sobota, 31 grudnia 2016

Istota zła - Luca D'Andrea

Włoski Thriller autorstwa Luca D'Andrea - akcja toczy się głównie w okolicy miasteczka położonego w górzystej Górnej Adydze u stóp Dolomitów. Mimo lokalizacji we Włoszech, mieszkańcom bliżej językowo i kulturalnie do południowej Austrii. Bohaterem jest Jeremiasz Salinger, trzydziestoparoletni amerykański filmowiec, który wraz ze swoim kolegą Mikiem stworzyli cykl popularnych paradokumentalnych seriali pt. Road Show, ukazujących pracę ekip technicznych na trasach koncertowych. 

Jeremiasz wraz z żoną i córką jadą do Włoch, aby zamieszkać blisko niedawno owdowiałego teścia i odetchnąć od ameryki. Salinger wpada na pomysł stworzenia kolejnego dokumentu, tym razem o ratownikach górskich w Dolomitach, w czasie jednej z akcji, gdy zastępuje jako kamerzysta Mika, sam zostaje w szczelinie w lodowcu, a ogromna lawina porywa helikopter ratowników zabijając wszystkich na pokładzie. Jeremiasz poznaje co to Bestia, której szept słyszy. Jego kondycja psychiczna jak i fizyczna po wypadku są kruche, do tego stopnia, że żona wymusza na nim roczny urlop, w czasie którego ma nie podejmować się nowych projektów. Bezsilność jest jednak gorsza dla bohatera niż działanie. Przypadkiem dowiaduje się o makabrycznym morderstwie przed dwudziestu paru laty, w którym zginęli przyjaciele jego teścia Wernera - Evie wraz z bratem Markusem oraz narzeczonym Kurtem. Morderca rozczłonkował brutalnie ciała całej trójki, a jako że czyn ten popełnił w trakcie ogromnej burzy, dochodzenie nie przyniosło rezultatów.

Jeremiasz powoli odkrywa kolejne kawałki tej historii. Próbuje poznać prawdę rozmawiając z mieszkańcami miasteczka i ukrywając swoją obsesję przed żoną i teściem. Atmosfera miasteczka z idylicznej powoli przeistacza się w wrogą, gdy kolejni mieszkańcy z coraz większą rezerwą, wręcz wrogością traktują obcego natręta. 
Autor dobrze ukazał małomiasteczkowość, która sprawia wrażenie sielskiej, a tak naprawdę jest duszna i zamknięta, uwikłana w swoje sekrety i niedopowiedzenia.
Historia Bestii gór oraz dziwnej pradawnej istoty, która może zamieszkiwać górski wąwóz momentami nasuwała mi skojarzenia z "W górach Szaleństwa" H.P. Lovecrafta.

Sama historia kryminalna jest bardzo ciekawa, połączona ze sporą dawką podejścia psychologicznego i budowanego powoli napięcia.
Czyta się dobrze i trudno się oderwać.

Polecam
3/5

Arno Strobel - Das Dorf

Kolejny audiobook, tym razem wybrałam inny gatunek niż wszystkie poprzednie, bo Kryminał/Thriller. Tym samym było to moje pierwsze "spotkanie" z twórczością Arno Strobela.
Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że "Das Dorf" czyli Wioska, nie została jeszcze przetłumaczona na język polski.

"Das Dorf"  zaczyna się całkiem ciekawie - główny bohater - Bastian Thanner otrzymuje połączenie od jego byłej dziewczyny - Anny Wagner, z którą spędził parę tygodni po czym dziewczyna odeszła, mówiąc że go nie kocha. W słuchawce słychać przerażony głos Anny, która mówi, że znajduje się w małej wiosce nad rzeką Muritz. Mówi mu głosem, w którym jest śmiertelny strach, że została porwana i ktoś chce ją zabić. Bastian dzwoni i zgłasza sprawę na policję, a następnie nie chcą tkwić w bezsilności razem z jego przyjacielem, mającym nerwicę natręctw Safim jedzie do tej wioski, aby szukać Anny.

Policja, która próbuje zweryfikować połączenie i znaleźć dziewczynę, z braku jakichkolwiek dowodów informuje Bastiana, że zawiesza poszukiwania. Uparty chłopak czuje, że Anna go potrzebuje i prowadzi śledztwo na własną rękę.
Jedyną osobą, która kojarzy Annę jest poznany w lokalnym barze taksówkarz, który zabiera Bastiana do małej miejscowości Kissach, która wygląda jakby nikt tam od lat nie mieszkał - domy są częściowo w ruinie, większość opuszczona, nie ma prądu ani łącza telefonicznego, a mieszkańcy sprawiają wrażenie wrogich obcym.

W jednym z domów, przez okno piwniczne Bastian odkrywa torebkę Anny obok łóżka z zakrwawionymi kajdankami. Wraca do samochodu, gdzie okazuje się, że wszystkie opony są przecięte, a jego przyjaciel Safi znikł bez śladu. Obok samochodu Bastian spotyka dziwną kobietę, która mówi mu, że ma iść do Mii, inaczej tamci go porwą i zrobią mu krzywdę.
W pustym i smutnym domu Mii, służącym za lokalny hotel Bastian dowiaduje się, że prawdopodobnie do miejscowości wróciła grupa dziwnych mężczyzn, która, jak 25 lat wcześniej urządza w opuszczonej szopie czarne msze i torturuje na śmierć ludzi. Mia wyznaje Bastianowi, że taki los prawdopodobnie czeka jego Annę, jeśli ta naprawdę jest i Safiego.

Przy okazji, okazuje się, że Bastian widzi ludzi, których nie powinien jakby podróżował w czasie. Powoli popada w szaleństwo. Co więcej znajduje w tajemniczym dzienniku, prowadzonym przez mężczyznę, który przed laty mieszkał w domu Mii zapiski, które mogą wskazywać, że mogły należeć do jego ojca, dziennikarza, który krótko potem zginął w wypadku.
Bastian jest przerażony kolejnymi dziwnymi wydarzeniami. W wiosce nie ma zasięgu telefonów komórkowych, nie ma jak powiadomić policji a mieszkańcy wydają się dziwnie obojętni na zdarzenia i dramat chłopaka. Miota się i zachowuje jak wariat. 

Bastian Thanner to zdecydowanie najbardziej wkurzająca postać literacka z wszystkich książek, jakie przeczytałam w 2016 roku. Jest histeryczny, nie myśli logicznie, miota się, nie słucha poleceń, nie postępuje wg. reguł. 
Cała ksiażka sprawia wrażenie histerycznej i przesadzonej. Panika, strach, szybkie impulsywne działanie i dużo dziwnych zwrotów akcji męczy.

Średnio mi się podobała
2/5

wtorek, 27 grudnia 2016

Sarah Lark - Saga Nowozelandzka

Słyszałam o Sarze Lark i jej zachwalanych książkach na temat losów kobiet na Nowej Zelandii. Wybierając kolejne audiobooki do słuchania w aucie zdecydowałam się na "Trylogię Nowozelandzką" ze względu na lekką tematykę i nie zawiodłam się.

Trzy tomy: "W krainie białych obłoków", "Pieśń Maorysów" i "Krzyk Maorysów".
To historia dwóch kobiet i ich głównie żeńskiego potomstwa na przestrzeni 60 lat. Książki najlepiej czytać po kolei, gdyż dzięki temu zachowamy spójność historii i nie narazimy się na spoilery.

Protagonistki - Helen, londyńską guwernatkę oraz Gwyneirę - walijską arystokratkę poznajemy w pierwszym tomie, gdy obie udają się na Nową Zelandię, aby tam poznać przyszłych mężów i założyć rodzinę, a także rozpocząć zupełnie nowe życie na tej odległej od Anglii ziemi.
Rzeczywistość którą zastają na miejscu znacznie różni się od oczekiwań jakie miały w stosunku do przyszłego życia, ale jako silne kobiety szybko znajdują rozwiązanie i przezwyciężają kolejne przeciwności, jakie stają na ich drodze.
Pierwszy tom skupia się również na ich dzieciach - Rubenie, Florette i Paulu oraz ich losach.

W tomie drugim "Pieśni Maorysów" poznajemy losy wnuczek obu Pań - Elaine oraz Kury Maru Tini. Historie młodych kobiet są pełne namiętności, walki o lepsze jutro i często dramatycznych wyborów. Rodzinne bogactwo nie uchroniło ich przed złem tego świata.

Tom trzeci "Krzyk Maorysów" skupia się na prawnuczkach - Lilian oraz Glorii, których losy są zupełnie odmienne. Gloria doświadcza największego zła i upodlenia jakie mogło ją spotkać, a jednak jak jej protoplastki wychodzi z opresji pokiereszowana, ale silna.

Oprócz czasami sielankowych losów rodzin, trylogia Sary Lark to również opowieść o przemocy wobec kobiet w rodzinie, jak również przedmiotowemu podejściu do kobiet, które czasem traktowane są jako towar. To również historia wielu uczuć, niespełnionej miłości i ukrywających się kochanków. Oraz ciekawy obraz Nowej Zelandii, kultury Maorysów i ich życia w obecności "białych najeźdzców - Pangea".

Każda kolejna książka była ciekawsza. Nie jest to lektura najwyższych lotów literackich, ale przyjemna obyczajowa opowieść o rodzinie.
Całość oceniam na 3/5



Przemysław Semczuk - Wampir z Zagłębia

Jako pokolenie, które przyszło na świat we wczesnych latach 80tych czasy PRL pamiętam jak przez mgłę. Myślę, że ciekawość tamtego innego świata właśnie bierze się z tego, że go przeżyłam, ale nie było to odczuwanie w pełni świadome.
Ksiażkę o "Wampirze z Zagłębia" kupiłam już dawno, zanim jeszcze powstał film. Dopiero teraz zabrałam się za lekturę. Wcześniej zrobiłam wywiad w rodzinie co pamiętają na temat wampira, okazało się, że raczej mało.

Spodziewałam się po tej książce znacznie więcej, szczególnie w oparciu o recenzje na okładce - te raczej zawsze są pozytywne, ale niekoniecznie zgodne z prawdą.
Autor skupia się na historii Zbigniewa Marchiwckiego i sprawie, a przede wszystkim procesie sądowym "Wampira z Zagłębia".
Mimo dużego nagromadzenia faktów i próby pokazania tej kontrowersyjnej historii z różnych stron, w moim odczuciu czegoś w tej książce zabrakło. Nie spodziewałam się wyjaśnienia i odpowiedzi na pytanie, czy Zbigniew Marchwicki był wampirem, czy tylko biedną ofiarą bezdusznego systemu. Ale spodziewałam się faktów, które pozwoliłyby mi samej wyrobić sobie na ten temat zdanie. A tak się nie stało.

Całość sprawia dosyć chaotyczne wrażenie. W ciągłych przeskokach od śledztwa do procesu, przez fakty biograficzne i innych przestępców tamtych lat, sama historia w pewien sposób się rozmywa. Lektura wymaga skupienia, a mimo to kończąc książkę, trudno byłoby mi poukładać sobie całość tej sprawy w głowie.

Spodziewałam się czegoś lepszego
2/5

czwartek, 8 grudnia 2016

Kiedy odszedłeś - Jojo Moyes

Po udanej i pozytywnie zaskakującej części pierwszej - "Zanim się pojawiłeś" sięgnęłam po kolejnego audiobooka - "Gdy cię zabrakło". Bohaterka jest ta sama - Louisa Clark. Czas - prawie dwa lata po śmierci Willa.
Lou mieszka w Londynie, w mieszkaniu kupionym za spadek po Willu i to wszystko co się zmieniło w jej życiu. Po odejściu Willa przez pewien czas mieszkała w Paryżu i podróżowała po Europie. Potem wróciła do Anglii, kupiła mieszkanie w Londynie i stała się dawną Lou. Pracuje w irlandzkim pubie na lotnisku, wraca do pustego mieszkania - w którym nie ma mebli, a w lodówce stoi jedynie wino. Lou nie może pogodzić się ze śmiercią Williama a jego brak w jej życiu bardzo jej doskwiera. Pewnego dnia Louisa upija się, wchodzi na taras na dachu i balansując na jego krawędzi, wystraszona przez osobę której tam nie powinno być spada.

W sanitarce pierwsze jej pytanie brzmi czy nie jest sparaliżowana. Nie jest. Ma połamane parę kości, czeka ją kilka operacji ale wyzdrowieje. Musi zadbać również o swoje zdrowie psychiczne, więc zapisuje się na spotkania osób, które próbują uporać się z żałobą i smutku po odejściu bliskich im osób.
W życiu Lou i jej rodziny następuje jeszcze parę zmian. Spotyka kogoś z przeszłości Willa, kto wywróci trochę jej codzienność, ale nie zmieni samej bohaterki.
Lou w tej części jest bezbarwna jak ubrania które nosi. Nie ma już kolorowych sukienek i fikuśnych butów. Są jeansy i t-shirty i uwłaczający strój irlandzkiej tancerki wraz z peruką, który nosi w pracy. Cała edukacja Williama w poprzedniej części i próba zmuszenia dziewczyny do zmiany życia i podjęcia nauki skończyła się fiaskiem.
Lou jest przestraszona, zamknięta w swoim małym światku, nudna i momentami niezwykle irytująca. Jest jak głaz, który trwa niewzruszenie mimo wszelkich starań z zewnątrz żeby coś zmienić.

Jak pierwsza książka była przyjemna i świeża, tak druga doprowadzała mnie momentami do szewskiej pasji. Autorce udało się stworzyć wyjątkowo irytującą bohaterkę, która odnajduje się w cierpieniu za innych, a nie potrafi nic zrobić dla siebie.


2/5

sobota, 3 grudnia 2016

Gniazdo - Cynthia D'Aprix Sweeney

"Gniazdo" to powieść o rodzinie Plumbów z Nowym Jorkiem w tle. Bardzo współczesna, świetnie opisująca to dynamiczne miasto i jego jakże bardzo różniące się od siebie dzielnice i kwartały. Tytułowe gniazdo to fundusz powierniczy, który założył ojciec rodziny aby jego dzieci po osiągnięciu 40 roku życia przez najmłodszą Melody jego dzieci mogły otrzymać trochę dodatkowych środków. Jednakże po śmieci ojca, świetnie zarządzany przez wujka prawnika fundusz urósł do sumy paru milionów dolarów, a dla rodzeństwa stał się głównym motorem ich często nierozważnych działań.

Plumbów poznajemy od najstarszego Leo, który wymyka się z nudnego wesela z latynoską, młodziutką kelnerką. Pijany i naćpany prowadzi swoje Porsche gdy powoduje wypadek. Akcja przeskakuje o parę miesięcy i poznajemy resztę rodziny:
Beę - niespełnioną pisarkę, żyjącą samotnie po śmierci ukochanego w mieszkaniu na Upper West Side
Jacka - właściciela sklepu z antykami, mieszkającego razem z mężem w mieszkaniu w West Viallage, prawie przy brzegu Hudson River
Meolody - matkę dwójki bliźniaczek, które ochoczo wymykają się z kursów przygotowujących do egzaminów SAT, mieszkającą w miasteczku na północ od Nowego Jorku
oraz Leo - ubóstwianego przez resztę rodzeństwa i matkę. Najstarszego syna, bawidamka i króla życia, a przy okazji ćpuna, który przez poprzednie lata korzystał z życia i wydawał fortunę z jego żoną Victorią, brylując wśród mieszkańców Upper East Side.

Cała czwórka różni się od siebie, tak jak ich miejsca zamieszkania. Każdy kto był w Nowym Jorku doskonale zrozumie to rozróżnienie, które w polskich miastach nie jest takie dotkliwe. 
W obliczu wypadku Leo matka Francine podejmuje nadzwyczajną decyzję i znacznie uszczupla finanse zdeponowane w Gnieździe aby ratować pierworodnego przed więzieniem. Robi to za plecami oburzonej trójki. Finanse gniazda przepadają, a tym samym różne kłamstwa i kredyty zaciągnięte pod warunkiem spłacenia ich funduszem z gniazda sprawiają rodzeństwu znaczne problemy.
Na następnych stronach poznajemy bliżej poszczególnych Plumbów ich rodziny, znajomych i historie z przeszłości.
Całość jest dynamiczna, napisana przyjemnym stylem i dobrym językiem. Nie jest to historia tocząca się dzień po dniu, bardziej migawki z różnych chwil życia. Autorka świetnie portretuje rodzeństwo wielbiące najstarszego brata, skupionego na sobie egoistę. Chęć przypodobania się Leo, którego traktują jak autorytet powoduje, że wszyscy są zniewoleni w światku wokół Leo. Coś musi się zdarzyć, aby zaczęli żyć po swojemu. A co, odkryjcie sami :)

Polecam 4/5

środa, 30 listopada 2016

Katarzyna Puzyńska - Dom czwarty

Katarzynę Puzyńską odkryłam w marcu tego roku. Błyskawicznie przeczytałam pięć tomów, chwilę tylko czekałam na "Łaskuna" i trochę oczekiwałam na pojawienie się "Domu Czwartego".
Na lekturę zarezerwowałam całą niedzielę i faktycznie zaczęłam rano i skończyłam wieczorem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak szybko przeczytałam książkę, która ma ponad 500 stron.

Ten tom mi się podobał. Skupiał się na sprawie, w której różne wątki rozciągały się na prawie sto lat. Policjanci wraz z Weroniką udają się do rodzinnej miejscowości Klementyny Kopp, gdyż jej partnerka Lilliana zgłosiła zaginięcie byłej Pani komisarz. Klementyna udała się do rodzinnego domu, na prośbę matki, aby wyjaśnić zabójstwo sprzed paru lat. Okazuje się, że jedna zbrodnia jest tylko częścią większej całości, a tajemnice i dziwne zdarzenia stopniowo się nawarstwiają.
Książka ma trochę mroku, który typowy był również w "Utopcach". Toczy się w miejscu, w którym obcy nie czują się najlepiej, a społeczeństwo skupione jest wokół starych zbrodni i historii i nie chce aby ktoś z zewnątrz je odkrył. Historia kryminalna i jej "odnogi" są ciekawe, akcja wartka co sprawia że książkę czyta się naprawdę szybko.
Bohaterowie bardzo mocno zmienili się od czasów "Motylka". Najmocniej ewoluował Daniel, niekoniecznie pozytywnie. Zmiana która w nim nastąpiła, sprawia, że jest to zupełnie inna postać niż na początku cyklu. Martwi mnie jedynie zmiana w postaci Klementyny, która straciła swój specyficzny koloryt i sprawia wrażenie cienia dawnej Pani komisarz. Jestem ciekawa, co autorka zaplanuje dla tych dwóch centralnych postaci w następnych tomach.

Da się zauważyć pewną zmianę w stylu pisania Pani Katarzyny - użycie słownictwa policyjnego. Wcześniej typowe wyrażenia jak np. "szmata" nie były używane. Jakoś mimo tego, że mają dodać całości pewnego autentyzmu, w moim odczuciu były sztucznie dodane do tekstu.

Polecam czytelnikom cyklu. W oderwaniu od pozostałych książek lektura będzie trudna, gdyż ciężko będzie wejść w świat "Domu czwartego".
4/5

niedziela, 27 listopada 2016

Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes

Ta książka pozwoliła mi przełamać dwa stereotypy:
1. Nie da się słuchać audiobooków jadąc samochodem
2. Książki romantyczne na pewno są nudne i nic nie wnoszą.

Gdy film wchodził do kin i zrobiło się tak bardzo głośno na temat tej książki, zarzekałam się, że nie przeczytam i nie obejrzę, bo to nie w moim stylu. Nawet dowiedziałam się jakie jest zakończenie, gdyż uważałam, że nie będę na to tracić czasu. Trochę sytuacja wymusiła na mnie sięgnięcie po tą książkę - znudzona słuchaniem muzyki w czasie godzinnych dojazdów do pracy stwierdziłam, że dam szansę audobiookom. Aby jeszcze lepiej wykorzystać czas na dojazd zaczęłam w platformie streamingowej szukać książek w języku niemieckim i tak trafiłam na "Zanim się pojawiłeś".
Włączyłam i mnie wciągnęło. Śmiałam się wiele razy, denerwowałam i smuciłam wraz z bohaterami. Z ciekawością śledziłam losy Lou i rozwój historii, która wcale nie jest przewidywalna i nudna, jak wydawało mi się, że będzie w powieści tego typu.

Książka przedstawia losy Louise Clark, zagubionej 26 latki z małego angielskiego miasteczka, która tkwi w nierozwojowej, ale w miarę bezpiecznej pracy kelnerki, jest od 7 lat z jednym chłopakiem - chociaż podświadomie czuje, że związek nie rokuje na przyszłość bo ani nie mieszkają razem, anie nie mają planów związanych ze ślubem, mieszka z rodzicami, dziadkiem, siostrą i siostrzeńcem w małym domu, w którym zajmuje komórkę bez okien. Lou jest zadowolona z życia które ma, bo nie zna inne, ani nie ma ambicji aby spróbować czegoś nowego. Nie ryzykuje ani się nie wychyla. Jej spokojna codzienność wywraca się, gdy kawiarenka w której pracowała od lat zostaje zamknięta, a Lou z jej kiepskim doświadczeniem musi szukać nowej pracy, gdyż rodzice ledwie wiążą koniec z końcem. Po serii traumatycznych dla niej prac trafia jako opiekunka, do domu bogatych Państwa Taynor, aby dotrzymać towarzystwa sparaliżowanemu 35 letniemu Williamowi, kiedyś aktywnemu i bogatemu "królowi życia". William nie jest osobą, która wzbudza sympatię od razu, jest kapryśny, zły na sytuację w której się znalazł i niezbyt zadowolony z towarzystwa Lou.

To co zdecydowanie jest na plus w tej książce, oprócz historii i bohaterów, to rada życiowa, jaką przemyca autorka. William edukuje Lou i pokazuje jej, jak cenne jest życie i jak wielkim marnotrawstwem jest utknąć w stereotypach i nie przełamać się aby poznać nowe smaki, miejsca czy doznania. Opowiada o tym, że nie żałuje ani chwili życia które przeżył, tego że podróżował po świecie, był aktywny i ciągle się czegoś uczył. To banalna prawda, ale często w pogoni za pieniądzem można o niej zapomnieć, padając po pracy na kanapę i traktując to jako idealnie spędzony wieczór.
Żyje się tylko raz i trzeba z tego korzystać.

Podobało mi się 4/5

środa, 16 listopada 2016

Światło między oceanami - M.L.Stedman

Nie będę oryginalna przyznając się, że najpierw widziałam zwiastun filmu, a dopiero potem zainteresowałam się książką. Na szczęście kolejność z zapoznaniem się z całością była poprawna, najpierw książka, a następnie film.

Światło między oceanami to bardzo dobrze napisana i skonstruowana powieść obyczajowa. Akcja nie zawsze jest dynamiczna, autorka pochyla się nad codziennością i prostymi czynnościami które opisuje, przez co całość jest jeszcze bardziej realna, a czytelnik mocniej identyfikuje się z postaciami i wczuwa w ich historię. Powieść porusza bardzo trudny temat  - co jest tak naprawdę złem. Pokazuje, że zgodnie ze starym przysłowiem, "dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane".

Para głównych bohaterów to Tom i Isabel Sherbourne. Tom po ciężkim doświadczeniu pierwszej wojny wraca do rodzimej Australii i szuka pracy jako latarnik, aby w spokoju odreagować traumę. Proste, powtarzalne czynności i życie według przepisów pozwalają mu na spokój, a rutyna sprawia, że skupiony na pracy nie wraca do trudnych wspomnień. Po paru latach pracy na lądzie otrzymuje posadę tymczasową na Janus Rock, małej wysepce położonej około 100 mil od brzegu kontynentu, leżącej na styku oceanu indyjskiego ze spokojnym. Przybywając do portu, z którego ma wyruszyć na wyspę, poznaje Isabel - młodą, szczęśliwą dziewczynę, która zachęca go do karmienia mew.
Isabel inicjuje kontakt z latarnikiem i przesyła do niego listy. Ich relacja, mimo oddalenia i rozłąki czasowej umacnia się, a kolejne dłuższe wakacje na lądzie kończą się dla Toma ślubem.

Para zamieszkuje na Janus Rock i tworzy swój mały, prywatny raj. Isabel zakochana w mężu i zachwycona nowym życiem z utęsknieniem czeka na pierwsze dziecko, niestety traci je, tak samo jak dwoje kolejnych. 
Dwa tygodnie po urodzeniu martwego syna, Isabel widzi łódkę która przypływa do brzegu. Leży w niej nieżywy mężczyzna i dwumiesięczna dziewczynka, zawinięta w damski sweter. Instynkt macierzyński wybucha w Isabel i przygarnia ona dziecko, namawiając męża do zatajenia informacji o łódce i jej pasażera i uznaniu dziecka za ich córkę. Tłumaczy Tomowi, że matka na pewno utonęła, a dziecko będzie szczęśliwsze z nimi niż w sierocińcu.
To zdarzenie odbije się na całym ich dalszym życiu.

Tom mimo ojcowskiego i mężowskiego szczęścia ciągle przeżywa kłamstwo, którego się dopuścił zatajając fakt przybicia łódki do brzegu Janus Rock. Wyrzuty sumienia potęgują się, gdy po odwiedzinach na lądzie, okazuje się, że matka dziewczynki żyje i rozpaczliwie poszukuje od czterech lat swojej córki.

Tom chce wyznać prawdę, Isabel się na to nie zgadza, zasłaniając się dobrem dziecka. Pozostałe wydarzenia sprawiają, że czytelnik musi się zastanowić, co było słusznym czynem i co powinien zrobić bohater.
Nie ma szarości, ani czerni ani bieli, a racja nie leży po środku. Bo kto powinien mieć prawo do dziecka, biologiczna matka, która w wyniku wypadku utraciła je gdy miało dwa miesiące, czy rodzice którzy przygarnęli i wychowali noworodka, zapewniając mu miłość i dom?
Wreszcie co tak naprawdę będzie dobre dla dziecka - złączenie z biologiczną, ale nie znaną matką, czy pozostanie z kochanymi, ale zastępczymi rodzicami.

To też książka o nienawiści do innych, o zmienności ludzkiej natury i o głupich zdarzeniach, które mają fatalne konsekwencje.

Książka jest napisana dobrze, prostym ale przyjemnym w odbiorze językiem i stylem. Akcja rozwija się powoli, pozwalając czytelnikowi zagłębić się w świecie powieści.
Zdecydowanie polecam 4,5/5

wtorek, 15 listopada 2016

Justyna Kopińska - Polska odwraca oczy

Książkę Pani Justyny Kopińskiej przeczytałam już jakiś czas temu. Mniej pamiętam poszczególne sprawy jakie porusza, a bardziej ich ogólną wymowę i wpływ na mnie jako czytelnika.

"Polska odwraca oczy" to naprawdę mocna pozycja. Nie pozostawia złudzeń, że jest dobrze i fajnie, tylko wali obuchem w głowę i pokazuje, że tak naprawdę większość z nas odwraca oczy od tego co bolesne i niesprawiedliwe i to samo robią również organy państwowe, które często zamiast stanąć po stronie ofiary wspierają winnego.

Autorka porusza najróżniejsze tematy. Pokazuje zazwyczaj krzywdę ludzką, która kończy się źle albo tragicznie. Obdziera czytelnika ze złudzeń, że istnieje sprawiedliwość, a pokrzywdzony znajdzie w Państwie Polskim obrońcę. Pisze dobrze i w ciekawy sposób naświetla temat, stara się pokazywać obie strony, ale jej ewidentna sympatia leży po stronie ofiar, czyniąc "złoczyńcę" jeszcze gorszym.

Są tematy ciekawe i bardzo ciekawe, jak o ordynator oddziału psychiatrii dziecięcej, siostrze Bernadecie czy byłej Pani wiceminister sprawiedliwości, która mimo lat przykładnego prowadzenia i licznych sukcesów została napiętnowana przez media przez jedno przewinienie, co skończyło się jej samobójstwem.

Czyta się dobrze i książka zmusza do zastanowienia.
Jeśli ktoś nie boi się wyjść ze strefy komfortu i wiary, że Temida jest ślepa a zło spotka zawsze kara, to polecam.

4/5

czwartek, 10 listopada 2016

Piąta fala, ostatnia gwiazda - Rick Yancey

Książka, która z założenia powinna być lekką i przyjemną lekturą, na maksymalnie trzy wieczory zajęła mi około trzy tygodnie życia. Czytałam i nie mogłam skończyć.
Przede wszystkim, przez większą część książki nie wiedziałam co się dzieje i czemu się tak dzieje. Nie da się czytać ostatniej gwiazdy w oderwaniu od pozostałych tomów cyklu. Nie pamiętając części drugiej - Bezkresnego morza - tak jak ja, błądzi się praktycznie w ciemności. Zazwyczaj narzekam na autorów, którzy podsumowują ciągle na nowo co było w poprzednich tomach, tym razem nie obraziłabym się na małe podsumowanie na wstępie książki na temat tego co się stało wcześniej.

W Ostatniej gwieździe spotykamy dobrze znanych nam już z poprzednich części bohaterów, jest Cassie, Zombie, Ringer, Evan Walker i Nugget. Autor oddaje im głos i pozwala obserwować rozwój historii z różnych punktów widzenia.
Sama historia sprawia wrażenie dosyć chaotycznej i momentami dla mnie niezrozumiałej. Akcja posuwa się do przodu, dzieje się sporo, krew leje się hektolitrami a trup ściele gęsto. Bohaterowie mają ogromne problemy, a rozwiązania jakie próbują zastosować nie zawsze są pomyślne.

Koniec jest ciekawy, chociaż mało zaskakujący i dosyć podobny do innych powieści tego typu.
Ogólnie nie jestem zachwycona, książka nic nie wniosła do mojego życia. Dopiero pod koniec wciągnęłam się w historię, a to trochę mało.
2/5

sobota, 5 listopada 2016

Harry Potter i Przeklęte Dziecko

W świat Harry'ego Pottera pierwszy raz wkroczyłam w wieku 21 lat i opuściłam go parę lat temu, gdy na rynku pojawił się ostatni tom. Wszystkie tomy stoją na półce, ale przeczytałam je tylko raz i nigdy do nich nie wróciłam. Myślę, że wkrótce to zrobię.

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - 8 tom cyklu, a raczej scenariusz sztuki teatralnej w której palce maczała autorka wzbudził początkowo moją nieufność. Bo jak to, kolejny Harry, gdy miało już nie być następnych, na dodatek nie do końca dzieło Pani Rowling. 
Nie kupiłam książki, tylko pożyczyłam od koleżanki. Przeczytałam ją błyskiem bo zaledwie w parę godzin. Historia jest wciągająca i z niecierpliwością przewracałam kolejne strony.

"Harry Potter i przeklęte dziecko" to historia syna Harrego - Albusa Severusa Pottera, który nie dość, że pierwszego dnia w pociągu do Hogwartu zaprzyjaźnia się z synem Draco Malfoya, o którym krążą plotki, że jest dzieckiem Voldermorta, to na dodatek trafia do Slytherinu, w przeciwieństwie do jego rodzeństwa.
Albus nie różni się za bardzo od swojego taty w jego wieku. Wplątuje się w historie i przygody podobne do Harryego i na dodatek ma konflikt z ojcem.

Czyta się bardzo szybko, historia jest ciekawa ale za krótka. Idealnie oddany klimat świata Harryego Pottera. Aż miło wrócić do znajomych literackich kątów :)
Mimo absolutnej "miodności" z lektury niestety pozostaje niedosyt, gdyż "książka" jest zwyczajnie za krótka.

Fani serii nie będą  zawiedzeni.
Mi się bardzo podobało :)
4/5

niedziela, 30 października 2016

Stephen King - Wielki Marsz

Czytając "Wielki Marsz" nasuwa się podobieństwo do "Igrzysk śmierci". To złudne wrażenie, gdyż jak coś to właśnie ta druga powieść mogła być zainspirowana "Wielkim Marszem" gdyż dzieli je około 30 lat różnicy. 
King wydał "Wielki Marsza" w 1979 roku pod pseudonimem Richard Bachman. Powieść to dystopia, akcja toczy się gdzieś w nieokreślonej przyszłości w Stanach Zjednoczonych, gdzie co roku z inicjatywy Majora, pełniącego rolę władcy absolutnego, organizowany jest Wielki Marsz. W tej "imprezie" udział bierze 100 chłopców i młodych mężczyzn, którzy wyruszają z północnego Maine i muszę iść utrzymując tempo co najmniej 6 km na godzinę. Idą do upadłego, aż na drodze zostaje ostatni. Pozostali padają z wycieńczenia, albo zatrzymując się za długo otrzymują trzy upomnienia a jako czwarte pada seria z karabinu.

Ostatni może wybrać sobie jaką chce nagrodę. Najczęściej jest jednak tak, że po paru dniach intensywnego wysiłku jego stan psychiczny nie jest już najlepszy.

Głównym bohaterem jest Ray Garraty, chłopak który zgłosił się sam mimo sprzeciwu jego matki i dziewczyny.  Już na linii startu poznaje paru kolegów, którzy będą mu towarzyszyć przez następne kilometry. Chłopcy przesuwają się  po trasie wydani na pastwę upału, zimnego deszczu, wiatru. Dzień i noc muszą iść nie zważając na ból i zmęczenie. Ratują siebie wzajemnie, gdy któregoś złapie skurcz albo straci wole walki. Zawiązują sojusze i rodzą się przyjaźnie. Rozmawiają ze sobą o rzeczach banalnych ale też o tym co będą robić po wygraniu marszu, co jest o tyle przerażające, że zwycięzcą będzie osoba, która zostawi za sobą 99 ciał towarzyszy.
Trudno przywiązać się do któregoś z pierwszoplanowych bohaterów, mając świadomość, że nawet jeśli przeżyje to pozostali padną. 
To dosyć przerażająca książka. King nie stosuje taryfy ulgowej pozwalając przeżyć dwóm osobom. Reguła jest prosta - idziesz dopóki zostajesz ostatni.

Czyta się dobrze, język jest w miarę prosty, a styl spójny bez artystycznych wydziwień.
Polecam
4/5

wtorek, 25 października 2016

Peter Wohlleben - Sekretne życie drzew

Uwielbiam spacery po lesie. Od dziecka przemierzam tą samą trasę i obserwuję jak zmienia się układ drzew. Patrzę jak potężne dęby i buki pną się w górę, gonione przez ich dzieci o cieniutkich pniach i agresywne brzozy i klony. Lubię przechadzać się po leśnych ścieżkach, czując delikatnie rezonującą moje kroki ściółkę pod stopami. Podziwiam las o każdej porze roku. Jest fascynujący wiosną, gdy budzi się do życia a pąki i młode liście wydzielają upajający zapach, cudowny latem gdy daje odrobinę ukojenia i zielonego cienia w skwarze, jesienią gdy drzewa okrywają się żółcią i powoli zrzucają liście a nawet zimą, gdy olbrzymy są uśpione, a iglaki w końcu mają dostęp do światła.

Gdy zobaczyłam zapowiedzi wydawnictwa a wśród nich "Sekretne życie drzew" wiedziałam od razu, że to książka, którą kupię w dniu premiery i od razu zabiorę się za lekturę. Sądziłam, że lata nauki biologii tej podręcznikowej i praktycznej odkryły przede mną wszystkie tajemnice drzew i lasu. Po lekturze książka Pana Petera Wohllebena wiem w jak wielkiej niewiedzy żyłam do tej pory. Całkiem inaczej patrzę na drzewa które mijam. Teraz wiem jak wielką walkę musiały stoczyć o przetrwanie i ile energii kosztuje je codzienne wspinanie się w kierunku nieba.

To świetnie napisana historia o małych i wielkich dramatach, o ciężkim rodzicielstwie, walce o przetrwanie i codziennym stawianiu czoła przeszkodom. A to wszystko w świecie drzew. Autor pokazuje las i rośliny jak bohaterów powieści sensacyjnych, przez to nawet spora ilość naukowych faktów oraz ciekawostek nie jest przytłaczająca, a książkę czyta się nadzwyczaj dobrze.

Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Patrzę inaczej na drzewa, mogę również coś więcej o każdym z nich powiedzieć po samej obserwacji. W trakcie lektury czytałam głośno fragmenty znajomym. To książka o której się mówi, fascynuje i dostarcza wielu tematów do ciekawych pogawędek.

Zdecydowanie polecam
5/5

niedziela, 16 października 2016

Magda Stachula - Idealna

To debiut nowej polskiej autorki. Dosyć mocno promowany przez wydawnictwo. Skusiłam się na ebooka w promocyjnej cenie i nie żałuję. Zazwyczaj boję się debiutów, bo nie wiem czego się spodziewać. Tym razem dostałam to co obiecywała okładka. Dobrą rozrywkę, wartką akcję i ciekawą historię i ciekawe miejsca akcji - Kraków i Pragę
Od razu po przeczytaniu moja ocena była sporo wyższa, ze względu na to, że książka naprawdę mnie wciągnęła, przeczytałam ją błyskawicznie. Jednakże po paru godzinach a potem dniach entuzjazm opadł i zaczęłam dostrzegać niedopatrzenia autorki. Co nie zmienia jednak faktu, że książka jest ciekawa i dobrze się ją czyta.

Główną bohaterką jest Anita, 34 latka rozpaczliwie pragnąca dziecka. W tym celu co trzy miesiące odwiedza klinikę płodności, prowadzi kalendarzyk, nie pije alkoholu, a mąż jest dla niej interesujący tylko w dni, w które mogą powołać do życia potomka. Zajmuje się pozycjonowaniem stron, całe dnie spędza w domu z kotem, prawie nie wychodzi - gdy wyjdzie jest przestraszona. Aby zrekompensować sobie obcowanie z ludźmi obsesyjnie śledzi nagrania z kamer ulicznych, a konkretnie z praskiego tramwaju. Obserwuje innych ludzi i przywiązuje się do nich bardziej niż do męża. Jest zafascynowana rudowłosą dziewczyną i jej chłopakiem w typie artysty, którego nazywa Zo. Wie kiedy stoją na praskim przystanku tramwajowym i wtedy koniecznie patrzy w ekran, aby zobaczyć co u nich słychać.
Jej relacje z mężem są w stanie rozsypki. Perfekcjonistka zmieniła się w bałaganiarę, uczuciowa żona w zimną kobietę, która nie potrafi wyrażać uczuć ani rozmawiać z mężem. Żyją razem, ale praktycznie obok siebie. Anita przegląda komputer męża, gdy ten udaje że śpi. Codzienność jest podyktowana staraniom o dziecko i tragizowaniu Anity, że jeszcze go nie ma. 

Jej mąż Adam też żyje obok żony. Kiedyś ją kochał i podziwiał, teraz nie wie co  myśleć o ich wspólnym życiu i przyszłości. Ucieka z domu wcześniej, nie interesuje się życiem żony, a seks pod dyktando kalendarzyka traktuje mechanicznie i coraz bardziej oddala się od Anity. Nie rozumie jej i uważa, że ta zdecydowanie przesadza. Tą sytuację wykorzystuje ta trzecia, czyli Marta, będąca kolejną bohaterką historii, która bardzo łatwo wciąga Adama w romans.

Jest jeszcze Eryk, rzeźbiarz i malarz, poznajemy jego codzienność.

Historie tych czterech osób powoli zaczynają się zazębiać i dowiadujemy się jakie są łączące ich związki. Akcja nabiera tempa wraz z kolejnymi tajemnicami i ich wyjaśnieniami. Trudno się oderwać od tej książki, gdyż koniecznie chcemy się dowiedzieć dlaczego i co będzie dalej.
Czyta się bardzo szybko i to naprawdę dobry kawał rozrywki.

3/5


Moje zastrzeżenia (mogą zawierać spojlery)
Pierwsza ocena była entuzjastyczna. Czasem mi się tak zdarza, ale już po kilku godzinach od lektury emocje opadły i zaczęła się analiza. 
Postaci nie budzą sympatii. Nie rozwijają się, ani nie ewoluują znacznie w trakcie książki. W zasadzie są takie same, a niektóre z ich działań raczej budzą zwątpienie.
Końcówka i rozwiązanie całej intrygi wydawało mi się zdecydowanie za szybko i za łatwo ucięte, spodziewałam się czegoś lepszego, jakieś większej dramy.
Kwestia braku dziecka i prowadzenia kalendarzyka przez Anitę po zastanowieniu też w mojej opinii nie została do końca przemyślana przez autorkę, jeśli ktoś tak obsesyjnie planuje potomka nie opiera obserwacji swojego ciała tylko na matematycznych wyliczeniach kiedy przypada owulacja, a stosuje jeszcze parę dodatkowych metod.

Nie zmienia to faktu, że chętnie przeczytam drugą powieść Pani Stachuli :)

niedziela, 9 października 2016

Marek Krajewski - Mock

O nowej książce w cyklu o Eberhardzie Mocku dowiedziałam się przypadkiem. Gdy tylko miała swoją premierę od razu ją zakupiłam i parę dni później zaczęłam czytać.
Książki Pana Marka Krajewskiego mają to do siebie, że w ciemno można je zabrać na każdy wyjazd bez strachu, że nagle znajdziemy się gdzieś z beznadziejną książką. Nic w tym stylu. To zawsze wciągająca rozrywka na najwyższym poziomie.

Tak samo jest i tym razem. Główna akcja toczy się chwilę przed pierwszą wojną światową. Jak zawsze we Wrocławiu. Centralnym obiektem w tej książce jest Hala Stulecia, nowo wybudowana i oczekująca na wielkie otwarcie i odwiedziny pruskiego cesarza z tej okazji. W Hali zostają znalezieni czterej chłopcy, porwani wcześniej i zabici w masakryczny sposób, oraz człowiek ze skrzydłami, który powiesił się na jednym z balkoników.
Eberhard Mock jest jeszcze pracownikiem wydziału obyczajowego, jednakże przez występek całego wydziału został zawieszony w obowiązkach. Może się zrehabilitować wspierając śledztwo w sprawie morderstw. Nie odpowiada mu jednak odsunięcie go na boczny tor, więc prowadzi swoje dochodzenie w tajemnicy...

A śledztwo jest ciekawe, gdyż przejawiają się w nim wątki masońskie, żydowskie, narodowe jak i perwersje seksualne. Mock musi przezwyciężyć kilka swoich koszmarów, finalnie jednak rozwiązuje sprawę.

Dobra rozrywka.
3/5

sobota, 8 października 2016

Łukasz Orbitowski - Inna Dusza

W zeszłym roku w lipcu leżąc na plaży w Kątach Rybackich czytałam Esquire, zainteresowałam się opisem książki "Preparator" i informacjami na temat wydawnictwa od Deski do Deski Tomasza Siekielskiego. Po powrocie do domu zamówiłam od razu dwie dostępne książki, wspomnianego wcześniej "Preparatora" i właśnie "Inną duszę". Zanim zabrałam się do lektury minął ponad rok.
Wydawnictwo do dziś wypuściło 4 powieści z serii "Na F/aktach" opierające się na prawdziwych zbrodniach i sprawach kryminalnych jakimi żyła Polska w przeciągu ostatnich bodajże 50 lat. Piąta jest w drodze. Wszystkie mam i na pewno wszystkie przeczytam.

"Inna Dusza" autorstwa Łukasza Orbitowskiego jest drugą książką z cyklu. O autorze słyszałam wcześniej całkiem sporo, ale nie miałam okazji przekonać się osobiście o jego talencie. 
"Inna dusza" to opowieść o zbrodni, jaka wstrząsnęła Bydgoszczą w końcówce lat 90-tych. Osobiście nie miałam świadomości o jaką sprawę chodziło, ani o czym będzie traktować książka, dzięki temu przyjemność z czytania była naprawdę spora.

Akcja toczy się w Bydgoszczy w drugiej połowie lat 90-tych.  Autor z detalami oddał wszystkie miejsca akcji, mimo iż sam nie pochodzi ani nie mieszkał w tym mieście. Bydgoszcz przedstawiona w tej powieści nie jest miejscem w którym chciało by się mieszkać, szare, ponure, pełne blokowisk i biednych ludzi, którzy szukają swojego miejsca w życiu.
Bohaterowie to trójka nastolatków - Jędrek, Krzysiek i Darek. Jędrek i Darek - kuzyni, Krzysiek syn alkoholika. Jędrek i Darek pochodzą z dobrych rodzin, mieszkają na Fordonie. Ich rodzice wiążą z nimi wielką nadzieję, poniekąd próbują zmusić do podjęcia pewnych decyzji życiowych, natomiast nie słuchają i są ślepi na wady i słabości. Krzysiek musi walczyć o swój byt. Mieszka w maleńkim mieszkaniu z rodzicami na Jasnej (podrzędnej lokalizacji), śpi na rozkładanej amerykance. Wspiera mamę w pracy w maglu i w codziennym zmaganiu z nieobliczalnym ojcem, który fazy ciągu alkoholowego przeplata z okresami zamartwiania się i chęci poprawy. 
Jędrek, najstarszy ze wszystkich dusi się w domu, w którym ojciec wymusza na nim aby podejmował decyzje życiowe zgodnie z jego propozycjami.
Darek ma siostrę, która trochę go wykorzystuje, a on zachowuje się jak zakochany wariat.

Pochodzenie Krzyśka jest solą w oku rodziców pozostałej dwójki, którzy najchętniej zakazaliby spotykać się nastolatkom. . Jednakże chłopcy dogadują się świetnie i spędzają ze sobą czas, nie zawsze w pełni legalnie i bezpiecznie.

Autor pokazuje powoli rozwój akcji, czasem w obrębie godzin, dni albo też wielu miesięcy. Pokazuje zmiany w życiu bohaterów, szczególnie Krzyśka, którego codzienność z powodów zmiennych stanów "Tatki" przypomina kolejkę górską. Oddaje z wyjątkową szczegółowością klimat i nastrój tamtych lat. Opisy miejsc są dogłębne, portrety psychologiczne rewelacyjne a sposób prowadzenia akcji nie pozwala oderwać się od książki. Pokazuje bohaterów w sytuacjach trudnych, zmuszających ich podejmowania ciężkich decyzji. Ukazane szczęście nigdy nie jest pełni i zawiera w sobie łyżkę dziegciu.
Obserwujemy dojrzewanie bohaterów i nabywanie przez nich nowych doświadczeń w konfrontacji z przeciwieństwami losu, smutną szarą rzeczywistością Bydgoszczy jak i próbie zrealizowania marzeń.
Oraz dojrzewanie do zbrodni i życie po niej.  
Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, przez co niecierpliwie przewracała kolejne strony.

Dla mnie ta książka była poniekąd wycieczką do czasów końca podstawówki i początków szkoły średniej. Klimat lat 90 oddany jest w sposób mistrzowski.

Zdecydowanie polecam
5/5

sobota, 1 października 2016

Mam na imię Lucy - Elisabeth Strout

Nie znałam autorki, dopóki kolega nie powiedział mi o serialu "Olive Kitteridge" na podstawie jej książki. Serial obejrzałam, książki nie miałam okazji przeczytać, ale od tego samego kolegi słyszałam, że jest świetna.

"Mam na imię Lucy" kupiłam trochę impulsywnie. Była wyprzedaż w jednej z internetowych księgarni, więc skusiłam się na powieść, o której było głośno. Nie czytałam wcześniej szczegółów na temat książki, więc moje zdziwienie było spore gdy dostałam cieniutką (raptem około 200 stron) książeczkę w twardej okładce.

Autorka rozwija historię Lucy kawałek po kawałku. Poznajemy ją gdy leży w szpitalu z dziwnymi powikłaniami w postaci gorączki po wycięciu wyrostka. Jej mąż ze względu na swoją niechęć do szpitali odwiedza ją niezwykle rzadko, tak samo jej córki. Lucy jest sama i nieszczęśliwa. Pewnego dnia budzi się i widzi swoją mamę, siedzącą obok na krześle. To pierwsze od lat spotkanie matki i córki. Rodzicielka spędza z Lucy parę dni, nie odchodząc z jej pokoju i śpiąc na krześle. 
Z ich rozmów poznajemy historię rodziny i sąsiadów. Dowiadujemy się więcej o bohaterce, ale nie wszystkiego. Wiele pozostaje w sferze domysłów i niedomówień. 

Historia którą przedstawia autorka nie jest jednoznaczna, wymaga skupienia i powolnego odkrywania jej kolejnych kawałków, które trzeba wydobyć z retrospekcji i futurospekcji, które mieszają się z teraźniejszością jak w kalejdoskopie. Główną siłą tej powieści nie jest przedstawiona akcja, a emocje i obraz więzy między Lucy, jej matką i innymi bohaterami.

Styl i język Pani Strout są nienaganne. Czyta się bardzo dobrze, smakując kolejne zdania.
Powieść jest bardziej rozbudowanym opowiadaniem, niż klasycznym przykładem gatunku. Momentami przypominała mi utwory Alice Munro.

Warto 3/5

niedziela, 25 września 2016

Beduinki na Instagramie - Aleksandra Chrobak

Zazwyczaj nie czytam takich książek, a już bardzo rzadko kupuję je w wersji papierowej, preferując w tym wypadku ebooki. Tym razem jednak znużona kolejnymi kryminałami i ciężką tematyką miałam ochotę na coś lekkiego. Zauważyłam na stronie wydawnictwa informację o książce, przeczytałam darmowy fragment i kupiłam.

Po odebraniu przesyłki od razu zabrałam się za lekturę, co też rzadko się zdarza. Szybko przeczytałam, dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy, zainspirowana kupiłam sobie perfumy z nutką oudu i odłożyłam na półkę. Pewnie trafi jeszcze do paru znajomych jako luźna lektura na odsapnięcie.

Autorka najpierw pracowała jako stewardesa dla jednej z linii lotniczych krajów Zatoki, a później w jednym z urzędów w Dubaju. Spędziła w ZEA parę lat i poznała kraj od środka, dzięki znajomości z rdzennymi mieszkańcami. Opisuje życie codzienne w Emiratach, które pozornie wydają się tak bardzo europejskie i wyzwolone, a jednak panują w nich jeszcze stare beduińskie zwyczaje.

To przede wszystkim książka o kobietach i ich życiu. Czy to zamkniętych w willach i pałacach, gdzie twarz odsłonić mogą tylko w gronie kobiet, czy tych bardziej wyzwolonych, które ryzykują nawet romanse. Autorka przedstawia w jaki sposób można poznać czyjś numer telefonu i umówić się na potajemną randkę. Przedstawia kraj wielkich kontrastów, gdzie bogactwo styka się z biedotą robotników z Azji.
ZEA to kraj przede wszystkim przyjazny dla własnych obywateli, którzy od Państwa mogą dostać willę, spore wsparcie finansowe, zagwarantowane miejsca pracy ze sporo wyższym wynagrodzeniem niż emigracji, chociaż tak naprawdę nikt od nich tej pracy nie wymaga. Kraj petrodolarów gloryfikujący szejka, który wyprowadził Beduinów z namiotów do wierz ze szkła i stali.

Czyta się dobrze. Momentami wydaje się trochę chaotyczna, ale w ogólnej ocenie w porządku.
Przyjemna lektura na odprężenie.
3/5

czwartek, 22 września 2016

Stephen King - Cmętarz zwieżąt - Podróż sentymentalna

Pierwszy raz czytałam "Cmętarz zwieżąt", który wtedy zwał się "Smętarzem dla zwierzaków" w 1999 roku. Miałam wtedy naście lat i po latach czytania lektur szkolnych, albo lekkich powieści dla młodzieży tamtych czasów (bez wampirów, wilkołaków, miłości po grób i pikantnych scen) w bibliotece sięgnęłam po książkę autora, którego nazwisko obiło mi się o uszy, ale go nie znałam.
Smętarz miał czarną okładkę z czarnym kotem.
Czytałam go leżąc na hamaku wśród pól falującego pod letnim wiatrem, powoli dojrzewającego zboża. Sielankowe otoczenie, idealne na lekturę książki, która powodowała ciarki na całym ciele.
Lektura pierwszego Kinga w moim życiu była przeżyciem tak intensywnym, że pamiętam o niej do dzisiaj, mimo, że wiele późniejszych, często lepszych książek utonęło w odmętach niepamięci.

Po 17 latach zrobiłam sobie podróż sentymentalną do czasów młodości. Odkrywanie zapomnianych pomniejszych zdarzeń, ponowny zachwyt atmosferą jaką tworzy King strona po stronie i opowiadaną historią jest tak samo silny. Pamiętam główny zarys fabuły jeszcze z pierwszej lektury, po drugiej zapamiętam go na pewno na kolejne 17 lat.

Cmętarz to zdecydowanie jedna z najlepszych książek Kinga. Niby spokojna, tocząca się wolno historia, a jednak przerażające przedstawienie zła ukrytego w świecie. Zła, które gdzieś tam jest i steruje subtelnie historią. Wie, w którą stronę uderzyć aby kogoś najmocniej zranić, wie co zrobić aby wyłączyć racjonalny umysł i pozostawić ślepe pragnienia.

Cmętarz zaczyna się sielankowo, i mimo paru makabrycznych zdarzeń w swej sielance trwa. Lekarz przybywa ze swoją rodziną - żoną, córką, synem i kotem Churchem z Chicago do urokliwego Maine, w którym znalazł nową pracę na uniwersytecie i kupił domek. Od razu zaprzyjaźnia się z sąsiadem. Dzieci bawią się na sporej przestrzeni, gdyby tylko nie ta droga po której pędzą ciężarówki. Droga, która niczym nemezis co jakiś czas wspominana jest przez autora.
Mało jest pisarzy, którzy są w stanie przejść w sposób tak płynny od sielanki do czystej makabry, nie pomijając ani jednego fragmentu po drodze i obnażając przed czytelnikiem całą słabość ludzkiej natury.
A taki właśnie jest Cmętarz. Niby horror - do tego naprawdę przerażający, ale przy okazji powieść dobrze ilustrująca zachowania i emocje, również te skrajne.


Zdecydowanie 5/5

PS. Oraz kolejny plus lektury po latach, znalazłam nawiązanie do innej powieści Kinga - Cujo :)

poniedziałek, 5 września 2016

Pandora - M.R. Carey

O "Pandorze" dowiedziałam się przez stronę księgarni wydawnictwa, które wypuściło tą książkę na polski rynek w związku z promocją na parędziesiąt tytułów. Wcześniej nie widziałam żadnych reklam ani zapowiedzi. Taka ciekawa książka, a przemknęła bez echa.

Nie będzie spojlerem, jeśli napiszę, że "Pandora" opowiada o pandemii zombie. Nie przepadam za tym tematem i zazwyczaj go omijam, chociaż zdarzyło mi się zobaczyć parę filmów i parę odcinku nudnego serialu z całkiem żwawymi umarlakami.

W tej książce temat przedstawiony jest z trochę innej strony. Bohaterką jest 10 letnia dziewczynka - Melanie. Ma blond włosy, jasnoniebieskie oczy i uwielbia swoją nauczycielkę, Panią Justineau. Mieszka wraz z 21 innymi dziećmi w podziemnym bunkrze w forcie wojskowym, gdzie każde z nich ma swoją zamkniętą celę. Przez pięć dni w tygodniu żołnierze wchodzą rano do ich cel, przypinają ich do foteli inwalidzkich, krępują ręce, nogi i szyję. Tak przewożą ich do klasy, gdzie różni nauczyciele albo czytają książki, albo uczą ich wszelkich możliwych przedmiotów. Uczą się o Wielkiej Brytanii, gdyż tutaj dzieje się akcja. Jednakże nie jest to kraj jaki znamy, a jego nieliczne ocalałe szczątki, które pozostały po wybuchu pandemii pasożytniczego grzyba. Każdy zaatakowany grzybem szybko zamieniał się w głodnego, łaknącego mięsa i krwi innych, przez co choroba szerzyła się w zastraszającym tempie. Stolicą nie jest Londyn, przypominający w książce opuszczoną pustynię, a Beacon, małe miasteczko na południu kraju otoczone fosą i wysokim murem.
W sobotę dzieci słuchają muzyki.  A w niedzielę trafiają do łaźni, gdzie pryskane są szczypiącymi w oczy chemikaliami i dostają do jedzenia miseczkę larw i pędraków.

Nie mogą komunikować się ze sobą. Nie dostają książek. Nikt ich nie przytula ani nie pociesza. Oprócz Pani Justineau, która się nad nimi lituje i pewnego dnia głaszcze Melanie po głowie, czym naraża się dowodzącemu wojska.

Ludzie żyją w strachu przed głodnymi. Dzieci też mają świadomość, że na zewnątrz czają się potwory. Nie wiedzą jednak, że są one bliżej niżby chciały.

Tytuł "Pandora" nawiązuje do mitu, który przewija się w książce dość często. Do mitycznej bohaterki często porównuje się Melanie, która nie zna innego świata, a jako Pandora chciałaby go uchronić przed zniszczeniem.
Świat przedstawiony to smutne miejsce, które wyzwala w ludziach najgorsze instynkty. Miejsce pełne nieszczęść i braku pewności, czy dożyje się jutra. Mimo 20 lat od wybuchu epidemii nikt nie wynalazł na nią lekarstwa i wydaje się, że będzie coraz gorze, gdyż nikt nic nie produkuje, a sprzęty elektroniczne się zużywają.

Główni bohaterzy to mieszanka różnych charakterów i ról. Jest i sierżant, psycholog, lekarz naukowiec, mała dziewczynka i szeregowy, który przyszedł na świat po wybuchu pandemii i wychował się w izolowanym mieście

Czyta się bardzo dobrze. Zwroty akcji czasami są przewidywalne, a czasami zaskakujące. To skłaniająca do przemyśleń i mądra historia o zombie, która pokazuje ludzi w sytuacjach skrajnych.

Warto. 4/5

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Kate Morton - Dom nad jeziorem

O Kate Morton i jej książkach sporo czytałam na odwiedzanym często forum o książkach. Jej nazwisko przewijało się co parę stron i w większości towarzyszyły mu zachwyty czytelników. Ostatecznie do tego, aby sięgnąć po "Dom nad jeziorem" przekonało mnie jeszcze anglojęzyczne zestawienie najlepszych książek na lato. Bo gdy jest ciepło i przyjemnie nie ma się ochoty na jakieś męczące powieści.

"Dom nad jeziorem" to historia rodziny z wielką tajemnicą w tle. Jedną z głównych postaci jest Alice Edevane, w czasach współczesnych pełna energii 80 latka, uznana autorka kryminałów. Poznajemy ją jednak jako młodą dziewczynę, zakochaną w ogrodniku i myślącą tylko o czekającym ją spotkaniu w trakcie przyjęcia z okazji nocy świętojańskiej. Tej nocy, 1933 roku znika brat Alice - Theo Edevane. Mimo szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej dziecko nie zostaje odnalezione, a rodzina Edevane opuszcza posiadłość i przenosi się do Londynu. Alice przez ponad 60 lat nie wraca do ukochanego domu nad jeziorem, gdyż wini siebie za wydarzenia tamtego wieczoru. To historia, której nie chce poruszyć, gdyż brzemię z nią związane jest za ciężkie, jednakże ze względu na dociekliwość współczesnej Pani detektyw spędzającej urlop w Kornwalii, jest do tego zmuszona. Po prawie 70 latach Alice pozna wielką rodzinną tajemnicę.

Drugą bohaterką jest Sadie Sparrow - detektyw, która z powodu kontaktu z prasą i nadgorliwości w prowadzonym śledztwie porzucenia małej dziewczynki, zmuszona jest do urlopu i wyjazdu z Londynu, aby nie zostać odsuniętą od służby. Przebywając w domu dziadka stara się zagłuszyć własne wyrzuty sumienia i tajemnicę pracując nad sprawą z początków poprzedniego wieku.

Opowiedziana w książce historia obejmuje ponad 100 lat. Pokazuje początek XX wieku, pierwszą i drugą Wojnę Światową oraz współczesność.
Zawiera w sobie sporo tajemnic i pojawiających się w trakcie śledztwa nowych pytań. Kilka razy autorka prowadzi czytelnika na manowce dedukcji naprowadzając go na możliwe rozwiązanie, aby później je zupełnie odwrócić. Historii kryminalnych jest więcej. Nie tylko główne bohaterki mają swoje tajemnice, ale również inne postaci. Są dwa wątki kryminalne związane z zaginionym i porzuconym dzieckiem, które zostają rozwiązane.
Autorka w magiczny sposób opisuje miejsca i lokalizacje, pozwalając czytelnikowi zatopić się w opowieść i wyobrazić piękny dom nad jeziorem, przyjęcie z okazji nocy świętojańskiej jak i współczesne lasy.

Powieść czyta się bardzo dobrze. Przypominała mi "Dom sióstr" Charlotte Link. Wszystko byłoby super, gdyby nie zakończenie, które uważam za najsłabszy element książki. Tak jakby ta ciekawa i intrygująca historia, którą autorka rozwija przez całą książkę, nagle jej się znudziła i postanowiła ją na szybko uciąć.

Chętnie sięgnę po pozostałe książki tej autorki.
3/5

PS. Mam nadzieję, że ktoś zekranizuje tę powieść. Piękny film by był :)

niedziela, 21 sierpnia 2016

Anna Sulińska - Wniebowzięte

Gdy tylko zobaczyłam tą pozycję w zapowiedziach wydawnictwa Czarne wiedziałam, że kupię ją od razu po premierze i też od razu przeczytam. PRL wywołuje we mnie uczucia pewnej nostalgii i tęsknoty za wielkim światem zachodu, tak niedostępnym w latach 80-tych. Samoloty fascynowały mnie wtedy, jako coś niedostępnego dla zwykłego czytelnika, a dziś po prostu lubię latać.

Gdy byłam dzieckiem wyjazdy na zachód i rzeczy, jak również historie stamtąd przywożone były jak powiew dalekiego, kolorowego świata w smutnej i szarej polskiej rzeczywistości. Elitarność lotów samolotem była podkreślona nie tylko trudnością w zdobyciu paszportu i dewiz, ale również serwisem pokładowym, o którym obecnie nawet w liniach Star Alliance można tylko pomarzyć.
Ta książka pozwala poczuć klimat tamtych czasów i podróży.

"Wniebowzięte" to reportaż dobrze i ciekawie napisany. Czyta się go szybko i przyjemnie. Są fragmenty nużące - szczególnie na początku, dotyczące powstania lotu i powolnej reaktywacji po wojnie, oraz przerażające jak tragiczny lot w 1980 roku, gdy około 900 m od Okęcia rozbił się samolot wiozący między innymi Annę Jantar. 

Wniebowzięte to historia kobiet, które dostały możliwość zwiedzenia świata i zobaczenia czegoś, o czym większość rodaków w latach głębokiego PRL mogła tylko pomarzyć. Historia opowiedziana przez same stewardesy, ich znajomych albo poskładana z różnych urywków innych historii.
Stewardesy w PRL traktowany były jak gwiazdy.  Nie tylko dane było im zwiedzać inne kultury, ale też spróbować wykwintnego jedzenia niedostępnego dla zwykłych obywateli. To historia roli stewardesy, egzaminów na to stanowisko jak i historia szkolnictwa w czasach PRL. To też opowieści dziewczyn i pilotów, o niebezpiecznych lotach, szalonych przygodach a także różnego rodzaju akcjach przemytniczych, które pozwalały dorobić do kiepskiej pensji. 

Reportaż przedstawia również rozwój lotnictwa cywilnego w Polsce. Zmiany w zakresie tras, obsługi na pokładzie czy samolotów jakimi się latało. Dowiedziałam się, że jeszcze w latach 80-tych rosyjskie Iły pilotowało 5 osób - dwaj piloci, radiooperator, technik pokładowy oraz nawigator. 
Szczególnie historia awaryjnych i niebezpiecznych Ił-62, z których dwa rozbiły się na początku lat 80-tych napawa współczesnego czytelnika przerażeniem - mimo świadomości słabych stron tych maszyn LOT był zmuszony je kupić i wykorzystywać, gdyż wielki brat ze wschodu nie dawał innych możliwości.
Książka ilustrowana jest fotografiami z tamtych czasów, dzięki którym widzimy jak zmieniały się mundury i wnętrza maszyn.

Zdecydowanie polecam 4/5

piątek, 12 sierpnia 2016

Nora Roberts - Noc na bagnach w Luizjanie


Klimat Luizjany, bagien i Nowego Orleanu to coś co kojarzy mi się pozytywnie. Głównie z filmami i opowieściami o wampirach jak Wywiad z Wampirem, True Blood, ale też bardzo klimatycznym serialem -  Detektyw.


Duszna atmosfera, bagienne wyziewy, bujne nocne życie na moczarach i pozostałości plantacji bawełny. Idealna lokalizacja, aby umieścić w niej opowieść z elementami paranormalnymi. Takiego czegoś spodziewałam się sięgając po "Noc na bagnach Luizjany" Nory Roberts. Współczesnej opowieści o duchach, która wciągnie gdyż pozwoli odkrywać zagadkę krok po kroku.
No i niestety właśnie taka ta książka nie jest...

Zaczyna się z przytupem. Noc na przełomie XIX i XX wieku, w domu na dawnej plantacji budzi się młoda matka i żona dziedzica rodzina aby nakarmić swoją córeczkę. Wie, że nie jest tolerowana przez swoich teściów, gdyż była poprzednio pokojówką, a brat bliźniak jej męża niejednokrotnie ją molestował. Ta noc będzie ostatnią w życiu bohaterki, gdyż zostanie zgwałcona i zamordowana przez szwagra, a cała sprawa zostanie zatuszowana przez mordercę i jego matkę. Wątek kryminalny, który mógłby nadać książce napięcia zostaje wyczerpany już w pierwszym rozdziale.

Później następuje wolta w XXI wiek i starą posiadłość kupuje  prawnik z Bostonu, którego konto nie ma dna, a talenty końca. Jest młody, przystojny, wspaniale zbudowany i inteligentny. Do tego ma wspaniały charakter, jest czarujący, empatyczny, prezenty wybiera zawsze sam, wręcza je zawsze pięknie opakowane po czym okazuje się, że zawsze są trafione. Zdolniacha z niego, gdyż ma świetne poczucie estetyki i dwie złote rączki, a na dodatek jest nieziemskim kochankiem.... Ech za dużo tego. Takiego właśnie autorka tworzy Declana Fitzgeralda. Postać tak idealną, że mogłaby trafić do gabloty w muzeum.

Declan jak się okazuje widzi w swoim nowym domu duchy osób, które związane były z przedstawionym na początku morderstwem. Remontuje sobie ten dom powoli, kupując meble w sklepach z antykami jak kobieta buty, nie boi się trzaskających drzwi, dziwnych zjawisk, a na dodatek zakochuje się w potomkini poprzednich właścicieli domu.
Kobietę zdobywa powoli, ale metodycznie. Jest idealnym partnerem, który po całym wieczorze pomagania jej w barze nie uprawia z nią seksu, tylko zanosi do łóżka i robi masaż stóp. 
Lukier i wymioty tęczą...

Nie lubię zbytniego idealizowania. Nie przeszkadzałoby mi, gdyby historia sama w sobie się obroniła, a niestety tak nie jest. Wątki się rozmywają, pojawia się kilka innych, które wciśnięte są na siłę, gdyż nic nie wnoszą i bez nich akcja potoczyła by się tak samo. Duchy nie mają polotu i straszą, bez bycia strasznymi.

Słabo. Erotyczne romansidło z aspiracjami do prozy z dreszczykiem.
1,5/5

sobota, 6 sierpnia 2016

Nicholas Sparks - Pamiętnik - czyli jak uznałam Greya i Coehlo za arcydzieła

Tak, tytuł tego posta jest całkiem na serio.
Kupiłam "Pamiętnik" Sparksa gdyż estetyczne wydanie ukazało się w serii dostępnej w kioskach. Stwierdziłam, co mi szkodzi. Książka w twardej okładce, do tego z wprawdzie bardzo niskich lotów miesięcznikiem za 7 zł, nie pożałuję. Tym bardziej, że oglądałam kiedyś film i chyba nawet mi się podobał.

Pożałowałam. Zmarnowałam kilka cennych godzin życia, z głupiego powodu jakim jest przekonanie, że książek, a tym bardziej kupionych się nie porzuca.

To grafomania z historią prostą jak budowa cepa w najlepszym wydaniu.
Gdybym nie widziała filmu domyśliłabym się całego rozwoju wątku miłosnego od początku.
Uczucia przedstawione w tej książce są płytkie, postaci bez charakteru a historia nudna.

Nie warto.
Lepiej obejrzeć film.

Naciągane! 1/5

sobota, 23 lipca 2016

Christoph Bausenwein - Joachim Loew - Strateg, Esteta, Mistrz Świata

Dzisiaj trochę nietypowo, bo recenzja biografii sportowej.

Ksiażka Christopha Bausenweina była moją lekturą w trakcie piłkarskiego święta, jakim było w tym roku Euro 2016. Lekturę zakończyłam w dzień zwycięskiego meczu z Włochami, a potem już niestety niedługo cieszyłam się z meczów mojej ulubionej drużyny, gdyż przegrali z Francją.... 

Wychowałam się z piłką nożną. Tata był prezesem klubu ligi okręgowej i zasłużonym działaczem piłkarskim i społecznikiem. Znał wielu znanych polskich piłkarzy, trenerów jak i kierownictwo PZPN. W latach 80-tych i początku 90-tych mecz w niedzielę był równie ważny, a czasem ważniejszy niż msza w kościele. Ważniejszy niż wesele syna, z którego tata wyjechał na godzinę aby wspierać swoich zawodników z trybun.

Od małego jeździłam na mecze z tatą i kibicowałam. Raz braciom i jego drużynie, dwa reprezentacji Niemiec, której tata kibicował od zawsze. I tak mi zostało. Od początku lat 90-tych do teraz. Gdy tylko są mistrzostwa świata lub Europy znajomi wiedzą, że wieczorem nie wyciągną mnie do knajpy w której nie transmitują meczów. Ot nietypowe hobby jak na dziewczynę :)

Krótko przed mistrzostwami zobaczyłam zapowiedź książki o trenerze Niemiec. Wiedziałam, że to mój czytelniczy must have i od razu ją zamówiłam. Książka jest dość spora, większość to tekst chociaż w środku ma wkładkę ze zdjęciami.
To głównie biografia Joachima Löwa, ale przy okazji ciekawa historia drużyny narodowej Niemiec i jej graczy, głównie od roku 2006 ale zahacza również o wcześniejsze, chude lata dla reprezentacji. Autor przedstawia obecnego trenera najpierw jako gracza, potem grającego trenera, śledzi jego drogę przez różne drużyny - głównie drugoligowe w Niemczech i Austrii oraz pierwszoligową w Turcji. 
To opowieść o człowieku, który mimo kilku dotkliwych porażek nie poddał się i dążył do realizacji swoich celów - stworzenia zgranej drużyny, która gra nie tylko skutecznie ale również pięknie. 

Autor oprócz skupienia się na trenerze przedstawia również graczy reprezentacji, pokazuje konflikty jakie miały miejsce. Skupia się na innowacyjnych rozwiązaniach w futbolu, zmianach jakie dokonały się w niemieckiej piłce oraz pokazuje pracę reprezentacji i trenerów od kuchni. Przedstawia to co dzieje się w piłce niemieckiej i europejskiej obecnie. Pozwala czytelnikom na wgląd w taktykę trenerską, oraz przedstawia pracę którą wykonuje się poza boiskiem, nie tylko wśród najlepszych graczy Niemiec, ale też w szkółkach piłkarskich.
Dla kogoś kto interesuje się piłką będzie to fascynująca lektura.

Mi się podobała. 
3/5

sobota, 16 lipca 2016

Tess Gerritsen - Igrając z ogniem

Recenzja na gorąco, bo właśnie zakończyłam lekturę "Igrając z ogniem" Tess Gerritsen.
To nowa książka, nie związana z żadnym cyklem. Elementy medycyny, które czynią książki Pani Tess szczególnie fascynującymi pojawiają się, ale raczej jest ich mało. To powieść o muzyce, historii, miłości, okrucieństwie i szaleństwie.

Akcja toczy się współcześnie oraz przed i w trakcie drugiej wojny światowej.
Amerykańska skrzypaczka, Julia Andsell podczas pobytu w Rzymie kupuje zbiór starych nut pieśni cygańskich, z książki wypada rękopis walca o tytule "Incendio" (ogień). Kobieta zafascynowana walcem gra go po powrocie do Stanów. Jej trzyletnia córka słuchając muzyki zabija kota, a za drugim razem rani skrzypaczkę w nogę. Rozpoczyna się seria mozolnych badań dziecka i coraz bardziej rosnące przerażenie matki, której wydaje się, że jej córeczkę opanowała jakaś zła istota.
Julia chce koniecznie poznać historię kompozytora walca - L.Todesco, w tym celu nawiązuje prywatne śledztwo.

Druga część historii, która toczy się równolegle, ukazuje Lorenzo Todesco, zdolnego weneckiego skrzypka, żydowskiego pochodzenia, którego życie przypadło na trudne czasy. To opowieść o miłości do kobiety i do muzyki, poświęceniu swojej rodzinie jak i wielkiemu okrucieństwu obozów koncentracyjnych.

Autorka zręcznie prowadzi akcję i spaja ze sobą obie historie, które kończy w ciekawy, ale logiczny dla całości sposób.
Książkę czyta się dobrze i bardzo szybko. Nie jest zbyt długa - raptem 352 strony.
Jednakże jako całość wydała mi się lekko infantylna mimo momentami bardzo ciężkiej tematyki, za co obniżam ocenę. 

2/5

Katarzyna Puzyńska - Łaskun

Początkowo planowałam zostawić sobie "Łaskuna" na deser, czyli jako lekturę na jakiś wakacyjny wyjazd. Jednak tak mocno wciągnęłam się w cykl kryminałów wokół lipowskiego posterunku, że gdy tylko "Łaskun" pojawił się w księgarniach od razu trafił do mnie.

Duży plus dla Pani Katarzyny, że mocno miesza w życiu jej bohaterów. Nie mamy historii z cyklu "żyli długo i szczęśliwie", a raczej mocno skomplikowane relacje i zdarzenia. Życie Daniela Podgórskiego mocno się skomplikowało, częściowo jako następstwo zdarzeń opisanych w "Utopcach". W tej części jest to zupełnie inny człowiek niż ten, o którym do tej pory mieliśmy okazję czytać. Niektóre jego działania i kłamstwa doprowadzają do sytuacji, gdy zostaje głównym podejrzanym w sprawie makabrycznego morderstwa na terenie jednej z graniczących z Lipowem wsi.
Daniel ma jeszcze paru przyjaciół, ale również sporo wrogów, którym zależy, aby trafił do więzienia. Rozpoczyna się walka z czasem oraz z coraz bardziej zapętlającą się historią, w której nie brak dziwnych elementów, ślepych zaułków i pozornie niepowiązanych zdarzeń.

Z innymi bohaterami los też nie obszedł się lepiej. Wydarzenia opisane w "Utopcach" mocno skomplikowały również życie związanych z Danielem kobiet, które muszą przełamać pozorną wrogość do siebie, oraz wyzbyć się uprzedzeń do byłego kochanka i przyjaciela.

Jak zawsze czyta się dobrze i szybko. Intryga kryminalna jest ciekawa, chociaż momentami zbyt zamotana.
Z niecierpliwością czekam na kolejną część :)

Polecam 3/5

piątek, 17 czerwca 2016

Katarzyna Puzyńska - Trzydziesta pierwsza | Z jednym wyjątkiem | Utopce

Trudno oderwać mi się od cyklu Pani Katarzyny Puzyńskiej. Przeczytam jeden kryminał i mimo stosu innych książek na półkach i na czytniku, nie mogę się powstrzymać i sięgam po kolejny. Zapewniają mi idealną rozrywkę i wypełnienie czasu.

Odkryłam autorkę niedawno, bo w marcu 2016 - co w sumie dobrze się składa, gdyż na najnowsza powieść - Łaskuna - nie musiałam długo czekać :)
Trzydziesta pierwsza  
To trzecia książka z cyklu. W mojej opinii najlepsza.
Jak i w innych częściach serii, akcja dzieje się w przeszłości i w teraźniejszości. 
W lasku koło Lipowa znajdują się opuszczone budynki po sekcie, która działała tam w latach 60. Fanatyczny przywódca sekty doprowadził wszystkich swoich wyznawców do masowego samobójstwa, a ich zwłoki odkryto w "Nawiedzonym Lasku".
Do Lipowa przybywa doktor socjologii, który pisze pracę na temat sekty. Zamieszkuje w pensjonacie "Wrzosy". Właściciel pensjonatu to wdowiec po policjantce, która zginęła w pożarze w latach 90-tych, w którym ratując koleżankę zginęli również ojcowie dwóch policjantów z Lipowa - Daniela oraz Pawła.
Stare rany odżywają, gdyż z więzienia wychodzi podpalacz, który ma zamieszkać u swojej matki w Lipowie i codziennie odwiedzać policjantów na posterunku.
Kilka dni po jego przyjeździe w płomieniach ginie jego brat...

Autorka świetnie buduje akcje, spaja stare zbrodnie ze współczesnymi. To książka bez komisarz Kopp, w której bohaterowie sami muszą uporać się z uprzedzeniami, traumą i mimo swego nastawienia znaleźć winnego nowych zbrodni.
Zdecydowane 4,5/5


Z jednym wyjątkiem
Co ma wspólnego mistrz szachowy z połowy XIX wieku ze współczesnymi morderstwami? Takie pytanie zadajemy sobie od początku książki, gdyż autorka swoim zwyczajem prowadzi dwie historie - tą zamierzchła i tą współczesną.
We wiosce opok Lipowa kobieta zaniepokojona brakiem kontaktu z sąsiadką wchodzi do jej domu i znajduje ją martwą. Ratowniczka medyczna podejrzewa, że śmierć nastąpiła z użyciem czynników zewnętrznych, a nie przez zawał serca. Zostaje zaalarmowana policja z Brodnicy oraz policjanci z Lipowa.

Okazuje się, że martwa kwiaciarka to pierwsza z tajemniczych ofiar. W miejscu śmierci zawsze znajduje się szachownica i czarne pióro, a na ciele ofiary jest tajemniczy tatuaż oznaczający kolejny ruch szachowy.

Policjanci muszą znaleźć powiązania między kolejnymi ofiarami, ale napotykają na ścianę milczenia i kłamstw.
Akcja poprowadzona jest dobrze, ale jej rozwiązanie wydaje mi się trochę dziwne - zbyt dużo tu teatralności. 
Przeczytać jednak warto: 3/5

Utopce
Piąta książka w cyklu i najdziwniejsza.
W dziwnej, położonej w środku lasu wsi Utopce mieszka była gwiazda filmowa z mężem Tadeuszem prowadzącym badania toksykologiczne i dwojgiem synów - Wojtkiem i Olafem. Znudzona życiem na wsi Gloria chce otrzymać na swoje urodziny altanę, w której mogłaby urządzić przyjęcie dla całej wsi.
W trakcie budowania altany, starszy syn pary Wojtek, wraz z kolegami znajdują kości wyglądające na pochówek wampiryczny. We wsi, która jeszcze mocno wierzy w stare słowiańskie demony, rozpętuje się histeria, dzieląc mała miejscowość na dwie frakcje - popierających aktorkę oraz popierających jej sąsiadkę, Czesławę, która nawołuje do pochowania wampira i straszy jego klątwą.

Po kilku dniach od wydarzenia w tajemniczych okolicznościach znikają Wojtek i Tadeusz, a w altanie zostają znalezione pocięte i pokrwawione ubrania tej dwójki, ułożone w kosteczkę oraz dziwne ślady, wyglądające jak kły wampira.
Współcześnie - okazuje się, że ta niewyjaśniona zbrodnia zostaje przedmiotem nieformalnego śledztwa, zleconego przez komendanta - Olafa wybranym policjantom z Lipowa i Klementynie.
Prowadzenie badań i przesłuchań po 30 latach od wydarzeń jest niezwykle trudne. Do tego wiele spraw prywatnych ma wpływ na decyzje i postępowanie policjantów.

Sama akcja momentami jest wyjątkowo dziwna. Ta książka wydaje się najmniej dopracowana ze wszystkich, zarówno pod kątem akcji jak i warsztatowo.

2/5

środa, 1 czerwca 2016

Góra Tajget - Anna Dziewitt Meller

Dopóki nie ruszyła w mediach machina promująca "Górę Tajget" byłam zupełnie obojętna na tą książkę, gdyż wydawało mi się, że to kolejna relacja z podróży. Co oczywiście było założeniem błędnym.

"Góra Tajget" to książka opowiadająca o zabiciu 200 dzieci przez nazistowskich lekarzy w szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu w czasie drugiej wojny światowej. Eksterminacja odbywała się czasami za cichym przyzwoleniem rodziców, którzy oddawali krnąbrne latorośle do szpitala psychiatrycznego kładąc ich dziecięce rozwydrzenie na karb choroby psychicznej. Ale "Góra Tajget" to również książka o dramacie wojny, wybielaniu własnego sumienia, ludzkim okrucieństwie oraz strachu o najbliższych. Porusza w czytelniku emocje, które dla naszego psychicznego komfortu są głęboko ukryte.

Powieść składa się z łączących się z sobą pewnymi szczegółami i zdarzeniami historii. Jest historia współczesna - farmaceuty prowadzącego swoją aptekę w szpitalu, który po narodzinach córki doświadcza głębokiego strachu o swoje dziecko, a odkrywając pewnego dnia prawdę o swoim miejscu pracy ma problemy z zasypianiem i normalnych funkcjonowaniem w ciągu dnia. Jest opowieść o jego żonie i jej ciotce, która została wywieziona do Niemiec w czasie wojny, gdzie miała swój prywatny raj a po powrocie do Polski i w konfrontacji z rosyjskimi żołnierzami trafiła do samego piekła. Jest historia dziecka, które trafiło do szpitala w czasie wojny, ale przeżyło. Wreszcie jest historia lekarki, uznanej profesor psychologii, która po wojnie została "wybielona" oraz zbeletryzowana historia z życia małego Adolfa Hitlera, którego przed utonięciem uratował późniejszy biskup Passawy.

Tytułowa "Góra Tajget" to nawiązanie do fragmentów Herodota, który opisywał Spartan zrzucających uznane za ułomne noworodki i dzieci w przepaść. Tytuł doskonale wpisujący się w opowiedzianą historię.

Autorka ma dobry styl. Mimo mieszania realizmu z elementami magicznymi nie ma w książce patosu ani przejaskrawienia. Jest odpowiednio wyważona i intensywna. Czytając musiałam robić sobie pauzy, aby poukładać myśli.

Polecam 4/5