sobota, 28 listopada 2015

Andrew Miller - Przemyślny ból

Czytałam poprzednią książkę autora - Oczyszczenie - i chociaż czasami była ciężka w odbiorze, to jednak klimat oraz historia sprawiały, że chętnie przewracałam kolejne strony. W tym przypadku mimo, że język powieści i ogólna atmosfera końca XVIII wieku nie uległy zmianie, sposób prowadzenia narracji i czasowe wymieszanie wątków, sprawiły, że powieść jest nudna.

Głównym bohaterem książki jest James Dyer - genialny lekarz, odporny na ból. Jego historię poznajemy w różnych etapach życia. Czasy po śmierci mieszają się z dzieciństwem, wiekiem dojrzałym, aby wrócić do samego momentu kresu życia. Kolejne części książki skupiają się na innym wycinku z jego życia, co chociaż stylistycznie jest ciekawe, jednakże lekko zaburza odbiór historii. Bohater przedstawiony na różnych etapach życia jest odmienionym człowiekiem. Za każdym razem jest inny, a przez to trudno wyrobić sobie o ni jedną opinię. 
Do czasu aż poznał czym jest ból żył w świecie bez cierpienia, ale też przyjemności, radości i uczuć. Nie utożsamiał się z pacjentami i nie wiedział, co czują otaczający go ludzie. Brak bólu był brakiem człowieczeństwa.
Dopiero zagadkowy powrót bólu i ogień, jako bohater odczuwał sprawiły, że przebudził się również jako człowiek, porzucając swoją zewnętrzną zbroję i wewnętrzny chłód.

Autor posługuje się specjalnie lekko archaicznym językiem oraz stylem XVIII wieku zwraca dużą uwagę na cielesność i fizjologię z jej wszystkimi aspektami. Nie brzydzi się odchodami, analizowaniem składu kupy, posoką, wysypkami i spermą. To wszystko tu jest. Fizjologia jest jednym ze składowych opowiadanej historii, co lekko przypominało mi Szkarłatny płatek i biały Fabera.

Z samej historii mi najbardziej podobał się rozdział dotyczący poczęcia, narodzin i dzieciństwa Jamesa. Zapewne przez brak w nim chaosu.

Spodziewałam się więcej po tej powieści. Przede wszystkim liczyłam na więcej realizmu bez dziwnych akcji, które wydają się zupełnie niemożliwe. Było momentami bardzo nudno, a ogólnie słabo. A szkoda, bo historia miała potencjał na naprawdę ciekawą powieść.

2/5

piątek, 20 listopada 2015

Martin Amis - Strefa Interesów

To moje pierwsze literackie spotkanie z tym autorem. Na książkę trafiłam zachęcona zestawianiem najciekawszych książek na jesień. Sam temat średnio mi pasował. Do tego tekst na okładce wskazywał, że to historia romantyczna na tle obozu koncentracyjnego z udziałem osoby trzeciej. Bzdura! Gdyż owszem, trochę historii romantycznej, ale ktoś spodziewający się rzewnego romansu będzie srogo zawiedziony. Zamieszany w romans skazaniec obozu, raczej ma mała rolę w samej historii miłosne, a za to jest cennym "dodatkiem" do reszty akcji.
Akcja książki toczy się w ciężkich czasach w strasznym miejscu. Oświęcim/Auschwitz rok 1942 i 1943, połowa Drugiej Wojny Światowej. Niemcy po pokonaniu Francji i ataku na Rosję czują się panami świata. Sytuacja polityczna jednak się zmienia, a zawirowanie historii rzuci bohaterów w różne miejsca.

Angelus "Golo" Thomsen - oficer SS odpowiedzialny za rozwój produkcji w Buna-Werke, zauważa na ulicy żonę komendanta obozu - Hannach Doll. Duża, biodrzasta i silnie zbudowana kobieta przyciąga jego uwagę i podkręca wszystkie jego zmysły. Jako bawidamek i zawzięty podrywacz, musi ją zdobyć. Jednak przeszkodę stanowi jej mąż, stary opój ale posiadający sporą władzę Paul Doll. 
Golo próbuje różnymi sposobami zbliżyć się do Hannach. Jego dążenia trwają cała książkę - stanowią jakby oś powieści. Po drodze jego uczucia ewoluują. Ze zwykłej chuci przeradzają się w głębsze uczucie. Zmienia się też nasze postrzeganie tego bohatera, od negacji po akceptację.

Jego oponentem jest Paul Doll, mąż Hannah - przez długi czas zaślepiony i zwiedziony podchodami platonicznych kochanków. Opisuje on historię ze swojej perspektywy. Skupia się na codzienności obozu i "banalności zła". Nie jest dla niego straszne to, że z jego rozkazu ginie kilka tysięcy osób codziennie. Problem stanowi wszędobylski smród, który zanieczyszcza powietrze. Jego życie uczuciowe jest skomplikowane. Miota się między tym co by chciał, a co ma. Prawdziwym uczuciem jest dla niego miłość własna.

"Banalność zła" idealnie ilustruje akcję opisaną w książce. Autor nie epatuje zbędnym okrucieństwem, nie osądza swoich bohaterów. Stara się pokazać ich codzienność i brak reakcji, na to co dzieje się obok nich. Ignorancję w stosunku do cierpienia i śmierci innych ludzi. Raczej obojętność i mechaniczne wykonywanie obowiązków, niż prawdziwe bestialstwo.
Ukazuje też więźniów obozu, ich niesamowitą wolę przetrwania - portret więźnia Szmula, który jako"trupiarz" żyje z dnia na dzień w pogardzie do samego siebie.
Tłum osób nie ma twarzy, jest bezimienny. Kolejne trupy to cyferki w maszynie zagłady. "Śmierć jednostki to tragedia, milionów to statystyka" samoistnie nasuwa się cytat z Józefa Stalina...

Codzienność oprawców polega na denerwowaniu się zwykłymi sprawami. Komendant stresuje się wpadkami w czasie odbierania transportu więźniów, swoim nadmiernym alkoholizmem i brakiem pożycia małżeńskiego. Zaprzątają go rzeczy banalne, wręcz trywialne w obliczu prawdziwej tragedii, której jest częścią. Kwestii masowych mordów nie poświęca za dużo czasu.

To książka, gdzie jednostka liczy się o wiele bardziej niż tysiące. Jednostki - Niemcy - wiodą życie w skupieniu na drobnych sprawach codziennych. Postrzegają świat przez pryzmat własnego ja, zupełnie pomijając fakt, że obok nich rozgrywa się jeden z największych dramatów historii. Są egoistyczni, ale zarazem obojętni. Patrzą i nie widzą. Cytując autora, po wojnie główną odpowiedzią powinno być - ja nic nie wiedziałem. Ignorancja pozwala im przetrwać.
Obok postaci fikcyjnych są postacie wzorowane na prawdziwych uczestnikach zdarzeń. Paul Doll to Rudolf Hoess, wujkiem Golo jest Martin Bormann - drugi po Hitlerze, Ilse Grese to naprawdę Irma Grese.

To mocna książka, pozostawiająca po sobie silne wrażenie. Napisana ciekawie i dobrym stylem.
Jedna z najlepszych jakie czytałam w tym roku.
5/5


PS. Minus po stronie wydawnictwa - pojawia się sporo słów niemieckim i parę francuskich cytatów.  Niektórych można się domyślić.
Polecam zaopatrzyć się w słownik.

niedziela, 15 listopada 2015

13 pięter - Filip Springer

Ucieszyłam się, gdy w zapowiedziach wydawnictwa znalazłam kolejną książkę mojego ulubionego reportażysty. Temat jak najbardziej adekwatny do specjalizacji autora - opis sytuacji mieszkaniowej w Polsce. To kwestia dla wielu osób znajoma i bardzo trudna. Ciężko wskazać kogoś, kto nie jest związany kredytem na X lat za przywilej zajmowania parudziesięciu metrów kwadratowych, które tylko w teorii może nazwać "moim mieszkaniem".

Książka jest podzielona na dwie części. Pierwszą historyczną, opisującą problemy na rynku mieszkaniowym w Warszawie w okresie dwudziestolecia międzywojennego i drugą, współczesne problemy związane z mieszkaniem.

Zaczyna się bardzo ciekawie. Autor przedstawia kwestię, z którą nie spotkałam się wcześniej - że Warszawa okresu dwudziestolecia przedstawiana jest jako Paryż północy - zarówno we współczesnych filmach jak i ówczesnej literaturze, tworzonej przez dobrze sytuowanych mieszkańców kamienic. Opisuje falę samobójstw jaka przetoczyła się przez Warszawę, a związane one były z problemem z mieszkaniami. Później skupia się na temacie braku miejsca do życia, przedstawia maleńkie mieszkanka w których rezyduje 4 razy więcej osób niż powinno oraz koszmarną sytuację na rynku deweloperskim.
Ciekawy początek przechodzi w moim zdaniem nudną część na temat ruchów społecznych i powstawania spółdzielni mieszkaniowych, które miały wybudować mieszkania dla najuboższych i robotników.
Dużo faktów, dużo przewijających się nazwisk i liczb. Ciągle powtarzające się kwestie budowy mieszkań, ideałów społecznych, problemów z kredytami i finalnego fiaska, niestety są dosyć toporne w lekturze i w ostatecznych rozrachunku, przynajmniej dla mnie, męczące.

Druga część dotycząca współczesnych problemów z mieszkaniami była za to bardzo ciekawa i podniosła dla mnie ogólną ocenę książki. Autor przedstawia współczesny rynek mieszkań z kredytami, hipotekami, mieszkaniami wynajmowanymi od miasta na lokale użytkowe, mieszkaniami na wynajem i dziwnymi lokatorami/współlokatorami.
Jakąś część przedstawionych tu zdarzeń odczułam na własnej skórze, inną znam z opowiadań znajomych.
Pan Filip Springer precyzyjnie i celnie portretuje współczesny problem "bezdomności" i braku własnego mieszkania, jak również trudną sytuację na rynku.

Książkę warto przeczytać, chociażby dla drugiej połowy.
3/5

niedziela, 8 listopada 2015

Nowe Millenium - Co nas nie zabije - David Lagercrantz

Do nowej części Millenium podeszłam na chłodno. Nie zaliczam się do fanatyków Stiega Larssona, raczej podobały mi się jego powieści, ale nie ekscytowałam się nową częścią. Ominęły mnie też informacje o konflikcie między spadkobiercami autora a jego wieloletnią partnerką. Po najnowszą część przygód Lisbeth Salander i Michaela Bloomkvista sięgnęłam dopiero parę miesięcy po premierze. Na samego autorka nie zwróciłam zbyt wielkiej uwagi. Do dziś mam problem z  jego nazwiskiem, które za każdym razem przekręcam.

"Co nas nie zabije" spodobało mi się. Widać, że Pan Lagercrantz stała się zachować oryginalny styl cyklu i jego klimat. Schematy zachowania bohaterów też są tożsame z poprzednimi częściami a sama akcja stanowi zgrabne nawiązanie do "Zamku z piasku..." z dodatkiem nowych kwestii politycznych.

Początek powieści wydaje się nieśmiały, to delikatna gra z czytelnikiem z pytaniem, czy zyska jego akceptację. Później jednak intryga rozwija się na tyle, że trudno się od niej oderwać. Czyta się ją szybko i uważnie, aby nie zgubić wątków w trochę zagmatwanej z początku intrydze. Parę wątków zostało wyjaśnionych i pociągniętych do końca, inne niestety urwane lub zostawione na dalsze części, które zostały ostatnio zapowiedziane.
Główna akcja toczy się wokół postaci światowego autorytetu w sprawie sztucznej inteligencji i jego syna. Genialny profesor Frans Balder porzuca intratną posadę w Dolinie Krzemowej i wraca do Szwecji, aby zaopiekować się swoim autystycznym synem, którego rok wcześniej zostawił z byłą żoną. Ktoś rok wcześniej wykradł patent na rozwiązanie na którym pracował. Lisbeth została zaangażowana przez Fransa do sprawdzenia, kto w najbliższym otoczeniu jest odpowiedzialny za kradzież, a tym samym uwikłana w historię. Michael Bloomkvist otrzymuje telefon od samego Fransa, który w środku nocy chce opowiedzieć mu coś bardzo ważnego - zapewnić sobie polisę na przetrwanie.
A potem jest bardzo dynamicznie, porwania, tajemnicza organizacja, pościgi, strzelaniny - chwilami jak w Bondzie ;)

Książkę czytało się dobrze. Nie stanowi ona jednak dopełnienia trylogii, więc równie dobrze ogła nie powstać. Trochę sceptycznie podchodzę do następnych części. Obawiam się, że główni bohaterowie będą wykorzystywani tak długo, aż zostaną zarżnięci.

3/5

niedziela, 1 listopada 2015

Ostatnia arystokratka - Evzen Bocek

Powieść została mi polecona.
Robiłam zakupy w mojej ulubionej lokalnej księgarni, gdy pan Właściciel, który jest tam od lat zgoła 20 zapytał mnie, czy czytałam już "Ostatnią arystokratkę", którą bardzo poleca jako miłą i lekką lekturę.
Nie czytałam, przejrzałam i cena ponad 30zł za coś napisanego dużą czcionką lekko mnie zmroziła. Wtedy nie kupiłam, ale trafiłam na książkę na promocji jednej z e-księgarni w ramach dnia "czeskiego", gdy na mój czytnik trafił ebook w cenie ok. 11zł.

Przeczytałam ją w miarę szybko po zakupie, co zdarza mi się raczej rzadko :) Miałam ochotę na coś lekkiego i zabawnego, żeby odreagować stres w pracy. Książka idealnie spełniła swoje zadanie. Zaliczyłam kilka wybuchów śmiechu w busie i znacznie poprawiłam sobie humor.

"Ostatnia arystokratka" jest lekka, zabawna, szalona. Nie jest to nic ambitnego i należy czytać ją z przymrużeniem oka. Jest jak kabaret w wersji książkowej. Humor jest prosty, idealnie dopasowany do historii.

Książka to pamiętnik Marii Kostka, córki ostatniego Hrabiego Kostka, który wraca ze swoją rodziną z USA do Czech, w których odziedziczył rodową rezydencję. Jako osobnik wyjątkowo skąpy chce zaoszczędzić na wszystkim, łącznie z transportem rodzinnych urn oraz kota, co dobrze się dla niego nie kończy... 
Poznajemy perypetie rodziny i ich służby. Najróżniejsze problemy związane z adaptacją do nowych warunków, niedostatecznych finansów czy rodzinnych legend. Mamy leniwego kasztelana Józefa, który nie cierpi turystów, gospodynię specjalizującą się w znikającej w ogromnych ilościach orzechówce i ogrodnika, który panikuje z powodu kolejnych urojonych chorób. Rodzina hrabiego to Maria, jej matka zafascynowana księżną Dianą oraz ojciec skąpy i niegospodarny ostatni z rodu. Oraz inni bohaterowie.

Następujące po sobie wpisy z pamiętnika Marii
dostarczają kolejnych zabawnych historii, a grono bohaterów stopniowo się poszerza.
Bohaterowie są stereotypowi, nie rozwijają się wraz z historią, ale to akurat nie jest wadą. Są prości i zabawni. Mają sporo wad, złych wyobrażeń o świecie i popełniają błędy. Co sprawia, że historia jest ciekawa, a kolejne zdarzenia wywołują śmiech. Czeski humor i sposób widzenia świata dopisują :)

Całość była super. Najbardziej rozczarowała mnie końcówka, gdyż okazało się, że to pierwsza część cyklu, a na razie na drugi w polskim wydawnictwie chyba nie ma co liczyć...

Zdecydowanie polecam!
4/5

Umrzeć po raz drugi - Tess Gerritsen

"Umrzeć po raz drugi" to najnowsza część w cyklu Rizolli/Isles, trzyma typowy dla Pani Gerritsen i tego cyklu wysoki poziom. Czyta się szybko, intryga kryminalna jest ciekawa. Ot poprawna powieść, dla fanów autorki - tzw. bezpieczny wybór, przy którym nie musimy się bać, że wylądujemy w busie z nudną książką :)

Akcja tym razem toczy się w Bostonie oraz w Afryce, a konkretnie w trakcie prywatnego Safari grupki osób i ich przewodników w Botswanie. Safari, które miało być życiową przygodą staje się coraz posępniejszą walką o przeżycie. Kolejni uczestnicy giną zabici przez dzikie koty...

Parę lat później w Bostonie znany taksydermista zostaje znaleziony powieszony za nogi i wypatroszony, jak zwierzęta które preparuje. Trop wiedzie do rzadkiego futra pantery śnieżnej, które zostało skradzione z domu ofiary. Tropiąc szlak dzikich kotów Jane Rizolli oraz Maura Isles natrafiają na kolejne podobne ofiary, a szlak śladów zbrodni zatacza coraz większe kręgi w coraz dalszych zakątkach kraju. Tajemniczy mściciel składa z ludzi ofiary przyrodzie, pozwalając wilkom oraz dzikim zwierzętom dokończyć "dzieła".

Równolegle toczy się historia afrykańska, a safari które stało się polowaniem na ludźmi, gdzie nie wiadomo komu można ufać, a kolejne noce zabierają swoje ofiary.

Atmosfera w książce jest duszna. Nie tylko przez afrykański klimat, ale głównie przez strach. Strach przed przyrodą, przed dzikimi zwierzętami, ciemną nocą i nieobliczalnymi ludźmi. Morderca czai się wszędzie. Nikt nie wie kim on jest, co nim kieruje, ani kiedy uderzy ponownie... Nikt nie wie jak wygląda ani tak naprawdę jaki motyw mu przyświeca.
To książka również o walce, z własnym strachem i własnymi demonami.

Kolejna ciekawa pozycja w cyklu, którą warto przeczytać.
Polecam 3/5