czwartek, 31 grudnia 2015

Klasa - Dominik Rettinger

Jednym z gorszych doświadczeń czytelniczych jest rozczarowanie książką, którą miało się od dawna ochotę przeczytać. Pierwszy raz z "Klasą" zetknęłam się, gdy ukazała się ona jako nowość. Blurb był niezwykle dobry, gdyż po przeczytaniu opisu nabrałam na nią sporej ochoty. W końcu po dłuższym czasie polowania na egzemplarz w bibliotece zabrałam się za lekturę.

Uwaga, zawiera spojlery.

Pierwsze rozczarowanie przyszło po paru stronach - głównie stylem autora, który preferuje krótkie, najczęściej zawierające jedno orzeczenie i jak najmniej epitetów zdania. Przez to, może i czyta się szybko, ale nie ma się czytelniczej przyjemności. Dla mnie lektura sprawiała wrażenie serii z karabinu maszynowego - krótkie zdania i pędząca akcja. Przez dobitne zamiast subtelnego nakreślenie emocji, tekst sprawiał wrażenie surowego.. 
Porównując do innych autorów, miałam wrażenie, że czytam Tanyę Valko. W oparciu o inne zmysły - odbiór jest podobny jak oglądanie brazylijskiej telenoweli na telewizorze z włączonym motion view. Ciach, ciach, ciach...

Kolejne rozczarowanie to akcja i wątki, które autor próbuje gmatwać, aby nadać książce wymiaru wielowątkowej tajemnicy i trzymającego w napięciu thrillera. Mimo rozwoju akcji i piętrzenia wątków, wskazujących wszystko jest jak na początku - zły jest zły do końca, a dobry nie zmienia swojego nastawienia.
Finalnie sama idea "Klasy", która miała stanowić główną tajemnicę i spoiwo książki okazała się dość płytka, a jej przedstawienie banalne.
Wątek thrillera i planowanej katastrofy ekologicznej wydawał mi się w pewnym momencie ciągnięty na siłę - nie ma to jak pancerny bandyta, który wychodzi obronną ręką z każdego problemu, wszędzie jest i wszystko wie...

Bohaterowie mimo wielu zmian, które pojawiły się wraz z rozwojem akcji, w mojej opinii do końca pozostali płascy. Do tego mimo mordowania ludzi, popełniania błędów, zdradzania partnerów nie targają nimi emocje, nie mają wyrzutów sumienia. Nad wszystkich przechodzą chłodno, śmierć matki jednego z bohaterów jest przedstawiona jak błahe wydarzenie, które sprawiło mu dyskomfort raptem na chwilę. Możliwość utraty córki na zawsze wywołuje w jednej bohaterce lekkie wyrzuty sumienia, ale przedstawione w taki sposób, że nie wydają się autentyczne.

Bardzo się rozczarowałam.
1/5

wtorek, 29 grudnia 2015

Carrie Fisher - Księżniczka po przejściach

Jeśli ktoś jest fanem "Gwiezdnych Wojen" aktorki zwącej się Carrie Fisher nie trzeba mu dwa razy przedstawiać. Legendarna już księżniczka Leia z jej warkoczykami, biała suknią a potem złotym bikini przeszła już dawno do historii popkultury. Głośno o Carrie zrobiło się w Polsce razem z premierą ostatniej części Gwiezdnych Wojen, w której zresztą występuje (jeszcze nie byłam w kinie...).

W związku z tym szumem medialnym trafiłam na ciekawy artykuł w "Wysokich Obcasach" na temat Carrie Fisher i informacji na temat jej życia oraz w jaki sposób trafiła do obsady GW. Przeczytałam sporą część artykułu - tyle ile było dostępne online i nabrałam ochoty na polecaną w artykule książkę - "Księżniczka po przejściach".

Na okładce Carrie jest w charakteryzacji księżniczki Lei. Natomiast w samej książce na temat gwiezdnych wojen jest może raptem parę stron. Autorka skupia się na swoim życiu, głównie nawykach i terapiach jakim się poddała oraz na jej rodzinie - najwięcej informacji podaje na temat matki - Debbie Reynolds.

Trochę się rozczarowałam się, bo spodziewałam się głównie książki nawiązującej tematyką do Gwiezdnych Wojen, jednak dowcipny styl i opowiadania o życiu Carrie sprawiają, że książkę czyta się z przyjemnością. Pokazuje ona "celebrytkę" obdartą z blichtru i nieszczęśliwą przez sławę, która była jej udziałem od najmłodszych lat. Aktorka przedstawia również swoją rodzinę i ukazuje często szalone pomysły matki.

To lekka lektura, którą szybko się czyta.
2/5

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Kerstin Gier - Silber, das dritte Buch der Traeume

Poniższa recenzja przeznaczona jest dla osób, które zapoznały się z opisem pierwszych dwóch tomów nowej trylogii Kerstin Gier, znanej w Polsce głównie z trylogii Kamieni Szlachetnych, albo podróżników w czasie.
Według stanu mojej obecnej wiedzy, trylogia "Księgi snów" nie została jeszcze przetłumaczona.
Ostatnią część warto czytać jedynie jako kontynuację, gdyż bez znajomości poprzednich dwóch tomów nie wnosi za dużo sensu.

Trzecia i ostatnia część trylogii o podróżowaniu w krainie snów i świadomym śnieniu, w których główną bohaterką jest Liv Silber, nastolatka mieszkająca w domu swojego przyszłego ojczyma wraz ze starszym przyrodnim rodzeństwem, mamą, młodszą siostrą. nianią, kotem i psem.

Porównując trzecią część "Księgi snów" do zakończenia trylogii kamienii szlachetnych, to tym razem jest dosyć słabo.
Niby dzieje się całkiem sporo, a bohaterka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a jednak czytając odnosi się wrażenie, że tak naprawdę akcja stoi w miejscu, a bohaterowie skupiają się na banałach.
Czyta się dobrze, są momenty całkiem śmieszne. Wyjaśnia się kim jest "Secrecy" ale nie wyjaśnia się o co chodzi tak naprawdę z krainą snów.

Było OK.
2/5

niedziela, 20 grudnia 2015

Marcin Wicha - Jak przestałem kochać design

To jedna z tych książek, na które trafiłam opierając się na publikowanych co jakiś czas podsumowaniach grupujących najlepsze książki danego okresu czasu.
Książka, jak na design bardzo minimalistycznie wydana - biała obwoluta z prostą czarną czcionką skrywa w sobie tak samo prostą wściekle fioletową okładkę.

Treść składa się z krótkich esejów na różne tematy związane z designem przedmiotów, jak i estetyką miejsc bądź życia, pogrupowanych w trzy działy.
Eseje są krótkie, ale treściwe. Niektóre ciekawsze, inne nudne. Dużo nawiązań do historii najnowszej Polski i pokazanie tematu przez pryzmat PRL czy też lat 90.

Czyta się dobrze, szybko, ale też bardzo szybko treść ulatuje. Raptem miesiąc po lekturze, tak naprawdę jestem sobie w stanie przypomnieć raptem 2-3 poruszone tematy.
To przyjemna i prosta lektura na leniwe popołudnie.

2/5

niedziela, 13 grudnia 2015

Paula Hawkins - Dziewczyna z Pociągu


Patrząc na wydanie "Dziewczyny z pociągu" jedną z pierwszych rzeczy na które zwraca się uwagę jest rekomendacja samego króla horrorów - Stephena Kinga - z informacją, że nie mógł się oderwać od powieści. To jedna z informacji, która na pewno wywindowała tą książkę wysoko we wszelkich rankingach sprzedażowych.
Ostatnio ten thriller zyskał nawet tytuł najlepszej książki roku w kategorii "Kryminał i Thriller" na portalu "Goodreads".

Moim pierwszym wrażeniem po rozpoczęciu lektury było, dziwne deja vu. Styl oraz budowa książki przypomina mi mieszkankę "Zaginionej dziewczyny" Gilian Flynn z "Zanim Zasnę" S.J. Watson. Akcja przedstawiana jest w ujęciu teraźniejszym, ale są też przesunięte o parę miesięcy retrospekcje. Jednakże w przeciwieństwie do "Zaginionej dziewczyny" postaci w książce Pani Pauli Hawkins są płaskie i schematyczne. Nie rozwijają się, ani nie zmieniają. Główna bohaterka - Rachel - jest jedną z najbardziej wkurzających postaci książkowych z jakimi się zetknęłam. Przegrała swoje życie, przez szereg złych decyzji i uzależnienie od alkoholu. Mimo, że wie, że ma problem z piciem, brnie dalej w nałóg i popełnia kolejne błędy.

Rachel jest tytułową "Dziewczyną z pociągu" - codziennie przemierza trasę z małego miasteczka do Londynu i obserwuje mieszkańców domu obok torów gdzie pociąg przystaje - którym nadaje imiona Jason i Jess. Wymyśliła im biografie i historię, a dziwne zachowanie Jess pewnego dnia wytrąca Rachel z równowagi, co powoduje że pijana wysiada tego wieczoru na stacji w miasteczku. Parę dni później Rachel dowiaduje się z gazety, że Jess zaginęła tego samego wieczoru, którego miała miejsce jej ostatnia pijacka przygoda.
I w tym miejscu zaczyna się właściwa akcja kryminalna, która trzyma czytelnika w napięciu prawie do samego końca.

Wątek kryminalny jest ciekawy i sprawia, że ciężko oderwać się od tej książki. Nie jest jednak odkrywczy ani nowatorski. Wszystko to już było. Do tego, co w mojej opinii obniża ogólną ocenę, to właśnie wykreowane postaci. Trudno się w jakikolwiek sposób z nimi zidentyfikować. Nie ma wśród bohaterów nikogo pozytywnego ani specjalnie budzącego sympatię.

Książkę przeczytałam szybko, było OK ale jej wysokie oceny moim zdaniem są zdecydowanie na wyrost.
2/5


.



Stulecie - Ken Follet

Kena Folleta znam przede wszystkim z monumentalnych Filarów Ziemi, które śniły mi się w nocy powodując lunatyczne przebudzenia i wyjaśnia...