środa, 30 listopada 2016

Katarzyna Puzyńska - Dom czwarty

Katarzynę Puzyńską odkryłam w marcu tego roku. Błyskawicznie przeczytałam pięć tomów, chwilę tylko czekałam na "Łaskuna" i trochę oczekiwałam na pojawienie się "Domu Czwartego".
Na lekturę zarezerwowałam całą niedzielę i faktycznie zaczęłam rano i skończyłam wieczorem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak szybko przeczytałam książkę, która ma ponad 500 stron.

Ten tom mi się podobał. Skupiał się na sprawie, w której różne wątki rozciągały się na prawie sto lat. Policjanci wraz z Weroniką udają się do rodzinnej miejscowości Klementyny Kopp, gdyż jej partnerka Lilliana zgłosiła zaginięcie byłej Pani komisarz. Klementyna udała się do rodzinnego domu, na prośbę matki, aby wyjaśnić zabójstwo sprzed paru lat. Okazuje się, że jedna zbrodnia jest tylko częścią większej całości, a tajemnice i dziwne zdarzenia stopniowo się nawarstwiają.
Książka ma trochę mroku, który typowy był również w "Utopcach". Toczy się w miejscu, w którym obcy nie czują się najlepiej, a społeczeństwo skupione jest wokół starych zbrodni i historii i nie chce aby ktoś z zewnątrz je odkrył. Historia kryminalna i jej "odnogi" są ciekawe, akcja wartka co sprawia że książkę czyta się naprawdę szybko.
Bohaterowie bardzo mocno zmienili się od czasów "Motylka". Najmocniej ewoluował Daniel, niekoniecznie pozytywnie. Zmiana która w nim nastąpiła, sprawia, że jest to zupełnie inna postać niż na początku cyklu. Martwi mnie jedynie zmiana w postaci Klementyny, która straciła swój specyficzny koloryt i sprawia wrażenie cienia dawnej Pani komisarz. Jestem ciekawa, co autorka zaplanuje dla tych dwóch centralnych postaci w następnych tomach.

Da się zauważyć pewną zmianę w stylu pisania Pani Katarzyny - użycie słownictwa policyjnego. Wcześniej typowe wyrażenia jak np. "szmata" nie były używane. Jakoś mimo tego, że mają dodać całości pewnego autentyzmu, w moim odczuciu były sztucznie dodane do tekstu.

Polecam czytelnikom cyklu. W oderwaniu od pozostałych książek lektura będzie trudna, gdyż ciężko będzie wejść w świat "Domu czwartego".
4/5

niedziela, 27 listopada 2016

Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes

Ta książka pozwoliła mi przełamać dwa stereotypy:
1. Nie da się słuchać audiobooków jadąc samochodem
2. Książki romantyczne na pewno są nudne i nic nie wnoszą.

Gdy film wchodził do kin i zrobiło się tak bardzo głośno na temat tej książki, zarzekałam się, że nie przeczytam i nie obejrzę, bo to nie w moim stylu. Nawet dowiedziałam się jakie jest zakończenie, gdyż uważałam, że nie będę na to tracić czasu. Trochę sytuacja wymusiła na mnie sięgnięcie po tą książkę - znudzona słuchaniem muzyki w czasie godzinnych dojazdów do pracy stwierdziłam, że dam szansę audobiookom. Aby jeszcze lepiej wykorzystać czas na dojazd zaczęłam w platformie streamingowej szukać książek w języku niemieckim i tak trafiłam na "Zanim się pojawiłeś".
Włączyłam i mnie wciągnęło. Śmiałam się wiele razy, denerwowałam i smuciłam wraz z bohaterami. Z ciekawością śledziłam losy Lou i rozwój historii, która wcale nie jest przewidywalna i nudna, jak wydawało mi się, że będzie w powieści tego typu.

Książka przedstawia losy Louise Clark, zagubionej 26 latki z małego angielskiego miasteczka, która tkwi w nierozwojowej, ale w miarę bezpiecznej pracy kelnerki, jest od 7 lat z jednym chłopakiem - chociaż podświadomie czuje, że związek nie rokuje na przyszłość bo ani nie mieszkają razem, anie nie mają planów związanych ze ślubem, mieszka z rodzicami, dziadkiem, siostrą i siostrzeńcem w małym domu, w którym zajmuje komórkę bez okien. Lou jest zadowolona z życia które ma, bo nie zna inne, ani nie ma ambicji aby spróbować czegoś nowego. Nie ryzykuje ani się nie wychyla. Jej spokojna codzienność wywraca się, gdy kawiarenka w której pracowała od lat zostaje zamknięta, a Lou z jej kiepskim doświadczeniem musi szukać nowej pracy, gdyż rodzice ledwie wiążą koniec z końcem. Po serii traumatycznych dla niej prac trafia jako opiekunka, do domu bogatych Państwa Taynor, aby dotrzymać towarzystwa sparaliżowanemu 35 letniemu Williamowi, kiedyś aktywnemu i bogatemu "królowi życia". William nie jest osobą, która wzbudza sympatię od razu, jest kapryśny, zły na sytuację w której się znalazł i niezbyt zadowolony z towarzystwa Lou.

To co zdecydowanie jest na plus w tej książce, oprócz historii i bohaterów, to rada życiowa, jaką przemyca autorka. William edukuje Lou i pokazuje jej, jak cenne jest życie i jak wielkim marnotrawstwem jest utknąć w stereotypach i nie przełamać się aby poznać nowe smaki, miejsca czy doznania. Opowiada o tym, że nie żałuje ani chwili życia które przeżył, tego że podróżował po świecie, był aktywny i ciągle się czegoś uczył. To banalna prawda, ale często w pogoni za pieniądzem można o niej zapomnieć, padając po pracy na kanapę i traktując to jako idealnie spędzony wieczór.
Żyje się tylko raz i trzeba z tego korzystać.

Podobało mi się 4/5

środa, 16 listopada 2016

Światło między oceanami - M.L.Stedman

Nie będę oryginalna przyznając się, że najpierw widziałam zwiastun filmu, a dopiero potem zainteresowałam się książką. Na szczęście kolejność z zapoznaniem się z całością była poprawna, najpierw książka, a następnie film.

Światło między oceanami to bardzo dobrze napisana i skonstruowana powieść obyczajowa. Akcja nie zawsze jest dynamiczna, autorka pochyla się nad codziennością i prostymi czynnościami które opisuje, przez co całość jest jeszcze bardziej realna, a czytelnik mocniej identyfikuje się z postaciami i wczuwa w ich historię. Powieść porusza bardzo trudny temat  - co jest tak naprawdę złem. Pokazuje, że zgodnie ze starym przysłowiem, "dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane".

Para głównych bohaterów to Tom i Isabel Sherbourne. Tom po ciężkim doświadczeniu pierwszej wojny wraca do rodzimej Australii i szuka pracy jako latarnik, aby w spokoju odreagować traumę. Proste, powtarzalne czynności i życie według przepisów pozwalają mu na spokój, a rutyna sprawia, że skupiony na pracy nie wraca do trudnych wspomnień. Po paru latach pracy na lądzie otrzymuje posadę tymczasową na Janus Rock, małej wysepce położonej około 100 mil od brzegu kontynentu, leżącej na styku oceanu indyjskiego ze spokojnym. Przybywając do portu, z którego ma wyruszyć na wyspę, poznaje Isabel - młodą, szczęśliwą dziewczynę, która zachęca go do karmienia mew.
Isabel inicjuje kontakt z latarnikiem i przesyła do niego listy. Ich relacja, mimo oddalenia i rozłąki czasowej umacnia się, a kolejne dłuższe wakacje na lądzie kończą się dla Toma ślubem.

Para zamieszkuje na Janus Rock i tworzy swój mały, prywatny raj. Isabel zakochana w mężu i zachwycona nowym życiem z utęsknieniem czeka na pierwsze dziecko, niestety traci je, tak samo jak dwoje kolejnych. 
Dwa tygodnie po urodzeniu martwego syna, Isabel widzi łódkę która przypływa do brzegu. Leży w niej nieżywy mężczyzna i dwumiesięczna dziewczynka, zawinięta w damski sweter. Instynkt macierzyński wybucha w Isabel i przygarnia ona dziecko, namawiając męża do zatajenia informacji o łódce i jej pasażera i uznaniu dziecka za ich córkę. Tłumaczy Tomowi, że matka na pewno utonęła, a dziecko będzie szczęśliwsze z nimi niż w sierocińcu.
To zdarzenie odbije się na całym ich dalszym życiu.

Tom mimo ojcowskiego i mężowskiego szczęścia ciągle przeżywa kłamstwo, którego się dopuścił zatajając fakt przybicia łódki do brzegu Janus Rock. Wyrzuty sumienia potęgują się, gdy po odwiedzinach na lądzie, okazuje się, że matka dziewczynki żyje i rozpaczliwie poszukuje od czterech lat swojej córki.

Tom chce wyznać prawdę, Isabel się na to nie zgadza, zasłaniając się dobrem dziecka. Pozostałe wydarzenia sprawiają, że czytelnik musi się zastanowić, co było słusznym czynem i co powinien zrobić bohater.
Nie ma szarości, ani czerni ani bieli, a racja nie leży po środku. Bo kto powinien mieć prawo do dziecka, biologiczna matka, która w wyniku wypadku utraciła je gdy miało dwa miesiące, czy rodzice którzy przygarnęli i wychowali noworodka, zapewniając mu miłość i dom?
Wreszcie co tak naprawdę będzie dobre dla dziecka - złączenie z biologiczną, ale nie znaną matką, czy pozostanie z kochanymi, ale zastępczymi rodzicami.

To też książka o nienawiści do innych, o zmienności ludzkiej natury i o głupich zdarzeniach, które mają fatalne konsekwencje.

Książka jest napisana dobrze, prostym ale przyjemnym w odbiorze językiem i stylem. Akcja rozwija się powoli, pozwalając czytelnikowi zagłębić się w świecie powieści.
Zdecydowanie polecam 4,5/5

wtorek, 15 listopada 2016

Justyna Kopińska - Polska odwraca oczy

Książkę Pani Justyny Kopińskiej przeczytałam już jakiś czas temu. Mniej pamiętam poszczególne sprawy jakie porusza, a bardziej ich ogólną wymowę i wpływ na mnie jako czytelnika.

"Polska odwraca oczy" to naprawdę mocna pozycja. Nie pozostawia złudzeń, że jest dobrze i fajnie, tylko wali obuchem w głowę i pokazuje, że tak naprawdę większość z nas odwraca oczy od tego co bolesne i niesprawiedliwe i to samo robią również organy państwowe, które często zamiast stanąć po stronie ofiary wspierają winnego.

Autorka porusza najróżniejsze tematy. Pokazuje zazwyczaj krzywdę ludzką, która kończy się źle albo tragicznie. Obdziera czytelnika ze złudzeń, że istnieje sprawiedliwość, a pokrzywdzony znajdzie w Państwie Polskim obrońcę. Pisze dobrze i w ciekawy sposób naświetla temat, stara się pokazywać obie strony, ale jej ewidentna sympatia leży po stronie ofiar, czyniąc "złoczyńcę" jeszcze gorszym.

Są tematy ciekawe i bardzo ciekawe, jak o ordynator oddziału psychiatrii dziecięcej, siostrze Bernadecie czy byłej Pani wiceminister sprawiedliwości, która mimo lat przykładnego prowadzenia i licznych sukcesów została napiętnowana przez media przez jedno przewinienie, co skończyło się jej samobójstwem.

Czyta się dobrze i książka zmusza do zastanowienia.
Jeśli ktoś nie boi się wyjść ze strefy komfortu i wiary, że Temida jest ślepa a zło spotka zawsze kara, to polecam.

4/5

czwartek, 10 listopada 2016

Piąta fala, ostatnia gwiazda - Rick Yancey

Książka, która z założenia powinna być lekką i przyjemną lekturą, na maksymalnie trzy wieczory zajęła mi około trzy tygodnie życia. Czytałam i nie mogłam skończyć.
Przede wszystkim, przez większą część książki nie wiedziałam co się dzieje i czemu się tak dzieje. Nie da się czytać ostatniej gwiazdy w oderwaniu od pozostałych tomów cyklu. Nie pamiętając części drugiej - Bezkresnego morza - tak jak ja, błądzi się praktycznie w ciemności. Zazwyczaj narzekam na autorów, którzy podsumowują ciągle na nowo co było w poprzednich tomach, tym razem nie obraziłabym się na małe podsumowanie na wstępie książki na temat tego co się stało wcześniej.

W Ostatniej gwieździe spotykamy dobrze znanych nam już z poprzednich części bohaterów, jest Cassie, Zombie, Ringer, Evan Walker i Nugget. Autor oddaje im głos i pozwala obserwować rozwój historii z różnych punktów widzenia.
Sama historia sprawia wrażenie dosyć chaotycznej i momentami dla mnie niezrozumiałej. Akcja posuwa się do przodu, dzieje się sporo, krew leje się hektolitrami a trup ściele gęsto. Bohaterowie mają ogromne problemy, a rozwiązania jakie próbują zastosować nie zawsze są pomyślne.

Koniec jest ciekawy, chociaż mało zaskakujący i dosyć podobny do innych powieści tego typu.
Ogólnie nie jestem zachwycona, książka nic nie wniosła do mojego życia. Dopiero pod koniec wciągnęłam się w historię, a to trochę mało.
2/5

sobota, 5 listopada 2016

Harry Potter i Przeklęte Dziecko

W świat Harry'ego Pottera pierwszy raz wkroczyłam w wieku 21 lat i opuściłam go parę lat temu, gdy na rynku pojawił się ostatni tom. Wszystkie tomy stoją na półce, ale przeczytałam je tylko raz i nigdy do nich nie wróciłam. Myślę, że wkrótce to zrobię.

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - 8 tom cyklu, a raczej scenariusz sztuki teatralnej w której palce maczała autorka wzbudził początkowo moją nieufność. Bo jak to, kolejny Harry, gdy miało już nie być następnych, na dodatek nie do końca dzieło Pani Rowling. 
Nie kupiłam książki, tylko pożyczyłam od koleżanki. Przeczytałam ją błyskiem bo zaledwie w parę godzin. Historia jest wciągająca i z niecierpliwością przewracałam kolejne strony.

"Harry Potter i przeklęte dziecko" to historia syna Harrego - Albusa Severusa Pottera, który nie dość, że pierwszego dnia w pociągu do Hogwartu zaprzyjaźnia się z synem Draco Malfoya, o którym krążą plotki, że jest dzieckiem Voldermorta, to na dodatek trafia do Slytherinu, w przeciwieństwie do jego rodzeństwa.
Albus nie różni się za bardzo od swojego taty w jego wieku. Wplątuje się w historie i przygody podobne do Harryego i na dodatek ma konflikt z ojcem.

Czyta się bardzo szybko, historia jest ciekawa ale za krótka. Idealnie oddany klimat świata Harryego Pottera. Aż miło wrócić do znajomych literackich kątów :)
Mimo absolutnej "miodności" z lektury niestety pozostaje niedosyt, gdyż "książka" jest zwyczajnie za krótka.

Fani serii nie będą  zawiedzeni.
Mi się bardzo podobało :)
4/5