczekiwanie na to co będzie dalej, jak będzie w tym czumie.
A gdy już autorka trafia do czumu to bum, bańka pęka i robi się nudno, a opowieść traci swój dynamizm.
Autorka zbyt skupia się na codzienności, opisując do znudzenia powtarzające się czynności. Jest to relacja prawie dzień po dniu, w którym autorka zapisuje w dzienniku co się dzieje. A jako, że to tundra to raczej dzieje się niewiele i często wszystko się powtarza. Całość przez to jest raczej nudna, bo ile można czytać o kasłaniu (czyli składaniu czumu [coś w stylu tipi] i przenoszeniu się na inne miejsce w tundrze), składaniu jeje (czyli pokryciu czumu) czy też jedzeniu surowego mięsa i piciu krwi.
Autorka na szczęście porusza kwestię radzenia sobie z potrzebami fizjologicznymi w tundrze, ale niestety nie wyczerpuje tematu, co dla mnie było bardzo intrygujące. Jest tutaj sporo realizmu, ale jest on jakby przepuszczony przez filtr, co sprawia wrażenie pewnego niedopowiedzenia.
Na plus jest również sporo opisów codzienności Nieńców i ich poglądów na świat, jak i opisów kultury. Można podziwiać autorkę, że miała tyle odwagi i determinacji, aby spędzić w tak niegościnnym miejscu tyle czasu. 
Obraz tundry oddany przez autorkę jest sielsko - odpychający. Z jednej strony zachwyt, a z drugiej same minusy życia w tamtym miejscu.
Opisy Nieńców pokazują ten lud w pozytywnym świetle, jako osoby serdeczne, otwarte i tolerancyjne, a zarazem żyjące według pradawnych reguł.
W książce pojawia się sporo imion i sporo zdjęć. Niestety tylko niektóre zdjęcia są podpisane. A fotki na których jest sporo dzieciaków, nie są podpisane w ogóle, czego mi bardzo brakowało, gdyż lubię wiedzieć na kogo patrzę.

Książka jest bardzo ładnie wydana -  dużo zdjęć, ładny papier, ciekawa okładka.
Lecz całość mnie znudziła i w mojej opinii jest raczej przeciętna.

5,5/10




poniedziałek, 8 września 2014

Woziłam arabskie księżniczki - Jayne Amelia Larson

O książce dowiedziałam się z zapowiedzi na stronie mojego ulubionego wydawnictwa, lecz wtedy nie wzbudziła ona mojego zainteresowania. Dopiero artykuły w prasie kobiecej i na portalach internetowych skłoniły mnie do sięgnięcia po nią.

W zasadzie nie spodziewałam się po niej zbyt wiele. Liczyłam na przedstawienie innej kultury z zachodniego punktu widzenia. Tymczasem, przez większość książki autorka serwuje nam autobiograficzne przynudzanie, będące lamentem nad tym, jakiego dna sięgnęła pracując jako kierowca, kiedy była przecież aspirującą aktorą grającą z samym Kirkiem Douglasem.

Większość książki stanowi narzekanie autorki na jej pracę, na to jak jej nie wyszło w życiu, gdyż pracuje jako szofer, a przecież ma dwa dyplomy uniwersytetów z Ivy League. Informacji o Arabkach jest tutaj niewiele i głównie się powtarzają. Dodatkowo wszystko okraszone jest powierzchownymi informacjami o Arabii Saudyjskiej, zaczerpniętymi zapewne z Wikipedii. Każda informacja o Arabkach i ich zwyczajach jest przepleciona z nawiązaniem do biografii autorki, albo okraszona kolejnym utyskiwaniem, że czeka w samochodzie głodna, że musi stać na słońcu w wełnianym kostiumie itp. itd.
 
Język jest prosty, style nawiązujący do plotkarskiej pracy. Na pewno nie jest to książka dla osób, które mają jakieś pojęcie o kulturze islamu i chciałyby poznać temat głebiej, raczej jest to pozycja dla kulturowych ignorantów.
 
Wszystkie ciekawe informacje o Arabkach i ich życiu  poznałam już wcześniej czytając artykuł o tej ksiażce w prasie kobiecej - np. TUTAJ
Informacje, które pojawiły się w sieci i mediach wraz z premierą tej pozycji w Polsce podziałały raczej jak trailer do kiepskiego filmu. Zawierały najlepsze,  fragmenty, a to co zostało to nudy. 
Plus tej książki jest taki, że się ją szybko czyta, więc moralniak z powodu zmarnowanego czasu nie jest taki duży.

3/10

niedziela, 31 sierpnia 2014

Podróże z Charleyem - John Steinbeck


 Podróże z Charleyem to powieść drogi, w której mamy wgląd w prywatne życie autora i jego opinie o spotkanych ludziach oraz obserwowanych wydarzeniach. Obnaża on przed czytelnikiem swoje ja, jako narratora. Nie skrywa się za swoimi postaciami, aby wypowiadać sądy, tylko wyraża własne zdanie. Nie jest to reportaż, tylko subiektywna obserwacja miejsc i ludzi.
To również świetna książka o przyjaźni między człowiekiem, a psem i sporym szacunku w stosunku do zwierzęcia, które jest kompanem podróży.

John Steinbeck wyrusza odmianą kampera, którą nazywa Rosynant, w hołdzie dla wierzchowca Don Kichote, oraz z francuskim pudlem - Charleyem w podróż przez Stany Zjednoczone. Jak sam twierdzi, w drogę pcha go chęć poznania na nowo kraju o którym pisze, gdyż jako odnoszący sukcesy autor, stracił kontakt z ludźmi i nie rozumie swoich współobywateli.
Droga wiedzie od Long Island, na północ wschodniego wybrzeża, a następnie północą USA na zachód, w dół przez Kalifornię i z powrotem na wschód, przez Teksas i Luizjanę, a stamtąd już szybko w kierunku Nowego Jorku.

Mimo ogromu przebytych kilometrów i wielu miesięcy w drodze, autor nie opisuje szczegółowo każdego dnia. Raczej wybiera zdarzenia i miejsca, które w jego opinii charakteryzują USA. W kraju o takiej powierzchni, różnorodność krajobrazów i klimatu ma wpływ na życie i światopogląd mieszkańców. Mimo jednego języka, polityki, mediów i kultury, są oni znacznie od siebie różni. Spokojna i stabilna północ, w której stare wartości są w cenie i zmagające się z wewnętrznymi bólami, niespokojne południe z nastrojem "przedrewolucyjnym".

Ameryka lat 60 to miejsce pełne kontrastów, targane niepokojami społecznymi, pogrążone w zimnej wojnie i konserwatywne. Każdy stan, stanowi osobne państwo, w którym ludzie mają inne problemy i inne poglądy na rzeczywistość.

Podróże z Charleyem mimo, że są lekturą ciekawą, nie zaliczają się do najlepszych dzieł Johna Steinbecka. Według ostatnich badań literaturoznawców, autor zamieścił w niej sporo literackiej fikcji oraz wydarzeń, które nie miały miejsca w rzeczywistości. Mimo próby ukazania różnorodności kulturowo-społecznej USA, książce brakuje głębi innych powieści autora, która skłaniałaby czytelnika do dalszych przemyśleń.

7/10

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Marek Krajewski - Władca liczb

Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam na stronie "Znaku", że już jesienią pojawi się nowa książka, jednego z moich ulubionych autorów. A jeszcze większy uśmiech na mojej twarzy wywołał mail z księgarni Woblink, że nowa ksiażka Pana Marka dostępna jest w formie ebooka, na około dwa tygodnie przed jej papierową premierą. Dodatkowo cena była bardzo atrakcyjna.

Zakupiłam z planem, że w ten weekend ją przeczytam. Z racji dodatkowych obowiązków, bałam się, że nie uda mi się tego zrobić. Ale okazało się, że na jej lekturę wystarczy pięć godzin czytania w średnim tempie - książka ma raptem 312 stron.

Napisana jest typowym dla autora pięknym językiem, ze sporą ilością wtrąceń z łaciny, użyciem lwowskiego dialektu, w dobrym styl, z ciekawie prowadzoną akcją.

Główny bohater, to znany czytelnikom Edward Popielski, mający już 70 lat, który po burzliwym okresie po wojnie, w 1956 roku osiągnął pewien spokój i stabilizację we Wrocławiu.
Mimo, że nie pracuje już jako detektyw, znajomy jego obecnego pracodawcy prosi go o pomoc, obiecując hojne honorarium. Popielski dostaje nowe zlecenie - ma udowodnić chorobę psychiczną brata hrabiego Zaranek-Plater - Eugeniusza, aby jego zleceniodawca mógł otrzymać drugą część spadku po rodzicach. W tym celu Popielski ma rozwiązać zagadkę trzech dziwnych samobójstw, które według Eugeniusza są dowodem na działanie demonicznego władcy liczb "Belmispara". Jeśli byłemu policjantowi, uda się udowodnić, że to wcale nie samobójstwa, wuj obu braci uzna chorobę Eugeniusza i przekaże resztę spadku jego bratu.

Śledztwo prowadzi przez podejrzany wrocławski światek, który po drodze zbiera parę przypadkowych ofiar, a w głównych bohaterze budzi spore wyrzuty sumienia. Podąża on śladami rzekomego demona, który ujawnia się, gdy zaistnieją pewne matematyczne okoliczności.
Akcja poprowadzona jest sprawnie i dobrze. Pojawiają się kolejne fakty i nitki, które prowadzą do dalszych zagadek, a następnie ich rozwiązania. Autor nie zostawia nam pola do domysłów, ujawniając całą intrygę na końcu książki.

Po przeczytaniu dochodzę do wniosku, że wszystko to już było. Tak jakby formuła powieści cyklu Wrocławsko - Lwowskiego powoli się wyczerpywała. "Władca liczb" nie wnosi do cyklu nic nowego, ani odkrywczego, wręcz wydaje się mieszaniną wątków, poruszanych już w poprzednich powieściach. Mamy tutaj zagadki matematyczne, chorobę psychiczną, demonologię, topielców, nawiązania do spirytyzmu, samotny czarny charakter, odosobnienie, przeszłość kładącą się cieniem na życiu bohaterów, tragedię dziecka, tajemnicze zaginięcia i jeszcze parę innych kwestii poruszanych w poprzednich książkach.
Sam Popielski, z racji podeszłego już wieku, jest również cieniem bohatera z poprzednich tomów. Brakuje mu pazura, a dawna zadziorność jest mocno wypierana przez rozwagę.

"Władca liczb" nie jest książką złą. Jest lekturą przyjemną, którą czyta się szybko i z dużym zainteresowaniem. Jednakże, jest już w moim odczuciu powielaniem pewnych schematów, przez co znacząco odstaje od pozostałych książek w cyklu i jest jednym z najsłabszych "tomów".

6/10



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Tajemna historia - Donna Tartt

O książce dowiedziałam się przypadkiem. Na portalu "lubimy czytać" pojawiła się wiadomość, że Pani Donna Tartt otrzymała w tym roku nagrodę Pulitzera za swoją nową powieść, w tym samym artykule autor nawiązał do niezwykłej popularności poprzedniej książki tej autorki "Tajemnej Historii". Zapoznałam się z entuzjastycznymi recenzjami, które nazywały książkę arcydziełem i postanowiłam sama sięgnąć po tą pozycję.

Wydaje mi się, że moje nastawienie było złe. Spodziewałam się genialnego i odkrywczego dzieła, napisanego w porywający sposób, które dostarczy mi wielu silnych wrażeń i zostawi bez słowa. Dostałam powieść jakich wiele, bardzo monotonną, z powolnym rozwojem akcji i przewidywalną historią. Opowieść o zblazowanej młodzieży, oderwanych od życia studentach filologii klasycznej na położonym w Vermoncie collegu Hampden.
Czas akcji to bliżej nieokreślona końcówka XX wieku, gdzieś lata 70/80.

Główny bohater to Richard Papen, pochodzący z Kalifornii młodzieniec, który nie ma więzi z miejscem pochodzenia ani swoimi rodzicami, nie wie co chce robić w życiu i zmienia co jakiś czas ścieżkę swojej edukacji. 
Richard otrzymuje stypendium collegu Hampden, położonego w Vermoncie, gdzie wszystko jest inne niż w Kalifornii.
Zamiast kontynuować naukę w kierunku literatury angielskiej, postanawia dostać się do elitarnej grupki studentów kontrowersyjnego wykładowcy filologii klasycznej, profesora Juliana. W tym celu obserwuje bacznie jego pozostałych studentów i przy okazji nawiązuje z nimi kontakt.

Jak możemy się łatwo domyślić, staje się częścią tej zblazowanej i oderwanej od rzeczywistości grupki. Pozostali studenci czyli bliźniacy Camila i Charles, Henry, Bunny oraz Francis to potomkowie bogatych rodzin, którzy żyją beztrosko, ubierając się w drogich sklepach i stołując w wykwintnych restauracjach.
Są zapatrzeni w profesora i zafascynowani sobą wzajemnie oraz martwym językim i kulturą.
Nikt z nich nie wzbudza specjalnej sympatii. Nikt nie sprawia wrażenia osoby, z którą chciałoby się zaprzyjaźnić.
Autorka zestawia z nimi normalnych studentów Hampden, w stosunku do których w mojej opinii jest nieuczciwa, gdyż podkreśla ich uzależnienia i zamiłowanie do przyziemnych rozrywek. To co u innych stanowi wadę, u studentów filologii klasycznej jest koniecznością, gdyż koresponduje z ich "oderwaniem od normalnego życia".

Grupa studentów Juliana żyje w innym świecie - nie wiedzą nawet, że ludzie stanęli na księżycu. Ich świat kręci się obok języka i kultury starożytnej Grecji, nadmiaru alkoholu i pseudofilozoficznych rozmów o życiu i jego sensie.

Jest to opowieść o morderstwie - od początku wiemy kto zabił i kogo zabił. W trakcie lektury poznajemy motyw zabójstwa i dalsze losy morderców. 
Akcja rozwija się powoli, wręcz jest momentami nudna. Autorka prawdopodobnie buduje napięcie, którego tak naprawdę się nie odczuwa. Postaci nie ewoluują, albo ich zmiana jest powolna i mało zauważalna.
Całość, chociaż napisana dobrym językiem, nie porywa. Czytając "Tajemną historię" nie miałam potrzeby sięgania po tę książkę w każdej wolnej chwili.
Zakończenie mnie zbytnio nie zaskoczyło. Momentami nawet się nudziłam, gdyż przez znaczną część nic się nie dzieje. Po skończeniu lektury nie miałam uczucia, że przeczytałam coś genialnego. Bardziej poczucie - już to gdzieś czytałam/widziałam/ słyszałam.

Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego.
6/10

czwartek, 14 sierpnia 2014

Długi film o miłości - Jacek Hugo-Bader

Nigdy nie zrozumiem himalaistów. Ich pasji i wynikającego z niej pędu w góry za wszelką cenę - nawet za cenę życia partnera albo własnego. Nie zrozumiem tego masochizmu, doprowadzania się do granicy, byle wejść dalej, wyżej. Ryzykowania własnym życiem, tylko po to aby dopisać do swojej listy kolejny wierzchołek, aby stanąć na chwilę na szczycie, pstryknąć fotkę i znowu mozolnie schodzić ze stromej ściany.

Gdyby nie informacje w mediach, nie miałabym pojęcia o Broad Peak. Gdyby nie książka JHB nie wiedziałabym nic o polskim himalaizmie zimowym ani o lodowych wojownikach. Te wszystkie nazwiska, które poznałam po lekturze reportażu "Długi film o miłości" były mi wcześniej prawie zupełnie obce.
Nie interesowali mnie wspinacze, nie interesowały mnie wierzchołki, nie podziwiałam ich. Teraz wiem, co się dzieje w tym światku. Po lekturze reportażu jestem mądrzejsza o parę faktów, nazwisk, powodów dla których idzie się w górę i jak to robić, ale dalej tego nie rozumiem ani nie podziwiam.
Nie jestem i nigdy nie będę fanką zbytniego ryzyka i sportu, tak ekstremalnego, że co czwarty wspinacz traci życie.

Jacek Hugo-Bader przyzwyczaił mnie do swoich poprzednich reportaży. Do relacji z podróży po Rosji i byłych krajach ZSRR, do celnych opisów otaczających go ludzi i ich życia. Do opowieści o ludziach, z którymi mimo różnic kulturowych znalazł wspólny język.

Z tej książki wieje chłodem i wyobcowaniem. Autor traktowany jest jak piąte koło u wozu. Więcej wspólnych tematów ma z ludźmi z dalekiej Syberii niż z rodakami, z którymi trafił pod Broad Peak.  Jako reporter jest na tej wyprawie persona non grata. Jest wyobcowany, gdyż nie dzieli z pozostałymi członkami wyprawy ich światopoglądu i pasji. Śmie wątpić w cele i kwestionować zdanie lidera. Jest tutaj w opozycji, gdyż nie przeżywa personalnie tego co jego bohaterowie, co więcej śmie mieć własną opinię i rozmawiać z ich wrogami - czyli Krzysztofem Wielickim, Adamem Bieleckim i Arturem Hajzerem, którzy są postrzegani jako główni winowajcy tragedii, przez członków rodzin i znajomych Berbeki oraz Kowalskiego.
Autor przytacza również wypowiedzi z for internetowych i komentarze z blogów. Pokazuje te neutralne, ale też negatywne i pozytywne. Sam jest przy tym bezstronny, mimo, że jest pod Broad Peak z bliskimi dwóch tragicznie zmarłych himalaistów, nie przejmuje ich światopoglądu i pozwala sobie na szersze pole widzenia. Widzi rysy na idealnym wizerunku.

Długi film o miłośći, to też książka o nas, jako narodzie, który mimo, że kogoś nie zna, ani nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji pozwala sobie na osąd, często zaciekły i pełny jadu, jakim pluje na anonimowych forach internetowych, kryty pod nic niemówiącym nickiem. To opowieść o ludziach, których pasja doprowadziła do śmierci. O ludziach fascynujących, a zarazem zaślepionych. To film o miłości do gór i wspinaczki. Książka o mocnych charakterach i błędnych decyzjach.

To zdecydowanie reportaż, który daje do myślenia. Pozwala wyrobić sobie własne zdanie. Skłania do sięgnięcia po więcej materiałów i nawet parę tygodniu po skończeniu lektury, dalej stanowi dobry temat w rozmowach ze znajomymi.

Niektórzy zarzucają Panu JHB, że w tej książce poszedł na łatwiznę. Że nie skupił się na temacie i wrzucił komentarze z for internetowych, aby wypełnić miejsce. Ja go podziwiam. W tym wieku pojechał w wysokie góry i wrócił z nich. Mimo niechęci swoich "obiektów badawczych" stworzył książkę, która długo dostarcza tematów do rozmów i zmusza do myślenia, oraz wyrobienia sobie własnego zdania.

Czytało mi się ją bardzo przyjemnie. Dostarczyła mi ona dużo informacji, wywołała wiele przemyśleń i rzuciła dużo światła na temat, który do tej pory był mi prawie zupełnie obcy.

8/10

środa, 30 lipca 2014

"Wołanie Kukułki" - Robert Galbraith aka J.K.Rowling pod pseudonimem

Jesienią zeszłego roku na portalach kulturalnych pojawiła się informacja, że Pani Rowling próbuje swoich sił w nurcie kryminału. Pierwszą książkę w nowym dla niej gatunku, wydała jednak pod pseudonimem, żeby zobaczyć jak się sprzedaje.

Jeśli czytałabym "Wołanie kukułki" bez wiedzy, kim naprawdę jest autor, moja ocena jednak nie byłaby inna. Właśnie, przez to, że to Pani Rowling stoi za książką, byłam trochę sceptyczna i długo wahałam się, czy po nią sięgnąć. Przeczytałam i żałuję, że dopiero tak późno.

"Wołanie kukułki" to kryminał detektywistyczny. Na dodatek napisany w sposób, z którym ostatnio się rzadko spotykam -  otrzymujemy wszystkie informacje, które ma detektyw i możemy łączyć sami fakty, aby dojść do rozwiązania. Kolejny plus to dobrze i ciekawie poprowadzona intryga, powolne rozwijanie śledztwa i szukanie wskazówek. Dużo rozmów, dużo obserwacji, dużo faktów, które można łączyć. Dobre opisy postaci i całkiem sympatyczny główny bohater. Wątek kryminalny jest tak dobry, że do jego rozwiązania nie wiedziałam kto tak naprawdę zabił, chociaż pod koniec już można się było powoli domyślać.
Całość napisana jest w stylu pani Rowling - proste zdania, ładna składnia, dużo opisów i fakty podane w przystępny sposób. Jeśli są powtórzenia jakiś zdarzeń, to dyskretne i nie rażące (jak u niektórych amerykańskich autorów).

Głównym bohaterem jest Cormoran Strike, 37 letni były wojskowy, który zrezygnował z kariery w Armii po wypadku, w którym stracił stopę. Jest duży, ma sporą nadwagę, jest lekko nieokrzesany i ledwie wiąże koniec z końcem. Ale jako detektyw ma świetny zmysł orientacji i wiązania faktów, chociaż jego sposób dedukcji nie zawsze jest zrozumiały.
Cormoran jest ciekawym bohaterem, o którego przeszłości sporo się dowiadujemy. Główny bohater, jak i inne postaci w książce są bardzo ludzkie. Mają swoje wady i zalety. Budowa postaci jest podobna do tej zastosowanej w "Trafnym wyborze", nie ma bohatera, który jednoznacznie wzbudzałby sympatię, co wychodzi książce zdecydowanie na plus.

Tytułowa "Kukułka" to supermodelka, Lula Landry, która została znaleziona martwa na ulicy pod jej apartamentem. Oficjalny wynik śledztwa brzmi samobójstwo, natomiast jej zrozpaczony przyrodni brat, nie mogąc się z tym pogodzić wynajmuje Cormorana jako prywatnego detektywa, który rozwiązałby zagadkę jej śmierci.

Z Cormoranem poznajemy świat wielkiej mody, bogaczy, ale również osoby, których praca polega na zapewnieniu tym pierwszym luksusów.

Dobrze poprowadzona akcja, ciekawe zwroty, dobrze zakrojona intryga.
Zdecydowany plus.
Jako kryminał, ale i ciekawa książka obyczajowa - 8/10


sobota, 19 lipca 2014

Jaroslav Rudis - Koniec Punku w Helsinkach

Na książkę trafiłam zupełnie przypadkiem. W czasie wizyty w bibliotece rzuciła mi się w oczy nowa okładka, wśród sfatygowanych książek z literatury czeskiej.
Jako, że kraj naszych południowych sąsiadów mimo swej bliskości (30km do granicy) jest dla mnie prawie tabula rasa, stwierdziłam, że najlepiej odkryć go przez kulturę.

Jaroslav Rudic to jeden z najpopularniejszych czeskich pisarzy młodego pokolenia. Urodzony w 1972 roku. Studiował on germanistykę, dlatego też pisze również w języku niemieckim.

Koniec Punku w Helsinkach to również bardzo niemiecka książka. Tyle, że autor umieszcza akcję głównie na terenie byłego NRD, w związku z tym bohaterowie wychowani w systemie komunistycznym rozumieją Czechów, a główny bohater książki Ole bliższy jest tradycyjnemu wyobrażeniu kulturowemu Czecha niż Niemca.

Historia obraca się wokół Ole oraz punkowej dziewczyny z miejscowości Jes w Czechach. Autor przenosi nas od przeszłości w latach 80-tych do teraźniejszości lawirującą czasem akcji. Początkowo jest to lekko rozpraszające, gdyż ciężko wejść w historię i złapać główny wątek, natomiast potem wszystkie puzzle wskakują na swoje miejsce i wiemy o co chodzi.

Ole jest właścicielem knajpy o nazwie Helsinki, a raczej spelunki przyciągającej lekko anarchizującą klientelę, która rozprawia w niej o życiu pijąc, paląc i jedząc albo solankę albo rolmopsy.
Ole to były panczur, jeden z członków punkowego zespołu Automat, który swego czasu zdobył sporą sławę ale rozstał się z menedżerem i zakończył trasę koncertową przed ostatnim koncertem w Helsinkach, do którego nie dotarł.
Ole jest ojcem, ale córkę widuje rzadko, a ponadto jego dziecię nie chce mieć z nim wiele wspólnego. Chociaż jej wątek jeszcze później pojawi się w książce.
Ole jest rozwodnikiem, który dla własnego spokoju postanawia zerwać z kobietami, ale ciągle śni o zielonych oczach dziewczyny poznanej w młodości i przeżywa udręki, gdyż nie wie czy przespał się z Leną.

Druga bohaterka książki to punkowa nastolatka z Jesu, która opisuje swoje życie w tym czeskim mieście, problemy z prawem, ze zdrowiem, z ukochanym, który nie do końca jednak kocha, z cwilingsbruderem oraz mamą. Od współczesnych problemów ucieka w bunt i w anarchię. Nie przeszkadza jej, że fizycznie się oszpeca albo zostaje wyrzucona ze szkoły. Marzy o innym, lepszym świecie, który jest gdzieś tam na zachodzie, gdzie uciekły przyjaciółki jej babci Niemki po wojnie.

Książka to opowieść o ludziach i ich buncie. O tym, że łatwiej się buntować, gdyż ma to sens jeśli żyje się w świecie, który stwarza problemy niż w wolnym państwie.
Bunt w komunizmie spotykał się z przychylnością społeczeństwa gdyż uderzał w system, bunt w czasach wolności uderza w społeczeństwo - podkładanie ładunków wybuchowych pod samochody i instalacje miejskie, dlatego jest odrzucany.
Ole buntuje się przeciwko konwencjom nawet jako dorosły człowiek, nie jest radykalny w swoich działaniach, gdyż swój przeciw wyniósł z czasów, gdy władza była wrogiem. Doznaje szoku i zmienia swoje podejście do życia, gdy bezpośrednio styka się buntem współczesnym, wymierzonym przeciwko ludziom i społeczności.

Książkę czyta się dobrze, chociaż momentami jest męcząca.
6/10

czwartek, 10 lipca 2014

Wołanie Grobu - Simon Beckett

No i przeczytałam ostatnią póki co książkę, w którym głównym bohaterem jest David Hunter. Czuję już przesyt Beckettem.

Tym razem akcja toczy się głównie na terenie wrzosowisk w Kornwalii. Autor przedstawia wydarzenia teraźniejsze oraz przeszłe, co daje nam szansę poznania życia Davida Huntera przed wypadkiem jego żony i córki.

Mało tutaj antropologii sądowej. Jest ona ograniczona do badania grobu i wydobytego z niego ciała. To książka bardziej psychologiczna. Bohaterowie żyją w strachu przed zemstą niezrównoważonego i niezwykle brutalnego mordercy, który uciekł z więzienia, a który może chcieć wyrządzić bohaterom krzywdę za zdarzenia sprzed 8 lat.
Prawię dekadę przed teraźniejszymi wydarzeniami, doktor Hunter był członkiem ekipy badającej grób zamordowanej brutalnie nastolatki. Konfrontacja z jej mordercą nie zakończyła się pozytywnie dla ekipy i wiele osób chciało o niej zapomnieć. Przeszłość jednak brutalnie wtargnęła w życie bohaterów.

Klimat powieści jest super. Puste wrzosowiska, mgła, oddalenie od cywilizacji potęgują uczucie strachu. Jednakże sama fabuła, zagadka kryminalna, a przede wszystkim brak opisów antropologicznych sprawiają, że to raczej przeciętna powieść jakich wiele, do tego jest najnudniejsza ze wszystkich tomów o doktorze Hunter.

Raptem 5/10

niedziela, 29 czerwca 2014

Szepty Zmarłych - Simon Beckett

Trzecia książka z cyklu o Davidzie Hunterze, tym razem nie toczy się w Anglii tylko w stanie Tennessee w USA. Główny bohater po ciężkich przeżyciach, poruszonych w końcówce poprzedniego tomu, wybiera się odwiedzić "Trupią Farmę" w Knoxville i swojego mentora Toma Libermana, który mimo zaawansowanego wieku jest jej dyrektorem. Chce się uspokoić i wyciszyć przy badaniach, a przy okazji uciec od demonów przyszłości. Los ma jednak dla niego inne zadanie.

Atmosfera jest zgoła inna niż w "Zapisane w kościach". Tutaj jest duchota, gorąc i wszechobecny słodko - mdły zapach rozkładu. Bohater wraz z Tomem trafiają do chaty, gdzie TBI (miejscowe FBI) prowadzą badania porzuconych tam zwłok. Scena śmierci i stadium rozkładu zwłok sprawiają, że kilka kwestii się wyklucza, a sprawa jest skomplikowana. 
Odkrycie pierwszego trupa prowadzi do kolejnych śladów zbrodni i kolejnych zwłok. 

Zagadki piętrzą się, a dodatkowo ktoś czyha na życie osób zaangażowanych w śledztwo.
Liczba bohaterów jest dosyć ograniczona, co sprawia, że znowu łatwo można się domyślić, kto jest czarnych charakterem. I to mój główny zarzut do książki i autora. Skoro przenosi akcję na inny kontynent, gdzie możliwości jest znacznie więcej, mógłby trochę puścić wodze fantazji, wprowadzić więcej bohaterów a tym samym zapętlić wątek kryminalny.




Za dużo tutaj śmierci, za dużo trupów i rozkładu i ofiar. Końcówka jest makabryczna i wręcz niesmaczna. Brak w tej części wyrafinowania poprzednich pozycji,  brak silnego oddziaływania pojedynczej zbrodni, gdyż tych jest tutaj za dużo.
Czytało się dobrze i ciężko, ale pod koniec była już męcząca.

Raptem 5.5/10





środa, 25 czerwca 2014

Zapisane w Kościach - Simon Beckett

To druga książka tego autora, po którą sięgnęłam. Pierwsza, bestsellerowa "Chemia śmierci" niezbyt mnie przekonała, głównie dlatego, że domyśliłam się kto zabił sporo przed końcem. Autor, chyba ma problem z wątkiem kryminalnym, bo w przypadku tej pozycji, domyśliłam się tego już po przeczytaniu około 20% tej pozycji, ale i tak udało mu się mnie zaskoczyć pod koniec :)

 Po przeczytaniu "Stulecia detektywów" miałam ochotę na thriller medyczny, najlepiej z antropologiem sądowym albo patologiem jako głównym bohaterem. Cały cykl Tess Gerritsen już dawno za mną, cykl o patologach Robina Cooka jakoś mi nie pasował, chciałam czegoś europejskiego. Beckett pasował idealnie.

To co w "Zapisane w Kościach" jest najciekawsze, to klimat powieści. Wszystko toczy się na Hebrydach - wyspach położonych obok północno - zachodniego wybrzeża Szkocji. Zimnych, mało zaludnionych kawałków lądu, targanych sztormami z reliktami gaelickiego osadnictwa.
Akcja powieści toczy się na wyspie Runa. Wyspę zamieszkuje mała, zamknięta populacja w której wszyscy się znają. Z lądem, a raczej z większą wyspą Lewis istnieje tylko morskie połączenie - czy to prom czy prywatny jacht. Na wyspie są pozostałości dawnych cywilizacji i kultur jak kurhany, oraz trochę współczesnych opuszczonych chat. Pagórki, skały, deszcz i szare niebo. Do tego przeszywające zimno.

David Hunter, antropolog sądowy, którego znamy z poprzedniej książki, zostaje wysłany na Runę aby wyjaśnić dziwny przypadek. W starej opuszczonej chacie zostały znalezione prawie całkowicie spalone zwłoki - nietknięta jest tylko jedna dłoń i stopa, reszta to sczerniałe od ognia kości i proch.
Zwłoki przypominają ofiarę mitycznego samozapłonu, z czym nie może zgodzić się główny bohater. Po przeprowadzeniu serii badań znajduje dowód, że to ofiara morderstwa. Zostaje wezwana ekipa badawcza, ale niestety sztorm odcina w tym momencie wyspę od świata.

Bohater działa w polowych warunkach, walcząc z niesprzyjającą aurą oraz z mnożącymi się wypadkami. Zostaje znaleziona kolejna ofiara, tym razem całkiem nowa i lekarz oraz policjanci zdają sobie sprawę, że na wyspie jest morderca, którym może być każdy członek tej małej populacji.

Dalszy rozwój akcji i finał książki zdecydowanie zasługują na uwagę i to, aby ją przeczytać.
To udany, trzymający w napięciu thriller medyczny. Znacznie lepszy od pierwszej części.
7/10

wtorek, 24 czerwca 2014

Myszy i ludzie - John Steinbeck

Steinbeck jest jednym z moich ulubionych pisarzy. Sięgając po jego książki, mam pewność, że nie będę zawiedziona. Myszy i ludzie, to jedna z najpopularniejszych pozycji tego autora.

Jest to bardzo krótka lektura, raptem 120 stron i całkiem spora czcionka. Krótka ale treściwa. Steinbeck wciąga czytelnika w przedstawiony świat, pozwala mu wejść i patrzeć na postaci z boku. Jego bohaterowie to prości ludzie, którzy mają swoje marzenia do których realizacji dążą, a chęć ich urzeczywistnienia nadaje ich życiu sens.
Bohaterowie są z natury dobrzy, natomiast życie popycha ich do czynów, które nie zawsze są zgodnie z ich charakterem.
To piękna opowieść, przesycona magicznym klimatem, o zaskakującym finale.

Mamy znowu skąpaną w słońcu Kalifornię, dwóch przemierzających te ziemię w poszukiwaniu pracy przyjaciół - obrotnego Georga oraz przygłupiego, lecz dobrodusznego Leniego, który w ogromnym i silnym ciele skrywa umysł dziecka.
George szuka spokoju i niezależności, a mimo tego jest przywiązany do Leniego, który sam nie poradziłby sobie w świecie. Prowadzi go i opiekuje się jak dzieckiem, besztając i wydajać rozkazy. Lenie szuka piękna, przyjaźni i miłości, żyje marzeniem o królikach. Jest jak bezbronne dziecko, które słucha poleceń, ale też przekornie się im przeciwstawia i nie jest w stanie racjonalnie myśleć w stresowych sytuacjach.
Autor perfidnie bawi się ich losem, ale robi to w sposób tak fascynujący, że trudno oderwać się od tego krótkiego dzieła. Całość robi wrażenie, odkrywamy metafory autora, ukryte przesłanie i drwinę z przewrotności ludzkiego losu.


Napisanie czegokolwiek więcej mogłoby zepsuć wam lekturę.
Zdecydowanie polecam! 8/10

Philip K. Dick - Człowiek z wysokiego zamku

"Człowiek z wysokiego zamku" to alternatywna wersja historii świata w którym wojnę wygrała Trzecia Rzesza i państwa Osi . Europ...