poniedziałek, 27 stycznia 2014

Richelle Mead - Akademia Wampirów w Szponach Mrozu

To będzie krótka recenzja.
Przeczytałam drugą część Akademii Wampirów, gdyż wg. różnego rodzaju portali czytelniczych miała ona być znacznie lepsza niż pierwsza. Ja mam wręcz odwrotne uczucia.

Znamy juz cała klasyfikację wampirów i ich specjalne zdolności, więc odpada element zaskoczenia.
Sama historia nie jest tak ciekawa jak w części pierwszej. Na plan pierwszy wysuwają się praktycznie problemy bohaterek jak - rozwój romansu Lisy oraz rozterki Rose związane z facetem, którego kocha oraz konflikt z matką.

Obok tego, gdzieś z boku rozwija się akcja i historia, która miała stanowić "kręgosłup" książki - zabójstwa rodzin królewskich wampirów przez bandy Strzyg i ludzi. 
Końcówka jest krwawa i brutalna, le przytłoczona przez "teenage drama" która zdominowało tę książkę.

Bardzo szybko się czyta, ale to tylko pusta rozrywka.

4,5/10

Richelle Mead - Akademia Wampirów

Po książkę sięgnęłam tylko dlatego, ze spodobał mi się trailer filmu na jej podstawie. Mimo mojej dużej fascynacji książkami o wampirach ostatnio wyszło tego tyle, że większość pomijam w strachu przed kolejnym pustym czytadłem.
Po entuzjastycznych recenzjach spodziewałam się po tej pozycji więcej, okazało się jednak, że to kolejna prosta powieść dla nastolatków.

Autorka tworzy zupełnie nowe rodzaje wampirów, mamy tutaj:
dampiry - pochodzące ze związku dampira z morojem,  nie mogące rozmnażać się między sobą pół ludzie - pół wampiry, które pełnią rolę strażników moroi. Nie piją krwi, nie przeszkadza im światło. Mają tylko trochę lepszy wzrok niż ludzie i lepszy refleks. Oczywiście są śmiertelne i łatwo je zabić.
moroje - wampiry żywiące się krwią, ale śmiertelne (!) starzeją się i umierają. Na co dzień wykorzystują magię, nie mogą się bronić, mogą się rozmnażać. Nie lubią światła, ale ich nie zabija. Jest tu pełno zwykłych wampirów oraz rodziny królewskie..... łatwo je zabić.
strzygi - w końcu coś normalnego. Są nieśmiertelne - wybrały takie sposób życia bo wypiły do końca krew i zamordowały człowieka, albo dampira, albo moroia. Nie mogą używać magii, nie mogą się rozmnażać, zabija je cios w serce albo dekapitacja. Nie tolerują światła słonecznego.

Strzygi polują na moroje, które same nie mogą się bronić i zatrudniają strażników - dampiry. Strażnicy bronią moroi, gdyż ci stanowią gwarancję ich przeżycia... OMG! Do tego wampiry pochodzą zwykle z Europy Wschodniej, mają rosyjskie lub bułgarskie nazwiska, są wśród moroi rodziny królewskie i zwykle rodziny. Rozmnażają się normalnie, umierają normalnie, nie regenerują się - ale piją krew od dawców, którzy w czasie karmienia zalewani są endorfinami i mają odlot niczym po narkotykach.

Książka ma dwie bohaterki - morojkę Lisę Dragomir i dampira Rose Hathaway.
Dziewczyny uciekły z Akademii Świętego Władimira i starają się żyć jak zwykli ludzie. Rose ochrania a nawet karmi Lisę. Ich pobyt na "wolności" kończy się jednak szybko, zostają złapane przez strażników i odwiezione do szkoły, gdzie muszą spotkać się z konsekwencjami swojej ucieczki.

Sama historia, mimo pokrętnej klasyfikacji wampirów, jest ciekawa. Lisie zagraża niebezpieczeństwo, a Rose musi ją ochronić chociaż nie wie przed czym. Dodatkowo dziewczyny próbują odkryć źródło nietypowych umiejętności magicznych Lisy i zagłębiają się w historię wampirów oraz założyciela akademii. Odkrywają prawdę o sobie, która nie jest prosta ani bezpieczna.
Wszystkie niedomówienia i zawiłe historie z przeszłości bohaterek zostają wyjaśnione, a zakończenie jest logiczne i sensowne.

Jest to jednak książka dla nastolatków, więc czytelnik w wieku starszym momentami czuje się znudzony. Ile można czytać o tym jak Rose podoba się chłopakom, jak całuje się z kolejnymi absztyfikantami i myśli o swoim pierwszym razie? Do tego mamy też romantyczną historię z Lisą w roli głównej i sporo zawiści oraz "wojen" wśród nastoletnich uczennic. Dla mnie zdecydowanie tych fragmentów było zbyt dużo i były nużące.

Całość oceniam na 6/10
To łatwa lektura na leniwe popołudnie.


czwartek, 23 stycznia 2014

Joanna Bator - Ciemno, prawie noc.

Wiązałam z tą książką ogromne "literackie" nadzieje. Spodziewałam się czegoś super, co mnie złapie i nie pozwoli się oderwać. Znam Panią Bator z artykułów publikowanych w nieistniejącym już Bluszczu. Dodatkowo nagroda Nike sprawiła, że potraktowałam tę książkę jako pewniaka na wysoką ocenę i świetną rozrywkę.... Jakież było moje rozczarowanie.

Zawartość zapowiada się świetnie - reporterka gazety wraca do miasta swojego dzieciństwa aby napisać artykuł o zaginionych dzieciach. Do tego wszystkiego dochodzi tajemnica pochówku Księżnej Daisy oraz zamku Książ.

Wydaje się ciekawe, ale nie jest. Przy okazji lektury przeczytałam wywiad z autorką - kilka jej opinii z wywiadu znalazłam następnie w książce. Zdegustowało mnie to, gdyż niektóre zdania pojawiły się w formie 1:1.
Za dużo tutaj powtórzeń prawie wszystkiego - autorka na upartego ciągle wraca do pewnych wątków i sformułowań, wspomina pewne zdarzenia i wypowiedziane zdania. Uparcie trzyma się pewnych słów i krąży wokół dawno wyczerpanych tematów.
Bohaterowie są dziwni. Obok zwyczajnych pojawiają się postaci rodem z powieści fantasy, nie mający styku z rzeczywistością. Nikogo nie można darzyć specjalną sympatią.

Drażniły mnie przerysowane zdarzenia, nawarstwione epatowanie przemocą seksualną oraz czasami prowadzące donikąd wątki.
Niektóre historie były zupełnie zbędne w spojrzeniu na całość powieści. Ponadto męczyły mnie fragmenty dyskusji internetowych, w których oczywiście znowu były setki powtórzeń jednego i tego samego. Były pewne wątki, które gdyby rozwinąć bez zbędnych dodatków rodem z horroru albo taniego kryminału, sprawiłyby, że byłaby to na pewno jedna z ciekawszych książek.

Miks powieści obyczajowej, reportażu, fantasy, horroru i kryminału w mojej opinii autorce nie wyszedł.
Powieść mnie wynudziła, zaskoczenie zdegustowało, a całość wywarła raczej złe niż dobre wrażenie. Za dużo wcale nie znaczy dobrze.

4/10

Ewa Stachniak - Katarzyna Wielka - Gra o Władzę

Wraz z początkiem roku sięgnęłam do moich książek na temat Katarzyny Wielkiej. Mamy obie pozycje wydane przez Znak. Początkowo sięgnęlam po powieściową historię Katarzyny Wielkiej. Obecnie czytam również wersje naukową, ale to niej wrócę gdy skończę :)

Katarzyna Wielka - Gra o Władzę autorstwa Ewy Stachniak (wbrew nazwisku i korzeniom autorki, oryginał jest w języku angielskim, a ta pozycja akurat jest tłumaczona) przedstawia losy Katarzyny z punktu widzenia bliskiego jej obserwatora.

Główną bohaterką jest Polka - Barbara, a raczej Warwara Nikołajewna, która po śmierci ojca trafia pod opiekę Carycy Elżbiety Pietrowny.
Jej losy początkowo są ciężkie, pracuje ponad siły i nie ma prawa do wyrażenia własnego zdania ani perspektyw poprawy jej losu, jednakże przypadkowe spotkanie z Kanclerzem Bestużewem odmienia wszystko diametralnie i Warwara zostaje szpiegiem Kanclerza i Carycy.

Jako szpieg ma wgląd w miejsca i informacje niedostępne nawet dla władzy. Obserwuje przybycie Katarzyny na dwór, pilnie śledzi jej losy i pomaga jej uniknąć pomyłek. Darzy młodą księżnę wielką sympatią i w miarę możliwości stara się jej towarzyszyć i wspierać radą.
Gra rolę podwójnego szpiega, która wymaga od niej podejmować trudnych decyzji.

Książka ukazuje Katarzynę Wielka od przybycia na dwór do pierwszych samodzielnego sprawowania władzy. Powieść rządzi się swoimi prawami, dlatego zdarzenia domniemane pokazane są tutaj jako rzeczywiste a relacje między bohaterami dostają własną historię.

Z punktu widzenia historycznego, zbyt dużo tutaj ułatwień i tworzenia "faktów" na bazie niesprawdzonych informacji. Jako powieść jednak się broni. Czyta się ją łatwo i przyjemnie, chociaż momentami warto byłoby ja skrócić.

Można sięgnąć. 6/10



 

środa, 8 stycznia 2014

Kore - O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny - Andrzej Szczeklik

Mój odbiór tej książki jest całkowicie subiektywny. Przez znaczną część mojego życia marzyłam o tym, aby zostać lekarzem. Kolejne olimpiady z Biologii i Chemii tylko przybliżały mnie do realizacji tego zamiaru, aby na około rok przed złożeniem papierów na wymarzonym Collegium Medicum wszystko zadrżało w posadach i poszłam w zupełnie innym kierunku.

Od tego czasu prześladuje mnie niespełniony sen o medycynie. Mimo braku w codziennej pracy białego kitla i stetoskopu staram się "romansować" jak najwięcej z przedmiotem moich długoletnich pragnień - oglądam filmy dokumentalne, seriale o lekarzach, czytam książki związane z medycyną - naukowe i popularnonaukowe, dokształcam się w internecie i poznaję słownictwo medyczne.

Obok "Kore" Pana Szczeklika trochę chodziłam. Nie mogłam się zdecydować na zakup, aż w końcu skuszona promocyjną ceną i przykładowym rozdziałem włożyłam ją do wirtualnego koszyka. Gdy zaczęłam czytać wiedziałam, że wybór był słuszny.

Książka jest pięknie wydana. Papierowa obwoluta przyciągająca wzrok, a pod nią płócienna twarda okładka z tym samym zdjęciem. Każdy rozdział rozpoczyna się kolorową reprodukcją dzieła sztuki oraz opatrzony jest średniowiecznym rysunkiem.

Rozdziały dotyczą zwykle jednego tematu - mózgu, duszy, śmierci... Autor zestawia najnowsze odkrycia medyczne - jak komórki macierzyste z zagadnieniami nauk humanistycznych. Odwołuje się do historii, religii i etyki. Na podstawie obrazów analizuje symptomy chorób, a historię medycyny przedstawia często przez pryzmat sztuki i filozofii.
Prezentuje np. badania, które pozwoliły na odkrycie alergenów w zestawieniu z filozofią i wierzeniami starożytnych.

Każdy rozdział przynosi wiele informacji, których próżno szukać w pseudonaukowych czasopismach. To co cielesne zostaje zestawione z duchowym, choroby genetyczne jak akromegalia pozwala na odwołanie się do legendy o gigantach....
Napisana jest pięknym językiem i przypomina fascynujący wykład, również dla laików, gdyż autor tłumaczy trudniejsze zagadnienia w subtelny sposób. Pozwala przyswoić wiele wiedzy, bez konieczności wertowania opasłych encyklopedii aby rozszyfrować poszczególne hasła.

Pan Andrzej Szczeklik stworzył dzieło, którym można się delektować. Powoli czytać, analizować, przyswajać.

Bardzo dobra pozycja i mocne 9/10.

czwartek, 2 stycznia 2014

W otchłani mroku - Marek Krajewski

To ostatnia (póki co) wydana przez Marka Krajewskiego książka z cyklu o Edwardzie Popielskim. Stanowi ona kontynuację "Rzek Hadesu" i chociaż powieści Pana Krajewskiego zwykle ukazują się z zaburzoną chronologią czasową, co pozwala czytać je nie po kolei, tutaj jest wyjątek. Zdecydowanie lepiej sięgnąć najpierw po "Rzeki Hadesu", aby nie psuć sobie zabawy.

Mamy rok 1946, powojenny Wrocław jest miastem, które powoli dźwiga się z ruin. Wszechobecni agenci UB, okupująca Armia Czerwona, ludność wygnana ze Wschodu i gdzieniegdzie niedobitki poprzednich mieszkańców miasta.
Do Edwarda Popielskiego przychodzi profesor Stefanus z prośbą o przeprowadzenie śledztwa wśród uczniów Gymnasium Subterraneum - podziemnej uczelni, w której dwóch profesorów naucza małą grupkę młodzieży historii, języków klasycznych i filozofii. Pan Popielski ma znaleźć agenta UB, który donosi na uczniów i nauczycieli.
Śledztwo jest poplątane i prowadzi w "otchłanie mroku" pełne przemocy, bólu i fałszywych przyjaciół.
W książce widać inspirację "Różą" Wojciecha Smarzowskiego (potwierdzone w posłowiu), gdyż autor opisuje brutalne gwałty na uczennicach gymnasium, które przez swoje dziewictwo nie stanowią źródła zakażenia chorobami wenerycznymi. Gwałcicielami jest trzech czerwonoarmistów, a jedna z ich ofiar traci życie, co prowadzi do buntu mieszkańców miasta. Edward Popielski w poczuciu winy z powodu śmierci dziewczyny przysięga gwałcicielom zemstę, aby jej dokonać musi zawrzeć sojusz z kapitanem Armii Czerwonej - jedynym sprawiedliwym.

Obok głównego nurtu akcji w 46 roku, mamy również zdarzenia z czasów przełomu lat 80/90. Zakończenie książki pozwala nam mieć nadzieję na kolejną pozycję w cyklu.

Jak zawsze jest to pozycja idealna pod względem języka, gier słownych i prowadzenia akcji.
Książka jest "mocna", brutalne sceny przedstawione są naturalistycznie i bez upiększania. Znajdujemy tutaj również "kloakę" i obrzydliwą fizjologię.
 
W całościowej ocenie, jednak pozycja ta w moim odczuciu nie jest tak dobra jak "Rzeki Hadesu", dlatego otrzymuje ode mnie  7/10

Philip K. Dick - Człowiek z wysokiego zamku

"Człowiek z wysokiego zamku" to alternatywna wersja historii świata w którym wojnę wygrała Trzecia Rzesza i państwa Osi . Europ...