poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Dziewczyny, które zabiły Chloe - Alex Marwood

Ciekawy kryminał, który nie miał zbyt wielkiej promocji. Porównywany do "Dziewczyny z pociągu" - chociaż niesłusznie, bo lepszy.
W zasadzie wiemy, kto jest zbrodniarką - dwie dziewczynki, które zabiły Chloe - dziecko, pozostawione im pod opiekę. Jak jednak doszło do tej zbrodni i co potem stało się z dziewczynami, dowiadujemy się na kartach książki.

Akcja skupia się głównie na teraźniejszości i zbrodniach jakie mają miejsce w nadbrzeżnym miasteczku w Anglii słynnym głównie z wesołego miasteczka.  Autorka dobrze oddaje jego duszną atmosferę, wypełnioną zapachem waty cukrowej, kebabów, frytek i potu w letnie dni.
W miasteczku co jakiś czas zabijane są turystki i porzucane w różnych miejscach. Okazuje się, że osobą która jedną z nich odnajduje jest jedna z dziewczyn, które w 1986 roku w inne duszne, letnie popołudnie zabiły mała Chloe.
Dziennikarka, która bada sprawę to druga z dziewczyn. Nigdy nie powinny ponownie się spotkać, a jednak okazuje się, że są sobie potrzebne, gdyż doskonale się rozumieją, jako współwinne zbrodni sprzed lat.

Tak naprawdę dopiero pod koniec książki dowiadujemy się, co naprawdę stało się z Chloe w 1986 roku. W międzyczasie autorka serwuje nam portret społeczeństwa, które zdanie na temat ludzi czerpie z brukowej prasy, a raz popełniona zbrodnia ciągnie się za człowiekiem całe życie, Portrety zakłamanych ludzi pokazują angielskie społeczeństwo łaknące taniej sensacji i łatwych ofiar.

To dosyć nietypowy kryminał, gdyż oprócz wątku samej zbrodni jest ciekawą ilustracją społeczeństwa oraz mechanizmów nim rządzących, a także pokazuje trudy egzystencji wielu osób zamieszkujących Wyspy.
Czyta się bardzo dobrze i szybko. 
Polecam 3/5


niedziela, 20 marca 2016

Magdalena Rittenhouse - Nowy Jork

Wybieram się do NY. Niestety z powodu ograniczonego czasu przed wyjazdem mam mniej czasu na lekturę książek o tym mieście niż planowałam.
Tym bardziej się cieszę, że udało mi się skończyć Nowy York - od Mannahaty do Ground Zero Magdaleny Rittenhouse, książkę genialną i świetnie napisaną.

Snując opowieść o Nowy Jorku autorka skupia się głównie na Manhattanie. Opisuje początki miasta i przedstawia historię zakupu wyspy od mieszkających na niej Indian. Potem skacze po różnych epokach i latach, aby ukazać Manhattan od jego najbardziej wysuniętego czubka do central parku.
W książce nie znajdziemy opisów willi i bogactw Upper East Side ani nawet Upper West Side. Autorka skupia się na okolicach WTC, Wall Street, Lower East Side, China Town, Little Italy, Central Parku. Opisuje jak budowano most Brooklynski, jak powstawały pierwsze wieżowce, Broadway z jego teatrami oraz Biblioteka Publiczna.

To podróż przez miasto oczyma jego mieszkanki. Autorka pokazuje miejsca popularne zawsze i chwilowo na fali, prezentuje portrety wyróżniających się mieszkańców miasta oraz wiele małych, ale fascynujących historii.

Piękny obraz miasta i ciekawy, chociaż nietypowy przewodnik.

Zdecydowanie polecam!
4/5

piątek, 18 marca 2016

T.R. Richmond - Prawda o dziewczynie

To jedna z książek, które nie były w żadnej czytelniczej kolejce, a autor był mi zupełnie nieznany. Nikt mi jej nie polecał, nie czytałam również opinii na jej temat przed lekturą. Może jedynie porównanie do "Dziewczyny z Pociągu", która moim zdaniem niesłusznie wyznaczyła kanon, do którego aspirują wszelkie kryminały wydawane od 2015 roku...

Kupiłam książkę jako "Kota w Worku" w księgarni internetowej. Zazwyczaj nowości muszą nabrać trochę "patyny" zanim po nie sięgnę, w tym wypadku było inaczej.

"Prawda o dziewczynie" to napisana w niestandardowy sposób książka. To taka powieść epistolarna na miarę naszych czasów, gdzie obok tradycyjnych listów są e-maile, posty na blogach, tweety, SMSy oraz listy piosenek ze Spotify.

Główna bohaterka to Alice Salmon - 25 letnia dziewczyna, która utopiła się w rzece w Southampton. Policja nie wie, czy był to nieszczęśliwy wypadek związany z nadużywaniem alkoholu, czy samobójstwo albo morderstwo. Obok śledztwa policyjnego, które jest bardzo mocno w tle, poznajemy historię Alice ze śledztwa antropologicznego, jakie prowadzi jej dawny profesor - Jeremy Cooke.
Z materiałów jakie zbiera z internetu, wywiadów z gazet, wypowiedzi znajomych powoli tworzy opis życia Alice - tego jaka była, co czuła, na czym jej zależało. Analizuje jej codzienność, aby dojść do prawdy, która kryje się za przedwczesną śmiercią dziewczyny.

Książkę czyta się dobrze. Trzeba przyzwyczaić się do dziwnej formy i częstych zmian czasu i przestrzeni - autor skacze po różnych latach i wątkach ze zręcznością linoskoczka. Dzieciństwo, dorosłość, lata nastoletnie, studia, czasy przed urodzeniem Alice i czasy po jej śmierci są wymieszane w pozornym chaosie.

Moja dosyć niska ocena wynika jednak z samego wątku. Historia kryminalna jest w miarę banalna, to dygresje są ciekawsze, ale tak naprawdę nie o nie tu chodzi. Sama Alice oraz Jeremy też nie wywołują sympatii jako bohaterowie.
Faktycznie jeśli chodzi o zagadkę kryminalną porównanie z "Dziewczyną z Pociągu" jest jak najbardziej słuszne. Koneserzy kryminałów będą
rozczarowani.

2/5

niedziela, 6 marca 2016

Robert Galbraith - Żniwa Zła

Trzecia część cyklu Pani Rowling o Cameronie Strik'u i jego zdolnej asystence Robin Elacott w dalszym ciągu trzyma wysoki poziom, w mojej opinii była lepsza niż część druga.
To dobrze zbudowany kryminał, pozwalający czytelnikom rozwijać zagadki i tajemnice razem z głównymi postaciami książki. Fakt, po pewnym czasie można domyślić się, który z podejrzanych stoi za zbrodniami, ale rozwiązanie i tak jest zaskakujące - co tym bardziej dobrze świadczy o  tym kryminale.

W "Żniwach zła" dochodzenie opiera się na polowaniu na mordercę, który lubi ciąć swoje ofiary na kawałki oraz zabierać poszczególne części ciała jako trofea. Jedno z takich trofeów wysyła na początku książki do agencji Camerona, wręcz wręcza skrzynkę z uciętą nogą Robin jako kurier na motorze. Oprócz uciętej kończyny przesyłka zawiera również tekst piosenki Blue Oyster Cult oraz nawiązanie do tatuażu matki Camerona.
Detektyw od razu typuje trzech podejrzanych, którzy mogą mieć do niego urazy z przeszłości, oraz znają fakty związane z jego matką - znaną groupie.
Współpraca z policją przynosi małe efekty, więc detektyw i jego asystentka podejmują dochodzenie na własną rękę poszukując podejrzanych.

Dodatkowo, autorka poświęciła więcej czasu życiu prywatnemu bohaterów. Pokazała ich małe prywatne tragedie, trudne życie osobiste oraz ukrywane fakty z przeszłości. Poznajemy Robin i Camerona o wiele lepiej, niż przez dwie poprzednie książki.

Powieść bardzo dobrze się czyta, akcja rozwija się dynamicznie, nie ma nudnych wstawek.
Bardzo dobry kryminał.
Polecam

4/5

niedziela, 14 lutego 2016

Białystok - Marcin Kącki


Nie byłam nigdy w Białymstoku. Moja jedyna wizyta na Podlasiu to jeden dzień w Łomży, gdy nie ruszyłam się po za jedną ulicę i przejazd przez obrzeża.

Czytając książkę, zdałam sobie sprawę jakim jestem ignorantem jeśli chodzi o geografię Polski. Do lektury wydawało mi się, że Jedwabne jest obok Lublina...

Po przeczytaniu reportażu Marcina Kąckiego na pewno moja wiedza na temat Białegostoku i regionu Podlasia znacznie wzrosła, natomiast chęć odwiedzenia raczej osłabła.

Autor przedstawia miasto z różnych perspektyw. Zaczyna od historii Żydów i ich dziejów przed Drugą Wojną Światową, opisuje Holokaust, pogromy dokonane przez Polaków i próby rekonstrukcji własnej historii ocalałych. Z książki dowiedziałam się, że z Białegostoku pochodził między innymi Ludwik Zamenhof, natomiast nie jest to fakt, który specjalnie cieszy współczesnych mieszkańców. Autor ukazuje miasto, które nie chce znać własnej historii i woli na nią przymknąć oczy.

Inny poruszony temat to Żołnierze Wyklęci, głównie brygada "Burego" oraz historia dokonywanych przez nich mordów na ludności prawosławnej. Przy okazji przedstawia również zupełnie skrajne spojrzenie na ten temat różnych ludzi w mieście, tworzących zwalczające się nawzajem ugrupowania.

Duża część książki poświęcona jest tematowi neonazistów oraz kiboli w Białymstoku, a szczególnie ich wykroczeń o charakterze antysemickim lub rasistowskim.

Jako przeciwwagę Pan Marcin Kącki pokazuje również środowiska homoseksualne, a także ruchy lewicowe, które jak wynika z książki, nie mają w tym miejscu łatwo. 
Przedstawienie niszowych teatrów i ruchów kulturalnych zestawia z masową popularnością disco polo oraz historią ludzi, którzy zrobili z tego nurtu prężny biznes.

Religijne pseudo cuda i dewotyzm w czystej jego postaci bez miłości bliźniego i szacunku do osób wyznających inne poglądy zestawia z kliniką In vitro, gdzie prawdziwe "cuda" dzieją się codziennie. (Pierwsze zapłodnienie In-vitro w Polsce to dzieło białostockich lekarzy - o tym też nie miałam pojęcia).

Wydaje mi się, że osobiste sympatie autora trochę wpłynęły na obraz miasta, jakie chce przedstawić. Czytając czuje się pewnego rodzaju pogardę w stosunku do prawicowego, nietolerancyjnego, skrajnie dewotyczno-katolickiego, patriotycznego i hołdującego niskiej kulturze miasta i jego przeciwstawieniu słabym ruchom lewicowym i idących za nim niszowym przedstawieniom kultury wysokiej, medycyny z prawdziwego zdarzenia, tolerancji, próbach multi-kulti i miłości bliźniego.
Cenniejszy byłby obraz miasta przedstawionego z boku, bez ukazania własnych emocji - bo i po co? Z takim samym "tonem" w stosunku do ruchów prawicowych i lewicowych.
Co nie zmienia faktu, że warto tą książkę przeczytać, aby wzbogacić własną wiedzę na temat Polski i jej regionów.

3/5

poniedziałek, 8 lutego 2016

Sztuka Zagrabiona, Uprowadzenie Madonny - Włodzimierz Kalicki, Monika Kuhnke


To jedna z książek, które chciałam przeczytać gdy pierwszy raz miałam okazję o nich usłyszeć. Książka o odzyskiwaniu przez Polskę dzieł sztuki zrabowanych w czasie drugiej wojny światowej. 


Obok historii obrazów, rzeźb i książek, które z sukcesem zostały odzyskane przez Państwo Polskie, chociaż nierzadko z dużymi problemami, jest też przedstawienie kilku bezcennych skarbów kultury, które połknął wiek XX. Jednym z nich jest tytułowa Madonna - tzw. Piękna Madonna z Torunia, która z małym wypadkiem, ale prawie nienaruszona przetrwała aż do wojny, aby zaginąć w czasie wywozu jej na zachód przez hitlerowskiego okupanta.

Oprócz Madonny, autorzy opisują również daremne poszukiwania "Młodzieńca" Rafaela, skradzionego ze zbioru rodziny Czartoryskich z Krakowa. Ślad po tym bezcennym na skalę światową obrazie ginie wraz z ucieczką Hansa Franka z Krakowa, do którego zbliżała się Armia Czerwona.

To nie jedyne dzieła sztuki, które nie powróciły do Polski. Wśród innych są portrety członków rodziny Chopina, które występowały w NRDowskich filmach, albo klasztorna średniowieczna kołatka.

Historie dzieł zagrabionych i nieodzyskanych znajdują się na końcu książki. Początek to historia sukcesów i odzyskania bezcennych płócien jak chociażby "Pomarańczarki" Gierymskiego czy innych dzieł. To też historie ukrywania i ocalenia innych dzieł przed zrabowaniem, bądź zniszczeniem - jak Bitwy Grunwaldzkiej Matejki.

Autorzy oprócz historii odzyskiwania, przytaczają skróconą biografię twórcy, dzieje obrazu od jego zakupu po drugą wojnę światową, losy w trakcie wojny i historie rodziny albo ludzi związanych z danym dziełem.
Drobiazgowość i dokładność opisów, oraz sporo dygresji wymagają skupienia się nad tekstem. To książka, którą momentami czyta się jak powieść sensacyjną, ale w większości jak wykładnię historii sztuki, polskiej arystokracji i drugiej wojny światowej.
Tematyka jest niezwykle ciekawa, styl wciągający a ilość faktów i szczegółów oszałamiająca.
Trzeba się jednakże mocno skupić, aby nie zatracić się w kolejnych nazwiskach, miejscach, datach i pojęciach z zakresu kultury.

Warto.
3/5

Richard Flanagan - Ścieżki Północy

O książce dowiedziałam się z portalu "Lubimy czytać" z artykułu o najciekawszych zapowiedziach literackich jesieni. Kupiłam w ciemno. Później "Ścieżki północy" zostały wybrane książką roku programu trzeciego Polskiego Radia. Stwierdziłam, że będzie to idealne zwieńczenie 2015 i początek nowego roku.

Zaczęłam czytać ją po świętach. Skończyłam pod koniec stycznia. Wydaje mi się, że czytałam ją za długo, przez co rozmyła mi się akcja i nie mogłam "wejść" w skórę bohaterów.
Nie porwała mnie. Nie sprawiała, że niecierpliwie czekałam aby poznać dalsze losy bohaterów. Przyznaję, trudna sytuacja w moim życiu sprawiła, że czytałam część książki nieuważnie, przewracając strony.

Wiem, że kiedyś do niej wrócę i poświęcę jej całą uwagę.

Ogólnie podobała mi się, ale nie czułam, że trzymam w rękach arcydzieło. Wielkie emocje i zdarzenia mało do mnie przemawiały. Cytaty, skądinąd całkiem ciekawe, przez ich nadmiar nie wyryły mi się w pamięci. Wielkie uczucie i wielka tragedia, tak naprawdę sprawiły wrażenie całkiem zwyczajnej.

Bohaterowie drugoplanowi w mojej opinii sprawili lepsze wrażenie i ich losy mocniej do mnie przemówiły niż Dorrigo i Amy.
To książka o wielu wątkach - gdzie najważniejszy jest wątek miłości oraz bohaterstwa, trzymania się swoich zasad w obliczu zniszczenia.
Obok historii wielkiego uczucia, oraz wielu małych romansów jest wątek wojenny - gdy gnębieni przez Japończyków australijscy jeńcy wojenni walczą z chorobami, dżunglą, zmęczeniem i samym sobą o przetrwanie. Autor ukazuje siłę ludzi i wierność ich ideałom i danemu kiedyś przyrzeczeniu. Pokazuje wrażliwość na sztukę w czasach zepsucia i zagłady.

Nie czuję, że mogę napisać coś więcej. Nie poświęciłam tej pozycji uwagi, która jej się należała więc nie chcę psuć odbioru innym.

Warto przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie.
Ja do niej wrócę, w innych czasach.
3/5

Sylvia Plath - własnymi i cudzymi oczami

 Czy należycie do fanów Sylvii Plath?  Ja niespecjalnie. Owszem mając dwadzieścia parę lat czytałam "Szklany klosz", ale na tym si...