sobota, 30 marca 2013

Ritus - Markus Heitz.

Druga połowa XVIII wieku, prowincja Gevaudam we Francji. Kraina lasów i granitu, usiana tu i ówdzie pagórkami. Ludzie żyją w małych miasteczkach i wioskach trudniąc się rolnictwem i pasterstwem. Okolicą wstrząsa szereg potwornych morderstw, których ofiarami padają dzieci i młode kobiety. Sprawdzą tych rzezi, jak wierzą miejscowi jest "Bestia z Gevaudam". Ten potwór, który prawdopodobnie jest loup-garou rozrywa swoje ofiary na części, wypija ich krew i potwornie kaleczy twarze.

Bestia grasuje i pozostawia za sobą szlak usiany z trupów. Mieszkańcy Gevaudam boją się wychodzić z domu, pracować na polach. Przeraża ich każdy hałas, a wilki stają się wrogiem którego bez sentymentu trzeba zabić. Jednakże ani często polowania ani odprawiane msze nie przynoszą ulgi. Piekielna Bestia grasuje dalej. Król wyznacza nagrodę za zabicie bestii, po okolicy krążą setki myśliwych, a mimo to dalej znajdowane są zmasakrowane ciała.
W tych czasach toczy się jedna część powieści, której bohaterami są Jean Chastell oraz jego dwaj  synowie. Jean jest jednym z myśliwych przemierzających całą prowincję śladami bestii. Chce ją zabić nie tylko ze względu na nagrodę w wysokości 10 000 ludwików, ale również z własnych powodów.... Na początku powieści ta trójka znajduje w lesie ogromnego wilka, który dogorywa gdyż nabił się na hak z przynętą. To znalezisko rzuci cień na życie całej rodziny Jeana.

Monachium, czasy współczesne w których rozpoczyna się druga część powieści. Eric Kastell, milioner, playboy, artysta, a tak naprawdę zabójca wilkołaków. Nie ważne, czy są to umięśnienie mężczyźni, czy drobne nastolatki, jeśli płynie w ich żyłach wilcza krew giną bez skrupułów. Eric przemierza Europę w swoim brudnym Porsche Cayenne i ubraniu z białej skóry. Jest bon vivantem, który z łatwością zdobywa kobiety i jeszcze łatwiej doprowadza je do orgazmu. Wyposażony w srebrną amunicję i nowoczesną broń zostawia za sobą trupy wilkołaków. Do czasu, aż w następstwie jednej z akcji ginie jego ojciec, a przy otwarciu jego testamentu Eric dowiaduje się, że ma siostrę.

Obie części powieści przeplatają się rozdział po rozdziale. Powieść zaczyna się w XVIII wieku, by w następnym rozdziale przejść w XXI. Pozornie bohaterowie nie mają ze sobą nic wspólnego, choć nazwiska Chastell i Kastell wydają się podejrzanie zbieżne.

W moim osobistym odczuciu o wiele ciekawsza była część powieści tocząca się w XVIII wieku. Historia bohaterów i ich walka o przetrwanie, a zarazem kolejne odkrywane tajemnice nie pozwalały się oderwać od książki. Dodatkowo bohaterowie, szczególnie Jean wzbudzają sympatię.
Współczesny bohater Eric niestety dla mnie jako czytelnika był bardzo irytujący. Chociaż akcja tocząca się w XXI wieku, również w pewnym momencie zaczęła mocno przykuwać uwagę.

Książka w całokształcie jest pozycją bardzo dobrą. Zawiera ciekawe opisy, przykuwa uwagę i co najważniejsze wciąga tak, że ciężko się od niej oderwać.
Zakończenie nic nie wyjaśnia i urywa się w połowie fascynującej akcji.
Tu od razu ostrzegam czytelników - druga cześć SANCTUM nie została wydana w Polsce, ja po długich poszukiwaniach zamówiłam używany egzemplarz z Niemiec.

Jeśli ktoś zna język niemiecki, to zdecydowanie warto sięgnąć po ten cykl.
Dla czytelników polskojęzycznych też warto, ale uczucie niedosytu na koniec i rozczarowania, że nie dowiemy się co dalej może zdecydowanie zepsuć całą lekturę.


Mocne 8.5 na 10

Zanim zasnę - czyli o życiu bez pamięci

Ciekawa pozycja, chociaż temat był już nie raz przerabiany w filmach - np. Memento, Pamiętnik i dlatego historia nie jest do końca oryginalna.
.
Główna bohaterka Christine jest pozbawiona pamięci. Codziennie gdy wstaje rano następuje pełny reset i budzi się w obcym dla niej miejscu, obok obcego człowieka, co więcej w ciele, które jest sporo starsze niż odbicie w lustrze jakie zapamiętała. Brak pamięci powoduje, że bohaterka nie wie kim jest, co się wydarzyło w ostatnich dniach/miesiącach i latach ani nie rozpoznaje otaczających ją ludzi. Wierzy w to, co opowiada jej każdego ranka mąż.

Pewnego dnia, za namową lekarza który codziennie przypomina jej o swoim istnieniu, Christine zaczyna pisać pamiętnik. Każdego następnego dnia wie więcej o swoim życiu i odkrywa nowe fakty ze swojej historii. Aby jednak tego się dowiedzieć codziennie od nowa czyta pamiętnik.
Lecz w dalszym ciągu nie wie, czy to co napisała wydarzyło się na prawdę, czy jest wytworem jej wyobraźni. Nie wie co jest rzeczywistością ani nie może nikomu ufać, nawet sobie.

Ciekawie przedstawiona jest sama bohaterka, która zawieszona jest w pewnej próżni bez punktów zaczepienia, które daje nam doświadczenie i pamięć. Codziennie przeżywa całe swoje życie od nowa, ze wszystkimi emocjami, tymi złymi i dobrymi. Żyje chwilą, gdyż przeszłość stanowi ciemną plamę, a przyszłość to kolejne takie same dni, bez zaczepienia w historii.
Nie chciałabym doświadczyć czegoś takiego.

Pozycję tę czyta się przyjemnie, chociaż sama akcja ma różne natężenie. Raz jest ciekawiej, innym razem opisna historia nudzi. Zaczęłam "lekturę" tej książki od słuchania audiobooka na siłowni. Mimo jednak całkiem dobrego nagrania, wolę sama doczytać resztę historii. Audiobooka porzuciłam na parę miesięcy i zanim mogłam skończyć powieść minęło około pół roku.


W mojej ocenie to 6,5 na 10. Głównie dlatego, że akcja była nierówna, chociaż pod koniec znacząco się zintensyfikowała.

wtorek, 19 marca 2013

Dallas 63 - Stephen King

Zamykałam okładkę "Dallas 63"  z dziwnym uczuciem. Ciężko przyszło mi porzucić USA przełomu lat 50 i 60 z ich magiczną atmosferą i niepowtarzalnym klimatem. Ta powieść Kinga to Mad Men w wersji książkowej. Czasy wszechobecnego dymu papierosowego, czarno-białej telewizji i dobrych filmów wyświetlanych w kinach samochodowych. Czasy, gdy ludzie komunikowali się rozmawiając twarzą w twarz, gdy połączenia łączyły telefonistki, a zamiast terrorystów ludzie bali się wojny jądrowej. Były to czasy, gdy rewolucja seksualna nie obaliła jeszcze tradycyjnych zasad, nauczycielka mogła zostać zwolniona za złe prowadzenie się, a ludzie byli w stosunku do siebie bardziej otwarci.
Czasy jednego z najważniejszych wydarzeń XX wieku - zabójstwa Kennedye'go. Wydarzenia, które urosło w kulturze na miarę mitu, przewijając się przez filmy, muzykę (Marilyn Manson, Lana del Rey) po książki. Wokół tej zadry w sercu Amerykanów swoją powieść buduje również Stephen King.

"Dallas 63" to powieść obyczajowa z elementami S-f. Delikatnie przewija się w niej pradawne zło i mrok, znany z innych powieści autora, ale próżno doszukiwać się tutaj elementów horroru. Jest to historia "podróżnika w czasie", który przemieszcza się z roku 2011 przez "króliczą norę" do Maine we wrześniu 1958 roku i ma pozostać w USA wczesnych lat 60tych aby powstrzymać zabójstwo JFK. Zadanie nie jest łatwe, gdyż "przeszłość nie lubi być zmieniana", a każda próba zmiany tego co było spotyka się z oporem, tym większym im zmiana jest poważniejsza. Efekt motyla działa również w przeszłości, za każą zmianą pociągając kolejną. Bohater - Jake Epping aka George Amberson, jest pozostawiony sam w sobie w nieznajomym i innym świecie. Z jednej strony nim zafascynowany, z drugiej przerażony. W USA lat 60tych przeżywa miłość swojego życia, szuka swojego miejsca i jest przytłoczony ciężarem czekającego go zadania.

W posłowiu dowiadujemy się, ile tak naprawdę pracy wymagało stworzenie tej powieści i jej świata. Ile badań nie tylko samego zabójstwa Kennedye'go i losów Lee Oswalda, ale także oddanie realiów tamtej epoki. Stos książek wysokości autora, które pozwoliły stworzyć tę świetną książkę.
To kolejna powieść, która ukazuje warsztat literacki Kinga. Idealnie zbudowaną historię, podawaną powoli w kawałeczkach, prostą historię od której trudno się oderwać. Akcja rozwija się powoli, początek jest raczej "nudny", potem następuje delikatne przyspieszenie i powolne kołysanie aż do końca. Brak tu szalonych zwrotów akcji, cliffhanerów albo niepotrzebnych fajerwerków. Całość jest idealnie zbilansowana pod przyjemną lekturę.

Dla fanów Kinga, przyjemne jest nawiązanie do jednego z jego klasyków - "To". Miło było znaleźć tę aluzję i przypomnieć sobie tamtą powieści. Tak jakby Autor połaczył książki i stworzył w nich wzajemny wszechświat. Dodatkowe opisy pradawnego zła czającego się w niektórych miejscach idealni wpisują się w klimat dzieł Kinga. 

Fani Stephena Kinga nie powinni poczuć się zawiedzeni. Osoby, które nie przepadały do tej pory za autorem mogą bez obaw sięgać po "Dallas 63".

Chętnie do niej kiedyś powrócę. 
Dla mnie 9,5/10



Stulecie - Ken Follet

Kena Folleta znam przede wszystkim z monumentalnych Filarów Ziemi, które śniły mi się w nocy powodując lunatyczne przebudzenia i wyjaśnia...