sobota, 28 marca 2015

Katarzyna Bonda - Tylko martwi nie kłamią

Mimo tego, że sprawa "Niny Frank", czyli pierwsza kryminał autorstwa Pani Bondy nie wzbudził mojego zachwytu dałam autorce szansę i sięgnęłam po część drugą cyklu o Hubercie Meyerze. Jest już lepiej, ale daleko jeszcze do poziomu takich autorów jak Miłoszewski albo Krajewski.

W drugiej, całkiem sporej (ponad 600 stron) części cyklu profiler policyjny - Hubert Meyer - ma wyjaśnić zagadkę śmierci "śmieciowego barona", którego pokiereszowane zwłoki znaleziono w mieszkaniu znanej seksuolożki na ulicy Stawowej w Katowicach. Miejsce zbrodni jest szczególne, to budynek dawnego hotelu Kaiserhof, gdzie przed 17 laty zabito w czasie włamania znanego katowickiego protetyka i dentystkę, o którego majątku krążyły w mieście legendy.

Początek książki, główny wątek śledztwa oraz opisy Katowic są bardzo ciekawe. Natomiast jak w poprzedniej części mnogość wątków pobocznych zaczyna w pewnym momencie męczyć. Za dużo tutaj dodatkowych elementów, których rozwiązanie mi jako czytelnikowi nie zawsze wydawało się logiczne. Niestety jak w poprzedniej części znowu w tym kryminale panuje spory chaos, który powoduje rozmycie głównej akcji.
Natomiast największy minus jak dla mnie to charakterystyka bohaterów. Sposób przedstawienia głównego bohatera sprawia wrażenie, że autorka nie wie czy pokazać go jako zadufanego i nieprzyjemnego typa, czy idealnego faceta, a wręcz bożyszcze. Mnie główny bohater raczej irytował. Lecz najgorsza postać w książce to zdecydowanie prokurator Rudy, niby silna i niezależna kobieta, a naprawdę motająca się i niezdecydowana panienka rodem z romansideł. Cała interakcja Rudy-Meyer, a szczególnie sceny w restauracji i w hotelu przypominały mi raczej romans erotyczny autorstwa Katarzyny Michalak niż kryminał.

Po lekturze dwóch tomów serii o profilerze, w dalszym ciągu nie rozumiem zachwytów nad twórczością Katarzyny Bondy. Owszem, autorka ciekawie przedstawia sposób pracy komendy policyjnej, prowadzenia akcji i samego profilowania. Jednakże mimo  pomysłu na  interesujący wątek kryminalny autorka chce przemycić do książki za dużo dodatkowych elementów, przez co całość traci a nie zyskuje.

Już trochę lepiej, ale jeszcze nie na tyle dobrze abym mogła z czystym sumieniem polecić ten kryminał.
Daję trzecią szansę - czytam właśnie Florystkę
2/5


Stephen Hawking - Moja krótka historia

Stephena Hawkinga nie trzeba nikomu przedstawiać. Genialny fizyk już dawno temu został ikoną popkultury - nie tylko ze względu na swoje teorie naukowe, ale również ze względu na chorobę z którą od tylu lat walczy i związany z nią charakterystyczny mechaniczny głos.
Po książkę sięgnęłam zachęcona filmem "Teorią wszystkiego" który obejrzałam w tym roku. Spodziewałam się biografii skupiającej się na życiu prywatnym Stephena Hawkinga, natomiast tego w książce jest bardzo mało.
Fizyk bardzo skrótowo porusza kwestie życia prywatnego natomiast skupia się na swojej pracy naukowej, wydanych książkach i ich redagowaniu.

Książka jest króciutka, raptem jakieś 90 stron. Czyta się bardzo szybko i jest ok.
Ale jak dla mnie za dużo w niej fizyki jak na autobiografię :)
2/5

czwartek, 5 marca 2015

Sprawa Niny Frank - Katarzyna Bonda

Zanim przeczytałam pierwszą książkę Katarzyny Bondy nazwisko autorki przewinęło mi się w szeregu artykułów, recenzji oraz portali związanych z literaturą kryminalną. Przyznaję, że wiązałam z jej książką naprawdę spore nadzieje.

"Sprawa Niny Frank" albo w poprawionej wersji "Dziewiąta Runa" to pierwsza książka Pani Bondy.  Jest to również pierwszy tom cyklu o Hubercie Meyerze, katowickim psychologu i profilerze, którego praca pozwala na rozwiązanie zagadek. Profiler jest po części psychologiem, detektywem i anatomopatologiem. Widzi szczegóły, które innym umykają i na ich postawie jest w stanie określić jaki był związek między ofiarą a zabójcą, a również podaje cechy zabójcy, które często są kluczowe w jego identyfikacji.

W "Sprawie Niny Frank" Huber Meyer ma znaleźć zabójcę najpopularniejszej aktorki polskich seriali - Niny Frank, której zmasakrowane zwłoki znajduje w jej domu w małej wiosce Mielnik detektyw. Tropy się plączą, na miejscu śledczy znajdują ślady czterech mężczyzn, których należy zidentyfikować i dojść do tego kto zabił.

Autorka przeplata historię kryminalną z opowieścią z życia Niny, ale moim zdaniem zbyt skupia się na szczegółach, przez co rozwleka przeszłość na całą książkę. Oprócz głównego wątku w książce pojawia się pełno pobocznych, które albo wędrują w ślepy zaułek, albo po rozwleczeniu zostają ekspresowo zamknięte. W pewnym momencie nawet pojawiają się zdarzenia paranormalne, co moim zdaniem już było zupełnie zbędne.
Całość sprawia niestety chaotyczne wrażenie. Po obiecującym początku i powolnym rozwijaniu śledztwa jest już tylko gorzej, aż do naprawdę tragicznego zakończenia książki - ostatnie dwa rozdziały to porażka na całej linii.
Za dużo tutaj wątków pobocznych oraz mdłych bohaterów, którzy nic nie wnoszą do powieści.
Śledztwo jest ciekawe, ale morderca aktorki, sposób jego identyfikacji i pojmania, w obliczu innych podejrzanych i ich rozwiniętych historii to kpina.

Książka podobała mi się do połowy, od połowy byłam nią coraz bardziej zmęczona, a kończąc lekturę już tylko zdegustowana. Spodziewałam się czegoś więcej i przede wszystkim lepszego, nie tylko pod względem opowiedzianej historii ale też stylu i formy.

Czytam kolejną część cyklu o Hubercie Meyerze, mam nadzieję, że tym razem autorka pozytywnie mnie zaskoczy.

Daję ocenę naciągane 2/5 (powinno być 1,5/5)

Zaginiona - Andrzej Pilipiuk

Pierwszego Pilipiuka czytałam jeszcze na studiach. Wypożyczyłam "Kuzynki" zupełnie w ciemno. W tamtych czasach nie było nawet You Tube, więc co tu dopiero mówić o serwisach literackich. Po nowości książkowe chodziło się do Empiku, wydawnictwo Fabryka Słów gwarantowała dobrą lekturę, a jako że studenckie dochody były nędzne książki wypożyczało się w bibliotece.
I tak po złożeniu zamówienia w Jagiellońskiej czekało się na to, aż inny czytelnik łaskawie odda książkę, na której nam zależy.

Kuzynki to był strzał w ciemno, ale za to w sam środek tarczy. Cały cykl przeczytałam w ekspresowym tempie. Historia opowiedziana w książce była ciekawa, bohaterki wzbudzające sympatię a całość ulokowana w Krakowie, w którym wtedy mieszkałam, była już przysłowiową wisienką na torcie. Powieści były wyjątkowo "miodne" i czytało się je bardzo przyjemnie.

Tego autora próbowałam również cykl "Oko Jelenia", ale po trzecim tomie poddałam się i stwierdziłam, że już do niego nie wrócę.
Nie obserwowałam autora ani nie interesowałam się jego twórczością. Nie byłam świadoma, że pracuje nad kolejną częścią kuzynek, aż została ona wydana.

Zaginiona to dwa opowiadania, w których bohaterkami są znane nam Stanisława i Katarzyna (nie ma Moniki). Jedno z opowiadań odnosi się do tajemniczej wyspy na Atlantyku a drugie jest na temat dziwnego opętania w Sudetach.
I niby czyta się dobrze, niby bohaterki takie same, niby elementy magii i alchemii nie rażą zestawione ze współczesnością, ale to już jednak nie to co było. Ani pierwsze, ani drugie opowiadanie mnie nie zachwyciło, nawet specjalnie nie zainteresowało.
Uleciała gdzieś miodność historii i magia miejsc, które były tak ważne w poprzednich częściach. Bohaterkom brak jakby pazura, a ich działania wydają się chaotyczne. Opowiadania też nie były specjalnie ciekawe, dosyć rozwlekłe rozwinięcie, mdłe i niezbyt dokładnie wytłumaczone zakończenia.
Książka mnie rozczarowała.
Przeczytałam bo przeczytałam, ale nic sobą nie wniosła.

2/5