niedziela, 14 lutego 2016

Białystok - Marcin Kącki


Nie byłam nigdy w Białymstoku. Moja jedyna wizyta na Podlasiu to jeden dzień w Łomży, gdy nie ruszyłam się po za jedną ulicę i przejazd przez obrzeża.

Czytając książkę, zdałam sobie sprawę jakim jestem ignorantem jeśli chodzi o geografię Polski. Do lektury wydawało mi się, że Jedwabne jest obok Lublina...

Po przeczytaniu reportażu Marcina Kąckiego na pewno moja wiedza na temat Białegostoku i regionu Podlasia znacznie wzrosła, natomiast chęć odwiedzenia raczej osłabła.

Autor przedstawia miasto z różnych perspektyw. Zaczyna od historii Żydów i ich dziejów przed Drugą Wojną Światową, opisuje Holokaust, pogromy dokonane przez Polaków i próby rekonstrukcji własnej historii ocalałych. Z książki dowiedziałam się, że z Białegostoku pochodził między innymi Ludwik Zamenhof, natomiast nie jest to fakt, który specjalnie cieszy współczesnych mieszkańców. Autor ukazuje miasto, które nie chce znać własnej historii i woli na nią przymknąć oczy.

Inny poruszony temat to Żołnierze Wyklęci, głównie brygada "Burego" oraz historia dokonywanych przez nich mordów na ludności prawosławnej. Przy okazji przedstawia również zupełnie skrajne spojrzenie na ten temat różnych ludzi w mieście, tworzących zwalczające się nawzajem ugrupowania.

Duża część książki poświęcona jest tematowi neonazistów oraz kiboli w Białymstoku, a szczególnie ich wykroczeń o charakterze antysemickim lub rasistowskim.

Jako przeciwwagę Pan Marcin Kącki pokazuje również środowiska homoseksualne, a także ruchy lewicowe, które jak wynika z książki, nie mają w tym miejscu łatwo. 
Przedstawienie niszowych teatrów i ruchów kulturalnych zestawia z masową popularnością disco polo oraz historią ludzi, którzy zrobili z tego nurtu prężny biznes.

Religijne pseudo cuda i dewotyzm w czystej jego postaci bez miłości bliźniego i szacunku do osób wyznających inne poglądy zestawia z kliniką In vitro, gdzie prawdziwe "cuda" dzieją się codziennie. (Pierwsze zapłodnienie In-vitro w Polsce to dzieło białostockich lekarzy - o tym też nie miałam pojęcia).

Wydaje mi się, że osobiste sympatie autora trochę wpłynęły na obraz miasta, jakie chce przedstawić. Czytając czuje się pewnego rodzaju pogardę w stosunku do prawicowego, nietolerancyjnego, skrajnie dewotyczno-katolickiego, patriotycznego i hołdującego niskiej kulturze miasta i jego przeciwstawieniu słabym ruchom lewicowym i idących za nim niszowym przedstawieniom kultury wysokiej, medycyny z prawdziwego zdarzenia, tolerancji, próbach multi-kulti i miłości bliźniego.
Cenniejszy byłby obraz miasta przedstawionego z boku, bez ukazania własnych emocji - bo i po co? Z takim samym "tonem" w stosunku do ruchów prawicowych i lewicowych.
Co nie zmienia faktu, że warto tą książkę przeczytać, aby wzbogacić własną wiedzę na temat Polski i jej regionów.

3/5

poniedziałek, 8 lutego 2016

Sztuka Zagrabiona, Uprowadzenie Madonny - Włodzimierz Kalicki, Monika Kuhnke


To jedna z książek, które chciałam przeczytać gdy pierwszy raz miałam okazję o nich usłyszeć. Książka o odzyskiwaniu przez Polskę dzieł sztuki zrabowanych w czasie drugiej wojny światowej. 


Obok historii obrazów, rzeźb i książek, które z sukcesem zostały odzyskane przez Państwo Polskie, chociaż nierzadko z dużymi problemami, jest też przedstawienie kilku bezcennych skarbów kultury, które połknął wiek XX. Jednym z nich jest tytułowa Madonna - tzw. Piękna Madonna z Torunia, która z małym wypadkiem, ale prawie nienaruszona przetrwała aż do wojny, aby zaginąć w czasie wywozu jej na zachód przez hitlerowskiego okupanta.

Oprócz Madonny, autorzy opisują również daremne poszukiwania "Młodzieńca" Rafaela, skradzionego ze zbioru rodziny Czartoryskich z Krakowa. Ślad po tym bezcennym na skalę światową obrazie ginie wraz z ucieczką Hansa Franka z Krakowa, do którego zbliżała się Armia Czerwona.

To nie jedyne dzieła sztuki, które nie powróciły do Polski. Wśród innych są portrety członków rodziny Chopina, które występowały w NRDowskich filmach, albo klasztorna średniowieczna kołatka.

Historie dzieł zagrabionych i nieodzyskanych znajdują się na końcu książki. Początek to historia sukcesów i odzyskania bezcennych płócien jak chociażby "Pomarańczarki" Gierymskiego czy innych dzieł. To też historie ukrywania i ocalenia innych dzieł przed zrabowaniem, bądź zniszczeniem - jak Bitwy Grunwaldzkiej Matejki.

Autorzy oprócz historii odzyskiwania, przytaczają skróconą biografię twórcy, dzieje obrazu od jego zakupu po drugą wojnę światową, losy w trakcie wojny i historie rodziny albo ludzi związanych z danym dziełem.
Drobiazgowość i dokładność opisów, oraz sporo dygresji wymagają skupienia się nad tekstem. To książka, którą momentami czyta się jak powieść sensacyjną, ale w większości jak wykładnię historii sztuki, polskiej arystokracji i drugiej wojny światowej.
Tematyka jest niezwykle ciekawa, styl wciągający a ilość faktów i szczegółów oszałamiająca.
Trzeba się jednakże mocno skupić, aby nie zatracić się w kolejnych nazwiskach, miejscach, datach i pojęciach z zakresu kultury.

Warto.
3/5

Richard Flanagan - Ścieżki Północy

O książce dowiedziałam się z portalu "Lubimy czytać" z artykułu o najciekawszych zapowiedziach literackich jesieni. Kupiłam w ciemno. Później "Ścieżki północy" zostały wybrane książką roku programu trzeciego Polskiego Radia. Stwierdziłam, że będzie to idealne zwieńczenie 2015 i początek nowego roku.

Zaczęłam czytać ją po świętach. Skończyłam pod koniec stycznia. Wydaje mi się, że czytałam ją za długo, przez co rozmyła mi się akcja i nie mogłam "wejść" w skórę bohaterów.
Nie porwała mnie. Nie sprawiała, że niecierpliwie czekałam aby poznać dalsze losy bohaterów. Przyznaję, trudna sytuacja w moim życiu sprawiła, że czytałam część książki nieuważnie, przewracając strony.

Wiem, że kiedyś do niej wrócę i poświęcę jej całą uwagę.

Ogólnie podobała mi się, ale nie czułam, że trzymam w rękach arcydzieło. Wielkie emocje i zdarzenia mało do mnie przemawiały. Cytaty, skądinąd całkiem ciekawe, przez ich nadmiar nie wyryły mi się w pamięci. Wielkie uczucie i wielka tragedia, tak naprawdę sprawiły wrażenie całkiem zwyczajnej.

Bohaterowie drugoplanowi w mojej opinii sprawili lepsze wrażenie i ich losy mocniej do mnie przemówiły niż Dorrigo i Amy.
To książka o wielu wątkach - gdzie najważniejszy jest wątek miłości oraz bohaterstwa, trzymania się swoich zasad w obliczu zniszczenia.
Obok historii wielkiego uczucia, oraz wielu małych romansów jest wątek wojenny - gdy gnębieni przez Japończyków australijscy jeńcy wojenni walczą z chorobami, dżunglą, zmęczeniem i samym sobą o przetrwanie. Autor ukazuje siłę ludzi i wierność ich ideałom i danemu kiedyś przyrzeczeniu. Pokazuje wrażliwość na sztukę w czasach zepsucia i zagłady.

Nie czuję, że mogę napisać coś więcej. Nie poświęciłam tej pozycji uwagi, która jej się należała więc nie chcę psuć odbioru innym.

Warto przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie.
Ja do niej wrócę, w innych czasach.
3/5

Stulecie - Ken Follet

Kena Folleta znam przede wszystkim z monumentalnych Filarów Ziemi, które śniły mi się w nocy powodując lunatyczne przebudzenia i wyjaśnia...