czwartek, 24 kwietnia 2014

Samolot bez niej - Michael Bussi

Początek jest świetny.
Grudzień 1980 roku. Ze Stambułu do Paryża leci samolot. Na jego pokładzie jedna z tureckich Stewardess cieszy się na cztery dni w stolicy Francji i wiążące się z tym możliwości. Samolot wpada w turbulencja, a nowo poznana bohaterka stara się panować nad panikującymi pasażerami. Nagle następuje katastrofa - samolot rozbija się o zbocze góry Mount Terrible na granicy francusko-szwajcarskiej. Stewardesa ginie jako pierwsza, po niej płoną pozostali pasażerowie.

Akcja przenosi się 18 lat później. Paryż. Detektyw Credule Grand Duc planuje samobójstwo. Po latach śledztwa utknął w martwym punkcie i nie widzi już sensu w dalszym życiu. Na chwilę przed przyłożeniem sobie pistoletu do skroni doznaje jednakże objawienia i rozwiązuje zagadkę, która prześladowała jego oraz rodziny Vitral oraz de Carville przez 18 lat - kto przeżył Lyse-Rose czy Emilie.

Następujące strony to skoki z przeszłości w teraźniejszość. Przeszłość poznajemy na podstawie dziennika Credule'a, natomiast współczesność przemierzamy z bohaterami.
Całość obraca się wokół głównej zagadki - kto przeżył katastrofę. Z płonącego samolotu zostało wyrzucone niemowlę - 3 miesięczna dziewczynka o błękitnych oczach. Rozwiązanie nie jest jednakże proste, gdyż w samolocie było dwoje takich dzieci - Lyse Rose de Carville, wnuczka paryskich milionerów oraz Emilie Vitral , najmłodsza wnuczka z biednej rodziny z Dieppe na północy Francji.

To rok 1980. Świat nie słyszał jeszcze o badaniach DNA. Najbliższa rodzina która widziała dziewczynkę, to z jednej strony przelotnie dziadkowie, z drugiej pięcioletnia siostra. Nikt nie jest pewny kim jest jedyna ocalona, która w prasie zostaje okrzyknięta ważką zgodnie z popularną w tym czasie piosenką. Detektyw prowadzi swoje śledztwo mozolnie łącząc strzępki informacji.

Autor przedstawia proces sądowy oraz dalsze losy dziewczynki, a także samo śledztwo. Wszystko opisuje przyjemnym w odbiorze językiem, w dobrym stylu, dodatkowo akcja rozwija się powoli sprawiając, że ciężko oderwać się od tej książki.

Kawałek po kawałku autor dostarcza czytelnikom coraz więcej wiadomości, chociaż pewne fakty pozostają przed nami ukryte. Obok najważniejszej zagadki pojawiają się kolejne, zagęszczając zdarzenia i pozostawiając więcej pytań. Zostają nam też przedstawione postaci i ich charakter. Jednakże, moim zdaniem autor ukazuje bohaterów w płytki sposób pozostawiając ich w rolach, które przyporządkował im wcześniej bez możliwości rozwoju.

Niestety sporo przed ostatnią stroną domyśliłam się zakończenia i tego kto, co i dlaczego. Za ten brak zaskoczenia i dosyć mdłe rozwiązanie odejmuję książce parę punktów, co i tak nie zmienia faktu, że to bardzo przyjemna lektura na weekend lub majówkę.

6/10

wtorek, 15 kwietnia 2014

Dary Anioła - tom 1-3 Cassandra Clare

To post na temat pierwszych trzech tomów cyklu Dary Anioła autorstwa Cassandry Clare pt:
- Miasto Kości
- Miasto Popiołów
- Miasto Szkła

Cały cykl jak na razie składa się z pięciu książek. Szósty tom pojawi się w maju tego roku w USA.
Początkowo prawdopodobnie cykl miał być trylogią. Po lekturze i zakończeniu trzeciego tomu, takie rozwiązanie wydaje mi się sensowne - koniec pewnego wątku, brak kropki nad i, dobre zakończenie. Wydaje mi się, że następne części mogą być pisane na siłę, ale o tym jeszcze się osobiście przekonam.

Całość nie jest zła, nie jest też dobra. Ot rozrywka, ale trochę irytująca w odbiorze. Lubię czytać książki dla nastolatków, głównie dla ich miodności, na którą składa się ciekawa historia i przyjemna narracja, podana w przystępny sposób i pisana w prostym stylu. Takie książki traktuję jako idealny przerywnik dla trudniejszej literatury albo jako weekendową odskocznię po ciężkim tygodniu.
Niestety jeśli chodzi o książki Pani Clare to napisane są w sposób dosyć męczący. Nagromadzenie bohaterów, wydarzeń, przeplatanie się wątków i styl pisarki sprawiają, że dla mnie lektura każdego z tomów była mozolna i długotrwała. Czytałam te książki zbyt długo, tracąc czas na powieść, która miała być tylko przerywnikiem.

Pod względem historii i akcji mamy tutaj nagromadzenie wszelkiej możliwej "hałastry" znanej z innych powieści paranormalnych.
  • Łowcy cieni - czyli Nephilimowie którzy nie powstali ze związku ludzkich kobiet z aniołami  tylko z krwi Anioła Raziela, który poczęstował nią Johnatana Shadowhuntera w czasach średniowieczna, aby ten zwalczał demony.
  • Podziemni - wilkołaki, elfy, wampiry i czarodzieje*
  • Demony
  • Anioły
  • No i ludzie. 
*nazwy mogą się różnić, czytałam wersję niemieckojęzyczną.

Całe to nagromadzenie jest trochę męczące. Chociaż niektóre rozwiązania proponowane przez autorkę są całkiem ciekawe - np. Runy dla Łowców Cieni, które dodają im siły, odwagi itp. a mają kształt czarnych tatuaży.

Główną bohaterką jest rudowłosa, drobna dziewczynka Clary, która w dniu swoich 16 urodzin widzi trzech Łowców Cieni mordujących atrakcyjnego demona. I okazuje się, że z całego klubu tylko ona ich widzi.
Obok Clary większość pozostałych pierwszoplanowych bohaterów to banda jej nastoletnich znajomych i nowych znajomych na czele z irytującym do granic możliwości Simonem.
Postaci dorosłe pełnią tutaj rolę drugoplanową i bazują na zdaniu i poczynaniach nastolatków. Ale czego się spodziewać, to w końcu seria dla ludzi, którzy mają naście lat.

Zły charakter Valentin jest straszniejszy w opowieściach niż na żywo. Moim zdaniem zdecydowanie brakuje mu pazura i zdecydowania w działaniu.




Następna część tekstu skierowana jest do osób, które czytały te książki - SPOILER ALERT

Poniżej lista rzeczy które mi się podobały i nie podobały:
+ przez długi czas Clary i Jace uważają, że są rodzeństwem przez to uczucie które do siebie żywią i cały ich związek są niebanalne i wyróżniają się na tle innych tego typu książek.
- Okazuje się jednak, że nie są rodzeństwem więc końcówka trzeciego tomu to już taki mdły i oklepany romansik z wyznawaniem sobie uczucia na całe życie itp.
- Simon - najbardziej wkurzająca postać, za całokształt. Nieszczęśliwie zakochany w Clary, podąża za nią jak piesek nawet w miejsca, w które nie powinien mieć wstępu. Psuje wszelkie ciekawe momenty. Pakuje się w kłopoty i daje sobie ratować tyłek narażając życie pozostałych bohaterów. Dwa razy o mało nie zginął, ale autorka postanowiła go oszczędzić. Jest mdły i "bezpłciowy" nawet po przemianie w wampira.
- Magnus Bane - 700 letni czarodziej, który zakochuje się w nastolatku.... No comment...
+ Isabel Lightwood - bardzo fajna postać 
+ Mitologia oraz powiązanie jej z realną historią i kulturą.
- Jace niby główny bohater, niby silny, sarkastyczny a naprawdę nic głębszego sobą nie prezentuje.
- Bardzo podobne zakończenia każdej z książek. Clary + Jace kontra Valentin
- Pierwsza część bardzo mnie znudziła, do tego stopnia, że po kolejne sięgnęłam dopiero po 3 latach głównie zachęcona filmem.


KONIEC SPOILERÓW


W całokształcie mamy paranormal romance w wersji dla nastolatków, zgodny z kanonem gatunku, chociaż napisany trochę sztywno, przez co czyta się go momentami dosyć topornie.

Wszystkie trzy książki oceniam na 5,5/10 są niezłe, ale na pewno nie dobre.




Stulecie - Ken Follet

Kena Folleta znam przede wszystkim z monumentalnych Filarów Ziemi, które śniły mi się w nocy powodując lunatyczne przebudzenia i wyjaśnia...