poniedziałek, 4 listopada 2013

Steffen Möller - "Berlin - Warszawa - Express. Pociąg do Polski."

Kiedyś w krakowskim Goethe Institut stałam obok Steffena Möllera w odległości 1,5m. Przekomarzał się i żartował sobie z uroczymi Paniami bibliotekarkami.
Wtedy, znałam tego Pana tylko i wyłącznie z programów telewizyjnych, na które patrzyłam tzw. jednym okiem, gdy akurat coś potrzebowałam od rodziców - wiernych fanów "Europa da się lubić". 
Na żywo wydał się bardzo sympatyczną osobą.

Po "Berlin - Warszawa - Express" sięgnęłam zupełnie przypadkiem. Akurat był dostępny w lokalnej bibliotece i rzucił mi się w oczy. Pamiętałam też, że mój kuzyn z Niemiec zachwycał się poprzednią książką tego autora.

Powiem tak, nie spodziewałam się takiej fajnej i pełnej ciekawych informacji książki. Podróż pociągiem EuroCity relacji Berlin Główny - Warszawa Wschodnia stanowi dla autora bazę do przemyśleń na temat różnic pomiędzy Polską i Niemcami, oraz odmiennych zachować, jak i postrzegania świata przez obywateli tych dwóch państw.

Dla mnie, jako osoby mocno związanej z kulturą i językien niemieckim, ta pozycja to źródło cennych informacji, z których o wielu wprawdzie wiedziałam z własnego doświadczenia, ale nikt wcześniej nie zebrał ich w jednym miejscu.

Autor analizuje zachowania polskie i niemieckie, pokazuje gdzie mogą pojawić się punkty zapalne w codziennych relacjach, które zupełnie niewinnie wynikną z innego postrzegania świata i wpojonego od dziecka sposobu postępowania.
Analizuje zjawiska jak niemieckie i polskie skąpstwo, niemiecką manię planowania i polską spontaniczność, a nawet odmienny sposób trzymania widelca.
A do tego całość napisana jest przyjemnym językiem, ilość informacji nie przytłacza, a statystyki oraz pewne fakty podane są przystępnie i ciekawie.

Dla osób, które znają język niemiecki, mają na co dzień do czynienia z Niemcami albo sympatyzują z kulturą naszego zachodniego sąsiada to pozycja "Must read".

Dla mnie to bardzo mocne 8/10 i z dużą przyjemnością ją wszystkim polecam! :)

"Milcząca dziewczyna" - Tess Gerritsen

Jak już raz wspomniałam na łamach tego bloga, Tess Gerritsen jest moją ulubioną autorką z gatunku thrillera medycznego. Jej książki to doskonali kompanii podróży oraz wieczorów, gdy można rozkoszować się trzymającą w napięciu, dobrze napisaną powieścią.

"Milcząca dziewczyna" to kolejna z serii przygód detektyw Jane Rizzoli oraz patolog Maury Isles. Kolejna, która lekko nawiązuje do poprzednich, więc można ją czytać jako osobną pozycję. Można, choć dla fanów tej serii nie polecam - mi zdradziła zakończenie poprzedniej części, której nie miałam jeszcze okazji dorwać w moje łapki.

Napisana jest dobrze. Typowym dla autorki stylem, z krótkimi rozdziałami, prostymi zdaniami i tłumaczeniem zawiłych kwestii związanych z medycyną sądową - chociaż tutaj było ich bardzo mało. Czyta się przyjemnie i pozwala się wyłączyć - i bardzo dobrze, bo około 100 stron przeczytałam stojąc w malutkim busiku relacji Katowice - Kraków.

Fabuła nawiązuje do zbrodni, która wydarzyła się w bostońskim Chinatown 19 lat wcześniej, gdy szalony kucharz wymordował obsługę i gości restauracji, a następnie sam popełnił samobójstwo.
W każdą rocznicę zbrodni, osoby w jakiś sposób przez nią poszkodowane otrzymują neurologii krewnych, którzy wtedy zginęli oraz dziwnie brzmiące listy, że tajemnica nie została rozwiązana.

W tej części jest bardzo mało faktów medycznych. Patologia pełni tu rolę mało ważnego tła. Główny nacisk położony został na badanie śladów z przeszłości i łączenie pozornie niezwiązanych informacji. Pozycja została okraszona chińskimi zwyczajami, wierzeniami, bajkami, oraz w dużej mierze sztuką walki.

Mimo całkiem zgrabnego poprowadzenia akcji cała pozycja lekko rozczarowuje. Dałam jej ocenę 6/10, gdyż spodziewałam się czegoś lepszego po tej autorce.
Niemniej, dla fanów serii jest warta polecenia.

Ostatnie rozdanie - Wiesław Myśliwski

Ten Post jest trochę nietypowy. Nie został napisany po przeczytaniu książki i nie jest to podsumowanie całości. Jest pisany na gorąco, przy kolejnych etapach czytania. Zawiera w sobie pewien chaos, który typowy jest również dla tej powieści.

Gdy mój M. mnie zapytał o czym jest "Ostatnie rozdanie" nie byłam w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Najłatwiej określić temat książki jako gawędę o życiu.
Myśliwski nie pisze książek, które da się włożyć w odpowiednie ramki i ulokować czas zdarzeń wg. chronologii. Tak jak "Traktat o Łuskaniu Fasoli" jest opowieścią starszego już mężczyzny o jego życiu. Nie zaczyna od narodzin, nie trzyma się chronologii, nie przedstawia się. Opowieść jest chaotyczna, jak rozmowa lub monolog. Teraźniejszość sięga do dzieciństwa, by przejść w wiek dojrzały i wrócić do młodości. 
Nie ma tu akcji następującej po sobie, ani określonego czasu. Jest życie i opowieść o nim.

"Ostatnie rozdanie" jest lekko melancholijne. Klimat jest dosyć przytłaczający. Bohater gubi się w odmętach pamięci, nie jest w stanie przypomnieć sobie nazwisk albo dopasować je do twarzy. Wspomina ludzi, z którymi zetknął się w życiu i których adresy zapisał w rozsypującym się notesie. 

Bohaterowie, którzy przewijają się przez książkę są czasem irytujący, bardzo ludzcy.

Sam główny bohater charakteryzuje się brakiem odwagi do podejmowania decyzji i brakiem konsekwencji, jest niestabilny i niepewny, a jedynie zmiana przynosi mu chwilową ulgę. Snuje myśli o tym jakie życie mogłoby być, gdyby zrobił coś inaczej

Chronologia tutaj nie istnieje. Postaci pojawiają się i znikają. Powtarzają się tylko nieliczne osoby, które są portretowane na różnych etapach życia. Bohater próbuje przypomnieć sobie swoje życie przewracając kolejne strony notesu. Napotyka na nazwiska ludzi, z którymi sam nigdy nie miał styczności, a które zostały mu jakby narzucone. Dziś nazwalibyśmy to kolekcjonowaniem znajomych.
Natomiast w notesie brak osoby, która jakby wytyczyła życie głównego bohatera swoją nieobecnością - jego ojca. O rodzicu dowiadujemy się w strzępkach informacji, gdyż sam bohater nigdy go nie poznał i nie ma o nim wspomnień.

Osobną postacią jest Maria, która pisze do bohatera listy. Byli w związku gdy mieli po naście lat. Związek ten rzucił cień na całe życie Marii, która przeżywa go ciągle na nowo, mimo posiadania absorbującej pracy i rodziny, o których wspomina w swoich listach. Jakby nie istniała bez adresata jej listów. Uparcie pisze je i wysyła na coraz to nowe adresy, mimo że nigdy nie otrzymuje odpowiedzi.
W pewnym momencie wydaje się, że postać Marii jest urojona, a treść jej listów to projekcja myśli bohatera, który dopisuje sobie własne historie do zdarzeń, z których z nadmiaru tchórzostwa się wycofał.

Ostatnie rozdanie to książka piękna literacko. Każde zdanie nadawałoby się na cytat. Każda myśl zawiera w sobie sporą dozę emocji.
Dla mnie jako czytelnika jednak, była to pozycja bardzo męcząca. Obok kunsztu pisarskiego ważne jest również to czy chce się wracać do książki, czy nie można się od niej oderwać. Ja odliczałam strony do końca, gdyż nie lubię porzucać zaczętych pozycji. Mogę jedynie sparafrazować "Ferdydurke"  - Jak się podoba, kiedy mi się nie podoba?

Mimo, że niektórzy uznają to za bluźnierstwo, ogólne wrażenie jakie zostawiła na mnie ta książka, w porównaniu do innych tego autora i z tego gatunku nie pozwala mi ocenić jej na więcej niż 6
/10.
Niestety, gdyż uwielbiam Myśliwskiego i bardzo czekałam na ten tytuł.

środa, 30 października 2013

"Z chirurgiczną prezycją" Błażej Przygodzki

Jestem wierną fanką Thrillerów medycznych. Do moich ulubionych autorów w tym gatunku zaliczam Tess Gerritsen oraz Robina Cooka, od którego książek zaczęła się dla mnie przygoda z tym właśnie gatunkiem literackim.

Bardzo się ucieszyłam, że w końcu również została wydana książka polskiego autora, który wpisuję się w tą konwencję.
Pozycja Pana Błażeja Przygodzkiego pt. "Z chirurgiczną precyzją" jest lekturą, po którą zdecydowanie warto sięgnąć.

Nie nazwałabym tej książki jednak thrillerem medycznym, zdecydowanie bliżej jej do kryminału z elementami medycyny. Akcja toczy się jakby dwutorowo - z jednej strony mamy przestępstwo i próbujemy zidentyfikować sprawcę - co buduje napięcie. A z drugiej strony, wiemy kim jest sprawca innego wykroczenia, natomiast obserwujemy jego błędy i proces osaczania go. 
Równorzędnymi bohaterami są lekarz kardiolog oraz komisarz wydziału zabójstw. Nie współpracują, bardziej działają jako antagoniści.

Akcja toczy się głównie we Wrocławiu. Sposób w jaki książka została napisana przypomina mi doskonały cykl Pana Marka Krajewskiego.

Zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję.
Oceniłam na ocenę bardzo dobrą - 7/10

Alice Munro - Uciekinierka

Sięgnęłam po Alice Munro,
zanim dostała nagrodę Nobla w tym roku.
Już od jakiegoś czasu byłam zainteresowana, jak pisze Pani, której książki co jakiś czas znajdują się na szczycie list bestsellerów popularnych księgarni.

"Uciekinierka" nie była świadomym wyborem, raczej przypadkiem - jedyna dostępna w bibliotece "na już". Jest to zbiór opowiadań o kobietach. Znakomita większość nie jest z sobą w żaden sposób powiązana, natomiast trzy opowiadania stanowią dalsze losy historii jednej kobiety - te trzy spodobały mi się najbardziej.

Nie jestem fanem krótkiej formy. Preferuję długie powieści, tudzież reportaże. Po opowiadania sięgam rzadko i trudno mi je ocenić w porównaniu z innymi lekturami.
Na pewno Pani Munro ma dobre pióro. Każde z opowiadań czyta się szybko.

Autorka pokazuje kobiety, które muszą dokonać pewnych wyborów. Jej bohaterki są silne, mimo przeciwieństw losu. Mężczyźni odgrywają tu rolę tła w historii kobiet.
Niektóre z opowiadań są lepsze, wywierają mocniejsze wrażenie i sprawiają, że można je zapamiętać, inne są słabsze.

Była to przyjemna lektura, którą oceniłam na 6/10.
Nie planuję szybko wracać do kolejnych pozycji tej Pani. W kolejce czekają ciekawsze książki.


Wybrani - Daugherty

Przeczytałam "Wybranych" jako przerywnik dla "Ostatniego Rozdania" Myśliwskiego. Czasem, gdy czytam książkę, która jest trudna i wymaga maksymalnego skupienia, a mimo to dalsza lektura idzie opornie, potrzebuję odskoczni.

Taką idealną odskocznią jest właśnie pozycja "Wybrani".
Zwróciłam na nią uwagę już jakiś czas temu, gdy pojawiła się w nowościach Znaku (przy okazji okładka jest okropna).

Bohaterką książki jest Allie Sheridan, która przeżywa załamanie po tajemniczym zniknięciu brata, który był jej bratnią duszą. Allie łamie po raz kolejny prawo i daje się złapać policji. Jej rodzice z bezsilności wobec wybryków córki wysyłają ją do Akademii Cimmeria - elitarnej szkoły z internatem położonej na skraju cywilizacji. W szkole nie ma komórek, telewizji ani komputerów a uczniów obowiązuje surowy regulamin.
W szkole działa dodatkowa organizacja - Nocna Szkoła, o której niewiele wiadomo i która ma być utrzymywana w tajemnicy.

Akcja powoli się rozkręca. Mamy tutaj typowy zabieg większości książek dla nastolatków. Nowa uczennica stanowi obiekt zainteresowania innych uczniów, jedni od początku jej nie lubią, inni próbują się zaprzyjaźnić, a dwóch przystojnych chłopaków wyraźnie żywi do niej pewne uczucia.
Dalszy rozwój akcji jest typowy dla innych książek tego rodzaju - przystojny chłopak, drugi chłopak, który próbuje nawiązać lepszy kontakt, dziwna przyjaciółka, dziwne miejsca oraz dziwne zdarzenia.

Nie jest to nic odkrywczego. Bohaterowie są raczej płascy i przewidywalni. Ich postępowanie często kłóci się z logiką - typowi nastolatkowie. Niektóre wydarzenia są przerysowane, a inne zupełnie niepotrzebne. To co jednak trzyma w napięciu i sprawia, że chętnie sięgamy po tę pozycję, to tajmnica szkoły, pochodzenia Allie oraz dziwnych wydarzeń, które są z nią związane.
Czyta się dobrze, gdyż jest napisana prostym językiem. 

Spokojnie mogę ocenić na 6/10 jako ciekawy przerywacz dla poważniejszych lektur.

wtorek, 8 października 2013

Syn Zarządcy Sierocińca - codzienność w KRLD

Koreańska Republika Ludowo - Demokratyczna to kraj w pewien sposób egzotyczny. Reżim komunistyczny, który bezwzględnie trzyma się do dziś, a każdy kolejny "Kim" wydaje się bardziej zaciskać pętle, niż ją poluzowywać.
Nie jestem politologiem, ale pewnie jak wielu ludzi miałam cichą nadzieję, że jak władzę przejmie wykształcony w Szwajcarii Kim Dzong Un, to otworzy swój kraj na świat... Wydaje się, że robi on dokładnie coś przeciwnego dodatkowo "potrząsa szabelką" i ściąga na swoje wyniszczone państwo kolejne sankcje.

"Syn Zarządcy Sierocińca" Adama Johnsona to pozycja, która otrzymała tegoroczną nagrodę Pulitzera. Nie jest to reportaż, a powieść opisująca życie w Korei Północnej. Głównym bohaterem jest tytułowy "Syn zarządcy sierocińca" Chun To.
Wbrew informacjom na okładce, opis życia Chun To w sierocińcu jest bardzo krótki. Autor poświęca więcej czasu jego działalności pseudowojskowej jak porywania ludzi w Japonii, nasłuchiwanie na statku, krótka sława bohatera i wyjazd do USA a wreszcie pobyt w więzieniu i dalsze losy już jako Komendanta K.

Opisanie życia Chun To nie stanowi sedna książki. To co jest naprawdę interesujące to cała otoczka i te wiele absurdalnych sytuacji, które zmuszają czytelnika do zastanowienia, czy to może być jeszcze realne czy to już całkowita fikcja.
Korea Północna to kraj, w którym nikt oprócz samego "Ukochanego Przywódcy" nie może czuć się bezpieczny. Spokój i pewność jutra nie są zagwarantowane ani mieszkańcom wsi, ani generałom lub ministrom. Za banalne przewinienia przewidziane są straszne kary.
Nie ma miłości, bo żony się wybiera, a jeśli mąż zginie lub zostanie uwięziony otrzymuje się zastępczego. Nie ma zaufania do nikogo, bo nawet własne dziecko jak Pawlik Morozow może donieść na rodziców.
Miejsce pracy ani zamieszkania nie daje poczucia bezpieczeństwa. Czy jest się zwykłym pracownikiem fabryki czy śledczym, każdy może zostać zgarnięty z ulicy i zabrany na przymusowe roboty.

Ten kraj to jedno wielkie więzienie. Zamknięty na świat, nie tylko przez granice ale też przez kulturę. Nie przepływają tu myśli zachodu, chyba, że zatwierdzone przez władzę, a obywatele nie mają prawa do własnych opinii.

Chun To wielokrotnie ma możliwość ucieczki z tego więzienia i poczucia wolności, a jednak za każdym razem wybiera dalsze życie pod kloszem. Widzi jak może wyglądać wolność i inne życie, a jednak i tak wraca do znanego, chociaż okrutnego świata.

"Syn zarządcy sierocińca" nie jest prostą książką. Czyta się ją długo i powoli. Jest przygnębiająca, momentami potworna, momentami absurdalnie śmieszna. Dla nas wiele sytuacji, które dla Koreańczyków są chlebem powszechnym stanowi kuriozum.
Na pewno chętnie sięgnę po inne pozycje dotyczące Korei Północnej.

Za to samą książkę oceniam na 6/10 i daje jej notę dobry -

Sylvia Plath - własnymi i cudzymi oczami

 Czy należycie do fanów Sylvii Plath?  Ja niespecjalnie. Owszem mając dwadzieścia parę lat czytałam "Szklany klosz", ale na tym si...