niedziela, 30 października 2016

Stephen King - Wielki Marsz

Czytając "Wielki Marsz" nasuwa się podobieństwo do "Igrzysk śmierci". To złudne wrażenie, gdyż jak coś to właśnie ta druga powieść mogła być zainspirowana "Wielkim Marszem" gdyż dzieli je około 30 lat różnicy. 
King wydał "Wielki Marsza" w 1979 roku pod pseudonimem Richard Bachman. Powieść to dystopia, akcja toczy się gdzieś w nieokreślonej przyszłości w Stanach Zjednoczonych, gdzie co roku z inicjatywy Majora, pełniącego rolę władcy absolutnego, organizowany jest Wielki Marsz. W tej "imprezie" udział bierze 100 chłopców i młodych mężczyzn, którzy wyruszają z północnego Maine i muszę iść utrzymując tempo co najmniej 6 km na godzinę. Idą do upadłego, aż na drodze zostaje ostatni. Pozostali padają z wycieńczenia, albo zatrzymując się za długo otrzymują trzy upomnienia a jako czwarte pada seria z karabinu.

Ostatni może wybrać sobie jaką chce nagrodę. Najczęściej jest jednak tak, że po paru dniach intensywnego wysiłku jego stan psychiczny nie jest już najlepszy.

Głównym bohaterem jest Ray Garraty, chłopak który zgłosił się sam mimo sprzeciwu jego matki i dziewczyny.  Już na linii startu poznaje paru kolegów, którzy będą mu towarzyszyć przez następne kilometry. Chłopcy przesuwają się  po trasie wydani na pastwę upału, zimnego deszczu, wiatru. Dzień i noc muszą iść nie zważając na ból i zmęczenie. Ratują siebie wzajemnie, gdy któregoś złapie skurcz albo straci wole walki. Zawiązują sojusze i rodzą się przyjaźnie. Rozmawiają ze sobą o rzeczach banalnych ale też o tym co będą robić po wygraniu marszu, co jest o tyle przerażające, że zwycięzcą będzie osoba, która zostawi za sobą 99 ciał towarzyszy.
Trudno przywiązać się do któregoś z pierwszoplanowych bohaterów, mając świadomość, że nawet jeśli przeżyje to pozostali padną. 
To dosyć przerażająca książka. King nie stosuje taryfy ulgowej pozwalając przeżyć dwóm osobom. Reguła jest prosta - idziesz dopóki zostajesz ostatni.

Czyta się dobrze, język jest w miarę prosty, a styl spójny bez artystycznych wydziwień.
Polecam
4/5

wtorek, 25 października 2016

Peter Wohlleben - Sekretne życie drzew

Uwielbiam spacery po lesie. Od dziecka przemierzam tą samą trasę i obserwuję jak zmienia się układ drzew. Patrzę jak potężne dęby i buki pną się w górę, gonione przez ich dzieci o cieniutkich pniach i agresywne brzozy i klony. Lubię przechadzać się po leśnych ścieżkach, czując delikatnie rezonującą moje kroki ściółkę pod stopami. Podziwiam las o każdej porze roku. Jest fascynujący wiosną, gdy budzi się do życia a pąki i młode liście wydzielają upajający zapach, cudowny latem gdy daje odrobinę ukojenia i zielonego cienia w skwarze, jesienią gdy drzewa okrywają się żółcią i powoli zrzucają liście a nawet zimą, gdy olbrzymy są uśpione, a iglaki w końcu mają dostęp do światła.

Gdy zobaczyłam zapowiedzi wydawnictwa a wśród nich "Sekretne życie drzew" wiedziałam od razu, że to książka, którą kupię w dniu premiery i od razu zabiorę się za lekturę. Sądziłam, że lata nauki biologii tej podręcznikowej i praktycznej odkryły przede mną wszystkie tajemnice drzew i lasu. Po lekturze książka Pana Petera Wohllebena wiem w jak wielkiej niewiedzy żyłam do tej pory. Całkiem inaczej patrzę na drzewa które mijam. Teraz wiem jak wielką walkę musiały stoczyć o przetrwanie i ile energii kosztuje je codzienne wspinanie się w kierunku nieba.

To świetnie napisana historia o małych i wielkich dramatach, o ciężkim rodzicielstwie, walce o przetrwanie i codziennym stawianiu czoła przeszkodom. A to wszystko w świecie drzew. Autor pokazuje las i rośliny jak bohaterów powieści sensacyjnych, przez to nawet spora ilość naukowych faktów oraz ciekawostek nie jest przytłaczająca, a książkę czyta się nadzwyczaj dobrze.

Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Patrzę inaczej na drzewa, mogę również coś więcej o każdym z nich powiedzieć po samej obserwacji. W trakcie lektury czytałam głośno fragmenty znajomym. To książka o której się mówi, fascynuje i dostarcza wielu tematów do ciekawych pogawędek.

Zdecydowanie polecam
5/5

niedziela, 16 października 2016

Magda Stachula - Idealna

To debiut nowej polskiej autorki. Dosyć mocno promowany przez wydawnictwo. Skusiłam się na ebooka w promocyjnej cenie i nie żałuję. Zazwyczaj boję się debiutów, bo nie wiem czego się spodziewać. Tym razem dostałam to co obiecywała okładka. Dobrą rozrywkę, wartką akcję i ciekawą historię i ciekawe miejsca akcji - Kraków i Pragę
Od razu po przeczytaniu moja ocena była sporo wyższa, ze względu na to, że książka naprawdę mnie wciągnęła, przeczytałam ją błyskawicznie. Jednakże po paru godzinach a potem dniach entuzjazm opadł i zaczęłam dostrzegać niedopatrzenia autorki. Co nie zmienia jednak faktu, że książka jest ciekawa i dobrze się ją czyta.

Główną bohaterką jest Anita, 34 latka rozpaczliwie pragnąca dziecka. W tym celu co trzy miesiące odwiedza klinikę płodności, prowadzi kalendarzyk, nie pije alkoholu, a mąż jest dla niej interesujący tylko w dni, w które mogą powołać do życia potomka. Zajmuje się pozycjonowaniem stron, całe dnie spędza w domu z kotem, prawie nie wychodzi - gdy wyjdzie jest przestraszona. Aby zrekompensować sobie obcowanie z ludźmi obsesyjnie śledzi nagrania z kamer ulicznych, a konkretnie z praskiego tramwaju. Obserwuje innych ludzi i przywiązuje się do nich bardziej niż do męża. Jest zafascynowana rudowłosą dziewczyną i jej chłopakiem w typie artysty, którego nazywa Zo. Wie kiedy stoją na praskim przystanku tramwajowym i wtedy koniecznie patrzy w ekran, aby zobaczyć co u nich słychać.
Jej relacje z mężem są w stanie rozsypki. Perfekcjonistka zmieniła się w bałaganiarę, uczuciowa żona w zimną kobietę, która nie potrafi wyrażać uczuć ani rozmawiać z mężem. Żyją razem, ale praktycznie obok siebie. Anita przegląda komputer męża, gdy ten udaje że śpi. Codzienność jest podyktowana staraniom o dziecko i tragizowaniu Anity, że jeszcze go nie ma. 

Jej mąż Adam też żyje obok żony. Kiedyś ją kochał i podziwiał, teraz nie wie co  myśleć o ich wspólnym życiu i przyszłości. Ucieka z domu wcześniej, nie interesuje się życiem żony, a seks pod dyktando kalendarzyka traktuje mechanicznie i coraz bardziej oddala się od Anity. Nie rozumie jej i uważa, że ta zdecydowanie przesadza. Tą sytuację wykorzystuje ta trzecia, czyli Marta, będąca kolejną bohaterką historii, która bardzo łatwo wciąga Adama w romans.

Jest jeszcze Eryk, rzeźbiarz i malarz, poznajemy jego codzienność.

Historie tych czterech osób powoli zaczynają się zazębiać i dowiadujemy się jakie są łączące ich związki. Akcja nabiera tempa wraz z kolejnymi tajemnicami i ich wyjaśnieniami. Trudno się oderwać od tej książki, gdyż koniecznie chcemy się dowiedzieć dlaczego i co będzie dalej.
Czyta się bardzo szybko i to naprawdę dobry kawał rozrywki.

3/5


Moje zastrzeżenia (mogą zawierać spojlery)
Pierwsza ocena była entuzjastyczna. Czasem mi się tak zdarza, ale już po kilku godzinach od lektury emocje opadły i zaczęła się analiza. 
Postaci nie budzą sympatii. Nie rozwijają się, ani nie ewoluują znacznie w trakcie książki. W zasadzie są takie same, a niektóre z ich działań raczej budzą zwątpienie.
Końcówka i rozwiązanie całej intrygi wydawało mi się zdecydowanie za szybko i za łatwo ucięte, spodziewałam się czegoś lepszego, jakieś większej dramy.
Kwestia braku dziecka i prowadzenia kalendarzyka przez Anitę po zastanowieniu też w mojej opinii nie została do końca przemyślana przez autorkę, jeśli ktoś tak obsesyjnie planuje potomka nie opiera obserwacji swojego ciała tylko na matematycznych wyliczeniach kiedy przypada owulacja, a stosuje jeszcze parę dodatkowych metod.

Nie zmienia to faktu, że chętnie przeczytam drugą powieść Pani Stachuli :)

niedziela, 9 października 2016

Marek Krajewski - Mock

O nowej książce w cyklu o Eberhardzie Mocku dowiedziałam się przypadkiem. Gdy tylko miała swoją premierę od razu ją zakupiłam i parę dni później zaczęłam czytać.
Książki Pana Marka Krajewskiego mają to do siebie, że w ciemno można je zabrać na każdy wyjazd bez strachu, że nagle znajdziemy się gdzieś z beznadziejną książką. Nic w tym stylu. To zawsze wciągająca rozrywka na najwyższym poziomie.

Tak samo jest i tym razem. Główna akcja toczy się chwilę przed pierwszą wojną światową. Jak zawsze we Wrocławiu. Centralnym obiektem w tej książce jest Hala Stulecia, nowo wybudowana i oczekująca na wielkie otwarcie i odwiedziny pruskiego cesarza z tej okazji. W Hali zostają znalezieni czterej chłopcy, porwani wcześniej i zabici w masakryczny sposób, oraz człowiek ze skrzydłami, który powiesił się na jednym z balkoników.
Eberhard Mock jest jeszcze pracownikiem wydziału obyczajowego, jednakże przez występek całego wydziału został zawieszony w obowiązkach. Może się zrehabilitować wspierając śledztwo w sprawie morderstw. Nie odpowiada mu jednak odsunięcie go na boczny tor, więc prowadzi swoje dochodzenie w tajemnicy...

A śledztwo jest ciekawe, gdyż przejawiają się w nim wątki masońskie, żydowskie, narodowe jak i perwersje seksualne. Mock musi przezwyciężyć kilka swoich koszmarów, finalnie jednak rozwiązuje sprawę.

Dobra rozrywka.
3/5

sobota, 8 października 2016

Łukasz Orbitowski - Inna Dusza

W zeszłym roku w lipcu leżąc na plaży w Kątach Rybackich czytałam Esquire, zainteresowałam się opisem książki "Preparator" i informacjami na temat wydawnictwa od Deski do Deski Tomasza Siekielskiego. Po powrocie do domu zamówiłam od razu dwie dostępne książki, wspomnianego wcześniej "Preparatora" i właśnie "Inną duszę". Zanim zabrałam się do lektury minął ponad rok.
Wydawnictwo do dziś wypuściło 4 powieści z serii "Na F/aktach" opierające się na prawdziwych zbrodniach i sprawach kryminalnych jakimi żyła Polska w przeciągu ostatnich bodajże 50 lat. Piąta jest w drodze. Wszystkie mam i na pewno wszystkie przeczytam.

"Inna Dusza" autorstwa Łukasza Orbitowskiego jest drugą książką z cyklu. O autorze słyszałam wcześniej całkiem sporo, ale nie miałam okazji przekonać się osobiście o jego talencie. 
"Inna dusza" to opowieść o zbrodni, jaka wstrząsnęła Bydgoszczą w końcówce lat 90-tych. Osobiście nie miałam świadomości o jaką sprawę chodziło, ani o czym będzie traktować książka, dzięki temu przyjemność z czytania była naprawdę spora.

Akcja toczy się w Bydgoszczy w drugiej połowie lat 90-tych.  Autor z detalami oddał wszystkie miejsca akcji, mimo iż sam nie pochodzi ani nie mieszkał w tym mieście. Bydgoszcz przedstawiona w tej powieści nie jest miejscem w którym chciało by się mieszkać, szare, ponure, pełne blokowisk i biednych ludzi, którzy szukają swojego miejsca w życiu.
Bohaterowie to trójka nastolatków - Jędrek, Krzysiek i Darek. Jędrek i Darek - kuzyni, Krzysiek syn alkoholika. Jędrek i Darek pochodzą z dobrych rodzin, mieszkają na Fordonie. Ich rodzice wiążą z nimi wielką nadzieję, poniekąd próbują zmusić do podjęcia pewnych decyzji życiowych, natomiast nie słuchają i są ślepi na wady i słabości. Krzysiek musi walczyć o swój byt. Mieszka w maleńkim mieszkaniu z rodzicami na Jasnej (podrzędnej lokalizacji), śpi na rozkładanej amerykance. Wspiera mamę w pracy w maglu i w codziennym zmaganiu z nieobliczalnym ojcem, który fazy ciągu alkoholowego przeplata z okresami zamartwiania się i chęci poprawy. 
Jędrek, najstarszy ze wszystkich dusi się w domu, w którym ojciec wymusza na nim aby podejmował decyzje życiowe zgodnie z jego propozycjami.
Darek ma siostrę, która trochę go wykorzystuje, a on zachowuje się jak zakochany wariat.

Pochodzenie Krzyśka jest solą w oku rodziców pozostałej dwójki, którzy najchętniej zakazaliby spotykać się nastolatkom. . Jednakże chłopcy dogadują się świetnie i spędzają ze sobą czas, nie zawsze w pełni legalnie i bezpiecznie.

Autor pokazuje powoli rozwój akcji, czasem w obrębie godzin, dni albo też wielu miesięcy. Pokazuje zmiany w życiu bohaterów, szczególnie Krzyśka, którego codzienność z powodów zmiennych stanów "Tatki" przypomina kolejkę górską. Oddaje z wyjątkową szczegółowością klimat i nastrój tamtych lat. Opisy miejsc są dogłębne, portrety psychologiczne rewelacyjne a sposób prowadzenia akcji nie pozwala oderwać się od książki. Pokazuje bohaterów w sytuacjach trudnych, zmuszających ich podejmowania ciężkich decyzji. Ukazane szczęście nigdy nie jest pełni i zawiera w sobie łyżkę dziegciu.
Obserwujemy dojrzewanie bohaterów i nabywanie przez nich nowych doświadczeń w konfrontacji z przeciwieństwami losu, smutną szarą rzeczywistością Bydgoszczy jak i próbie zrealizowania marzeń.
Oraz dojrzewanie do zbrodni i życie po niej.  
Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, przez co niecierpliwie przewracała kolejne strony.

Dla mnie ta książka była poniekąd wycieczką do czasów końca podstawówki i początków szkoły średniej. Klimat lat 90 oddany jest w sposób mistrzowski.

Zdecydowanie polecam
5/5

sobota, 1 października 2016

Mam na imię Lucy - Elisabeth Strout

Nie znałam autorki, dopóki kolega nie powiedział mi o serialu "Olive Kitteridge" na podstawie jej książki. Serial obejrzałam, książki nie miałam okazji przeczytać, ale od tego samego kolegi słyszałam, że jest świetna.

"Mam na imię Lucy" kupiłam trochę impulsywnie. Była wyprzedaż w jednej z internetowych księgarni, więc skusiłam się na powieść, o której było głośno. Nie czytałam wcześniej szczegółów na temat książki, więc moje zdziwienie było spore gdy dostałam cieniutką (raptem około 200 stron) książeczkę w twardej okładce.

Autorka rozwija historię Lucy kawałek po kawałku. Poznajemy ją gdy leży w szpitalu z dziwnymi powikłaniami w postaci gorączki po wycięciu wyrostka. Jej mąż ze względu na swoją niechęć do szpitali odwiedza ją niezwykle rzadko, tak samo jej córki. Lucy jest sama i nieszczęśliwa. Pewnego dnia budzi się i widzi swoją mamę, siedzącą obok na krześle. To pierwsze od lat spotkanie matki i córki. Rodzicielka spędza z Lucy parę dni, nie odchodząc z jej pokoju i śpiąc na krześle. 
Z ich rozmów poznajemy historię rodziny i sąsiadów. Dowiadujemy się więcej o bohaterce, ale nie wszystkiego. Wiele pozostaje w sferze domysłów i niedomówień. 

Historia którą przedstawia autorka nie jest jednoznaczna, wymaga skupienia i powolnego odkrywania jej kolejnych kawałków, które trzeba wydobyć z retrospekcji i futurospekcji, które mieszają się z teraźniejszością jak w kalejdoskopie. Główną siłą tej powieści nie jest przedstawiona akcja, a emocje i obraz więzy między Lucy, jej matką i innymi bohaterami.

Styl i język Pani Strout są nienaganne. Czyta się bardzo dobrze, smakując kolejne zdania.
Powieść jest bardziej rozbudowanym opowiadaniem, niż klasycznym przykładem gatunku. Momentami przypominała mi utwory Alice Munro.

Warto 3/5

Philip K. Dick - Człowiek z wysokiego zamku

"Człowiek z wysokiego zamku" to alternatywna wersja historii świata w którym wojnę wygrała Trzecia Rzesza i państwa Osi . Europ...