czwartek, 25 września 2014

Włosi, życie to teatr - Maciej Brzozowski

Przyznam szczerze, że gdyby nie tegoroczny wyjazd do Włoch, nie sięgnęłabym po tę książkę. Ale przeczytałam ją i nie żałuję.
Autor to italianista i italofil, nie tylko kocha kraj, ale zna język, więc zrozumienie kultury jest przez to dla niego o wiele łatwiejsze.
W książce Pan Maciej starał się zawrzeć wiedzę o Włochach i Włoszech w pigułce, wraz z informacjami na temat ich języka, kultury i kulinariów.
Rozdziały są tematyczne i poświęcone konkretnym zagadnieniom, chociaż czasami podział tematów sprawia chaotyczne wrażenie.

Książka zaczyna się od obowiązkowego, trochę nudnego wprowadzenia do historii zjednoczonego Państwa i powstania Włoch. A potem jest już tylko coraz ciekawiej. Chociaż ostatnie rozdziały, nazwane epilogiem, gdzie autor porzuca swój obiektywizm i opisuje Italię z własnego punktu widzenia, są najsłabszymi w całej książce.

Dowiedziałam się naprawdę sporo. Nie tylko o włoskiej historii, co pozwoliło mi w końcu dowiedzieć się czemu tyle ulic, placów i innych obiektów na Półwyspie Apenińskim nosi miano Garibaldi.  Dzięki tej lekturze, wiem, że warto jednak przed wyjazdem nauczyć się chociaż paru słów po włosku i zawsze wymawiać podwójne litery. Wiem jak nie narazić się na śmieszność w Trattori albo Cafeterii i co zamówić o której godzinie, w którym miejscu w kraju oraz z jakim dodatkiem.
Ciekawa jest też historia mody, stylu i czołowych włoskich produktów luksusowych i motoryzacyjnych.
Duży plus to także opis wzajemnych uprzedzeń między mieszkańcami północy i południa, które ufam, że już za miesiąc dane mi będzie zweryfikować.

Książka jest napisana prostym językiem, zawiera dużo informacji, które można łatwo przyswoić. Czasami wydaje się zbyt prosta, szczególnie dla kogoś, kto ma już jakąś wiedzę na temat Włoch, ale całościowo znacznie wzbogaca wiedzę o tym kraju. To przyjemna lektura dla wielbicieli Italii albo turystów, gdyż pozwala ułożyć sobie pewne informacje i przypomnieć pewne ważne fakty, bez których łatwo można popełnić kulturalne faux pas.

Przyjemna lektura
7/10

piątek, 19 września 2014

Białe, Zimna wyspa Spitsbergen - Ilona Wiśniewska

Mimo, że na wakacje zwykle wybieram miejsca w których temperatura jest podobna, albo wyższa niż w naszym kraju, fascynują mnie reportaże o miejscach zimnych i odosobnionych. Ten właśnie impuls skłonił mnie do zakupu książki Białe - w zasadzie zupełnie w ciemno, bo ani autorka nie jest mi znana, a o Spitsbergenie miałam pojęcie znikome.

Dzięki lekturze tej książki dowiedziałam się bardzo dużo o tej największej norweskiej wyspie. Patrząc na mapę, leży ona bardziej na północ niż zamieszkana część Grenlandii czy nawet północne półwyspy Syberii jak Jamał lub Czukotka.

Pani Ilona Wiśniewska to mieszkanka największego miasta na wyspie Longyearbyen. Białe stanowi zbiór różnych reportaży, które mimo wielu opisanych osób mają jednego głównego bohatera - Spitsbergen. 
Autorka opisuje mieszkańców i zdarzenia związane z wyspą. Poświęca kolejne rozdziały albo danemu miejscu, albo ludziom różnych narodowości, jak Rosjanie, Norwegowie czy też Polacy .
Początek wydawał mi się nudny, lecz potem książka zrobiła się bardzo ciekawa.
Opisy miejsc, klimatu, nocy i dnia polarnego, zainteresowały mnie i zachęciły do odwiedzenia Spitsbergenu. Poznajemy historię wyspy, życie poszczególnych nacji, które tutaj miały swoje bazy - jak Rosjanie i ich miasteczko Piramida. Dowiadujemy się paru szczegółów z życia codziennego i zwyczajów mieszkańców. Otrzymujemy historię polskiej bazy naukowej, jak również informacje na temat polowania oraz oprawiania zabitej zwierzyny.

Chciałabym kiedyś pojechać do tego zupełnie innego świata i zobaczyć jak wszystko wygląda. W przeciwieństwie do innych lodowatych miejsc, jak północ Rosji, ta norweska wyspa oferuje arktyczną przyrodę i klimat, zestawioną z zachodnią cywilizacją, gdzie hotele oferują nocleg na poziomie takim jak na kontynencie, można wyjść do restauracji, biblioteki, siłowni i muzeum a wszystko wygląda jak małe norweskie miasteczko.


Bardzo fajna książka. Dużo w niej obserwacji mieszkańców, historii, różnego rodzaju faktów i informacji o życiu w tym miejscu.
Zimno, ciemno, ale fascynująco.

7,5/10

Kocha, lubi, pragnie - Zbigniew Lew Starowicz | Paulina Reiter

Mimo, że nie jestem fanką poradników przeczytałam fragment tej książki na stronie wydawnictwa i bardzo przypadł mi do gustu, co skończyło się zakupem. Nie żałuję! :)

Kocha, lubi, pragnie ma formę wywiadu, podzielonego na poszczególne rozdziały tematyczne. Te przedzielone są wypowiedziami anonimowych osób, nawiązujących do treści rozdziału, różnego rodzaju testami psychologicznymi, poradami kulinarnymi (afrodyzjaki) oraz małym przewodnikiem po filmach i książkach, które wzbudzą pożądanie.

Pan Zbigniew Lew Starowicz opowiada na pytania dotyczące upodobań kobiet, mężczyzn oraz przedstawia co jest ważne, aby stworzyć i utrzymać udany związek. Jeśli czytało się wcześniej jakiekolwiek artykuły nt. zachowań obu płci, "Mężczyźni są z Marsa, a Kobiety z Wenus" czy też babskie gazety, to nie ma tutaj rzeczy, o których już wcześniej byśmy nie wiedzieli. Ale podane w zbilansowanej formie i w postaci przejrzystych rozdziałów, dłużej zostają w pamięci. O wielu kwestiach, które są ważne, a na co dzień raczej ignorowane, przypomniałam sobie w trakcie lektury książki i wdrożyłam w życie. Wywiady dotyczą seksualności oraz uczuciu między ludźmi, nie skupiają się tylko na jednej formie, ale opisują różne rodzaje miłości czy też preferencji seksualnych.

Książkę czyta się dobrze i często można do niej wracać.
To przewodnik po damsko-męskich relacjach, w którym wszystko podane jest w przystępnej i zrozumiałej formie, zawiera wiele fajnych porad dla singli, par z krótkim stażem i "starego dobrego małżeństwa".

7/10

niedziela, 14 września 2014

Dobra Krew - Magdalena Skopek

Przyznaję, że po tą książkę sięgnęłam zaintrygowana okładką. Na plus okazał się również temat poruszony w tej książce - a mianowicie życie Nieńców, ludu żyjącego na Półwyspie Jamalskim, syberyjskiej tundry.
Fascynuje mnie Rosja jako kraj, w którym żyje wiele ludów w tym sporo ludów pierwotnych wyznających szamanizm. Nastawiła się bardzo pozytywnie do tej lektury i niestety się rozczarowałam.
To nie reportaż, tylko relacja z podróży i czasu spędzonego przez autorkę na Półwyspie Jamalskim. Początek książki napisany był fatalnie, bałam się, że jeśli ten styl się utrzyma szybko porzucę lekturę. Na szczęście styl się zmienia i dalej jest całkiem znośnie, mimo ogólnego przynudzania.

Opis początkowej podróży przez Rosję i próba przedostania się coraz bardziej na północ jest ciekawa. Dobrze czyta się o kolejnych miastach, leżących coraz dalej od równika, w których życie wygląda zupełnie inaczej niż w naszej części świata. Jest to przyjemne rozwinięcie, które wzmaga ciekawość i oczekiwanie na to co będzie dalej, jak będzie w tym czumie.
A gdy już autorka trafia do czumu to bum, bańka pęka i robi się nudno, a opowieść traci swój dynamizm.
Autorka zbyt skupia się na codzienności, opisując do znudzenia powtarzające się czynności. Jest to relacja prawie dzień po dniu, w którym autorka zapisuje w dzienniku co się dzieje. A jako, że to tundra to raczej dzieje się niewiele i często wszystko się powtarza. Całość przez to jest raczej nudna, bo ile można czytać o kasłaniu (czyli składaniu czumu [coś w stylu tipi] i przenoszeniu się na inne miejsce w tundrze), składaniu jeje (czyli pokryciu czumu) czy też jedzeniu surowego mięsa i piciu krwi.
Autorka na szczęście porusza kwestię radzenia sobie z potrzebami fizjologicznymi w tundrze, ale niestety nie wyczerpuje tematu, co dla mnie było bardzo intrygujące. Jest tutaj sporo realizmu, ale jest on jakby przepuszczony przez filtr, co sprawia wrażenie pewnego niedopowiedzenia.
Na plus jest również sporo opisów codzienności Nieńców i ich poglądów na świat, jak i opisów kultury. Można podziwiać autorkę, że miała tyle odwagi i determinacji, aby spędzić w tak niegościnnym miejscu tyle czasu. 
Obraz tundry oddany przez autorkę jest sielsko - odpychający. Z jednej strony zachwyt, a z drugiej same minusy życia w tamtym miejscu.
Opisy Nieńców pokazują ten lud w pozytywnym świetle, jako osoby serdeczne, otwarte i tolerancyjne, a zarazem żyjące według pradawnych reguł.
W książce pojawia się sporo imion i sporo zdjęć. Niestety tylko niektóre zdjęcia są podpisane. A fotki na których jest sporo dzieciaków, nie są podpisane w ogóle, czego mi bardzo brakowało, gdyż lubię wiedzieć na kogo patrzę.

Książka jest bardzo ładnie wydana -  dużo zdjęć, ładny papier, ciekawa okładka.
Lecz całość mnie znudziła i w mojej opinii jest raczej przeciętna.

5,5/10




poniedziałek, 8 września 2014

Woziłam arabskie księżniczki - Jayne Amelia Larson

O książce dowiedziałam się z zapowiedzi na stronie mojego ulubionego wydawnictwa, lecz wtedy nie wzbudziła ona mojego zainteresowania. Dopiero artykuły w prasie kobiecej i na portalach internetowych skłoniły mnie do sięgnięcia po nią.

W zasadzie nie spodziewałam się po niej zbyt wiele. Liczyłam na przedstawienie innej kultury z zachodniego punktu widzenia. Tymczasem, przez większość książki autorka serwuje nam autobiograficzne przynudzanie, będące lamentem nad tym, jakiego dna sięgnęła pracując jako kierowca, kiedy była przecież aspirującą aktorą grającą z samym Kirkiem Douglasem.

Większość książki stanowi narzekanie autorki na jej pracę, na to jak jej nie wyszło w życiu, gdyż pracuje jako szofer, a przecież ma dwa dyplomy uniwersytetów z Ivy League. Informacji o Arabkach jest tutaj niewiele i głównie się powtarzają. Dodatkowo wszystko okraszone jest powierzchownymi informacjami o Arabii Saudyjskiej, zaczerpniętymi zapewne z Wikipedii. Każda informacja o Arabkach i ich zwyczajach jest przepleciona z nawiązaniem do biografii autorki, albo okraszona kolejnym utyskiwaniem, że czeka w samochodzie głodna, że musi stać na słońcu w wełnianym kostiumie itp. itd.
 
Język jest prosty, style nawiązujący do plotkarskiej pracy. Na pewno nie jest to książka dla osób, które mają jakieś pojęcie o kulturze islamu i chciałyby poznać temat głebiej, raczej jest to pozycja dla kulturowych ignorantów.
 
Wszystkie ciekawe informacje o Arabkach i ich życiu  poznałam już wcześniej czytając artykuł o tej ksiażce w prasie kobiecej - np. TUTAJ
Informacje, które pojawiły się w sieci i mediach wraz z premierą tej pozycji w Polsce podziałały raczej jak trailer do kiepskiego filmu. Zawierały najlepsze,  fragmenty, a to co zostało to nudy. 
Plus tej książki jest taki, że się ją szybko czyta, więc moralniak z powodu zmarnowanego czasu nie jest taki duży.

3/10

Stulecie - Ken Follet

Kena Folleta znam przede wszystkim z monumentalnych Filarów Ziemi, które śniły mi się w nocy powodując lunatyczne przebudzenia i wyjaśnia...