piątek, 23 stycznia 2015

Przebudzenie - Stephen King

Pierwszego Kinga przeczytałam około 16 lat temu. Był to "Smętarz dla zwierząt" - gruba książka w twardej okładce, z delikatnym zapachem stęchlizny  - wtedy lokalna biblioteka przeniosła się z piwnicy do nowego budynku, a wszystkie książki nosiły jeszcze ślady poprzedniego miejsca. Zapach bardzo pasował do historii, przez to łatwo zapamiętałam ten szczegół.
Czytałam ją leżąc na hamaku rozwieszonym między dwiema śliwami na miedzy daleko za moim domem. Dookoła rozciągały się łany zboża, a ja miałam wakacje.
Mimo cudownych okolic przyrody, lektura tej książki nie raz zmroziła mi krew w żyłach i sprawiła, że od tamtej pory zawsze chętnie sięgam po książki Pana Stephena.

Nie przeczytałam jeszcze wszystkich powieści jakie wydał, brakuje mi nie tylko nadrobienia zaległości w nowościach, ale też w klasyce. Stephen King jest dla mnie mistrzem tworzenia historii, pokazywania prostego i lekko sielankowego świata, w którym czai się zło - jest ono za rogiem, w cieniu, w ludziach, w potworach. Ma wyjątkowo charakterystyczny styl, w zasadzie wystarczy parę zdań aby poznać, że to King.

Tak samo w "Przebudzeniu" styl i sposób narracji to coś, co fani Kinga doskonale znają. Historia rozwija się powoli i mimo, że znacznie skacze w czasie, jej rozwój jest logiczny. King nawiązuje w tej książce do "Joyland", a stylistycznie oraz w budowie głównego bohatera najbardziej przypominał mi "Doktor sen".
"Przebudzenie" jest reklamowane jako horror, który wywoła koszmary oraz nie pozwoli czytać w spokoju. No cóż - mnie nie przeraził, wręcz lekko nudził, a końcówka wydała mi się naciągnięta i zbyt przejaskrawiona. Jeśli zna się inne książki Kinga oraz twórczość Lovecrafta nie ma zaskoczenia, a wręcz wrażenie odgrzanego kotleta.

Na szczęście "Przebudzenie" jest ciekawą powieścią samą w sobie. Pokazuje ona jak pozornie niewinny i dobry człowiek może zmienić swoje życie, przekonania oraz czyny. Ukazuje to w czym King ma mistrzostwo - zwykłych ludzi w zwyczajnych sytuacjach, których życie przerywane jest przez tragiczne i niespodziewane zdarzenia, wynikające albo ze złośliwości losu albo błędów ich samych.
Głównych bohaterów książki poznajemy w banalnej sytuacji, oto w latach 60tych około 5 letni chłopczyk bawi się przed domem żołnierzykami, odgrywając  sceny bitewne pomiędzy armią USA i Niemcami. Pada na niego cień, co u Kinga i w tym kontekście jest zjawiskiem proroczym, gdyż osobą która rzuca cień jest wielebny Charles Jacobs, "piąta osoba dramatu". Autor poświęca parę stron na opis zabawy i konwersacji młodego mężczyzny z dzieckiem. Przez następne strony i opisywane wydarzenia wzbudza sympatię do wielebnego oraz opisuje jego spokojnie życie w społeczności małego miasteczka. Sielanka zostaje zaburzona w okrutny sposób, a czas powieści przyspiesza sporo lat do przodu - i tak będzie już do końca.

Drogi głównego bohatera - Jamie Morton'a - bedą jeszcze wielokrotnie stykać się z Charlesem Danielem Jacobsem, a ich początkowa przyjaźń przerodzi się w zgoła inne uczucie, aż do finału, zbyt banalnego w moim odczuciu.

Ciekawe jest przedstawienie ewolucji Charlesa Jacobsa i zmian jego poglądów oraz czynów. Osoba na końcu książki jest  zdecydowanie inna, niż młody pastor którego autor pokazuje nam na początku. To co mi się również podobało to mała podróż w czasie, czyli różnego rodzaju przygody i etapy życia Jamiego Mortona, od lat 60tych do czasów współczesnych - koniec powieści to rok 2014.

W ogólnym podsumowaniu "Przebudzenie" jest według mnie książką ciekawą, ale nie rewelacyjną. To jedna z lepszych w ostatnich latach pozycja w dorobku Pana Stephena, ale daleko jej do genialnej klasyki. Nazywanie jej w recenzjach arcydziełem oraz książką z najbardziej przerażającym zakończeniem w dorobku autora, też uważam za mocno przesadzone.

3/5






poniedziałek, 12 stycznia 2015

Morfina - Twardoch

W języku niemieckim w użyciu jest sformułowanie Jein - połączenie ja (tak) oraz nein (nie) jako wyrażenie, że coś nam odpowiada ale zarazem nie odpowiada. Gdyby ktoś zapytał mnie, czy podobała mi się Morfina mogłabym odpowiedzieć właśnie "jein".

Początek lektury był wyjątkowo trudny. Miałam ochotę kilka razy odłożyć książkę "na później", gdyż nie odpowiadał mi ani styl, ani opowiadana historia. Przekonałam się do "Morfiny" dopiero w okolicy 100 strony, gdy zaznajomiłam się z językiem w jakim jest napisana, a sama akcja też zaczęła dążyć w interesującym kierunku.
Notka na okładce obiecywała opowieść o antybohaterze, który ma problemy ze swoją przynależnością Państwową oraz jest złym mężem i ojcem. To streszczenie jest mocno uproszczone. Główny bohater ma głównie problemy z samym sobą i tym czego oczekuje od życia i co chce. Mimo najróżniejszych zdarzeń i tak jako czytelnik nie jesteśmy w stanie przewidzieć jego następnego ruchu. Większość jego wyborów jest zła, wręcz nielogiczna. Bohater nie wzbudza specjalnej sympatii.

"Morfinę" można ocenić tylko jako całość. Gdybym miała oceniać osobno styl, stwierdziłabym, że mi się nie podoba i stanowi znaczny przerost formy nad treścią. Moi znajomi słysząc parę wyrwanych z kontekstu cytatów stwierdzili, że to zdecydowanie nie lektura dla nich.
Sama historia, gdyby opowiedzieć ją językiem klasyków powieści też sprawiłaby banalne wrażenie. Powieść funkcjonuje w połączeniu stylu i historii i wtedy można ocenić ją dobrze.

Książka finalnie mi się podobała. Ale nie sięgnę po nią ponownie.
Była to raczej męcząca lektura, która nie pozostawiła po sobie specjalnego wrażenia.
3/5

sobota, 10 stycznia 2015

Nowy Rok - zmiana skali ocen

Do tej pory korzystałam ze skali ocen portalu "lubimy czytać". Nie do końca odpowiada mi tamtejsza skala, dlatego mieszałam ją ze skalą "filmwebu". Dla mnie ksiażka, która ma 6/10 jest niezła, a nie dobra, a coś co ma 8/10 jest bardzo dobre, a nie rewelacyjne jak na LC.

Od tego roku będę używać skali portalu Goodreads -> oceny od 1-5
1 - nie podobała mi się
2 - była OK
3 -  podobała mi się
4 -  bardzo mi się podobała
5 -  genialna/arcydzieło

Religa - Biografia

Do zakupu tej książki skusił mnie film o życiu doktora Religi pt. "Bogowie". Wcześniej oczywiście wiedziałam kim był doktor Religa, natomiast o jego życiu nie miałam pojęcia.
Książka wydana jest bardzo ładnie, zawiera sporo fotografii i kolorowych materiałów, zdecydowanie warto kupić wersję papierową gdyż ebook w tym wypadku nie daje rady.

Biografia napisana jest prostym językiem, w przyjemnym stylu, bez przeładowania faktami. Jest to opowieść o wybitnym lekarzu, w której wypowiada się nie tylko autor książki ale też współpracownicy i znajomi Pana Religi.
Podzielona jest na rozdziały, których chronologia jest dosyć chaotyczna, ale łatwo w niej się połapać. Obok dokonań medycznych przedstawiona jest również działalność polityczna, jednakże co jest zdecydowanym plusem kwestie medyczne są tutaj przeważające.

To nie tylko opowieść o kardiochirurgu i jego pracy, ale też historia rozwoju kardiochirurgii i transplantologii w Polsce. Opis lat 80tych, niby już nowoczesnych, a jednak w porównaniu do dzisiaj całkiem archaicznych jeśli chodzi o medycynę.
Szczególnie ciekawe i szokujące w zestawieniu z dzisiejszą wiedzą były opisy "domowej roboty" pompy do bypassów, jednorazowych rękawiczek, które używane były wielokrotnie - po wcześniejszym wygotowaniu i wysterylizowaniu, jednorazowych strzykawek przywożonych ze stanów by można z nich korzystać jeszcze wiele razy w Polsce po wcześniejszej sterylizacji....
Czytając o tym, jak wszystko było kiedyś trudno dostępne, a lekarze musieli radzić sobie posiadająć ograniczone środki bez dzisiejszych komputerów, maszyn i rozwiązań mam zdecydowanie większy szacunek do ówczesnych medyków i tego co udało się im dokonać.


Oprócz rozwoju medycyny z książki dowiadujemy się również o codziennym życiu w latach PRL oraz młodej demokracji.

Mi książka bardzo się podobała i zdecydowanie ją polecam.
8/10

Philip K. Dick - Człowiek z wysokiego zamku

"Człowiek z wysokiego zamku" to alternatywna wersja historii świata w którym wojnę wygrała Trzecia Rzesza i państwa Osi . Europ...