niedziela, 30 sierpnia 2026

Sylvia Plath - własnymi i cudzymi oczami

 Czy należycie do fanów Sylvii Plath? 

Ja niespecjalnie. Owszem mając dwadzieścia parę lat czytałam "Szklany klosz", ale na tym się skończyło. Kupiłam też lata temu pamiętniki Sylvii z okresu gdy mieszkała w Nowym Jorku, ale od tamtego czasu kurzą się  nieprzeczytane na półce.

W tym roku wróciłam do Plath - zachęcona blubrami na temat jej biografii "Kochając Sylvię Plath" autorstwa Emily Van Duyne i idąc za ciosem przyniosłam z biblioteki również najnowsze wydanie "Szklanego Klosza".

Zaczęłam od książki Pani Van Duyne. Na początku mamy bardzo nudny wstęp. Potem najciekawszy fragment książki - czyli biografia Sylvii Plath oraz część biografii jej męża Teda Hughesa oraz jego kochanki Asii Wevill. Dowiedziałam się szczegółów z życia Plath oraz Hughesa o których nie miałam pojęcia. Ta część książki była dla mnie szczególnie cenna pod kątem późniejszej lektury "Szklanego Klosza".

I to niestety tyle dobrego co mogę powiedzieć o biograficznej pozycji Pani Van Duyne. Następne rozdziały to analiza wierszy i Sylvii i Teda (nigdy nie czytałam) w formie co autor mógł mieć na myśli wg. części badaczy. Potem opinie badaczy i na koniec typowo amerykańskie podejście - czyli wciśnijmy subiektywną historię przemocy domowej z życia autorki, no bo przecież idealnie zagra w biografii Plath fragment autobiografii autorki...

Ta książka, to zdecydowanie rozczarowanie. Oczekiwałam konkretnej biografii zajmującej całą książkę, a dostałam tylko jej skróconą wersję okraszoną analizą wierszy i subiektywnych odczuć autorki.

Sięgając potem po "Szklany klosz" miałam obawy, czy znowu nie wpakuję się na podobną minę. Na szczęście były one bezpodstawne. Klosz to przerażający obraz depresji, załamania i choroby psychicznej wraz z próbami samobójczymi. Historia, w której obecnie może odnaleźć się sporo osób. Nic nie straciła ze swojej ostrości przez te wszystkie lata.

Napisana doskonałym językiem wciągająca oraz bolesna. Plath po części opowiada o swoich przeżyciach, wplatając wątki autobiograficzne w fikcję.

Doskonała, ale trudna lektura. Przeczytałam ją w 3 dni.


Jeśli chcecie poznać Sylvię Plath, lepiej zrobić to patrząc jej własnymi oczami niż wzrokiem biografa.

https://cdn.britannica.com/67/19067-050-843F2405/Sylvia-Plath.jpg?w=400&h=300&c=crop




    

wtorek, 14 grudnia 2021

Zejdźmy pod ziemię


Wiliam Hunt - Podziemie

Nie planowałam lektury tej książki, wpadła mi w oko przy przeglądaniu jednej z internetowych abonamentowych wypożyczalni książek i stwierdziłam, a spróbuję. Próba skończyła się na przeczytaniu całej książki i chętnym polecaniu jej dalej.

Książka nie jest nadęta, nie jest naukowa ani specjalnie reportażowa. Autor opisuje swoje pasje i wrażenia ze zwiedzania podziemi, a w te opowiadania wplata ciekawostki z mitologii i historii. Katakumby w Paryżu, to nie tylko ossuaria po cmentarzu niewiniątek, ale też bardzo "hot" miejsca w końcówce XIX wieku, a wszystko za sprawą Nasera - fotografa i twórcy lampy błyskowej, który w tych miejscach tworzył kultowe w tamtym czasie fotografie. Nie wiedziałam tego, a autor nie tylko opisuje co Naser fotografował, ale też kopie jego ujęć zamieszcza w książce.

Pod ziemią z autorem zwiedzamy Nowy Jork, Paryż, Turcję, Meksyk, Jaskinie w USA, kopalnie na całym świecie i nie tylko.

Napisane przyjemnym językiem ze sporą liczbą fajnie podanych informacji. 

Zdecydowanie polecam 4/5

niedziela, 7 listopada 2021

War never ends


 Nie lubię ani wojennych filmów, ani wojennej literatury. Wszelkie filmy o bohaterskich żołnierzach mnie nudzą. Tak samo, oprócz książek historycznych, unikam literatury na temat wojny. Dosyć tych tematów musiałam przerobić w szkole i na studiach, aby z własnej woli do nich wracać.

Tak się jednak stało, że trafiły mi się dwie wojenne książki na raz. Jedna przedstawiająca bardzo współczesny konflikt na Ukrainie a druga na temat pierwszej wojny światowej, jednakże w zupełnie nietypowym przedstawieniu.

O obecnym konflikcie na Ukrainie opowiada Internat Sierhii Żadana - jedna z książek roku 2019 wg. Książki Magazyn do Czytania. Głównym bohaterem jest Pasza - nauczyciel języka, który zostaje wyrwany ze swojej strefy komfortu i braku zaangażowania czy też zdeklarowania, gdyż musi udać się do pobliskiego miasta po siostrzeńca, który został w tytułowym internacie, a cała droga w to miejsce zmusza go do podejmowania decyzji i wyborów, których do tej pory unikał.

Pasza nie interesuje się sytuacją polityczną i nie ogląda telewizji, przez to nie ma świadomości jak bardzo nasilił się konflikt i walki, które stoją już na granicy jego małego świata. To typ osoby, która nie chce podjąć decyzji i nie potrafi się zaangażować. Nie wie po której stronie się opowiada, nie widzi celu w swojej pracy, jest bierny i wycofany. Trafia jednak w samo serce konfliktu. W strefie działań wojennych i dusznej atmosferze atakowanego miasta, musi zmienić swoje postępowanie, inaczej nie uratuje siostrzeńca.

Autor świetnie przedstawił koszmar wojny, która nagle wżera się w spokojną egzystencję ludzi i wywraca ją do góry nogami. Pokazuje straszny świat, w którym nie ma bezpieczeństwa, a część ludności czeka biernie na to co przyniesie los. Ci co ryzykują wygrywają, albo tracą życie. 

Najstraszniejsze w tej książce jest to, że widzimy koszmar wojny w sąsiedztwie i obecnie. Książkę oceniam dobrze, chociaż przyznaję, że lektura mi się dłużyła.

Druga pozycja to Bratnia Dusza Davida Diopa. Niedawna premiera na polskim rynku wydawniczym, a przy okazji zwycięzca International Booker Prize 2021.


Diop w swojej książce opisuje Pierwszą Wojnę Światową (o tym czasie kojarzę jedynie "Na zachodzie bez zmian" Remarque). Głównym bohaterem jest Senegalczyk, Alfa Ndiaye, który nigdy wcześniej nie opuszczał rodzinnej wioski, ale za namową przyjaciela zgłasza się do francuskiej Armii. Ten przyjaciel - Medemba Diop i jego śmierć w męczarniach, nada tonu całej powieści.

Alfa Ndiaye jest w obcym dla siebie miejscu, targany wyrzutami sumienia i wolą zemsty wprowadza w koszmar wojny jeszcze straszniejszy rytuał. Jego działania prowadzą do powstania plotek, że jest pożeraczem dusz.

Książka cieniutka bo tylko 138 stron, ale rzucająca zupełnie inne światło na ten konflikt zbrojny. Dla kogoś przyzwyczajonego do europejskiego przedstawienia wojny, jak ja, wywarła ona spore wrażenie, gdyż konflikt przedstawiony jest w inny sposób. Obserwacja przez kogoś z innej kultury, wyrosłego na odrębnym zestawie norm jeszcze bardziej ukazuje czytelnikowi okrucieństwo wojny.

Mimo, że końcówka lekko mnie rozczarowała, dla pierwszych około stu stron zdecydowanie warto.


Dwie książki o dwóch konfliktach, jednym sprzed stu lat, a drugim współczesnym. Minęło tyle czasu, zmieniła się technologia, wydawałoby by się, że nie powinno już być wojen w Europie, a jednak... Pewne rzeczy się nigdy nie zmieniają. 

czwartek, 5 sierpnia 2021

Radek Rak - Baśń o wężowym sercu, albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli

Przyznaję, że o autorze usłyszałam pierwszy raz gdy przeczytałam zestawienie najlepszych książek 2019 roku wg. Magazynu Książki. Wtedy ta pozycja trafiła na moją listę "to read". Następnie Radek Rak otrzymał nagrodę Nike i już wiedziałam, że ciekawość nie pozwoli mi przejść obojętnie obok tej pozycji.

Baśń o wężowym sercu to zbeletryzowana opowieść o Jakóbie Szeli i wywołanym przez niego powstaniu chłopskim w ujęciu baśniowo-fantastycznym. Rzecz czyta się jak gawędę, przypomina słowiańskie bajki Śpiewającej Lipki, które mama czytała mi w dzieciństwie, mimo tego, że nasycona jest przemocą, bólem i niesprawiedliwością.

Kanonicznie idealnie wpisała się w zeszłoroczny trend literatury "pańszczyźnianej" i degloryfikującej artystokratyczne dzieje Polski. Treściowo balansuje między historyczną prawdą, ale przechyla się w stronę fikcji. Autor umiejętnie żongluje gatunkami, bawi się nawiązaniami do kultury ludowej, historii a nawet pop kultury (Władca Pierścieni). Robi to jednak w taki sposób, że trudno oderwać się od lektury.

Książka podzielona jest na dwie części. Czytałam opinie, że pierwsza część jest super, a druga psuje cały klimat. Ja mam inne zdanie na ten temat. Uważam, że to co zrobił autor w drugiej części sprawiło, że książka nie jest płaska i mdła, a ma też pewien pazur.

Nie chcę zdradzać szczegółów treści, aby nie spojlerować. Ja byłam zachwycona. Czytałam wersję papierową gdy tylko mogłam - również w czasie mycia zębów, w końcu to dodatkowe trzy minuty ;). To dla
mnie jedna z tych nieodkładalnych książek, której daję najwyższą ocenę 5/5

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Dominika Słowik - Zimowla


Wraz z moimi przyjaciółmi ze studiów stworzyliśmy jakieś dwa lata temu grupę na Whatsapp na łamach której codziennie prowadzimy dyskusje o wszystkim. Jako, że cała nasza trójka to zapaleni czytelnicy, często polecamy sobie różne książki. Gorzej, że każdy lubi coś innego, co nie zmienia faktu, że czasem podoba nam się ta sama książka, tylko każdy odnajduje w niej coś innego.
Zimowla - Dominiki Słowik trafiła na moją listę "do przeczytania" zanim została mi polecona w dyskusji, jednak kolejne polecenie wywindowało ją na szczyt listy.

Początek jest dziwny, musiałam dopytać czy to jest książka oparta o jakąś ramę akcji, czy składa się z różnych historii. Bez spojlerów - tak jest kilka wątków przewodnich, ale jest też bardzo wiele dygresji, które nadają książce charakteru.  Te własnie historie i długie opisy mi przywodzą na myśl "Sto lat samotności" Marqueza, opisy Cukrówki i jej mieszkańców są dla mnie odpowiednikiem polskiego Macondo. Moi znajomi z kolei znaleźli w powieści ślady Pana Samochodzika (nie czytałam, więc trudno mi określić).

Skupmy się zatem na moich odczuciach. I tak jak powieść Kolumbijczyka była historią rodziny i miasteczka, tak Zimowla przedstawia historię małego miasteczka Cukrówka i jej mieszkańców, głównie skupionych wokół głównej bohaterki.
Pojawiają się wątki kryminalne oraz nadprzyrodzone, natomiast nie one sprawiają, że chce się przewracać kolejne strony.
Książka jest napisana dobrze, pięknym stylem kojarzącym się z realizmem magicznym. Akcja toczy się wokół pewnych wątków z zacięciem kryminalnym, ale pojawia się wiele dygresji, często wiodących treść w zupełnie inne rewiry.

To co najciekawsze to sami bohaterowie, szczególnie ojciec i babka głównej bohaterki.
Autorka przez całą książkę podrzuca nam kawałki intrygi oraz historii mniej lub bardziej z nią związanych, prezentując na koniec zgrabne wyjaśnienie całości.

Nie nazwałabym jednak książki polskim "Twin Peaks" - z taką opinią też się spotkałam.

Na pewno jest to ciekawy przykład polskiej prozy współczesnej, warto przeczytać dla przyjemnego stylu i barwnych wątków pobocznych i historii.

Ogólna ocena 3/5

wtorek, 7 lipca 2020

Wzgórze Psów - Jakub Żulczyk

Mam problem z tą książką - zachwyca i nie zachwyca równocześnie. Żulczyka jako autora bardzo lubię. "Ślepnąć od świateł" to jedna z moich ulubionych książek (brawurowo zekranizowana - zdecydowanie warto obejrzeć serial). "Wzgórze Psów" to Żulczyk w czystej formie, wulgarny, nie bojący się trudnych tematów, dobry obserwator otaczającego świata i serwujący go czytelnikom w lekko przesadzonej formie.

Sama historia jest ciekawa - małżeństwo dziennikarki Justyny i pisarza Mikołaja zmuszone jest do opuszczenia Warszawy ze względu na utratę pracy. Mieszkanie wynajmują Portugalczykom, aby spłacać tak kredyt, a sami udają się do rodzinnego miasta Mikołaja - Zyborka - aby zamieszkać wraz z jego ojcem i jego nową rodziną.
Mikołaj opuścił Zybork straumatyzowany po zabójstwie jego pierwszej dziewczyny i popełnił książkę na temat miasteczka. Powieść stała się bestsellerem, windując jej autora na wyżyny sławy i względnego bogactwa, z których spadł bardzo nisko.
W miasteczku para zastaje konflikt między ojcem bohatera a Panią burmistrz, oraz tajemnicze zaginięcie kilkorga mieszkańców miasteczka.

Autor powoli odkrywa historię bohaterów, pokazuje momenty które wpłynęły na ich życie i późniejsze wybory, jak i przedstawia codzienność miasteczka oraz toczący się konflikt. Prowincja w tej powieści, to nie spokojna i sielska okolica, ale miasto rozrywane przez konflikty, z lokalną grupą przestępczą, niechlubną historią oraz wyzyskiem słabszych i biednych.

Czyta się dobrze, ale długo. To mój rekord, gdyż czytałam "Wzgórze Psów" od grudnia do lipca. Bieżące sprawy nie pozwalały mi na poświęcenie wydaniu papierowemu tyle czasu ile bym chciała, oraz sam format w tym momencie miał swój minus - kindle z podświetleniem jest wygodniejszy do czytania w łóżku.
Książka momentami była bardzo dobra, ale też zawiera fragmenty nużące i nudne. W mojej opinii gdyby odchudzić ją przynajmniej o 1/4 zyskałaby sporo dynamizmu. Możliwe jednak, że wtedy zanikłby klimat  "patologii," który nadaje jej swoisty urok. 

Finalnie oceniam książkę na 3/5.
Chciałabym aby sfilmowała ją ekipa stojąca za ślepnąć od świateł. 

czwartek, 5 września 2019

Opiekunka - Sheryl Browne

Dziś spojler na wstępie - to wpis o największym czytelniczym rozczarowaniu w tym roku.

Oprócz czytania książek w papierze i na czytniku, sporo również słucham. Ze względu na to, że słucham najczęściej prowadząc samochód, wybieram książki, które są lekkie i nie wymagają ode mnie przesadnego skupienia na treści. 
Jednym z takich wyborów była Opiekunka - Sheryl Browne. Lubię kryminały, więc nastawiłam się na miłe godziny słuchania w aucie.
Odpaliłam książkę i pojawił się pierwszy zgrzyt - fatalna lektorka, która czyta książkę jakby rąbała drewno. Zero emocji, zero zaangażowania w historię, brak rozróżnienia poszczególnych postaci, chociażby przez zmianę intonacji. Przesłuchałam około 4 godziny (dwa razy do pracy i z powrotem) i stwierdziłam, że dość, bo nie mam pojęcia co się w książce dzieje, gdyż nie rozróżniam kto prowadzi dialogi.

Sama historia mnie nie porwała, ale złożyłam to właśnie na karb słabego czytania. Stwiedziłam, że skoro książkę tak zachwalają, sięgnę w takim razie po e-booka. Zaczęłam czytać i moje odczucia pozostały takie same jak przy słuchaniu. 
Książka jest wyjątkowo drętwa. Historia jest tak wsteczna, że można się od razu domyślić co się stanie, bohaterowie są antypatyczni.

SPOJLER ALERT!

Na początku książki policjant Mark przekracza swoje kompetencje i przytula małą dziewczynkę, której rodzina zginęła w pożarze. W następnym rozdziale, ten sam Mark starszy o jakieś 12 lat pociesza inną dziewczynę, której spalił się dom. Ta inna ma oczy w innym kolorze niż mała dziewczynka - co autorka dwa razy podkreśla. I co? Wiadomo - zaprawiony czytelnik kryminałów już wie, że to jedna i ta sama osoba. I kolejne zaskoczenie - żona Marka przyjmuje obcą dziewczynę pod swój dach i powierza jej opiekę nad noworodkiem i starszą córką, bo "opiekunka" podobno miała kurs opieki w collegu. Po co sprawdzać referencje. Bierzmy z łapanki.
Im dalej w treść tym gorzej. Mark i jego żona motają się jak dwoje dzieci we mgle i pod dyktando wszechwładnej opiekunki coraz bardziej rozpieprzają własny związek. Opiekunka tymczasem ma problemy psychiczne i maniakalny pociąg do Marka, w związku z czym mota nie tylko w domu, ale też w śledztwie, które tamten prowadzi.
Oczywiście finalnie okazuje się, że ktoś się domyśla, że coś jest nie tak i dzielny Mark ratuje swoją rodzinę z płonącego domu. I wszystko ma happy End.


KONIEC SPOJLER ALERT.

Nie lubię porzucać książek, nawet wyjątkowo złych. Zawsze daję pierwszą, drugą, dziesiątą szansę, gdyż ktoś to napisał, wydał więc czemu miałoby być złe.
Ale Opiekunka jest wyjątkowo złą książką. Brak jej jakiejkolwiek pozytywnej cechy. Na dodatek jest na siłę promowana w social mediach, gdzie ma tak dobre opinie, że podejrzewam, że część komentarzy jest zwyczajnie kupiona.

Nie czytajcie tego i omijajcie z daleka.
Jest tyle dobrych książek, nie warto tracić czasu na tego GNIOTA!

Sylvia Plath - własnymi i cudzymi oczami

 Czy należycie do fanów Sylvii Plath?  Ja niespecjalnie. Owszem mając dwadzieścia parę lat czytałam "Szklany klosz", ale na tym si...