czwartek, 31 grudnia 2015

Klasa - Dominik Rettinger

Jednym z gorszych doświadczeń czytelniczych jest rozczarowanie książką, którą miało się od dawna ochotę przeczytać. Pierwszy raz z "Klasą" zetknęłam się, gdy ukazała się ona jako nowość. Blurb był niezwykle dobry, gdyż po przeczytaniu opisu nabrałam na nią sporej ochoty. W końcu po dłuższym czasie polowania na egzemplarz w bibliotece zabrałam się za lekturę.

Uwaga, zawiera spojlery.

Pierwsze rozczarowanie przyszło po paru stronach - głównie stylem autora, który preferuje krótkie, najczęściej zawierające jedno orzeczenie i jak najmniej epitetów zdania. Przez to, może i czyta się szybko, ale nie ma się czytelniczej przyjemności. Dla mnie lektura sprawiała wrażenie serii z karabinu maszynowego - krótkie zdania i pędząca akcja. Przez dobitne zamiast subtelnego nakreślenie emocji, tekst sprawiał wrażenie surowego.. 
Porównując do innych autorów, miałam wrażenie, że czytam Tanyę Valko. W oparciu o inne zmysły - odbiór jest podobny jak oglądanie brazylijskiej telenoweli na telewizorze z włączonym motion view. Ciach, ciach, ciach...

Kolejne rozczarowanie to akcja i wątki, które autor próbuje gmatwać, aby nadać książce wymiaru wielowątkowej tajemnicy i trzymającego w napięciu thrillera. Mimo rozwoju akcji i piętrzenia wątków, wskazujących wszystko jest jak na początku - zły jest zły do końca, a dobry nie zmienia swojego nastawienia.
Finalnie sama idea "Klasy", która miała stanowić główną tajemnicę i spoiwo książki okazała się dość płytka, a jej przedstawienie banalne.
Wątek thrillera i planowanej katastrofy ekologicznej wydawał mi się w pewnym momencie ciągnięty na siłę - nie ma to jak pancerny bandyta, który wychodzi obronną ręką z każdego problemu, wszędzie jest i wszystko wie...

Bohaterowie mimo wielu zmian, które pojawiły się wraz z rozwojem akcji, w mojej opinii do końca pozostali płascy. Do tego mimo mordowania ludzi, popełniania błędów, zdradzania partnerów nie targają nimi emocje, nie mają wyrzutów sumienia. Nad wszystkich przechodzą chłodno, śmierć matki jednego z bohaterów jest przedstawiona jak błahe wydarzenie, które sprawiło mu dyskomfort raptem na chwilę. Możliwość utraty córki na zawsze wywołuje w jednej bohaterce lekkie wyrzuty sumienia, ale przedstawione w taki sposób, że nie wydają się autentyczne.

Bardzo się rozczarowałam.
1/5

wtorek, 29 grudnia 2015

Carrie Fisher - Księżniczka po przejściach

Jeśli ktoś jest fanem "Gwiezdnych Wojen" aktorki zwącej się Carrie Fisher nie trzeba mu dwa razy przedstawiać. Legendarna już księżniczka Leia z jej warkoczykami, biała suknią a potem złotym bikini przeszła już dawno do historii popkultury. Głośno o Carrie zrobiło się w Polsce razem z premierą ostatniej części Gwiezdnych Wojen, w której zresztą występuje (jeszcze nie byłam w kinie...).

W związku z tym szumem medialnym trafiłam na ciekawy artykuł w "Wysokich Obcasach" na temat Carrie Fisher i informacji na temat jej życia oraz w jaki sposób trafiła do obsady GW. Przeczytałam sporą część artykułu - tyle ile było dostępne online i nabrałam ochoty na polecaną w artykule książkę - "Księżniczka po przejściach".

Na okładce Carrie jest w charakteryzacji księżniczki Lei. Natomiast w samej książce na temat gwiezdnych wojen jest może raptem parę stron. Autorka skupia się na swoim życiu, głównie nawykach i terapiach jakim się poddała oraz na jej rodzinie - najwięcej informacji podaje na temat matki - Debbie Reynolds.

Trochę się rozczarowałam się, bo spodziewałam się głównie książki nawiązującej tematyką do Gwiezdnych Wojen, jednak dowcipny styl i opowiadania o życiu Carrie sprawiają, że książkę czyta się z przyjemnością. Pokazuje ona "celebrytkę" obdartą z blichtru i nieszczęśliwą przez sławę, która była jej udziałem od najmłodszych lat. Aktorka przedstawia również swoją rodzinę i ukazuje często szalone pomysły matki.

To lekka lektura, którą szybko się czyta.
2/5

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Kerstin Gier - Silber, das dritte Buch der Traeume

Poniższa recenzja przeznaczona jest dla osób, które zapoznały się z opisem pierwszych dwóch tomów nowej trylogii Kerstin Gier, znanej w Polsce głównie z trylogii Kamieni Szlachetnych, albo podróżników w czasie.
Według stanu mojej obecnej wiedzy, trylogia "Księgi snów" nie została jeszcze przetłumaczona.
Ostatnią część warto czytać jedynie jako kontynuację, gdyż bez znajomości poprzednich dwóch tomów nie wnosi za dużo sensu.

Trzecia i ostatnia część trylogii o podróżowaniu w krainie snów i świadomym śnieniu, w których główną bohaterką jest Liv Silber, nastolatka mieszkająca w domu swojego przyszłego ojczyma wraz ze starszym przyrodnim rodzeństwem, mamą, młodszą siostrą. nianią, kotem i psem.

Porównując trzecią część "Księgi snów" do zakończenia trylogii kamienii szlachetnych, to tym razem jest dosyć słabo.
Niby dzieje się całkiem sporo, a bohaterka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a jednak czytając odnosi się wrażenie, że tak naprawdę akcja stoi w miejscu, a bohaterowie skupiają się na banałach.
Czyta się dobrze, są momenty całkiem śmieszne. Wyjaśnia się kim jest "Secrecy" ale nie wyjaśnia się o co chodzi tak naprawdę z krainą snów.

Było OK.
2/5

niedziela, 20 grudnia 2015

Marcin Wicha - Jak przestałem kochać design

To jedna z tych książek, na które trafiłam opierając się na publikowanych co jakiś czas podsumowaniach grupujących najlepsze książki danego okresu czasu.
Książka, jak na design bardzo minimalistycznie wydana - biała obwoluta z prostą czarną czcionką skrywa w sobie tak samo prostą wściekle fioletową okładkę.

Treść składa się z krótkich esejów na różne tematy związane z designem przedmiotów, jak i estetyką miejsc bądź życia, pogrupowanych w trzy działy.
Eseje są krótkie, ale treściwe. Niektóre ciekawsze, inne nudne. Dużo nawiązań do historii najnowszej Polski i pokazanie tematu przez pryzmat PRL czy też lat 90.

Czyta się dobrze, szybko, ale też bardzo szybko treść ulatuje. Raptem miesiąc po lekturze, tak naprawdę jestem sobie w stanie przypomnieć raptem 2-3 poruszone tematy.
To przyjemna i prosta lektura na leniwe popołudnie.

2/5

niedziela, 13 grudnia 2015

Paula Hawkins - Dziewczyna z Pociągu


Patrząc na wydanie "Dziewczyny z pociągu" jedną z pierwszych rzeczy na które zwraca się uwagę jest rekomendacja samego króla horrorów - Stephena Kinga - z informacją, że nie mógł się oderwać od powieści. To jedna z informacji, która na pewno wywindowała tą książkę wysoko we wszelkich rankingach sprzedażowych.
Ostatnio ten thriller zyskał nawet tytuł najlepszej książki roku w kategorii "Kryminał i Thriller" na portalu "Goodreads".

Moim pierwszym wrażeniem po rozpoczęciu lektury było, dziwne deja vu. Styl oraz budowa książki przypomina mi mieszkankę "Zaginionej dziewczyny" Gilian Flynn z "Zanim Zasnę" S.J. Watson. Akcja przedstawiana jest w ujęciu teraźniejszym, ale są też przesunięte o parę miesięcy retrospekcje. Jednakże w przeciwieństwie do "Zaginionej dziewczyny" postaci w książce Pani Pauli Hawkins są płaskie i schematyczne. Nie rozwijają się, ani nie zmieniają. Główna bohaterka - Rachel - jest jedną z najbardziej wkurzających postaci książkowych z jakimi się zetknęłam. Przegrała swoje życie, przez szereg złych decyzji i uzależnienie od alkoholu. Mimo, że wie, że ma problem z piciem, brnie dalej w nałóg i popełnia kolejne błędy.

Rachel jest tytułową "Dziewczyną z pociągu" - codziennie przemierza trasę z małego miasteczka do Londynu i obserwuje mieszkańców domu obok torów gdzie pociąg przystaje - którym nadaje imiona Jason i Jess. Wymyśliła im biografie i historię, a dziwne zachowanie Jess pewnego dnia wytrąca Rachel z równowagi, co powoduje że pijana wysiada tego wieczoru na stacji w miasteczku. Parę dni później Rachel dowiaduje się z gazety, że Jess zaginęła tego samego wieczoru, którego miała miejsce jej ostatnia pijacka przygoda.
I w tym miejscu zaczyna się właściwa akcja kryminalna, która trzyma czytelnika w napięciu prawie do samego końca.

Wątek kryminalny jest ciekawy i sprawia, że ciężko oderwać się od tej książki. Nie jest jednak odkrywczy ani nowatorski. Wszystko to już było. Do tego, co w mojej opinii obniża ogólną ocenę, to właśnie wykreowane postaci. Trudno się w jakikolwiek sposób z nimi zidentyfikować. Nie ma wśród bohaterów nikogo pozytywnego ani specjalnie budzącego sympatię.

Książkę przeczytałam szybko, było OK ale jej wysokie oceny moim zdaniem są zdecydowanie na wyrost.
2/5


.



sobota, 28 listopada 2015

Andrew Miller - Przemyślny ból

Czytałam poprzednią książkę autora - Oczyszczenie - i chociaż czasami była ciężka w odbiorze, to jednak klimat oraz historia sprawiały, że chętnie przewracałam kolejne strony. W tym przypadku mimo, że język powieści i ogólna atmosfera końca XVIII wieku nie uległy zmianie, sposób prowadzenia narracji i czasowe wymieszanie wątków, sprawiły, że powieść jest nudna.

Głównym bohaterem książki jest James Dyer - genialny lekarz, odporny na ból. Jego historię poznajemy w różnych etapach życia. Czasy po śmierci mieszają się z dzieciństwem, wiekiem dojrzałym, aby wrócić do samego momentu kresu życia. Kolejne części książki skupiają się na innym wycinku z jego życia, co chociaż stylistycznie jest ciekawe, jednakże lekko zaburza odbiór historii. Bohater przedstawiony na różnych etapach życia jest odmienionym człowiekiem. Za każdym razem jest inny, a przez to trudno wyrobić sobie o ni jedną opinię. 
Do czasu aż poznał czym jest ból żył w świecie bez cierpienia, ale też przyjemności, radości i uczuć. Nie utożsamiał się z pacjentami i nie wiedział, co czują otaczający go ludzie. Brak bólu był brakiem człowieczeństwa.
Dopiero zagadkowy powrót bólu i ogień, jako bohater odczuwał sprawiły, że przebudził się również jako człowiek, porzucając swoją zewnętrzną zbroję i wewnętrzny chłód.

Autor posługuje się specjalnie lekko archaicznym językiem oraz stylem XVIII wieku zwraca dużą uwagę na cielesność i fizjologię z jej wszystkimi aspektami. Nie brzydzi się odchodami, analizowaniem składu kupy, posoką, wysypkami i spermą. To wszystko tu jest. Fizjologia jest jednym ze składowych opowiadanej historii, co lekko przypominało mi Szkarłatny płatek i biały Fabera.

Z samej historii mi najbardziej podobał się rozdział dotyczący poczęcia, narodzin i dzieciństwa Jamesa. Zapewne przez brak w nim chaosu.

Spodziewałam się więcej po tej powieści. Przede wszystkim liczyłam na więcej realizmu bez dziwnych akcji, które wydają się zupełnie niemożliwe. Było momentami bardzo nudno, a ogólnie słabo. A szkoda, bo historia miała potencjał na naprawdę ciekawą powieść.

2/5

piątek, 20 listopada 2015

Martin Amis - Strefa Interesów

To moje pierwsze literackie spotkanie z tym autorem. Na książkę trafiłam zachęcona zestawianiem najciekawszych książek na jesień. Sam temat średnio mi pasował. Do tego tekst na okładce wskazywał, że to historia romantyczna na tle obozu koncentracyjnego z udziałem osoby trzeciej. Bzdura! Gdyż owszem, trochę historii romantycznej, ale ktoś spodziewający się rzewnego romansu będzie srogo zawiedziony. Zamieszany w romans skazaniec obozu, raczej ma mała rolę w samej historii miłosne, a za to jest cennym "dodatkiem" do reszty akcji.
Akcja książki toczy się w ciężkich czasach w strasznym miejscu. Oświęcim/Auschwitz rok 1942 i 1943, połowa Drugiej Wojny Światowej. Niemcy po pokonaniu Francji i ataku na Rosję czują się panami świata. Sytuacja polityczna jednak się zmienia, a zawirowanie historii rzuci bohaterów w różne miejsca.

Angelus "Golo" Thomsen - oficer SS odpowiedzialny za rozwój produkcji w Buna-Werke, zauważa na ulicy żonę komendanta obozu - Hannach Doll. Duża, biodrzasta i silnie zbudowana kobieta przyciąga jego uwagę i podkręca wszystkie jego zmysły. Jako bawidamek i zawzięty podrywacz, musi ją zdobyć. Jednak przeszkodę stanowi jej mąż, stary opój ale posiadający sporą władzę Paul Doll. 
Golo próbuje różnymi sposobami zbliżyć się do Hannach. Jego dążenia trwają cała książkę - stanowią jakby oś powieści. Po drodze jego uczucia ewoluują. Ze zwykłej chuci przeradzają się w głębsze uczucie. Zmienia się też nasze postrzeganie tego bohatera, od negacji po akceptację.

Jego oponentem jest Paul Doll, mąż Hannah - przez długi czas zaślepiony i zwiedziony podchodami platonicznych kochanków. Opisuje on historię ze swojej perspektywy. Skupia się na codzienności obozu i "banalności zła". Nie jest dla niego straszne to, że z jego rozkazu ginie kilka tysięcy osób codziennie. Problem stanowi wszędobylski smród, który zanieczyszcza powietrze. Jego życie uczuciowe jest skomplikowane. Miota się między tym co by chciał, a co ma. Prawdziwym uczuciem jest dla niego miłość własna.

"Banalność zła" idealnie ilustruje akcję opisaną w książce. Autor nie epatuje zbędnym okrucieństwem, nie osądza swoich bohaterów. Stara się pokazać ich codzienność i brak reakcji, na to co dzieje się obok nich. Ignorancję w stosunku do cierpienia i śmierci innych ludzi. Raczej obojętność i mechaniczne wykonywanie obowiązków, niż prawdziwe bestialstwo.
Ukazuje też więźniów obozu, ich niesamowitą wolę przetrwania - portret więźnia Szmula, który jako"trupiarz" żyje z dnia na dzień w pogardzie do samego siebie.
Tłum osób nie ma twarzy, jest bezimienny. Kolejne trupy to cyferki w maszynie zagłady. "Śmierć jednostki to tragedia, milionów to statystyka" samoistnie nasuwa się cytat z Józefa Stalina...

Codzienność oprawców polega na denerwowaniu się zwykłymi sprawami. Komendant stresuje się wpadkami w czasie odbierania transportu więźniów, swoim nadmiernym alkoholizmem i brakiem pożycia małżeńskiego. Zaprzątają go rzeczy banalne, wręcz trywialne w obliczu prawdziwej tragedii, której jest częścią. Kwestii masowych mordów nie poświęca za dużo czasu.

To książka, gdzie jednostka liczy się o wiele bardziej niż tysiące. Jednostki - Niemcy - wiodą życie w skupieniu na drobnych sprawach codziennych. Postrzegają świat przez pryzmat własnego ja, zupełnie pomijając fakt, że obok nich rozgrywa się jeden z największych dramatów historii. Są egoistyczni, ale zarazem obojętni. Patrzą i nie widzą. Cytując autora, po wojnie główną odpowiedzią powinno być - ja nic nie wiedziałem. Ignorancja pozwala im przetrwać.
Obok postaci fikcyjnych są postacie wzorowane na prawdziwych uczestnikach zdarzeń. Paul Doll to Rudolf Hoess, wujkiem Golo jest Martin Bormann - drugi po Hitlerze, Ilse Grese to naprawdę Irma Grese.

To mocna książka, pozostawiająca po sobie silne wrażenie. Napisana ciekawie i dobrym stylem.
Jedna z najlepszych jakie czytałam w tym roku.
5/5


PS. Minus po stronie wydawnictwa - pojawia się sporo słów niemieckim i parę francuskich cytatów.  Niektórych można się domyślić.
Polecam zaopatrzyć się w słownik.

niedziela, 15 listopada 2015

13 pięter - Filip Springer

Ucieszyłam się, gdy w zapowiedziach wydawnictwa znalazłam kolejną książkę mojego ulubionego reportażysty. Temat jak najbardziej adekwatny do specjalizacji autora - opis sytuacji mieszkaniowej w Polsce. To kwestia dla wielu osób znajoma i bardzo trudna. Ciężko wskazać kogoś, kto nie jest związany kredytem na X lat za przywilej zajmowania parudziesięciu metrów kwadratowych, które tylko w teorii może nazwać "moim mieszkaniem".

Książka jest podzielona na dwie części. Pierwszą historyczną, opisującą problemy na rynku mieszkaniowym w Warszawie w okresie dwudziestolecia międzywojennego i drugą, współczesne problemy związane z mieszkaniem.

Zaczyna się bardzo ciekawie. Autor przedstawia kwestię, z którą nie spotkałam się wcześniej - że Warszawa okresu dwudziestolecia przedstawiana jest jako Paryż północy - zarówno we współczesnych filmach jak i ówczesnej literaturze, tworzonej przez dobrze sytuowanych mieszkańców kamienic. Opisuje falę samobójstw jaka przetoczyła się przez Warszawę, a związane one były z problemem z mieszkaniami. Później skupia się na temacie braku miejsca do życia, przedstawia maleńkie mieszkanka w których rezyduje 4 razy więcej osób niż powinno oraz koszmarną sytuację na rynku deweloperskim.
Ciekawy początek przechodzi w moim zdaniem nudną część na temat ruchów społecznych i powstawania spółdzielni mieszkaniowych, które miały wybudować mieszkania dla najuboższych i robotników.
Dużo faktów, dużo przewijających się nazwisk i liczb. Ciągle powtarzające się kwestie budowy mieszkań, ideałów społecznych, problemów z kredytami i finalnego fiaska, niestety są dosyć toporne w lekturze i w ostatecznych rozrachunku, przynajmniej dla mnie, męczące.

Druga część dotycząca współczesnych problemów z mieszkaniami była za to bardzo ciekawa i podniosła dla mnie ogólną ocenę książki. Autor przedstawia współczesny rynek mieszkań z kredytami, hipotekami, mieszkaniami wynajmowanymi od miasta na lokale użytkowe, mieszkaniami na wynajem i dziwnymi lokatorami/współlokatorami.
Jakąś część przedstawionych tu zdarzeń odczułam na własnej skórze, inną znam z opowiadań znajomych.
Pan Filip Springer precyzyjnie i celnie portretuje współczesny problem "bezdomności" i braku własnego mieszkania, jak również trudną sytuację na rynku.

Książkę warto przeczytać, chociażby dla drugiej połowy.
3/5

niedziela, 8 listopada 2015

Nowe Millenium - Co nas nie zabije - David Lagercrantz

Do nowej części Millenium podeszłam na chłodno. Nie zaliczam się do fanatyków Stiega Larssona, raczej podobały mi się jego powieści, ale nie ekscytowałam się nową częścią. Ominęły mnie też informacje o konflikcie między spadkobiercami autora a jego wieloletnią partnerką. Po najnowszą część przygód Lisbeth Salander i Michaela Bloomkvista sięgnęłam dopiero parę miesięcy po premierze. Na samego autorka nie zwróciłam zbyt wielkiej uwagi. Do dziś mam problem z  jego nazwiskiem, które za każdym razem przekręcam.

"Co nas nie zabije" spodobało mi się. Widać, że Pan Lagercrantz stała się zachować oryginalny styl cyklu i jego klimat. Schematy zachowania bohaterów też są tożsame z poprzednimi częściami a sama akcja stanowi zgrabne nawiązanie do "Zamku z piasku..." z dodatkiem nowych kwestii politycznych.

Początek powieści wydaje się nieśmiały, to delikatna gra z czytelnikiem z pytaniem, czy zyska jego akceptację. Później jednak intryga rozwija się na tyle, że trudno się od niej oderwać. Czyta się ją szybko i uważnie, aby nie zgubić wątków w trochę zagmatwanej z początku intrydze. Parę wątków zostało wyjaśnionych i pociągniętych do końca, inne niestety urwane lub zostawione na dalsze części, które zostały ostatnio zapowiedziane.
Główna akcja toczy się wokół postaci światowego autorytetu w sprawie sztucznej inteligencji i jego syna. Genialny profesor Frans Balder porzuca intratną posadę w Dolinie Krzemowej i wraca do Szwecji, aby zaopiekować się swoim autystycznym synem, którego rok wcześniej zostawił z byłą żoną. Ktoś rok wcześniej wykradł patent na rozwiązanie na którym pracował. Lisbeth została zaangażowana przez Fransa do sprawdzenia, kto w najbliższym otoczeniu jest odpowiedzialny za kradzież, a tym samym uwikłana w historię. Michael Bloomkvist otrzymuje telefon od samego Fransa, który w środku nocy chce opowiedzieć mu coś bardzo ważnego - zapewnić sobie polisę na przetrwanie.
A potem jest bardzo dynamicznie, porwania, tajemnicza organizacja, pościgi, strzelaniny - chwilami jak w Bondzie ;)

Książkę czytało się dobrze. Nie stanowi ona jednak dopełnienia trylogii, więc równie dobrze ogła nie powstać. Trochę sceptycznie podchodzę do następnych części. Obawiam się, że główni bohaterowie będą wykorzystywani tak długo, aż zostaną zarżnięci.

3/5

niedziela, 1 listopada 2015

Ostatnia arystokratka - Evzen Bocek

Powieść została mi polecona.
Robiłam zakupy w mojej ulubionej lokalnej księgarni, gdy pan Właściciel, który jest tam od lat zgoła 20 zapytał mnie, czy czytałam już "Ostatnią arystokratkę", którą bardzo poleca jako miłą i lekką lekturę.
Nie czytałam, przejrzałam i cena ponad 30zł za coś napisanego dużą czcionką lekko mnie zmroziła. Wtedy nie kupiłam, ale trafiłam na książkę na promocji jednej z e-księgarni w ramach dnia "czeskiego", gdy na mój czytnik trafił ebook w cenie ok. 11zł.

Przeczytałam ją w miarę szybko po zakupie, co zdarza mi się raczej rzadko :) Miałam ochotę na coś lekkiego i zabawnego, żeby odreagować stres w pracy. Książka idealnie spełniła swoje zadanie. Zaliczyłam kilka wybuchów śmiechu w busie i znacznie poprawiłam sobie humor.

"Ostatnia arystokratka" jest lekka, zabawna, szalona. Nie jest to nic ambitnego i należy czytać ją z przymrużeniem oka. Jest jak kabaret w wersji książkowej. Humor jest prosty, idealnie dopasowany do historii.

Książka to pamiętnik Marii Kostka, córki ostatniego Hrabiego Kostka, który wraca ze swoją rodziną z USA do Czech, w których odziedziczył rodową rezydencję. Jako osobnik wyjątkowo skąpy chce zaoszczędzić na wszystkim, łącznie z transportem rodzinnych urn oraz kota, co dobrze się dla niego nie kończy... 
Poznajemy perypetie rodziny i ich służby. Najróżniejsze problemy związane z adaptacją do nowych warunków, niedostatecznych finansów czy rodzinnych legend. Mamy leniwego kasztelana Józefa, który nie cierpi turystów, gospodynię specjalizującą się w znikającej w ogromnych ilościach orzechówce i ogrodnika, który panikuje z powodu kolejnych urojonych chorób. Rodzina hrabiego to Maria, jej matka zafascynowana księżną Dianą oraz ojciec skąpy i niegospodarny ostatni z rodu. Oraz inni bohaterowie.

Następujące po sobie wpisy z pamiętnika Marii
dostarczają kolejnych zabawnych historii, a grono bohaterów stopniowo się poszerza.
Bohaterowie są stereotypowi, nie rozwijają się wraz z historią, ale to akurat nie jest wadą. Są prości i zabawni. Mają sporo wad, złych wyobrażeń o świecie i popełniają błędy. Co sprawia, że historia jest ciekawa, a kolejne zdarzenia wywołują śmiech. Czeski humor i sposób widzenia świata dopisują :)

Całość była super. Najbardziej rozczarowała mnie końcówka, gdyż okazało się, że to pierwsza część cyklu, a na razie na drugi w polskim wydawnictwie chyba nie ma co liczyć...

Zdecydowanie polecam!
4/5

Umrzeć po raz drugi - Tess Gerritsen

"Umrzeć po raz drugi" to najnowsza część w cyklu Rizolli/Isles, trzyma typowy dla Pani Gerritsen i tego cyklu wysoki poziom. Czyta się szybko, intryga kryminalna jest ciekawa. Ot poprawna powieść, dla fanów autorki - tzw. bezpieczny wybór, przy którym nie musimy się bać, że wylądujemy w busie z nudną książką :)

Akcja tym razem toczy się w Bostonie oraz w Afryce, a konkretnie w trakcie prywatnego Safari grupki osób i ich przewodników w Botswanie. Safari, które miało być życiową przygodą staje się coraz posępniejszą walką o przeżycie. Kolejni uczestnicy giną zabici przez dzikie koty...

Parę lat później w Bostonie znany taksydermista zostaje znaleziony powieszony za nogi i wypatroszony, jak zwierzęta które preparuje. Trop wiedzie do rzadkiego futra pantery śnieżnej, które zostało skradzione z domu ofiary. Tropiąc szlak dzikich kotów Jane Rizolli oraz Maura Isles natrafiają na kolejne podobne ofiary, a szlak śladów zbrodni zatacza coraz większe kręgi w coraz dalszych zakątkach kraju. Tajemniczy mściciel składa z ludzi ofiary przyrodzie, pozwalając wilkom oraz dzikim zwierzętom dokończyć "dzieła".

Równolegle toczy się historia afrykańska, a safari które stało się polowaniem na ludźmi, gdzie nie wiadomo komu można ufać, a kolejne noce zabierają swoje ofiary.

Atmosfera w książce jest duszna. Nie tylko przez afrykański klimat, ale głównie przez strach. Strach przed przyrodą, przed dzikimi zwierzętami, ciemną nocą i nieobliczalnymi ludźmi. Morderca czai się wszędzie. Nikt nie wie kim on jest, co nim kieruje, ani kiedy uderzy ponownie... Nikt nie wie jak wygląda ani tak naprawdę jaki motyw mu przyświeca.
To książka również o walce, z własnym strachem i własnymi demonami.

Kolejna ciekawa pozycja w cyklu, którą warto przeczytać.
Polecam 3/5

środa, 14 października 2015

Bez Ograniczeń. Jak rządzi nami mózg. - Jerzy Vetulani, Maria Mazurek

Kim jest Pan Jerzy Vetulani dowiedziałam się około 1,5 miesiąca temu czytając niezwykle ciekawy wywiad z nim w jednym ze starszych numerów "Wysokich obcasów Ekstra". Niestety jeśli chodzi o prasę sytuacja w moim domu jest podobna do tej z książkami - duży stos piętrzy się obok łóżka, a czytać nie ma kiedy.
Wywiad skłonił mnie do poszukiwania książki autorstwa Pana Jerzego. Trafiłam na jedną pozycję, do tego ciężko dostępną - Bez Ograniczeń, jak rządzi nami mózg.

Książka to tak naprawdę wywiad, który Pani Maria Mazurek przeprowadziła z Panem Jerzym. Głównym tematem jest mózg i jego wpływ na nasze ciało, decyzje i działania, ale oprócz tego Pan Profesor opowiada niezwykle ciekawie na temat wpływu różnych substancji na organizm człowieka oraz opowiada ogólnie o naszym samopoczuciu, decyzjach i różnych kwestiach, o których zazwyczaj nie mamy pojęcia.

Podzielona jest na różnego rodzaju bloki tematyczne poruszające kwestie jak seksualność człowieka, żywienie, starość, przewagę kobiet nad mężczyznami a także pożytki z palenia marihuany.
Profesor opowiada fascynujące rzeczy. Dowiedziałam się sporo o samej sobie i moim organizmie, oraz ogólnie o życiu i wpływie genów, mózgu i uwarunkowań biologicznych na różne kwestie.

Fascynująca książka napisana prosto, ale konkretnie.
Trudno się oderwać i czyta się ją  błyskawicznie.

Zdecydowanie polecam!
5/5

poniedziałek, 12 października 2015

Rok 1984 - George Orwell

To książka należąca do ścisłego kanonu klasyki literatury. Stworzony przez Orwella antyutopijny świat ze wszechwładną partią oraz wielkim bratem przewija się zarówno w kulturze popularnej jak i niszowej. Obraz antyutopijnego świata, dyktatury posuniętej do granic absurdu. Absolutne must read. 

Główny bohater Winston Smith żyje zgodnie z nakazami partii i wielkiego brata. Jego życie jest bezbarwne i pozbawione sensu. Żona po paru latach ciężkiego pożycia zarówno pod względem seksualnym jak i uczuciowym odseparowała się od niego. Praca wymaga ciągłego tworzenia nowej wersji historii i przeredagowywania artykułów zgodnie z nową doktryną partyjną. Codzienna godzina nienawiści zmusza bohatera do udawania złości na wrogie Oceanii imperium.  Musi dostosować się do ciągle zmieniającej się historii -  ten kto ma władzę nad przeszłością, ma władzę nad światem.
Mimo silnej indoktrynacji bohater odnajduje w sobie ziarno buntu, najpierw kupuje dziennik, potem opisuje w nim swoje prawdziwe uczucia, wreszcie angażuje się w związek, w którym uczucie gra główną rolę.
Jest buntownikiem - buntuje się wewnętrznie i zewnętrznie. Mimo ciągłego strachu przed śmiercią i przed szpiegami partii, odnajduje parę tygodni raju na ziemi i chwil, w których czuje się wolny.
Lecz partia i Wielki Brat wiedzą i widzą wszystko.Nie ma przed nimi ucieczki. Główny bohater brutalnie się o tym przekonuje...

Pierwsza część książki to historia buntu Winstona, druga część to przedstawienie technik manipulacji i sposobów łamania człowieka. Autor ukazuje dno, którego trzeba dotknąć, aby naprawdę kogoś złamać.

Powieść przerażająca, ale coraz bardziej realna...
Od lat kurzyła się na mojej półce, ciągle odkładana na później. Sięgnęłam po nią po lekturze kilku książek na temat Korei Północnej. Czytając pierwszą część, wydawało mi się, że to kolejna z nich.
To co Orwell stworzył ku przestrodze, w Korei zostało wdrożone i zainicjowane jako system sterowania obywatelami. Zamiast ekranów tzw. szczekaczki w każdym mieszkaniu i domu, oraz wszechobecne portrety wielkich przywódców... Straszne! Nic dziwnego, że uciekinierzy z Korei, jak chociażby opisywani przez Barbarę Demick w jej świetnym reportażu "Światu nie mamy czego zazdrościć" czytali Rok 1984 z wielką uwagą i wywołał na nich ogromne wrażenie

Antyutopia, ma pokazać świat, jakiego nie chcielibyśmy mieć. A tymczasem po tylu latach, takie państwo jest całkiem realne. Tym większe wrażenie robi lektura. Ciągła obserwacja, ekrany w każdym domu, które nadzorują nasze ruchy i nasłuchują co mówimy. Sztuczny podział ludzi na tych najlepszych - klasę wyższą - wewnętrzne struktury partyjne, członków partii i proli - czyli robotników, którzy traktowani są jako bezimienna masa. Przypomina to nasz świat, na który sami się zgadzamy. Ciągła kontrola, to już nie utopia a realność, szczególnie jeśli chodzi o Internet - jesteśmy pod stała obserwacją, a każdy nasz ruch, zainteresowanie a nawet pogląd zapisywany jest w wirtualnej pamięci.

Warto. Powieść się nie zdezaktualizowała.
4/5

Arena Szczurów - Marek Krajewski

Kolejna powieść z Edwardem Popielskim. Tym razem bohater już mocno posunięty w latach mieszka w Darłowie, gdzie ucieka przed SB. Tam oczywiście musi popaść w kłopoty, przez swoje dążenie do sprawiedliwości.

W tej powieści jest zbyt dużo brudu, smrodu i chaosu. Niby pojawia się wątek kryminalny, ale jest on raczej słaby. Niby nasz bohater poszukuje mordercy kobiet, który gryzie swoje ofiary zarażając je sepsą. Popielski jest szlachetny i honorowy, ale z racji wieku słaby. Nie ma już wsparcia kolegów. Zostaje zupełnie sam i musi znaleźć wyjście z patowej sytuacji jaką jest pułapka w którą wpadł.   Główna część akcji skupia się na próbie przetrwania uwięzienia i znalezienia drogi ucieczki.
Edward Popielski znajduje się w odrażającym miejscu i autor jakby skupia się na przedstawieniu jego realiów, niż jak w poprzednich częściach użycia go jako środka do stworzenia ciekawej historii.
Akcja jest mdła. Wątek kryminalny szybko się rozwiązuje, a potem tylko niemrawo ciągnie do końca. Epatowanie obrzydliwością jest mocno przesadzone.

Powieść w moim odczuciu najsłabsza w cyklu. Jak dla mnie mogłoby jej nie być.
2/5


sobota, 10 października 2015

Gillian Flynn - Mroczny zakątek

Gillian Flynn ma specyficzny styl pisania, który mimo konieczności początkowej adaptacji, bardzo mi odpowiada. Przedstawia historię w punkcie X - będącym teraźniejszością między zdarzeniami z przeszłości, a tymi które dopiero mają nastąpić. Punkt X jest kluczowym dla reszty powieści, gdyż poznajemy w nim bohatera i odkrywamy to co działo się z postacią przed nim, oraz śledzimy jej rozwój. Historia toczy się w dwóch przestrzeniach czasowych.

Gdy w Zaginionej dziewczynie była przedstawiona z perspektywy żony i męża - tak w Mrocznym Zakątku mamy przeszłość oczyma Bena oraz Patty Day (syna i matki), a teraźniejszość z perspektywy Libby, jedynej ocalałej z rodzinnej masakry.

Libby Day to ofiara dziwnego mordu, w którym zginęła jej matka i dwie siostry, Libby uciekając odmroziła sobie palce u dłoni i stóp, a jej brat Ben został skazany za morderstwo, częściowo w oparciu o zeznania, czteroletniej wówczas siostry.

Współczesna Libby jest niezaradna i leniwa. Nie idzie do pracy, żyje z funduszu na który wpływały datki od ludzi współczujących jej trudnego położenia. Nie ma łatwego charakteru, od dziecka nie mogła zostać dłużej w żadnym z domów zastępczych, ani u swojej ciotki. Uparcie twierdzi, że to jej brat zabił jej rodzinę do czasu, gdy powodowana chęcią zarobienia w łatwy sposób dodatkowych pieniędzy trafia do amatorskiego kółka fascynatów zbrodni. Zrzeszenie w ugrupowaniu ludzie, mają swoje własne typy i tropy, kto zabił. Nikt jednak nie wierzy w winę Bena.
Libby podejmuje śledztwo, odkrywając po kawałku, zdarzenia z feralnego początku roku aż do dnia zbrodni.

Zdarzenia współczesne przeplatane są z opisem kolejnych godzin w dniu zbrodni z perspektywy Patty Day oraz jej syna Bena. 

Książka trzyma w napięciu. Pozwala czytelnikom odkrywać historię kawałek po kawałku. Wiemy tyle, ile główna bohaterka i możemy typować kto zabił - co zawsze cenię w kryminałach.
Akcja krok po kroku prowadzi do rozwiązania zagadki.

Czyta się bardzo przyjemnie. Ciężko się oderwać. To przyjemna lektura na zimne i coraz dłuższe jesienne wieczory.
4/5

niedziela, 27 września 2015

Unicestwienie - Jeff Vandermeer

Sięgnęłam po "Unicestwienie" ze względu na opis na okładce. Powieść Science-Fiction z elementami grozy, której akcja toczy się w niezbadanej i tajemniczej "Strefie X". Pierwsze skojarzenia to "Stalker" braci Strugackich pomieszany z potworami Lovecrafta. I rzeczywiście takie elementy są w tej książce. Mimo jednakże dużego potencjału cała opowieść jest drętwa, akcja toczy się leniwie, a główna bohaterka mogłaby być wybrana jedną z najbardziej irytujących postaci w historii literatury.
Brakuje pewnego kopa, który nadałby akcji energię. Niby dzieje się dużo, ale czytając ma się wrażenie, że wszystko się wlecze. Niby są jakieś dziwne potwory, rośliny, bohaterowie giną, a tak naprawdę ma się wrażenie, że nic się nie stało.

Zmęczyłam tą książkę, gdyż na szczęście nie była długa. Końcówka wypadła ciekawiej niż całość, ale nie na tyle, aby zachęcić mnie do kolejnego tomu.

Ogólnie słabo.
1/5

czwartek, 24 września 2015

W służbie dyktatora - Ingrid Steiner-Gashi, Dardan Gashi

Myślałam, że ta książka to będzie petarda - historia życia jednego z głównych dostawców dóbr dla Kim Ir Sena oraz Kim Dzong Ila. Opowieść człowieka z samych wyżyn partyjnej władzy, który miał wgląd w wewnętrzne sprawy Państwa.
Owszem, były ciekawe fragmenty, natomiast całość wypadła raczej mdło. Może to sposób w jaki była napisana, bądź też pewnego rodzaju zmęczenie ciągle tym samym tematem też miało wpływ na jej odbiór.

"W służbie dyktatora" to historia życia Kim Dzong Riula, który z biednej rodziny doszedł na partyjne szczyty, by finalnie zwiedziony fałszywą nadzieją, że Korea upadnie uciec na zachód i zamieszkać w Austrii.
Główny bohater, a zarazem narrator opowiada nam o drodze jaką przebył, łączenie ze studiami w Niemczech, pierwszymi pracami dla partii aż w końcu roli dostawcy dóbr wszelakich - od maszynek do golenia i długopisów po maszyny górnicze, lokomotywy i broń. 
Z książki jawi się obraz typowy dla Korei - gdzie lud jest wyzyskiwany przez pasożytniczą elitę, która gdy naród głoduje pławi się w luksusach. Pojawia się też smutny obraz zachodu, który przymyka oko na handel z Koreą mimo najróżniejszych międzynarodowych zakazów...

Sam Kim Dzong Riul wydaje się zbyt poprawny politycznie. U autorów książki zjawił się jako staruszek - może chciał się dodatkowo wybielić i zdystansować od polityki Kimów. Jest zbyt praworządny, zdystansowany do ustroju i jego praw. Podkreśla wielokrotnie, że uciekł aranżując swoje zniknięcie na zabójstwo dla zysku, aby nie narażać na karę obozu rodzinę, po czym po latach jednak przerywa milczenie z całą świadomością, że jego rodzina może ponieść tego skutki (o tym książka dziwnie milczy, albo odsuwa ten temat).

Spodziewałam się czegoś więcej.
2/5

poniedziałek, 21 września 2015

"Światu nie mamy czego zazdrościć" - Barbara Demick

Światu nie mamy czego zazdrościć, to reportaż, który czyta się jak najlepszą powieść. Jest tu wszystko - heroiczna kobieta, silna rodzina, osamotniona lekarka, osierocone dziecko oraz zakazane uczucie. Barbara Demick wysłuchała uciekinierów z Korei Północnej i pokazała ich życie w totalitarnym Państwie. Jest to obraz tej prawdziwej, a nie oblanej lukrem dla turystów Korei Północnej. Obraz który przedstawia zmiany i kryzysy jakie przez ostatnie dziesięciolecia XX wieku nawiedziły ten kraj.

Bohaterowie Barbary Demick żyją daleko od stolicy - albo w górniczych miasteczkach w górach na północy, albo w portowym i przemysłowym mieście Chongjin. 
Każdy z bohaterów opowiada o swoim życiu i miejscu w szeregu. Opowieść toczy się od lat 70tych, obejmuje czasy powolnego kryzysu spowodowanego upadkiem demoludów, a w końcu ogromnego głodu, który zdziesiątkował ludność Korei Północnej.

Korea Północna to państwo, w którym każdy z mieszkańców jest pod ścisłą kontrolą. Nawet w rodzinie bądź wśród przyjaciół nie można wyrazić swojej prawdziwej opinii, gdyż zawsze istnieje możliwość denuncjacji.
W tym z pozoru równym społeczeństwie naprawdę jest wiele kast, które od urodzenia determinują miejsce w szeregu. Nie ma możliwości wyrwania się z najniższej klasy i trafienia do partii. Między poszczególnymi grupami nie ma też możliwości ślubów - gdyż partner z niższej klasy od razu powoduje społeczną degradację, a nigdy na odwrót.
Autorka świetnie pokazuje wszelkie paradoksy życia w Korei na podstawie losów prostych ludzi.
Całość napisana jest dobrym stylem i adekwatnym językiem. Jeśli pojawia się jakieś typowe pojęcie jak np. "dżucze" jest ono wyjaśniane.

To jeden z najlepszych reportaży jakie miałam okazję czytać i zdecydowanie najlepsza książka o Korei Północnej, którą każdemu polecam.

5/5

Niektóre z paradoksów/ kwestii opisanych w książce to:

Ślub bierze się w okolicach 30 roku życia. Wcześniej należy służyć ojczyźnie, czy to w wojsku, na uniwersytecie czy pracując dla dobra partii. Seks przed ślubem nie istnieje i stanowi silne społeczne tabu.
Związek dziewczyny z podejrzanej rodziny z chłopakiem z wyższej klasy musi być trzymany w tajemnicy. Mimo wielu lat spotykania się, dochodzi do nimi tylko do pocałunku. Strach przed denuncjacją powoduje, że rozmawiają tylko o rzeczach banalnych, nie poruszając trudniejszych tematów.

Nikt nie jest bezpieczny. Banalne słowo może spowodować zesłanie na roboty przymusowe. Jedynie dynastia Kimów jest nieomylna. Każdy mieszkaniec musi mieć w domu portret ojca i syna i codziennie przecierać je z kurzu specjalnie do tego przeznaczoną szmatką. Po mieszkaniach chodzi policja i sprawdza stan portretów. Gdy umrze Bóg trzeba płakać tak, jakby straciło się najważniejszą osobę w życiu, w przeciwnym wypadku można samemu trafić do obozu.

Koniec lat 80tych, prężne do tej pory zakłady nagle zostają zamykane jedne za drugim. Brakuje prądu. Sytuacja się zapętla, gdyż brak produkcji powoduje brak towarów na eksport, a tym samym nie ma za co opłacić energii. Linie energetyczne powoli są rozkradane.

Epidemia głodu w latach 90tych. Najpierw umierają umięśnieni mężczyźni. Dzieci nie rozwijają się prawidłowo. Wiele z nich umiera. Głód powoduje znieczulicę społeczną.

Lekarze sami muszą zbierać zioła i przyrządzać z nich leki. Jako służba społeczeństwu muszą oddawać własną krew jak również skórę do przeszczepu. Lekarzem zostaje się z nadania partii.

czwartek, 17 września 2015

Ostatni wielki brat - Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski

"Ostatni wielki brat" to minibook Gazety Wyborczej. Zawiera wybrane artykuły i reportaże na temat Korei Północnej publikowane w Gazecie oraz dodatku Duży Format.
W przeciwieństwie do poprzednich pozycji, jest to materiał stricte dziennikarski, co więcej nie zawiera relacji z wyprawy bądź pobytu w Korei, ale pokazuje to Państwo z zewnątrz.

Książka koncentruje się na kwestiach polityki zagranicznej Korei, w tym najnowszej po śmierci Kim Dzong Ila, oraz przedstawia zewnętrzne "partnerstwa" gospodarcze i polityczne Korei, jak również daje wgląd w stosunki polsko-koreańskie, które są całkiem dobre.
Pokazuje również "biografie" Koreańczyków z północy, jak Kim Dzong Riula - ambasadora KP w Polsce, który jest bratem Kim Dzong Ila albo północnokoreańskiej terrorystki, która przeszła drogę mocnej indoktrynacji.

W przeciwieństwie do dwóch poprzednich pozycji ten minibook zawiera głównie suche fakty, bez koloryzacji i dopowiadania. To kawał solidnego dziennikarskiego materiału, dobrze napisanego i ciekawego.

Polecam 3/5

wtorek, 8 września 2015

Christian Eisert - Tydzień w Korei Północnej

"Tydzień w Korei Północnej" autorstwa Christiana Eiserta to typowa historia podróżnicza do Korei. Mimo ambicji, aby pokazać coś więcej, autor zwyczajnie nie miał na to materiału. Został do Korei Pólnocnej przywieziony jak turysta, w taki sposób traktowany i pilnowany, oraz mógł oglądać tylko "zabytki" i miejsca zatwierdzone przez władzę.

Aby książka nie była typową relacją z oprowadzanej wycieczki autor przemyca sporo ciekawych historii związanych z Koreą, przedstawia zdarzenia w miarę nietypowe, w ograniczonym stopniu nawiązuje do swojej prywatnej historii oraz przedstawia swoją towarzyszkę podróży i jej próby łamania zakazów. Przy okazji, towarzyszka podróży Pana Christiana - Thanh Hoang jest jedną z najbardziej wkurzających postaci literackich. Nie chciałabym nigdy wyjechać z tą Panią na wycieczkę, a już szczególnie do miejsca, gdzie nawet turyści musza uważać co mówią.

Autor z wszelkich sił stara się nadać relacji pewnej lekkości i urozmaicić ją o nietypowe zdarzenia. To ciekawa książka dla kogoś, kto o Korei nie ma pojęcia.
Gdy ją przeczytałam, moje wrażenia były jak najbardziej pozytywne. Autor nie jest egocentrykiem jak Suki Kim autorka Pozdrowień z Korei, stara się dostrzegać problemy i ludzi, którzy go otaczają, ma jednak mocno utrudnione pole manewru. Co więcej jest Niemcem do szpiku kości - wszelkie zachowania, które opisuje od razu nasuwały mi obrazy znajomych Niemców.
Jednakże, gdy czytało się już parę książek na temat Korei Północnej, ta relacja to taka pocztówka z wycieczki. Krótka, zawierająca parę ciekawostek, ale jednak mocno powierzchowna.
Co nie zmienia faktu, że napisana dobrym językiem i miło się ją czyta.

3/5

wtorek, 1 września 2015

Suki Kim - Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit.

Moją czytelniczą przygodę z Koreą Północną rozpoczęłam od książki Suki Kim. Autorka jest amerykanką, pochodzącą z Korei Południowej. Jest dziennikarką i aby móc przyjechać do Korei Północnej i mieszkać w niej parę miesięcy musiała udawać nauczycielkę angielskiego na uniwersytecie dla Elit - PUST - Pjongjańskim Uniwersytecie Naukowo - Technicznym - czyli zagranicznym tworze finansowanym przez ruchy chrześcijańskie.

Na tą uczelnię została skierowana elita, elit - czyli synowie rodzin lekarzy oraz działaczy partyjnych z Pjonjangu. Najzdolniejsi, najbogatsi, praktycznie najlepiej odżywieni studenci, których rodzice mieli możliwość wyjazdu za granicę albo zobaczenia co dzieje się za kurtyną, sprawiają wrażenie tak samo ślepych i zagubionych jak reszta społeczeństwa.

Autorka uczyła angielskiego grupy zaawansowane i początkujące. W czasie swojej pracy nie mogła rozmawiać ze studentami w ich rodzimym języku, komunikowała się tylko po angielsku. Mieszkała na kampusie, okazyjnie zwiedzając Koreę przy wyjazdach na zakupy albo organizowanych wycieczkach do "wiosek potiomkinowskich" i muzeów.

Książka ukazuje nam życie w Korei Północnej, które nawet dla osoby z zewnątrz nie jest łatwe. Ciągła inwigilacja, brak połączeń telefonicznych, maile które są monitorowane i sprawdzane, małe i monotonne porcje żywieniowe na uniwersyteckiej stołówce i wreszcie ciągła cenzura - zarówno zewnętrzna jak i wewnętrzna, przekształcająca się w paranoję.

Suki Kim opisuje swoich studentów i ich małe wyobrażenie o zewnętrznym świecie. W książce przeraża fakt niezwykle silnej indoktrynacji już od najmłodszych lat i bezkrytyczna postawa wobec władz elit naukowych w kraju. Koreańczycy nie mają internetu, dzięki któremu mogliby poznać świat zewnętrzny. Nie mają wolnego radia i telewizji. Prąd wygaszany jest praktycznie codziennie.  Nie mogą rozmawiać z obcokrajowcami, a jeśli mają takie pozwolenie muszą uważać na każde słowo - zarówno oni jak i interlokutorzy.

To ciekawe spojrzenie na kraj od środka. Tym bardziej, że autorka mieszkała w nim parę miesięcy i przyjechała do Korei dwa razy w krótkim odstępie czasu. Doświadczyła również żałoby narodowej po śmierci Kim Dzong Ila.

Minusem książki jest jednakże pewna typowa dla książek amerykańskich autorów maniera budowania reportażu na ich subiektywnych przeżyciach. Obiektywnego spojrzenia jest mało. Pani Kim skupia się na sobie, własnych wrażeniach, własnej samotności i tęsknocie za kochankiem, rosnącej paranoi i rodzinnej traumie.

Książkę czyta się dobrze, chociaż są zdecydowanie lepsze w tej tematyce
3/5

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Czytelnicza podróż do Korei Północnej

Sierpień 2015 upływa mi pod znakiem czytelniczej podróży do Korei Północnej. Chciałabym tam pojechać, lecz przyznają, że się boję. Z jednej strony ciekawość zobaczenia reliktu komunizmu, z drugiej strach przed nieobliczalną władzą tego kraju - gdy nigdy nie wiadomo, czy nawet jako osoba z zewnątrz będę miała prawo wrócić. Książki pozwalają spojrzeć na ten kraj z różnych perspektyw i kątów widzenia. Każda którą do tej pory przeczytałam przemyca jakiś fragment historii lub rzuca światło na inny aspekt. Każdy autor widzi coś innego i swoją wizję przedstawia.

Obecnie czytam czwartą książkę na temat Korei Północnej. Przede mną jeszcze jedna, albo dwie. Zależy, czy temat mnie za bardzo nie zmęczy. Całość mam zamiar podsumować wielką, kultową powieścią, której nie miałam jeszcze okazji przeczytać - Rokiem 1984 Orwella.

Zaczęłam moją literacką podróż od książek pisanych przez dziennikarzy, którzy pod przykrywką dostali się do Korei, a swoje wrażenia opisali po powrocie. Pierwsze dwie książki pokazały mi lukrowany obraz Korei dla turystów, wprawdzie autorzy próbują przemycić parę informacji, albo spojrzeć w głąb, ale niekoniecznie im się to udało.
Trzecia książka to ciekawe podsumowanie kwestii historycznych i politycznych. Czwarta przedstawia losy kraju od środka oczyma zwykłych obywateli. Piąta natomiast pokaże Koreę taką jak widzi ją osoba z najwyższych kręgów władzy.

Recenzje każdej z tych pozycji po kolei ukażą się na blogu już wkrótce.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Szczygieł - Donna Tartt

Do "Szczygła" podchodziłam bardzo sceptycznie. Opinie na portalach książkowych były skrajne - albo zachwyt albo katastrofa. Nie pomogły również wcześniejsze doświadczenia z prozą Pani Tartt - jej "Tajemna Historia" mnie bardziej wynudziła niż zachwyciła.

Sięgnęłam jednak do "Szczygła" i zdecydowanie nie żałuję. Jak do tej pory, jest to najlepsza książka, jaką czytałam w tym roku. Sama historia może wydawać się banalna i przegadana. Mimo paru zwrotów akcji jest dosyć przewidywalna. Pod względem samej fabuły, nie jest to coś nietypowego ani nowatorskiego. A jednak Pani Tartt stworzyła opowieść od której ciężko się oderwać. Ja czytałam tą grubą na ponad 800 stron powieść przez trzy tygodnie, znam jednakże osoby, które w ciągu paru dni dosłownie ją połknęły.

"Szczygieł" to opowieść o Theo Deckerze, chłopcu który utracił matkę w czasie zamachu w muzeum. Sam będąc jeszcze w szoku po wybuchu, zabiera z muzeum bezcenny obraz - "Szczygła" Fabritiusa, jeden z ulubionych obrazów jego matki. Ośmioletnie dziecko nie jest świadome swego czynu i nie wie, w jaki sposób obraz zwrócić. Półsierota obawia się, że przyznanie się do czynu sprawi, że wyląduje w domu dziecka. Obraz towarzyszy Theo przez całe dzieciństwo, lata nastoletnie i wczesną dorosłość. Jest jak wina, która ciągle czai się na granicy naszego pojmowania, nie pozwalając nigdy na całkowitą radość albo beztroskę.

Oprócz Theo autorka stworzyła również portrety innych, mocnych postaci, które ewoluują i zmieniają się w trackie lektury. Niektóre mniej, inne mocniej. Szczególnie ciekawą postacią jest Boris, pół rosjanin -pół polak, przyzwyczajony od najmłodszych lat aby żyć ryzykownie.

To magiczna powieść ukazująca dojrzewanie chłopca, żyjącego w ciągłym poczuciu winy - ze względu na śmierć matki, ze względu na kradzież obrazu. Chłopca, który nawet jako dorosły mężczyzna nie jest pewny siebie i nie potrafi otworzyć się przed osobami, które ceni o kocha.

Autorka w sposób wręcz cudowny opisuje Nowy Jork i jego elity. Poznajemy bogatych nowojorczyków, ich wysmakowany gust i perfekcyjne maniery, które zestawione są z tanim blichtrem, kryjącym kicz Las Vegas.
Życie Theo nie jest łatwe. Los rzuca mu kolejne kłody pod jego małe nóżki i jako dziecko, a później nastolatek musi podejmować decyzję, przed którymi nie powinno stawiać się tak młodych osób. Jego wybory nie zawsze są słuszne, jego działanie często ociera się o granice prawa. Nie jest bohaterem idealnym, jest irytujący, często nieracjonalny - ale wzbudza sympatię.

"Szczygła" czyta się z przyjemnością. Można rozkoszować się językiem i smakować powieść powoli, można też nerwowo przerzucać kolejne strony, aby poznać dalsze losy Theo.
Nie żałuję ani minuty z czasu poświęconego tej książce i zdecydowanie ją polecam.

Dla mnie to 4,5/5

sobota, 1 sierpnia 2015

Detroit - Sekcja zwłok Ameryki - Charlie le Duff

Przed lekturą, miałam małe pojęcie o Detroit - wiedziałam oczywiście o tym, że jest to miasto fabryk samochodów, legendarne motown. Widziałam również, że spektakularnie zbankrutowało parę lat temu. Nie wiedziałam jednak, gdzie dokładnie jest położone i jaka była jego historia. Po lekturze "Detroit - Sekcja zwłok Ameryki" wiem gdzie leży i trochę na temat jego dziejów, ale za mało aby być usatysfakcjonowanym.

 Książka Charlieg'o le Duff pozostawiła po sobie pewne rozczarowanie faktem, że istotnych informacji związanych z miastem (na co wskazuje tytuł) jest w niej tak mało, a przeważają prywatne historie z rodziną autora w roli głównej. Centralną "postacią" książki nie jest miasto, na co wskazywałby tytuł - a autor. Może to amerykański sposób na reportaż (spotykam się z tym już któryś raz z kolei), że brak w nim obiektywnego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość i faktycznie przekazanie "głosu" bohaterom, a opiera się na subiektywnych wrażeniach i spostrzeżeniach.

Wiem dużo o autorze i jego rodzinie, dalszych i bliższych znajomych, poglądach politycznych, dziejach jego rodu oraz jego sposobie radzenia sobie w nowej rzeczywistości, a o mieście, które miało być centralnym punktem książki niewiele więcej niż przed jej lekturą. To akurat przykre...

To reportaż pozbawiony obiektywizmu, skupiający się na tym, co w mieście najgorsze i zupełnie ignorujący to co pozytywne. To, że autor potrafi napisać również ciekawie i obiektywnie, świadczą kawałki z historii miasta i opis wydarzeń, które przedstawia jako postronny obserwator a nie czynny uczestnik. Te fragmenty podniosły ocenę.

Czytając uzupełniałam wiedzę przeglądając mapy Detroit, czytając artykuł w National Geographic o tym mieście (zupełnie inny obraz niż w książce) i "zwiedzałam" miasto korzystając ze Street View. 

Książkę wbrew przytoczonym zarzutom, czyta się dobrze, jednakże po kawałku. Czytanie dłuższych fragmentów powoduje przesyt narzekaniem autora i zaczyna nudzić.
Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, gdyż temat jest wdzięczny i pozwala na naprawdę ciekawe rozwinięcie. 
"Reportaż" Pana Le Duff powinien mieć inny tytuł, aby nie mylić czytelników - myślę, że "Historia porażek mojej rodziny w tym wkurzającym Detroit" byłaby odpowiednia ;)

2/5

niedziela, 26 lipca 2015

Wiktor Pielewin - Batman Apollo

"Batman Apollo" to kontynuacja "Empire V" w której poznajemy dalsze losy Ramy, Hery (Isztar) oraz innych wampirów z rosyjskiego podwórka.
Zapewne da się ją czytać osobno, gdyż autor na początku książki daje streszczenie najważniejszych wampirycznych kwestii, filozofii glamouru i dyskursu jak i podsumowuje dotychczasowe przygody Ramy.
Natomiast biorąc pod uwagę, że mimo konkretnego streszczenia i wprowadzenia, niezorientowanemu czytelnikowi trudno będzie się znaleźć w uniwersum świata pielewinowych wampirów, czytania "Batmana" bez poznania pierwszej części mija się z celem.

Patrząc na całokształt "Batman Apollo" w mojej opinii jest trudniejszy i nudniejszy niż "Empire V". Głównie przez niezwykle pokręconą akcję, dziwne zwroty i przytłaczającą wręcz ilość filozofii wampirycznej i podsumowania kondycji współczesnego świata.
W tej części Rama jako kochanek wielkiej myszy jest jednym z uprzywilejowanych wampirów i trafia na szkolenia dla elity, takie jak podróż po limbo, w którym odprowadza dusze zmarłych bogaczy i innych wampirów do spokojnego miejsca. Opisy limbo i dziejącej się tu akcji są psychodeliczne i przypominają halucynacje po LSD.
Rama poznaje również główną wielką mysz - Batmana Apollo, który cały czas się przemieszcza, mimo, że w jakiś sposób zakorzeniony jest w dnie świata...

Dla mnie ta część była za mocno filozoficzna i zakręcona.
2/5



sobota, 4 lipca 2015

Wiktor Pielewin - Empire V

"Empire V" leżało na półce nietknięte przez ponad dwa lata. Wiedziałam, że tam jest i że na pewno lektura tej powieści mnie  nie zawiedzie. Bo jak? Postmodernistyczna książka o wampirach miałaby mnie zawieść? Nigdy! W końcu sięgnęłam, lekko z przymusu czytelniczego, gdyż z biblioteki przyniosłam część drugą - Batman Apollo i już skończyły się wymówki, że później. Pojawił się idealny czas na "Empire V".

Jak się spodziewałam książka jest rewelacyjna. Tylko Pielewin potrafi zmieszać najróżniejsze kulturowo, historyczne przekazy, przemielić je z rosyjską historią najnowszą i polityką, dodać do tego parę nowych trendów rynkowych i zjawisk kultury masowej, a z całości ulepić książkę od której pod względem treści, stylu i języka nie sposób się oderwać.

Ciężko przedstawić fabułę Empire V, gdyż jak to u Pielewina jest ona niezwykle zakręcona i roi się od absurdów. Głównym bohaterem jest Roma, życiowy nieudacznik mieszkający z matką, którego od najmłodszych lat prześladował koszmar o wielkim nietoperzu pijącym jego krew.  Roma idąc ulicą widzi drogowskaz dający możliwość dołączenia do elity. Tym sposobem trafia do Brahmy, starego i znużonego życiem wampira, która przekazuje mu "język" (istotę wampira) a sam popełnia samobójstwo.
Roma zostaje Ramą II i wchodzi w skład wampirzej elity rządzącej światem, a dokładnie jej rosyjskiego odłamu pod wodzą Enlila Maratowicza.

Aby zostać pełnoprawnym wampirem i pozbyć się ludzkich ograniczeń myślowych Rama otrzymuje "pakiet szkoleń" z glamouru i dyskursu, a także samoobrony i sposobów postępowania z kobietami. Do tego szkolony jest z kontaktów z chaldejami (Zarządcami ludzi) i po kolei dowiaduje się kto jest kim w wampirzym świecie i jaka jest prawdziwa historia świata.

Wampiry w "Empire V" to potomstwo wielkiej myszy, nazywanej wszędzie oprócz Rosji, wielką nietoperzycą. Niby jest jedna, a każdy krąg kulturowy ma swoją. Egzystuje zawieszona w jaskini i cyklicznie co 50-100 lat uzupełniana nową, wampirzo-ludzką głową, która zyskuje w Rosji miano kolejnej Isztar. Wampiry wyhodowały ludzi, a ludzkie ciała to jak mówi książka "koń Napoleona" czyli wierzchowiec, który nosi na sobie/w sobie boga jakim jest język, czyli nieśmiertelna część wampira. Bo wampiry w "Empire V" są śmiertelne - umierają ze starości....

Rama jako wampir jest nieporadny, momentami wręcz głupi. Ciężko idzie mu nauka, swoją nędzną wiedzę nadrabia jednak charyzmą i sporą dawką szczęścia. Jako wampir jest zupełnie nieświadomy swojej natury, której musi się nauczyć.

"Empire V" to bardzo dobra książka. Świetnie się ją czyta, chociaż niektóre niuanse są zrozumiałe tylko dla kogoś, kto ma pojęcie o współczesnej rosyjskiej historii i kulturze. Momentami autor wyśmiewa będące na fali książki o wampirach, a główni bohaterowie są parodią samych siebie.
Ciężko się od niej oderwać.

Zdecydowanie polecam
4/5

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Marta Guzowska - Ofiara Polikseny

Dawno nie czytałam tak irytującej książki.
Według opisu, książka wydawała się niezwykle ciekawa - starożytny trup i współczesne ofiary na stanowiskach archeologicznych w pobliżu Troi. Morderca, który odtwarza starożytne zbrodnie i przerażeni archeologowie, którzy podejrzewają, że jeden składa ofiary z ludzi.

Tymczasem powieść jest naprawdę ciężkostrawna, i nie chodzi tutaj o poziom skomplikowania albo poetyckość języka, co raczej toporną momentami akcję, przerysowane postaci, pełno powtórzeń i niezwykle irytującego głównego bohatera, który w rozwiązywaniu zbrodni mota się jak mucha na lepie.

Pierwsza rzecz, która nie przypadła mi do gustu, to postaci archeologów o zagranicznych imionach i nazwiskach, które zachowują się jak Polacy. Skoro już autorka poszła w stronę międzynarodowego środowiska, mogła bardziej postarać się o dywersyfikację zachowań i dopasować je do kultury pochodzenia.
Akcja kryminalna jest dziwna, szczególnie, że nie wiadomo jakie znaczenie mają mieć niektóre wydarzenia, albo są wciśnięte na siłę, bo "głupi" czytelnik się nie domyśli.
Drętwe dialogi i niektóre zdarzenia dorzucone, żeby cokolwiek się działo.
Sto razy opisywanie tego samego - ile razy można pisać, że gorąc nie pozwala oddychać, powoduje, że komuś pot spływa z włosów z tego powodu, a inny bohater znowuż zawsze jest świeży, pachnący i ma idealnie skrojony garnitur...
Oraz największy minus książki - główny bohater - irytujący Mario Ybl, światowej sławy profesor antropologii, pijak, który nie może pogodzić się z faktem, że jego dawna partnerka może ułożyć sobie życie z kimś innym, osoba cyniczna, bez skrupułów i egocentryczna. Domorosły detektyw, który mota się w domysłach i tylko przez czysty przypadek dowiaduje się kto naprawę popełnił zbrodnie. Antropolog, który nie potrafi określić wieku znalezionego szkieletu, a ludzi traktuje jak wycieraczki.

Przeczytałam. Zirytowałam się. Nie polecam.
1/5

sobota, 27 czerwca 2015

Camila Lackberg - Pogromca Lwów

Przeczytałam nową książkę Camili Lackberg gdy tylko się ukazała w Polsce. Mam dużą sympatię do autorki i stworzonych przez nią bohaterów. Powrót do Fjalbacki jest jak wycieczka do rodzinnej miejscowości, gdzie wszystkich znamy, ale zaskakują nas najnowsze ploteczki i historie o tym co wydarzyło się w międzyczasie gdy nas nie było.
Wiemy czego się spodziewać, znamy historie bohaterów i ich sposób działania. Nie dziwi nas, że Patrick jest kiepskim kierowcą a Erica lubi działać na własną rękę nie informując o tym nikogo.
Zaskakujące zawsze jest historia kryminalna, ale ta w każdej z książek Pani Lackberg podana jest podobnie - wydarzenia obecne mieszają się z wydarzeniami z przeszłości, powoli odkrywamy kolejne tajemnice, których możemy się w międzyczasie domyślać.

W pogromcy lwów splatają nam się dwa wątki - kobiety zamkniętej w więzieniu za zabójstwo jej męża - byłego pogromcy lwów oraz porwania, tortury i zabójstwa nastolatek. Na drogę we Fjalbace wychodzi porwana przed kilkoma miesiącami dziewczyna, potrąca ją samochód. W szpitalu okazuje się, że była poddana upiornym torturom, a morderca w ciągu ostatniego roku porwał nie tylko ją.

Opisana historia jest przerażająca, szczególnie jeśli wejdziemy w nią głębiej. Natomiast kto zabija domyśliłam się szybko. Mimo tego, książkę czyta się bardzo dobrze i dla samej przyjemności lektury warto po nią sięgnąć.

3/5

Daisy Waugh - Na Hester Street topnieje śnieg

"Na Hester Street topnieje śnieg" - to książka, której akcja toczy się w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Akcja rozpoczyna się we wrześniu 1929 roku. Świat jeszcze pławi się w dobrobycie szalonych lat dwudziestych. Hollywood powoli wkracza w swój złoty wiek. Wielkie gwiazdy jak Charlie Chaplin, Marion Davies, Greta Garbo  tworzą swoje filmy i inspirują miliony fanów. 
Nikt jeszcze nie wie, że już wkrótce światową gospodarką zatrzęsie "czarny czwartek", którego wpływ na życie ludzi i globalną politykę będzie odczuwalny jeszcze wiele lat później...

Ale nie wybiegajmy w przyszłość.
Jest dzień corocznego przyjęcia u Maxa i Eleanor Beechamów - reżysera i aktorki uchodzących w towarzystwie za idealną parę. Tego wieczora do ich luksusowej willi zawitają znowu największe gwiazdy tamtych czasów aby cała noc bawić się w iście królewskim stylu. 
Dzień po nim, przyniesie jednak konsekwencje, które znacząco wpłyną na życie bohaterów i przyspieszą rozpad ich związku, który od lat sprawia pozory trwałego.

Główni bohaterowie książki stworzyli nowe, idealne wersje siebie, w czym pomogła im wytwórnia filmowa. Ich bajkowe życie to cienka fasada, która skrywa ich ciężką przeszłość i tajemnicę, która rzuca długi cień na wszelkie ich poczynania.
Kawałek po kawałku odkrywamy przeszłość bohaterów. Z bajkowego Hollywood autorka przenosi nas do ubogich dzielnic Nowego Yorku w drugim dziesięcioleciu XX wieku. Pokazuje trudne wybory oraz walkę o lepszą przyszłość, wraz z ofiarami, które Max i Eleanor musieli ponieść. Ukazuje również uczucie i jego ewolucję, a także wskazuje, że pieniądze nie są najważniejsze w życiu i nie gwarantują szczęścia.

Książkę czyta się bardzo dobrze. Tło epoki i ciekawa historia sprawiają, że ciężko się od niej oderwać. Zakończenie jest zaskakujące na plus.

3/5




sobota, 20 czerwca 2015

Juergen Roth - Tajne akta S

Zanim książka miała swoją premierę czytałam opinie w internecie, że Jürgen Roth w czasie swojego dziennikarskiego śledztwa miał dostęp do kontrowersyjnych i tajnych materiałów niemieckich służb wywiadowczych, których ujawnienie spowoduje burzę w Polsce i na arenie międzynarodowej.
Po premierze książki temat jakoś ucichł. Burzy nie było, a książka po cichu pojawiła się na półkach księgarń i bibliotek.
Ja trafiłam na nią w bibliotece i chętnie się z nią zapoznałam.

Książka podzielona jest na dwie części - pierwsza dotycząca sowieckiej i rosyjskiej polityki oraz propagandy, ze szczególnym naciskiem na "zamiatanie pod dywan" trudnych tematów i likwidowanie osób, które mogłyby zagrozić Rosji jak Litwinienko bądź Politkowska. W tym rozdziale Roth nawiązuje również do tematów jego poprzednich książek, wyciągając jeszcze raz powiązania Gerharda Schroedera (były kanclerz Niemiec) z Gazpromem. Rozdział ten porusza również teoretyczne założenie, co jeśli katastrofa w Smoleńsku miałaby miejsce teraz - gdy Rosja toczy wojnę z Ukrainą, a samolot malezyjskich linii lotniczych MH-17 został zestrzelony w rejonie Donbasu.
Informacje tutaj przytoczone były znane mi już wcześniej, więc nie było to nic odkrywczego.

Pozostała część książki skupia się na katastrofie smoleńskiej - ludziach z nią związanych, dziwnych wydarzeniach przed i po niej, a także echom tego zdarzenia w polityce polskiej i międzynarodowej.
Jak w rasowym kryminale dziennikarz pokazuje głównych beneficjentów tego zdarzenia, nie nazywając ich wprost winnymi, ale siejąc ziarno podejrzeć w umyśle czytelnika.
Katastrofa smoleńska to temat wiodący w polskich mediach i opinii społecznej od 2010 roku. Pojawia się co jakiś czas i zawsze wywołuje jakieś kontrowersje. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że został już mocno wypaczony i obdarty z jego całego tragizmu. Teraz to już temat polityczny, a nie tragedia pasażerów tego lotu i ich rodzin.

Książka pisana jest do odbiorcy z Niemiec, więc autor przedstawia również tło historyczne -  głównie zbrodnię Katyńską i jej wpływ na historię i politykę Polsko - Rosyjską. Tłumaczy dużo, przedstawia główne osoby dramatu oraz zadaje różne trudne pytania.
Jako osoba teoretycznie bezstronna patrzy na to zdarzenie i ukazuje je w sposób zupełnie inny niż polskie media. Co jest szczególnie ciekawe - gdyż nie ma tutaj nadęcia zwolenników spisku, ani wyśmiewania wszelkich niezgodnych z oficjalnymi wyjaśnienia oraz kontrowersji, jakie serwują nam przychylne ekipie rządzącej polskie media.
Katastrofa ograbiona jest z ideologii. Autor przedstawia dziwne zdarzenia sprzed niej - serwisowanie w Rosji bez odpowiedniego dozoru na miejscu, samobójstwa osób powiązanych ze zdarzeniem przed nim i po nim, dwie delegacji i dziwny sposób ich planowania, dzień katastrofy i sposób reakcji Rosjan i Polaków, a także ostracyzm z jakim spotkali się członkowie rodzin ofiar, którzy chcieli wyjaśnień.

Jürgen Roth analizuje również śledztwo przeprowadzone głównie przez Rosjan i poddaje w dyskusję jego wyniki, głównie dlatego, że rosyjscy żołnierze pocięli wrak na kawałki jeszcze po katastrofie i do dziś go nie oddali, czarne skrzynki są w dalszym ciągu w Rosji i tam zostały odczytane oraz sam fakt, że śledztwo z sprawie lotu wojskowego z polskimi notablami na pokładzie prowadzi komisja z Rosji, mimo że według prawa międzynarodowego powinni to robić Polacy z pomocą międzynarodową na terenie Polski.

Autor opisuje ponadto, że według niemieckich służb wywiadowczych wysokiej rangi polski polityk zlecił FSB (rosyjska służba bezpieczeństwa) przygotowanie zamachu na prezydenta Kaczyńskiego. Przedstawia wyniki swojego śledztwa, nie drąży jednak tego tematu, ale zestawia go z innymi niewyjaśnionymi zdarzeniami związanymi z katastrofą.
Ukazuje jednak potencjalnych beneficjentów tej katastrofy, ich powiązań z WSI i międzynarodową mafią handlarzy bronią przez ukazanie, jak tajne akta przechowywane w prezydenckim sejfie szybko trafiły do osób, którym mogły najbardziej zaszkodzić.

Dla mnie lektura tej książki była bardzo ciekawa. Dowiedziałam się z niej zdecydowanie więcej niż przez wszystkie lata medialnej nagonki w Polsce. Przede wszystkich autor krok po kroku opisuje zdarzenia, relacjonuje je z boku bez przyjmowania poglądów któreś ze stron. To rzeczowe przedstawienie katastrofy oraz wskazanie jej potencjalnych beneficjentów, a także teoretycznych przyczyn. Skupia się również na rodzinach ofiar, ostracyzmie z jakim się spotkały oraz ich próbom zdobycia odpowiedzi na różne pytania.
Owszem Roth skłania się do teorii zamachu, ale w mojej opinii nie mówi tego wprost. Pozwala każdemu na wyrobienie swojego zdania.

Do czasu lektury tej książki, raczej wyśmiewałam wszelkie teorie spiskowe związane ze Smoleńskiem. Teraz zastanawiam się, że może jest w nich ziarno prawdy, gdyż - działania Polskiego i Rosyjskiego rządu, są nieadekwatne do zwykłej katastrofy lotniczej, w której nikt z zewnątrz nie maczał palców... Warto poznać temat z innej strony.

Polecam!
3/5

piątek, 12 czerwca 2015

Ferdinand von Schirach - Schuld (Wina)

Ferdinand von Schirach to wnuk zbrodniarza z czasów hitlerowskich Baldura von Schiracha oraz uznany niemiecki prawnik. Rys biograficzny przytaczam ze względu na nietypowe nazwisko.

"Wina" to zbiór 12 opowiadań z historii prowadzonych przez autora procesów sądowych. Język opowiadań jest precyzyjny i konkretny, jak mowa prawnika. Ton neutralny, mimo że autor opisuje naprawdę makabryczne zbrodnie jak zbiorowy gwałt, przemoc w rodzinie, morderstwo czy też molestowanie nieletnich.

Całość czyta się dobrze, ale nie jednym tchem. Niektóre z historii są naprawdę bardzo mocne. Autor dodaje pewne tło zdarzeniowe do każdej z opowieści i próbuje pokazać część zdarzeń z perspektywy jego bohatera, zanim przejdzie do prawniczych konkretów. Jednakże sposób przedstawienia zdarzeń jest beznamiętny - bohaterowie nie mają wpływu na swój los, który już się dokonał.
Autor przedstawia zbrodnie i stojące za nimi historie, bez sympatyzowania albo negowania postaci w nie uwikłanych.

Ciekawa pozycja, gdyż zupełnie inna.
Tylko, że treściowo jest "ciężka" i nie jest to rozrywkowa literatura.

3/5

wtorek, 2 czerwca 2015

Ruth Ozeki - W poszukiwaniu istoty czasu

Do tej pory to najlepsza książka jaką czytałam w tym roku. Jej lektura zupełnie mnie pochłonęła. Ciekawa historia, jej powolny rozwój i odkrywanie nowych kart oraz świetny opis japońskiej kultury.

Książka to opowieść z punktu widzenia dwóch kobiet.

- 16 letniej Naoko, mieszkającej w Tokio i piszącej pamiętnik o jej trudnym życiu po powrocie do Japonii z Kaliforni, chęci samobójstwa, izolującym się od ludzi bezrobotnym ojcu i prababci - 104 letniej buddyjskiej mniszce Juko.
- Ruth (w średnim wieku) która wprawdzie ma japońskie korzenie, ale wraz ze swoim partnerem o korzeniach niemieckim mieszka na małej wyspie u wybrzeży Kanady. Pewnego dnia znajduje na plaży plastikową reklamówkę zawierającą starannie zapakowany dziennik Naoko i parę innych drobiazgów, podejrzewa że zostały zabrane przez ocean po tsunami w Japonii.

Opowieść Nao to rewelacyjny portret współczesnej Japonii, z jej sztywnymi regułami społecznymi, zboczeniami (hentai i dziewczęce majtki), chorobami społecznymi - hikikomori (człowiek izolujący się od innych ludzi) oraz codziennym życiu w Tokio. Dziewczyna dorastała w Kalifornii, gdzie jej tata był programistą w dolinie krzemowej. Po pęknięciu bańki internetowej stracił pracę i został wydalony wraz z rodziną do Japonii. Tutaj rodzina bez pieniędzy trafiła na prawie samo dno drabiny społecznej. Ojciec zmaga się z ciężką depresją, pchającą go do prób samobójczych. Nao jest prześladowana w szkole i sama musi sprostać ciężkiej sytuacji. Matka wbrew standardom społecznym musi sama podjąć prace, aby utrzymać rodzinę.
104 letnia Juko to najjaśniejsza istota w życiu Nao. Zabawna, inteligentna i niezwykle dobra jako człowiek prababka, która została mniszką po tym, gdy jej syn siłą wcielony do armii zginął jako kamikaze.
Historia Nao jest porywająca. Ciężko się od niej oderwać. Stanowi ona trzon całej książki, gdyż tak jak czytająca ją Ruth, chcemy wiedzieć co się stało z nastolatką.

Jeśli chodzi o historię Ruth również jest ciekawa, ale brakuje jej polotu i świeżości opowieści o tak egzotycznej dla nas kulturze jaką jest Japonia.

Książka ogólnie jest bardzo dobra.  Świetnie się ją czyta, chociaż końcówka otwiera pole do różnych domysłów i interpretacji. W zależności od tego, jak odbierzemy zakończenie, przedstawiona historia może być albo jedno, albo wielomiarowa. To już jednak indywidualna ocena każego czytelnika.

Ja "W poszukiwaniu istoty czasu" zdecydowanie polecam
4,5/5

poniedziałek, 25 maja 2015

Peter May - Czarny Dom

Hebrydy zachodnie, czyli wyspy na północnym zachodzie Szkocji. Zimne, kamienne, surowe pustkowia. Na Lewis, największej wyspie archipelagu akcję pierwszej części  swojej trylogii umieścił Peter May. Wyspiarze mówią w języku gaelickim, a angielski jest dla nich obcy.
Z tym miejscem zetknęłam się już przy okazji "Zapisane w Kościach" Simona Becketta, gdzie element izolacji spotęgował niebezpieczeństwo i zbrodnie ujęte w tym kryminale. Tam Lewis była wyspą przesiadkową, tutaj jest głównym miejscem w którym rozgrywa się historia.

Na wyspę wraca po wielu latach Fin Mcleod, teraz ciężko doświadczony przez los policjant z Edynburga, a kiedyś rodowity mieszkaniec wyspy Lewis. Zostaje przysłany, gdyż popełniona na Lewis zbrodnia jest bardzo podobna do morderstwa, które miało miejsce w Edynburgu - człowiek został powieszony i wypatroszony. 

Ofiarą na Lewis jest znany ze swojej siły wyspiarz o pseudonimie Angel, dawny prześladowca Fina i jego kolegów ze szkoły podstawowej. Prowadząc śledztwo Fin spotyka swoich znajomych z przeszłości. Rozdział po rozdziale odkrywamy nie tylko nowe zwroty  w śledztwie ale też historię Fina i jego przyjaciół. Wyspa Lewis odkrywa przed nami swoje podwoje i wydarzenia z dzieciństwa i lat młodzieńczych Fina.
Mimo powrotu do miejsca swego urodzenia, główny bohater jest odosobniony oraz spotyka się z nieufnością, a wręcz wrogością ludzi, z którymi spędził część życia.

Samo śledztwo rozwija się powoli. Zdarzenia z powieściowej teraźniejszości mieszają się z przeszłością, która zdecydowanie dominuje nad powieścią.
Intryga kryminalna budowana jest powoli, musimy "przegryźć" się przez sporo wydarzeń z przeszłości, mniej i bardziej ważnych, aż dowiemy się kto zabił i dlaczego. Zakończenie jest dosyć zaskakujące.

Szczerze powiedziawszy książka mnie nudziła. Styl jest poprawny, język również. Natomiast czytałam ją długo i nie wracałam do niej w każdej wolnej chwili. To nie kryminał z porywającą intrygą, od którego nie można się oderwać. To bardziej powieść obyczajowa z elementami kryminalnymi.

Jak dla mnie 2/5

niedziela, 17 maja 2015

Stephen King - Pan Mercedes

Stephen King to autor, który rocznie wydaje przynajmniej dwie książki. Większość to jednak gatunek, w którym uważany jest za króla - thriller/horror z elementami paranormalnymi. Właśnie ten element nadnaturalności i ukrytego w świecie zła czyni jego książki fascynującymi.
Pan Mercedes to kryminał, co nijak ma się do uniwersum literackiego do jakiego przyzwyczaił nas mistrz. W książce jest ukazane zło, ale jest ono zupełnie naturalne i ludzkie. Mamy historię, która mogła się wydarzyć gdzieś na świecie.

Tytułowy Pan Mercedes to czarny charakter książki, dwudziestoparoletni mężczyzna pracujący na dwa etaty w zawodach poniżej swoich możliwości intelektualnych, mieszkający na co dzień w nędzny domu na przedmieściach z matką alkoholiczką który w niezgodzie na los jaki go dotknął, albo też wykazując symptomy jakieś choroby psychicznej lubi krzywdzić ludzi. Jego przezwisko wzięło się stąd, iż pewnego dnia wszedł w posiadanie dużego srebrnego Mercedesa i z premedytacją wjechał w tłum czekający na otwarcie targów pracy. Zabił dorosłych, ale również niemowlę, które spało z matką w śpiworze pod drzwiami hali targowej. Dzięki idealnemu planowaniu, ale też pewnej dozie brawury i szczęścia uciekł z miejsca zdarzenia i uniknął kary.
Jak na psychopatę wyrzutów sumienia, a wprost przeciwnie, wspomnienie masakry jest dla niego silną podnietą. 
Jest nieuchwytny. Popełnia jednak błąd - kontaktuje się z emerytowanym detektywem, który prowadził sprawę Pana Mercedesa, a znudzony na emeryturze planuje samobójstwo. Pan Mercedes chce ułatwić mu tą decyzję, jednakże nie wziął pod uwagę, że po lekturze jego listu, stary detektyw odzyska chęć życia i podejmie prywatne śledztwo.

Początek i rozwinięcie książki są ciekawe. Z przyjemnością i szybko przewraca się kolejne strony aby dowiedzieć się o kolejnych wydarzeniach, jednakże z wprowadzeniem dodatkowych bohaterów akcja zaczyna się robić toporna, a pasjonujące śledztwo rozwarstwia się na ciekawsze i nudniejsze wydarzenia. Nie spodobał mi się rozwój bohaterów. Najciekawszy jest zdecydowanie czarny charakter, a nie dobry detektyw, jednakże w pewnym momencie zaczyna popełniać błąd za błędem, przez co ułatwia znacznie śledztwo.
Język i styl są proste, ale dobre. Jest dużo powtórzeń i częstego przywoływania jakieś wypowiedzi - ale do tego mistrz nas już przyzwyczaił. Jest również nawiązanie do uniwersum powieści Kinga, a mianowicie odwołanie do powieści "TO".
Autor pokazuje zdegenerowanie ludzkie i przeciwstawia mu poprawność i stateczność. Powieść jest czarno - biała, szary jest tylko Mercedes.

W gatunku kryminału są zdecydowanie lepsze pozycje. Ta jest poprawna. Czyta się ją dobrze, jednakże brakuje jej tego "czegoś"/

2/5

niedziela, 10 maja 2015

Gustaw Flaubert - Pani Bovary

Pierwszy raz o Pani Bovary usłyszałam jako nastolatka w szkole średniej. Moja nauczycielka polonistyki opowiadała nam z zachwytem o tej książce, nie miałam okazji jednak wtedy jej przeczytać, gdyż nie była w kanonie, a jakoś nikogo nie kusiło czytanie lektur ;). Z perspektywy czasu, uważam że dobrze się stało.

Pani Bovary to książka o dojrzałej kobiecie, która szuka swojego szczęścia i miejsca w świecie. Jej czyny i wybory są działaniami osoby, która ma już pewne doświadczenie, a jednak podejmuje ryzyko. W wieku 30+ lat lektura sprawiła mi sporą przyjemność, obawiam się, że nie byłabym w stanie zrozumieć całego potencjału tego dzieła, mając o połowę lat mniej.

Emma Bovary chce żyć w świecie jaki zna z romantycznych powieści, wielkomieszczaństwa i arystokracji. Gdzie porywy serca są na porządku dziennym, bale organizuje się co parę dni, a ludzie spędzają czas na romansach i kontemplacji otaczającego świata. Pani Bovary jest na wskroś romantyczna. Marzy o życiu, które nie jest jej dane. Dusi się w małomieszczańskim świecie, z nudnym mężem, który nie przyprawia jej serca o drżenie, z dzieckiem które czasem kocha, a czasem ma go dosyć. Jako żona prowincjonalnego lekarza, dostaje od życia minimum tego co oczekuje.

Marzenia pchają ją w ramiona mężczyzn, z którymi wielkomiejska kobieta by się nie związała. Żona prowincjonalnego lekarza jednak daje łatwo skusić się czułym słówkom. Gdy kocha, to całą sobą. Nie boi się ryzyka ani bankructwa. Dla miłości gotowa jest na wiele.

Emma Bovary chce żyć jak bohaterowie powieści. Tworzy swoje własne wyobrażenia i nie dostrzega racjonalnej strony zdarzeń. Jest kobietą pełną namiętności, nie na swoim miejscu i nie w swoim czasie.

Oprócz studium Pani Bovary, książka jest też wspaniałym obrazem epoki, wraz z jej konwenansami i założeniami.Pokazuje co uchodziło i jak było odbierane przez społeczeństwo. Dalsze życie w nieudanym małżeństwie miało wyższą wartość społeczną niż powszechnie potępiany rozwód.

"Pani Bovary" to idealnie wyważona powieść. Czyta się ją bardzo dobrze, momentami kontempluje i język i styl. Całość dopełnia ciekawa historia z silnym wątkiem psychologicznym i bezstronnym autorem.
Naprawdę warto.

4/5