czwartek, 26 lutego 2015

Marsjanin - Andy Weir

Dziś będzie w klimatach SF, nie tak odległych, tym bardziej, że plany wyprawy na Marsa w 2022 zaczynają się coraz bardziej krystalizować.

Książka Pana Weira toczy się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Ludzie stanęli na Marsie już trzykrotnie za sprawą programu kosmicznego o nazwie Ares.
Załoga Aresa 3 miała pozostać na czerwonej planecie przez 30 dni, niestety niespodziewana burza i wichura pokrzyżowała im plany i zmusiła do ucieczki na statek - Hermesa, który ma ich zawieźć z powrotem na Ziemię. Nie wszystkim jednak udaje się dotrzeć do statku, który ma wynieść ich z planety - MAV'u. Ostry wiatr odrywa talerz anteny satelitarnej od Habu - kosmicznej bazy - i antenę kierunkową i uderza nimi w Marka Watneya.
Antena wbija się w bok astronauty, a mocny podmuch wiatru przenosi go daleko od statku za pobliską wydmę. Czujniki na kombinezonie Marka przekazują dane, że astronauta jest martwy, załoga odlatuje w pośpiechu, gdyż wichura może uszkodzić statek, nie wiedza, że ich towarzysz żyje.

Okazuje się jednak, że Mark przeżył i tutaj zaczyna się jego samotne życie na Marsie, w stosunku do którego wyspa Robinsona Cruzoe była istnym rajem.
Wyobraźmy sobie jaki jest Mars - to czerwona planeta, bez atmosfery którą można by oddychać i która chroniłaby powierzchnię planety przed promieniowaniem kosmicznym, bez wody, na dodatek zbyt zimna, aby dało się przeżyć. Miejsce całkiem wyjałowione bez śladów życia i bez szans na ich uformowanie - nie da się na glebie planety posadzić roślin i mieć nadzieję, że coś wyrośnie z sadzonek.
Całość kiepskiej sytuacji potęguje fakt, że wraz z brakiem MAVu i zniszczeniem anten satelitarnych Mark pozostaje na Marsie zupełnie sam, bez kontaktu z Ziemią ani jego załogą.
W tych niesprzyjających okolicznościach główny bohater musi wykorzystać całe swoje doświadczenie oraz posiadaną wiedzę, aby przeżyć. Mark wie, że za około 4 lata na Marsie wyląduje kolejna misja Ares - ich statek MAV jest już na miejscu, około 4000 km od miejsca w którym był Hab misji Ares 3.
Mark musi zaplanować jak rozlokować środki które ma oraz co zrobić, aby się uratować. Jest inżynierem i botanikiem, więc wiedza którą posiada jest w stanie przedłużyć jego egzystencję na tym jałowym globie.

Akcja rozwija się powoli. Głównie jest to dziennik Marka, który wbrew okolicznościom nie trąci pesymizmem i desperacją, a ukazuje wolę życia i pozytywne usposobienie bohatera. Mark, mimo przeciwności zachowuje pogodę ducha, a jego wpisy do dziennika tylko czasami trącą nutą dramatyzmu, zazwyczaj są jednak  zabawne.

"Marsjanin" to książka o tym, że życie ludzkie jest cenne, wola przeżycia silna a ludzie są altruistyczni i gotowi do najwyższych poświęceń. Oprócz tego, jest to ciekawa pozycja science fiction, gdzie część naukowa została dopracowana z najmniejszymi szczegółami, a przez to bardziej realistyczna.

Książkę czyta się dobrze, chociaż ogromne ilości faktów i dużo przeliczeń czasami utrudniają lekturę. Odniesienia do nauki są jednak konieczne, aby zrozumieć pewne akcje, które podejmuje bohater. Cały czas coś się dzieje, nie ma przestojów, akcja ciągle się rozwija. Jedyne co mnie drażniło to pojawiające się raz na jakiś czas zabiegi stylistyczne rodem ze Stephena Kinga, zwiastujące już kilka stron wcześniej, że coś się zepsuje. Moim zdaniem nie tylko nie pasowały do całości książki, ale były również zbędne.

Czekam teraz na film, który ma najprawdopodobniej pojawić się w tym roku. Reżyseruje go Ridley Scott, a w głównej roli zobaczymy Matta Damona, więc szykuje się ciekawe widowisko.
Książkę polecam przeczytać przed filmem. Miło będzie zobaczyć wizualizację tych wszystkich
"gadżetów".

3/5



środa, 4 lutego 2015

Jakub Żulczyk - Ślepnąc od świateł

O książce dowiedziałam się z forum czytelniczego.. Ta powieść była tam bardzo polecana, ale bez konkretów jeśli chodzi o zawartość. Sięgając po nią, nie widziałam o czym tak naprawdę jest - co uważam za duży plus. 

Książka jest dynamiczna, bezkompromisowa, bardzo współczesna, napisana świetnym stylem i językiem i ciekawa, chociaż momentami lekko przewidywalna. Idealnie zgrała się w czasie z oglądanym serialem o podobnej tematyce - Breaking Bad.

Z prozą Pana Jakuba spotkałam się wcześniej tylko w przypadku powieści "Instytut", która z początku bardzo ciekawa, po pewnym czasie mnie zmęczyła. 
"Ślepnąc od świateł" jest zupełnie inna. Nie ma tutaj wydumanej historii, inspirowanej horrorami. Jest obraz Warszawy - brudnej i nieprzyjemnej, miejsca w którym nie chciałoby się mieszkać. Warszawy i jej mieszkańców, którzy aby funkcjonować muszą bywać, aby bywać muszą wciągać kokę i tu jest miejsce dla naszego bohatera - Jacka, dilera kokainy. Jacek ubrany na biało, porusza się swoim białym samochodem po brudnym mieście. Nocna Warszawa to jego pole łowów i źródło utrzymania. Przemieszcza się między popularnymi klubami, zamkniętymi osiedlami oraz willami na obrzeżach miasta. Jest dostępny na telefon i dowozi biały proszek tam, gdzie akurat go potrzebują.

Jako diler kokainy obraca się wśród zamożnej klienteli, która ma swoje oczekiwania ale też "zboczenia". Jest tutaj popularny prezenter telewizyjny - MF - który bardzo przypomina Pana znanego z telewizji, radia, tudzież felietonów o inicjałach KW. Jest wypadek, który tenże Pan popełnił pod wpływem białego proszku - bardzo podobny to poruszanego na pudelku wypadku wątpliwego celebryty, byłego męża pewnej polskiej wokalistki. Warszawa przedstawiona w książce to zgniłe miasto, którego mieszkańcy w pogoni za pieniędzmi stracili szacunek do siebie nawzajem oraz wszelkie więzi rodzinne. Seks jest powszechny i łatwo dostępny, miłość i przyjaźń prawie nie istnieją.

Główny bohater jest bogaty, ale samotny. Oprócz pracy nie ma życia. Otacza się luksusem, ale są to tylko dobra materialne. Jego organizm zaczyna powoli wysiadać. Jacek nie śpi, a jeśli już śpi to nie śni. Nie jest w stanie zbudować związku, nie potrafi zaangażować się emocjonalnie chociaż wyczuwalnie za tym tęskni. Pracuje głównie w nocy.
Jacek marzy o wyjeździe do Argentyny, daleko od tego wszystkiego, daleko od pustego i pazernego świata, w którym egzystuje. Ale Warszawa tak łatwo go nie wypuści, ma kilka sztuczek na podorędziu, które sprawdzą nie tylko spryt bohatera, ale też jego poczucie moralności i człowieczeństwo.

Świat przedstawiony kojarzył mi się z brudem i lepkością wydzielin fizjologicznych, blichtr ukazany w niej skrywa wewnętrzną zgniliznę, za fasadą bogactwa jest pustka, samotność i rozpacz. Piękno jest zewnętrznym wytworem i nie ma głębokich relacji międzyludzkich.To książka osadzona w teraźniejszości, przez użycie i nawiązania do znanych popkulturowych motywów wydaje się bardzo realna.

Pokazuje też, że taki rodzaj pracy nie przynosi tylko bogactwa, ale ma też bardzo ciemne strony.

Czyta się świetnie.  Zdecydowane 4/5


Stulecie - Ken Follet

Kena Folleta znam przede wszystkim z monumentalnych Filarów Ziemi, które śniły mi się w nocy powodując lunatyczne przebudzenia i wyjaśnia...