Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korea Północna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korea Północna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 września 2015

W służbie dyktatora - Ingrid Steiner-Gashi, Dardan Gashi

Myślałam, że ta książka to będzie petarda - historia życia jednego z głównych dostawców dóbr dla Kim Ir Sena oraz Kim Dzong Ila. Opowieść człowieka z samych wyżyn partyjnej władzy, który miał wgląd w wewnętrzne sprawy Państwa.
Owszem, były ciekawe fragmenty, natomiast całość wypadła raczej mdło. Może to sposób w jaki była napisana, bądź też pewnego rodzaju zmęczenie ciągle tym samym tematem też miało wpływ na jej odbiór.

"W służbie dyktatora" to historia życia Kim Dzong Riula, który z biednej rodziny doszedł na partyjne szczyty, by finalnie zwiedziony fałszywą nadzieją, że Korea upadnie uciec na zachód i zamieszkać w Austrii.
Główny bohater, a zarazem narrator opowiada nam o drodze jaką przebył, łączenie ze studiami w Niemczech, pierwszymi pracami dla partii aż w końcu roli dostawcy dóbr wszelakich - od maszynek do golenia i długopisów po maszyny górnicze, lokomotywy i broń. 
Z książki jawi się obraz typowy dla Korei - gdzie lud jest wyzyskiwany przez pasożytniczą elitę, która gdy naród głoduje pławi się w luksusach. Pojawia się też smutny obraz zachodu, który przymyka oko na handel z Koreą mimo najróżniejszych międzynarodowych zakazów...

Sam Kim Dzong Riul wydaje się zbyt poprawny politycznie. U autorów książki zjawił się jako staruszek - może chciał się dodatkowo wybielić i zdystansować od polityki Kimów. Jest zbyt praworządny, zdystansowany do ustroju i jego praw. Podkreśla wielokrotnie, że uciekł aranżując swoje zniknięcie na zabójstwo dla zysku, aby nie narażać na karę obozu rodzinę, po czym po latach jednak przerywa milczenie z całą świadomością, że jego rodzina może ponieść tego skutki (o tym książka dziwnie milczy, albo odsuwa ten temat).

Spodziewałam się czegoś więcej.
2/5

poniedziałek, 21 września 2015

"Światu nie mamy czego zazdrościć" - Barbara Demick

Światu nie mamy czego zazdrościć, to reportaż, który czyta się jak najlepszą powieść. Jest tu wszystko - heroiczna kobieta, silna rodzina, osamotniona lekarka, osierocone dziecko oraz zakazane uczucie. Barbara Demick wysłuchała uciekinierów z Korei Północnej i pokazała ich życie w totalitarnym Państwie. Jest to obraz tej prawdziwej, a nie oblanej lukrem dla turystów Korei Północnej. Obraz który przedstawia zmiany i kryzysy jakie przez ostatnie dziesięciolecia XX wieku nawiedziły ten kraj.

Bohaterowie Barbary Demick żyją daleko od stolicy - albo w górniczych miasteczkach w górach na północy, albo w portowym i przemysłowym mieście Chongjin. 
Każdy z bohaterów opowiada o swoim życiu i miejscu w szeregu. Opowieść toczy się od lat 70tych, obejmuje czasy powolnego kryzysu spowodowanego upadkiem demoludów, a w końcu ogromnego głodu, który zdziesiątkował ludność Korei Północnej.

Korea Północna to państwo, w którym każdy z mieszkańców jest pod ścisłą kontrolą. Nawet w rodzinie bądź wśród przyjaciół nie można wyrazić swojej prawdziwej opinii, gdyż zawsze istnieje możliwość denuncjacji.
W tym z pozoru równym społeczeństwie naprawdę jest wiele kast, które od urodzenia determinują miejsce w szeregu. Nie ma możliwości wyrwania się z najniższej klasy i trafienia do partii. Między poszczególnymi grupami nie ma też możliwości ślubów - gdyż partner z niższej klasy od razu powoduje społeczną degradację, a nigdy na odwrót.
Autorka świetnie pokazuje wszelkie paradoksy życia w Korei na podstawie losów prostych ludzi.
Całość napisana jest dobrym stylem i adekwatnym językiem. Jeśli pojawia się jakieś typowe pojęcie jak np. "dżucze" jest ono wyjaśniane.

To jeden z najlepszych reportaży jakie miałam okazję czytać i zdecydowanie najlepsza książka o Korei Północnej, którą każdemu polecam.

5/5

Niektóre z paradoksów/ kwestii opisanych w książce to:

Ślub bierze się w okolicach 30 roku życia. Wcześniej należy służyć ojczyźnie, czy to w wojsku, na uniwersytecie czy pracując dla dobra partii. Seks przed ślubem nie istnieje i stanowi silne społeczne tabu.
Związek dziewczyny z podejrzanej rodziny z chłopakiem z wyższej klasy musi być trzymany w tajemnicy. Mimo wielu lat spotykania się, dochodzi do nimi tylko do pocałunku. Strach przed denuncjacją powoduje, że rozmawiają tylko o rzeczach banalnych, nie poruszając trudniejszych tematów.

Nikt nie jest bezpieczny. Banalne słowo może spowodować zesłanie na roboty przymusowe. Jedynie dynastia Kimów jest nieomylna. Każdy mieszkaniec musi mieć w domu portret ojca i syna i codziennie przecierać je z kurzu specjalnie do tego przeznaczoną szmatką. Po mieszkaniach chodzi policja i sprawdza stan portretów. Gdy umrze Bóg trzeba płakać tak, jakby straciło się najważniejszą osobę w życiu, w przeciwnym wypadku można samemu trafić do obozu.

Koniec lat 80tych, prężne do tej pory zakłady nagle zostają zamykane jedne za drugim. Brakuje prądu. Sytuacja się zapętla, gdyż brak produkcji powoduje brak towarów na eksport, a tym samym nie ma za co opłacić energii. Linie energetyczne powoli są rozkradane.

Epidemia głodu w latach 90tych. Najpierw umierają umięśnieni mężczyźni. Dzieci nie rozwijają się prawidłowo. Wiele z nich umiera. Głód powoduje znieczulicę społeczną.

Lekarze sami muszą zbierać zioła i przyrządzać z nich leki. Jako służba społeczeństwu muszą oddawać własną krew jak również skórę do przeszczepu. Lekarzem zostaje się z nadania partii.

czwartek, 17 września 2015

Ostatni wielki brat - Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski

"Ostatni wielki brat" to minibook Gazety Wyborczej. Zawiera wybrane artykuły i reportaże na temat Korei Północnej publikowane w Gazecie oraz dodatku Duży Format.
W przeciwieństwie do poprzednich pozycji, jest to materiał stricte dziennikarski, co więcej nie zawiera relacji z wyprawy bądź pobytu w Korei, ale pokazuje to Państwo z zewnątrz.

Książka koncentruje się na kwestiach polityki zagranicznej Korei, w tym najnowszej po śmierci Kim Dzong Ila, oraz przedstawia zewnętrzne "partnerstwa" gospodarcze i polityczne Korei, jak również daje wgląd w stosunki polsko-koreańskie, które są całkiem dobre.
Pokazuje również "biografie" Koreańczyków z północy, jak Kim Dzong Riula - ambasadora KP w Polsce, który jest bratem Kim Dzong Ila albo północnokoreańskiej terrorystki, która przeszła drogę mocnej indoktrynacji.

W przeciwieństwie do dwóch poprzednich pozycji ten minibook zawiera głównie suche fakty, bez koloryzacji i dopowiadania. To kawał solidnego dziennikarskiego materiału, dobrze napisanego i ciekawego.

Polecam 3/5

wtorek, 8 września 2015

Christian Eisert - Tydzień w Korei Północnej

"Tydzień w Korei Północnej" autorstwa Christiana Eiserta to typowa historia podróżnicza do Korei. Mimo ambicji, aby pokazać coś więcej, autor zwyczajnie nie miał na to materiału. Został do Korei Pólnocnej przywieziony jak turysta, w taki sposób traktowany i pilnowany, oraz mógł oglądać tylko "zabytki" i miejsca zatwierdzone przez władzę.

Aby książka nie była typową relacją z oprowadzanej wycieczki autor przemyca sporo ciekawych historii związanych z Koreą, przedstawia zdarzenia w miarę nietypowe, w ograniczonym stopniu nawiązuje do swojej prywatnej historii oraz przedstawia swoją towarzyszkę podróży i jej próby łamania zakazów. Przy okazji, towarzyszka podróży Pana Christiana - Thanh Hoang jest jedną z najbardziej wkurzających postaci literackich. Nie chciałabym nigdy wyjechać z tą Panią na wycieczkę, a już szczególnie do miejsca, gdzie nawet turyści musza uważać co mówią.

Autor z wszelkich sił stara się nadać relacji pewnej lekkości i urozmaicić ją o nietypowe zdarzenia. To ciekawa książka dla kogoś, kto o Korei nie ma pojęcia.
Gdy ją przeczytałam, moje wrażenia były jak najbardziej pozytywne. Autor nie jest egocentrykiem jak Suki Kim autorka Pozdrowień z Korei, stara się dostrzegać problemy i ludzi, którzy go otaczają, ma jednak mocno utrudnione pole manewru. Co więcej jest Niemcem do szpiku kości - wszelkie zachowania, które opisuje od razu nasuwały mi obrazy znajomych Niemców.
Jednakże, gdy czytało się już parę książek na temat Korei Północnej, ta relacja to taka pocztówka z wycieczki. Krótka, zawierająca parę ciekawostek, ale jednak mocno powierzchowna.
Co nie zmienia faktu, że napisana dobrym językiem i miło się ją czyta.

3/5

wtorek, 1 września 2015

Suki Kim - Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit.

Moją czytelniczą przygodę z Koreą Północną rozpoczęłam od książki Suki Kim. Autorka jest amerykanką, pochodzącą z Korei Południowej. Jest dziennikarką i aby móc przyjechać do Korei Północnej i mieszkać w niej parę miesięcy musiała udawać nauczycielkę angielskiego na uniwersytecie dla Elit - PUST - Pjongjańskim Uniwersytecie Naukowo - Technicznym - czyli zagranicznym tworze finansowanym przez ruchy chrześcijańskie.

Na tą uczelnię została skierowana elita, elit - czyli synowie rodzin lekarzy oraz działaczy partyjnych z Pjonjangu. Najzdolniejsi, najbogatsi, praktycznie najlepiej odżywieni studenci, których rodzice mieli możliwość wyjazdu za granicę albo zobaczenia co dzieje się za kurtyną, sprawiają wrażenie tak samo ślepych i zagubionych jak reszta społeczeństwa.

Autorka uczyła angielskiego grupy zaawansowane i początkujące. W czasie swojej pracy nie mogła rozmawiać ze studentami w ich rodzimym języku, komunikowała się tylko po angielsku. Mieszkała na kampusie, okazyjnie zwiedzając Koreę przy wyjazdach na zakupy albo organizowanych wycieczkach do "wiosek potiomkinowskich" i muzeów.

Książka ukazuje nam życie w Korei Północnej, które nawet dla osoby z zewnątrz nie jest łatwe. Ciągła inwigilacja, brak połączeń telefonicznych, maile które są monitorowane i sprawdzane, małe i monotonne porcje żywieniowe na uniwersyteckiej stołówce i wreszcie ciągła cenzura - zarówno zewnętrzna jak i wewnętrzna, przekształcająca się w paranoję.

Suki Kim opisuje swoich studentów i ich małe wyobrażenie o zewnętrznym świecie. W książce przeraża fakt niezwykle silnej indoktrynacji już od najmłodszych lat i bezkrytyczna postawa wobec władz elit naukowych w kraju. Koreańczycy nie mają internetu, dzięki któremu mogliby poznać świat zewnętrzny. Nie mają wolnego radia i telewizji. Prąd wygaszany jest praktycznie codziennie.  Nie mogą rozmawiać z obcokrajowcami, a jeśli mają takie pozwolenie muszą uważać na każde słowo - zarówno oni jak i interlokutorzy.

To ciekawe spojrzenie na kraj od środka. Tym bardziej, że autorka mieszkała w nim parę miesięcy i przyjechała do Korei dwa razy w krótkim odstępie czasu. Doświadczyła również żałoby narodowej po śmierci Kim Dzong Ila.

Minusem książki jest jednakże pewna typowa dla książek amerykańskich autorów maniera budowania reportażu na ich subiektywnych przeżyciach. Obiektywnego spojrzenia jest mało. Pani Kim skupia się na sobie, własnych wrażeniach, własnej samotności i tęsknocie za kochankiem, rosnącej paranoi i rodzinnej traumie.

Książkę czyta się dobrze, chociaż są zdecydowanie lepsze w tej tematyce
3/5

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Czytelnicza podróż do Korei Północnej

Sierpień 2015 upływa mi pod znakiem czytelniczej podróży do Korei Północnej. Chciałabym tam pojechać, lecz przyznają, że się boję. Z jednej strony ciekawość zobaczenia reliktu komunizmu, z drugiej strach przed nieobliczalną władzą tego kraju - gdy nigdy nie wiadomo, czy nawet jako osoba z zewnątrz będę miała prawo wrócić. Książki pozwalają spojrzeć na ten kraj z różnych perspektyw i kątów widzenia. Każda którą do tej pory przeczytałam przemyca jakiś fragment historii lub rzuca światło na inny aspekt. Każdy autor widzi coś innego i swoją wizję przedstawia.

Obecnie czytam czwartą książkę na temat Korei Północnej. Przede mną jeszcze jedna, albo dwie. Zależy, czy temat mnie za bardzo nie zmęczy. Całość mam zamiar podsumować wielką, kultową powieścią, której nie miałam jeszcze okazji przeczytać - Rokiem 1984 Orwella.

Zaczęłam moją literacką podróż od książek pisanych przez dziennikarzy, którzy pod przykrywką dostali się do Korei, a swoje wrażenia opisali po powrocie. Pierwsze dwie książki pokazały mi lukrowany obraz Korei dla turystów, wprawdzie autorzy próbują przemycić parę informacji, albo spojrzeć w głąb, ale niekoniecznie im się to udało.
Trzecia książka to ciekawe podsumowanie kwestii historycznych i politycznych. Czwarta przedstawia losy kraju od środka oczyma zwykłych obywateli. Piąta natomiast pokaże Koreę taką jak widzi ją osoba z najwyższych kręgów władzy.

Recenzje każdej z tych pozycji po kolei ukażą się na blogu już wkrótce.

wtorek, 8 października 2013

Syn Zarządcy Sierocińca - codzienność w KRLD

Koreańska Republika Ludowo - Demokratyczna to kraj w pewien sposób egzotyczny. Reżim komunistyczny, który bezwzględnie trzyma się do dziś, a każdy kolejny "Kim" wydaje się bardziej zaciskać pętle, niż ją poluzowywać.
Nie jestem politologiem, ale pewnie jak wielu ludzi miałam cichą nadzieję, że jak władzę przejmie wykształcony w Szwajcarii Kim Dzong Un, to otworzy swój kraj na świat... Wydaje się, że robi on dokładnie coś przeciwnego dodatkowo "potrząsa szabelką" i ściąga na swoje wyniszczone państwo kolejne sankcje.

"Syn Zarządcy Sierocińca" Adama Johnsona to pozycja, która otrzymała tegoroczną nagrodę Pulitzera. Nie jest to reportaż, a powieść opisująca życie w Korei Północnej. Głównym bohaterem jest tytułowy "Syn zarządcy sierocińca" Chun To.
Wbrew informacjom na okładce, opis życia Chun To w sierocińcu jest bardzo krótki. Autor poświęca więcej czasu jego działalności pseudowojskowej jak porywania ludzi w Japonii, nasłuchiwanie na statku, krótka sława bohatera i wyjazd do USA a wreszcie pobyt w więzieniu i dalsze losy już jako Komendanta K.

Opisanie życia Chun To nie stanowi sedna książki. To co jest naprawdę interesujące to cała otoczka i te wiele absurdalnych sytuacji, które zmuszają czytelnika do zastanowienia, czy to może być jeszcze realne czy to już całkowita fikcja.
Korea Północna to kraj, w którym nikt oprócz samego "Ukochanego Przywódcy" nie może czuć się bezpieczny. Spokój i pewność jutra nie są zagwarantowane ani mieszkańcom wsi, ani generałom lub ministrom. Za banalne przewinienia przewidziane są straszne kary.
Nie ma miłości, bo żony się wybiera, a jeśli mąż zginie lub zostanie uwięziony otrzymuje się zastępczego. Nie ma zaufania do nikogo, bo nawet własne dziecko jak Pawlik Morozow może donieść na rodziców.
Miejsce pracy ani zamieszkania nie daje poczucia bezpieczeństwa. Czy jest się zwykłym pracownikiem fabryki czy śledczym, każdy może zostać zgarnięty z ulicy i zabrany na przymusowe roboty.

Ten kraj to jedno wielkie więzienie. Zamknięty na świat, nie tylko przez granice ale też przez kulturę. Nie przepływają tu myśli zachodu, chyba, że zatwierdzone przez władzę, a obywatele nie mają prawa do własnych opinii.

Chun To wielokrotnie ma możliwość ucieczki z tego więzienia i poczucia wolności, a jednak za każdym razem wybiera dalsze życie pod kloszem. Widzi jak może wyglądać wolność i inne życie, a jednak i tak wraca do znanego, chociaż okrutnego świata.

"Syn zarządcy sierocińca" nie jest prostą książką. Czyta się ją długo i powoli. Jest przygnębiająca, momentami potworna, momentami absurdalnie śmieszna. Dla nas wiele sytuacji, które dla Koreańczyków są chlebem powszechnym stanowi kuriozum.
Na pewno chętnie sięgnę po inne pozycje dotyczące Korei Północnej.

Za to samą książkę oceniam na 6/10 i daje jej notę dobry -

Sylvia Plath - własnymi i cudzymi oczami

 Czy należycie do fanów Sylvii Plath?  Ja niespecjalnie. Owszem mając dwadzieścia parę lat czytałam "Szklany klosz", ale na tym si...