poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Dominika Słowik - Zimowla


Wraz z moimi przyjaciółmi ze studiów stworzyliśmy jakieś dwa lata temu grupę na Whatsapp na łamach której codziennie prowadzimy dyskusje o wszystkim. Jako, że cała nasza trójka to zapaleni czytelnicy, często polecamy sobie różne książki. Gorzej, że każdy lubi coś innego, co nie zmienia faktu, że czasem podoba nam się ta sama książka, tylko każdy odnajduje w niej coś innego.
Zimowla - Dominiki Słowik trafiła na moją listę "do przeczytania" zanim została mi polecona w dyskusji, jednak kolejne polecenie wywindowało ją na szczyt listy.

Początek jest dziwny, musiałam dopytać czy to jest książka oparta o jakąś ramę akcji, czy składa się z różnych historii. Bez spojlerów - tak jest kilka wątków przewodnich, ale jest też bardzo wiele dygresji, które nadają książce charakteru.  Te własnie historie i długie opisy mi przywodzą na myśl "Sto lat samotności" Marqueza, opisy Cukrówki i jej mieszkańców są dla mnie odpowiednikiem polskiego Macondo. Moi znajomi z kolei znaleźli w powieści ślady Pana Samochodzika (nie czytałam, więc trudno mi określić).

Skupmy się zatem na moich odczuciach. I tak jak powieść Kolumbijczyka była historią rodziny i miasteczka, tak Zimowla przedstawia historię małego miasteczka Cukrówka i jej mieszkańców, głównie skupionych wokół głównej bohaterki.
Pojawiają się wątki kryminalne oraz nadprzyrodzone, natomiast nie one sprawiają, że chce się przewracać kolejne strony.
Książka jest napisana dobrze, pięknym stylem kojarzącym się z realizmem magicznym. Akcja toczy się wokół pewnych wątków z zacięciem kryminalnym, ale pojawia się wiele dygresji, często wiodących treść w zupełnie inne rewiry.

To co najciekawsze to sami bohaterowie, szczególnie ojciec i babka głównej bohaterki.
Autorka przez całą książkę podrzuca nam kawałki intrygi oraz historii mniej lub bardziej z nią związanych, prezentując na koniec zgrabne wyjaśnienie całości.

Nie nazwałabym jednak książki polskim "Twin Peaks" - z taką opinią też się spotkałam.

Na pewno jest to ciekawy przykład polskiej prozy współczesnej, warto przeczytać dla przyjemnego stylu i barwnych wątków pobocznych i historii.

Ogólna ocena 3/5

wtorek, 7 lipca 2020

Wzgórze Psów - Jakub Żulczyk

Mam problem z tą książką - zachwyca i nie zachwyca równocześnie. Żulczyka jako autora bardzo lubię. "Ślepnąć od świateł" to jedna z moich ulubionych książek (brawurowo zekranizowana - zdecydowanie warto obejrzeć serial). "Wzgórze Psów" to Żulczyk w czystej formie, wulgarny, nie bojący się trudnych tematów, dobry obserwator otaczającego świata i serwujący go czytelnikom w lekko przesadzonej formie.

Sama historia jest ciekawa - małżeństwo dziennikarki Justyny i pisarza Mikołaja zmuszone jest do opuszczenia Warszawy ze względu na utratę pracy. Mieszkanie wynajmują Portugalczykom, aby spłacać tak kredyt, a sami udają się do rodzinnego miasta Mikołaja - Zyborka - aby zamieszkać wraz z jego ojcem i jego nową rodziną.
Mikołaj opuścił Zybork straumatyzowany po zabójstwie jego pierwszej dziewczyny i popełnił książkę na temat miasteczka. Powieść stała się bestsellerem, windując jej autora na wyżyny sławy i względnego bogactwa, z których spadł bardzo nisko.
W miasteczku para zastaje konflikt między ojcem bohatera a Panią burmistrz, oraz tajemnicze zaginięcie kilkorga mieszkańców miasteczka.

Autor powoli odkrywa historię bohaterów, pokazuje momenty które wpłynęły na ich życie i późniejsze wybory, jak i przedstawia codzienność miasteczka oraz toczący się konflikt. Prowincja w tej powieści, to nie spokojna i sielska okolica, ale miasto rozrywane przez konflikty, z lokalną grupą przestępczą, niechlubną historią oraz wyzyskiem słabszych i biednych.

Czyta się dobrze, ale długo. To mój rekord, gdyż czytałam "Wzgórze Psów" od grudnia do lipca. Bieżące sprawy nie pozwalały mi na poświęcenie wydaniu papierowemu tyle czasu ile bym chciała, oraz sam format w tym momencie miał swój minus - kindle z podświetleniem jest wygodniejszy do czytania w łóżku.
Książka momentami była bardzo dobra, ale też zawiera fragmenty nużące i nudne. W mojej opinii gdyby odchudzić ją przynajmniej o 1/4 zyskałaby sporo dynamizmu. Możliwe jednak, że wtedy zanikłby klimat  "patologii," który nadaje jej swoisty urok. 

Finalnie oceniam książkę na 3/5.
Chciałabym aby sfilmowała ją ekipa stojąca za ślepnąć od świateł. 

Sylvia Plath - własnymi i cudzymi oczami

 Czy należycie do fanów Sylvii Plath?  Ja niespecjalnie. Owszem mając dwadzieścia parę lat czytałam "Szklany klosz", ale na tym si...