niedziela, 1 maja 2016

Katarzyna Puzyńska - Motylek

Na forum z którego czerpię inspiracje literackie pojawiła się całkiem niedawno dyskusja na temat polskich kryminałów. Oprócz uwielbianego przeze mnie Miłoszewskiego szczególnie chwalona była również Katarzyna Puzyńska. 

"Motylek" przypominał mi momentami Camillę Lackberg, szczególnie ze względu na pewne analogie związane z miejscami i postaciami książki. Miejsce akcji to Lipowo - mała miejscowość turystyczna, która ożywia się głównie latem (polska Fjalbacka?) Główna bohaterka żeńska, to Weronika Nowakowska - która po rozwodzie z mężem kupiła wiedziona impulsem stary dworek i wprowadziła się do niego uciekając z Warszawy (podobnie do Eriki Falck, która zostawiła duże miasto i wróciła do Fjalebacki). Bohater męski to lekko pulchny szef posterunku Daniel Podgórski (kogo wam on przypomina?), który na dodatek nawiązuje romans z Weroniką. Jest jeszcze troje policjantów - którzy też przypominają załogę z książek Pani Lackberg oraz matka Daniela, która się wszystkimi opiekuje i dokarmia ciastem.

W małym spokojnym Lipowie ginie zakonnica - ktoś ją zabił, a potem kilkukrotnie przejechał samochodem aby zatuszować zabójstwo. Po tej makabrycznej zbrodni następuje kolejna. Akcja przeplata się z retrospekcjami kogoś, kto chce być Motylkiem. Co też bardzo przypomina manierę pisania Pani Lackberg.

Sam wątek kryminalny jest jednak bardzo ciekawy. Początkowo myślałam, że wiem, kto jest mordercą, ale autorka zręcznie wykręciła akcję. W zasadzie do końca można się tylko domyślać.
Zagadka kryminalna jest zdecydowanie na plus. Największą słabością książki jest główna bohaterka - Weronika Nowakowska, która tak w zasadzie nie wiadomo po co tam jest, gdyż mimo wysiłków nie pchnęła akcji do przodu. Jeśli była to zamierzona próba wykreowania jej na drugą Erikę, to w mojej opinii nieudana.
Za to policjanci oraz komisarz Kryminalna Klementyna Kopp bardzo dobrze autorce wyszli, zwłaszcza kontrowersyjna Pani policjant.

Sięgnęłam po drugi tom.

Motylka oceniam na 3/5

Kamila Sławińska - Nowy Jork przewodnik niepraktyczny

Wyruszając do Nowego Jorku chciałam poznać miasto ze strony bardziej mieszkańca niż przeciętnego turysty. Oczywiście odklepałam najważniejsze miejsca jak Empire State Building, WTC czy Central Park. Ale zależało mi też na czymś bardziej dla insiderów.
Dlatego mimo posiadania różnych książek na temat miasta i jego historii, jak i przewodników skusiłam się również na pozycję autorstwa Pani Kamili Sławińskiej. Była to pierwsza książka o NY jaką zaczęłam czytać, co z perspektywy czasu wydaje mi się pomyłką.
Jak określił to mój kolega, autorka przez część książki nie może się zdecydować czy jest Carrie Bradshaw czy Audrey Hepburn. Styl początkowo jest dziwny, trzeba się w niego wgryzać i oddzielać ziarna od plew.


W tym wypadku jednak im dalej w las, tym lepiej. Po naprawdę ciężkim i nudnym początku, autorka trochę odpuściła filozoficznych wtrętów i zaczęła opisywać miasto widziane oczami kogoś ze środka. Zgodnie z rekomendacją autorki wybrałam się na Rosevelt Island, na którą jedzie się kolejką linową zawieszoną równolegle do Queensboro Bridge. Odwiedziłam Staten Island i z pokładu darmowego promu widziałam Statuę, zamiast płacić dużo za statek wycieczkowy. Przeszłam mostem Wiliamsburskim, chociaż od strony Lower East Side wycieczka raczej nie należy do najprzyjemniejszych a widoki też nie zachwycają. Odwiedziałam Coney Island oraz Harlem - szczerze to w tej akurat dzielnicy nic nie ma.

Byłam w miejscach, w których prawdziwi New Yorkers albo nie byli, albo nie zaglądają.
Mimo udanej wycieczki książkę oceniam raczej średnio. Zbytnie kreowanie się na wykładnię kulturalną i dorabianie filozofii do codzienności sprawiły, że lektura była raczej ciężka. Zmiana tonu wypowiedzi oraz kontekstu z rozdziału na rozdział nie ułatwia czytania.
2/5

niedziela, 24 kwietnia 2016

Evzen Bocek - Arystokratka w ukropie

Gdy kończyłam czytać "Ostatnią arystokratkę" zaczęłam szukać informacji na temat autora. Ucieszyłam się, że jest też część druga i miałam nadzieję, że wkrótce zostanie przetłumaczona. Tak właśnie się stało - "Arystokratka w Ukropie" ukazała się w pierwszym kwartale 2016 roku. Zakupiłam książkę w formie ebooka bardzo krótko po premierze i szybko zabrałam się za lekturę.
Jak w pierwszej części jest lekko, przeważnie zabawnie, czyta się błyskawicznie a wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie.
Jednakże nie ma tutaj uroku nowości, a niektóre z założenia śmieszne zdarzenia już się "opatrzyły".

Szalone towarzystwo na zamku dalej zalewa się orzechówką i prozakiem, pieniądze topnieją szybko, dobre pomysły kończą się tragicznie, a główna bohaterka wydaje się ostatnią normalną wśród zgrai wariatów.
Orzechówka jest dobra na wszystko, a turyści to straszne muflony.

To lekka i przyjemna książka, którą czyta się szybko i równie szybko zapomina. Idealna na poprawę humoru.
2/5



poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Dziewczyny, które zabiły Chloe - Alex Marwood

Ciekawy kryminał, który nie miał zbyt wielkiej promocji. Porównywany do "Dziewczyny z pociągu" - chociaż niesłusznie, bo lepszy.
W zasadzie wiemy, kto jest zbrodniarką - dwie dziewczynki, które zabiły Chloe - dziecko, pozostawione im pod opiekę. Jak jednak doszło do tej zbrodni i co potem stało się z dziewczynami, dowiadujemy się na kartach książki.

Akcja skupia się głównie na teraźniejszości i zbrodniach jakie mają miejsce w nadbrzeżnym miasteczku w Anglii słynnym głównie z wesołego miasteczka.  Autorka dobrze oddaje jego duszną atmosferę, wypełnioną zapachem waty cukrowej, kebabów, frytek i potu w letnie dni.
W miasteczku co jakiś czas zabijane są turystki i porzucane w różnych miejscach. Okazuje się, że osobą która jedną z nich odnajduje jest jedna z dziewczyn, które w 1986 roku w inne duszne, letnie popołudnie zabiły mała Chloe.
Dziennikarka, która bada sprawę to druga z dziewczyn. Nigdy nie powinny ponownie się spotkać, a jednak okazuje się, że są sobie potrzebne, gdyż doskonale się rozumieją, jako współwinne zbrodni sprzed lat.

Tak naprawdę dopiero pod koniec książki dowiadujemy się, co naprawdę stało się z Chloe w 1986 roku. W międzyczasie autorka serwuje nam portret społeczeństwa, które zdanie na temat ludzi czerpie z brukowej prasy, a raz popełniona zbrodnia ciągnie się za człowiekiem całe życie, Portrety zakłamanych ludzi pokazują angielskie społeczeństwo łaknące taniej sensacji i łatwych ofiar.

To dosyć nietypowy kryminał, gdyż oprócz wątku samej zbrodni jest ciekawą ilustracją społeczeństwa oraz mechanizmów nim rządzących, a także pokazuje trudy egzystencji wielu osób zamieszkujących Wyspy.
Czyta się bardzo dobrze i szybko. 
Polecam 3/5


niedziela, 20 marca 2016

Magdalena Rittenhouse - Nowy Jork

Wybieram się do NY. Niestety z powodu ograniczonego czasu przed wyjazdem mam mniej czasu na lekturę książek o tym mieście niż planowałam.
Tym bardziej się cieszę, że udało mi się skończyć Nowy York - od Mannahaty do Ground Zero Magdaleny Rittenhouse, książkę genialną i świetnie napisaną.

Snując opowieść o Nowy Jorku autorka skupia się głównie na Manhattanie. Opisuje początki miasta i przedstawia historię zakupu wyspy od mieszkających na niej Indian. Potem skacze po różnych epokach i latach, aby ukazać Manhattan od jego najbardziej wysuniętego czubka do central parku.
W książce nie znajdziemy opisów willi i bogactw Upper East Side ani nawet Upper West Side. Autorka skupia się na okolicach WTC, Wall Street, Lower East Side, China Town, Little Italy, Central Parku. Opisuje jak budowano most Brooklynski, jak powstawały pierwsze wieżowce, Broadway z jego teatrami oraz Biblioteka Publiczna.

To podróż przez miasto oczyma jego mieszkanki. Autorka pokazuje miejsca popularne zawsze i chwilowo na fali, prezentuje portrety wyróżniających się mieszkańców miasta oraz wiele małych, ale fascynujących historii.

Piękny obraz miasta i ciekawy, chociaż nietypowy przewodnik.

Zdecydowanie polecam!
4/5

piątek, 18 marca 2016

T.R. Richmond - Prawda o dziewczynie

To jedna z książek, które nie były w żadnej czytelniczej kolejce, a autor był mi zupełnie nieznany. Nikt mi jej nie polecał, nie czytałam również opinii na jej temat przed lekturą. Może jedynie porównanie do "Dziewczyny z Pociągu", która moim zdaniem niesłusznie wyznaczyła kanon, do którego aspirują wszelkie kryminały wydawane od 2015 roku...

Kupiłam książkę jako "Kota w Worku" w księgarni internetowej. Zazwyczaj nowości muszą nabrać trochę "patyny" zanim po nie sięgnę, w tym wypadku było inaczej.

"Prawda o dziewczynie" to napisana w niestandardowy sposób książka. To taka powieść epistolarna na miarę naszych czasów, gdzie obok tradycyjnych listów są e-maile, posty na blogach, tweety, SMSy oraz listy piosenek ze Spotify.

Główna bohaterka to Alice Salmon - 25 letnia dziewczyna, która utopiła się w rzece w Southampton. Policja nie wie, czy był to nieszczęśliwy wypadek związany z nadużywaniem alkoholu, czy samobójstwo albo morderstwo. Obok śledztwa policyjnego, które jest bardzo mocno w tle, poznajemy historię Alice ze śledztwa antropologicznego, jakie prowadzi jej dawny profesor - Jeremy Cooke.
Z materiałów jakie zbiera z internetu, wywiadów z gazet, wypowiedzi znajomych powoli tworzy opis życia Alice - tego jaka była, co czuła, na czym jej zależało. Analizuje jej codzienność, aby dojść do prawdy, która kryje się za przedwczesną śmiercią dziewczyny.

Książkę czyta się dobrze. Trzeba przyzwyczaić się do dziwnej formy i częstych zmian czasu i przestrzeni - autor skacze po różnych latach i wątkach ze zręcznością linoskoczka. Dzieciństwo, dorosłość, lata nastoletnie, studia, czasy przed urodzeniem Alice i czasy po jej śmierci są wymieszane w pozornym chaosie.

Moja dosyć niska ocena wynika jednak z samego wątku. Historia kryminalna jest w miarę banalna, to dygresje są ciekawsze, ale tak naprawdę nie o nie tu chodzi. Sama Alice oraz Jeremy też nie wywołują sympatii jako bohaterowie.
Faktycznie jeśli chodzi o zagadkę kryminalną porównanie z "Dziewczyną z Pociągu" jest jak najbardziej słuszne. Koneserzy kryminałów będą
rozczarowani.

2/5

niedziela, 6 marca 2016

Robert Galbraith - Żniwa Zła

Trzecia część cyklu Pani Rowling o Cameronie Strik'u i jego zdolnej asystence Robin Elacott w dalszym ciągu trzyma wysoki poziom, w mojej opinii była lepsza niż część druga.
To dobrze zbudowany kryminał, pozwalający czytelnikom rozwijać zagadki i tajemnice razem z głównymi postaciami książki. Fakt, po pewnym czasie można domyślić się, który z podejrzanych stoi za zbrodniami, ale rozwiązanie i tak jest zaskakujące - co tym bardziej dobrze świadczy o  tym kryminale.

W "Żniwach zła" dochodzenie opiera się na polowaniu na mordercę, który lubi ciąć swoje ofiary na kawałki oraz zabierać poszczególne części ciała jako trofea. Jedno z takich trofeów wysyła na początku książki do agencji Camerona, wręcz wręcza skrzynkę z uciętą nogą Robin jako kurier na motorze. Oprócz uciętej kończyny przesyłka zawiera również tekst piosenki Blue Oyster Cult oraz nawiązanie do tatuażu matki Camerona.
Detektyw od razu typuje trzech podejrzanych, którzy mogą mieć do niego urazy z przeszłości, oraz znają fakty związane z jego matką - znaną groupie.
Współpraca z policją przynosi małe efekty, więc detektyw i jego asystentka podejmują dochodzenie na własną rękę poszukując podejrzanych.

Dodatkowo, autorka poświęciła więcej czasu życiu prywatnemu bohaterów. Pokazała ich małe prywatne tragedie, trudne życie osobiste oraz ukrywane fakty z przeszłości. Poznajemy Robin i Camerona o wiele lepiej, niż przez dwie poprzednie książki.

Powieść bardzo dobrze się czyta, akcja rozwija się dynamicznie, nie ma nudnych wstawek.
Bardzo dobry kryminał.
Polecam

4/5

Sylvia Plath - własnymi i cudzymi oczami

 Czy należycie do fanów Sylvii Plath?  Ja niespecjalnie. Owszem mając dwadzieścia parę lat czytałam "Szklany klosz", ale na tym si...