poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Czytelnicza podróż do Korei Północnej

Sierpień 2015 upływa mi pod znakiem czytelniczej podróży do Korei Północnej. Chciałabym tam pojechać, lecz przyznają, że się boję. Z jednej strony ciekawość zobaczenia reliktu komunizmu, z drugiej strach przed nieobliczalną władzą tego kraju - gdy nigdy nie wiadomo, czy nawet jako osoba z zewnątrz będę miała prawo wrócić. Książki pozwalają spojrzeć na ten kraj z różnych perspektyw i kątów widzenia. Każda którą do tej pory przeczytałam przemyca jakiś fragment historii lub rzuca światło na inny aspekt. Każdy autor widzi coś innego i swoją wizję przedstawia.

Obecnie czytam czwartą książkę na temat Korei Północnej. Przede mną jeszcze jedna, albo dwie. Zależy, czy temat mnie za bardzo nie zmęczy. Całość mam zamiar podsumować wielką, kultową powieścią, której nie miałam jeszcze okazji przeczytać - Rokiem 1984 Orwella.

Zaczęłam moją literacką podróż od książek pisanych przez dziennikarzy, którzy pod przykrywką dostali się do Korei, a swoje wrażenia opisali po powrocie. Pierwsze dwie książki pokazały mi lukrowany obraz Korei dla turystów, wprawdzie autorzy próbują przemycić parę informacji, albo spojrzeć w głąb, ale niekoniecznie im się to udało.
Trzecia książka to ciekawe podsumowanie kwestii historycznych i politycznych. Czwarta przedstawia losy kraju od środka oczyma zwykłych obywateli. Piąta natomiast pokaże Koreę taką jak widzi ją osoba z najwyższych kręgów władzy.

Recenzje każdej z tych pozycji po kolei ukażą się na blogu już wkrótce.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Szczygieł - Donna Tartt

Do "Szczygła" podchodziłam bardzo sceptycznie. Opinie na portalach książkowych były skrajne - albo zachwyt albo katastrofa. Nie pomogły również wcześniejsze doświadczenia z prozą Pani Tartt - jej "Tajemna Historia" mnie bardziej wynudziła niż zachwyciła.

Sięgnęłam jednak do "Szczygła" i zdecydowanie nie żałuję. Jak do tej pory, jest to najlepsza książka, jaką czytałam w tym roku. Sama historia może wydawać się banalna i przegadana. Mimo paru zwrotów akcji jest dosyć przewidywalna. Pod względem samej fabuły, nie jest to coś nietypowego ani nowatorskiego. A jednak Pani Tartt stworzyła opowieść od której ciężko się oderwać. Ja czytałam tą grubą na ponad 800 stron powieść przez trzy tygodnie, znam jednakże osoby, które w ciągu paru dni dosłownie ją połknęły.

"Szczygieł" to opowieść o Theo Deckerze, chłopcu który utracił matkę w czasie zamachu w muzeum. Sam będąc jeszcze w szoku po wybuchu, zabiera z muzeum bezcenny obraz - "Szczygła" Fabritiusa, jeden z ulubionych obrazów jego matki. Ośmioletnie dziecko nie jest świadome swego czynu i nie wie, w jaki sposób obraz zwrócić. Półsierota obawia się, że przyznanie się do czynu sprawi, że wyląduje w domu dziecka. Obraz towarzyszy Theo przez całe dzieciństwo, lata nastoletnie i wczesną dorosłość. Jest jak wina, która ciągle czai się na granicy naszego pojmowania, nie pozwalając nigdy na całkowitą radość albo beztroskę.

Oprócz Theo autorka stworzyła również portrety innych, mocnych postaci, które ewoluują i zmieniają się w trackie lektury. Niektóre mniej, inne mocniej. Szczególnie ciekawą postacią jest Boris, pół rosjanin -pół polak, przyzwyczajony od najmłodszych lat aby żyć ryzykownie.

To magiczna powieść ukazująca dojrzewanie chłopca, żyjącego w ciągłym poczuciu winy - ze względu na śmierć matki, ze względu na kradzież obrazu. Chłopca, który nawet jako dorosły mężczyzna nie jest pewny siebie i nie potrafi otworzyć się przed osobami, które ceni o kocha.

Autorka w sposób wręcz cudowny opisuje Nowy Jork i jego elity. Poznajemy bogatych nowojorczyków, ich wysmakowany gust i perfekcyjne maniery, które zestawione są z tanim blichtrem, kryjącym kicz Las Vegas.
Życie Theo nie jest łatwe. Los rzuca mu kolejne kłody pod jego małe nóżki i jako dziecko, a później nastolatek musi podejmować decyzję, przed którymi nie powinno stawiać się tak młodych osób. Jego wybory nie zawsze są słuszne, jego działanie często ociera się o granice prawa. Nie jest bohaterem idealnym, jest irytujący, często nieracjonalny - ale wzbudza sympatię.

"Szczygła" czyta się z przyjemnością. Można rozkoszować się językiem i smakować powieść powoli, można też nerwowo przerzucać kolejne strony, aby poznać dalsze losy Theo.
Nie żałuję ani minuty z czasu poświęconego tej książce i zdecydowanie ją polecam.

Dla mnie to 4,5/5

sobota, 1 sierpnia 2015

Detroit - Sekcja zwłok Ameryki - Charlie le Duff

Przed lekturą, miałam małe pojęcie o Detroit - wiedziałam oczywiście o tym, że jest to miasto fabryk samochodów, legendarne motown. Widziałam również, że spektakularnie zbankrutowało parę lat temu. Nie wiedziałam jednak, gdzie dokładnie jest położone i jaka była jego historia. Po lekturze "Detroit - Sekcja zwłok Ameryki" wiem gdzie leży i trochę na temat jego dziejów, ale za mało aby być usatysfakcjonowanym.

 Książka Charlieg'o le Duff pozostawiła po sobie pewne rozczarowanie faktem, że istotnych informacji związanych z miastem (na co wskazuje tytuł) jest w niej tak mało, a przeważają prywatne historie z rodziną autora w roli głównej. Centralną "postacią" książki nie jest miasto, na co wskazywałby tytuł - a autor. Może to amerykański sposób na reportaż (spotykam się z tym już któryś raz z kolei), że brak w nim obiektywnego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość i faktycznie przekazanie "głosu" bohaterom, a opiera się na subiektywnych wrażeniach i spostrzeżeniach.

Wiem dużo o autorze i jego rodzinie, dalszych i bliższych znajomych, poglądach politycznych, dziejach jego rodu oraz jego sposobie radzenia sobie w nowej rzeczywistości, a o mieście, które miało być centralnym punktem książki niewiele więcej niż przed jej lekturą. To akurat przykre...

To reportaż pozbawiony obiektywizmu, skupiający się na tym, co w mieście najgorsze i zupełnie ignorujący to co pozytywne. To, że autor potrafi napisać również ciekawie i obiektywnie, świadczą kawałki z historii miasta i opis wydarzeń, które przedstawia jako postronny obserwator a nie czynny uczestnik. Te fragmenty podniosły ocenę.

Czytając uzupełniałam wiedzę przeglądając mapy Detroit, czytając artykuł w National Geographic o tym mieście (zupełnie inny obraz niż w książce) i "zwiedzałam" miasto korzystając ze Street View. 

Książkę wbrew przytoczonym zarzutom, czyta się dobrze, jednakże po kawałku. Czytanie dłuższych fragmentów powoduje przesyt narzekaniem autora i zaczyna nudzić.
Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, gdyż temat jest wdzięczny i pozwala na naprawdę ciekawe rozwinięcie. 
"Reportaż" Pana Le Duff powinien mieć inny tytuł, aby nie mylić czytelników - myślę, że "Historia porażek mojej rodziny w tym wkurzającym Detroit" byłaby odpowiednia ;)

2/5