poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Diana Gabaldon - Outlander (Obca)

Nie będę oryginalna twierdząc, że po książkę sięgnęłam po obejrzeniu pierwszego odcinka serialu. Wcześniej nie miałam pojęcia o istnieniu serii oraz autorki. Jakoś cały szum przeszedł obok, zapewne dlatego, że zazwyczaj nie sięgam po książki z tego rodzaju.

Outlander to książka historyczna z elementami fantasy. Akcja rozpoczyna się tuż po Drugiej Wojnie Światowej, gdy rozdzielone wojenną zawieruchą małżeństwo Claire oraz Frank Randall udają się do Szkocji, aby spędzić tam drugi miesiąc miodowy przed powrotem do pracy w Anglii. Claire w czasie wojny pracowała na froncie jako pielęgniarka, a jej mąż - profesor historii pracował w służbach wywiadu.
Do Szkocji udają się aby szukać śladów słynnego przodka Franka - Johnatana Randalla, zwanego Czarnym Kapitanem, znanego XVIII wiecznego pogromcę szkotów i kapitana angielskiej armii. W noc przesilenia małżeństwo obserwuje odtwarzany przez lokalne kobiety celtycki rytuał na wzgórzu z menhirami. Następnego dnia, Claire chce ponownie sprawdzić jakie kwiaty rosną między głazami i przenosi się w jak się później okazuje czasy Johnatana Randalla. Od razu natyka się na Czarnego Kapitana, który ze względu na jej współczesny ubiór bierze ją za dziewkę. Johnathan jest sobowtórem Franka, ale zupełnym jego przeciwieństwem jeśli chodzi o charakter. Z rąk kapitana ratuje ją jeden ze Szkotów i zabiera wraz z grupą innych do siedziby klanu McKenzie.

Wśród grupy Szkotów jest młody, rudowłosy i dobrze zbudowany James McTavish, któremu Claire opatruje rany. To pierwsze spotkanie tych dwojga. Na tym etapie książka jeszcze jest ciekawa. Akcja powoli się rozwija. Claire poznaje obyczaje XVIII wiecznej Szkocji i podejmuje się roli zamkowej uzdrowicielki, gdyż wykorzystując swoje zdolności pomaga wielu ludziom.
Potem następuje dziwny zwrot akcji, którego rezultatem jest przymusowe i pilne małżeństwo James'a i Claire.

I od tej sceny książka traci swój urok przekształcając się powoli w 50 twarzy Greya. Sceny seksualne między Claire i Jamesem ciągną się przez długi czas, autorka przeplata je krótką akcją po czym do nich powraca. Co więcej postaci są co rusz doświadczane przez zły los i gnębione przez ich wrogów. Akcja momentami przybiera absurdalny kierunek.

Od pewnego momentu męczyłam się z tą powieścią, czekałam na koniec scen seksu i jakąś normalną akcję. Nie mam ochoty sięgać po kolejne części.

2/5

niedziela, 13 sierpnia 2017

Katarzyna Puzyńska - Czarne narcyzy

Książki Katarzyny Puzyńskiej mają to do siebie, że czyta się je świetnie, połyka błyskawicznie ale niestety równie szybko ulatują.
Odkryłam autorkę w zeszłym roku, krótko przed pojawieniem się "Łaskuna". Miałam możliwość czytania pierwszych pięć części jedną za drugą, co sprawiło, że byłam na bieżąco z historią i perypetiami miłosnymi Daniela i Weroniki. Wtedy sama historia mocno przypominała Camilę Lackberg, ale na szczęście autorka postanowiła namieszać w kształtującej się rodzinnej sielance i wbiła mocny klin między tą parę oddalając się od porównani ze szwedzkim cyklem.

A potem była część szósta - Łaskun, siódma - Dom Czwarty i ósma - Czarne narcyzy i historia bohaterów skomplikowała się na tyle, że czytając ostatnią póki co część, miałam problem aby umieścić się w historii miłosnego trójkąta i przypomnieć sobie jak skończyła się poprzednia część.

W porównaniu z poprzednimi tomami "Czarne narcyzy" mają słaby wątek kryminalny. Tym razem nie udało się odtworzyć ciężkiej atmosfery tajemnicy, która była silna w Utopcach i obecna również w Domu Czwartym. Wręcz elementy paranormalne wydają się w tej części wepchnięte na siłę, tak samo jak policyjne słownictwo. Co nie zmienia, że czyta się ją szybko i dobrze.

Niestety powoli z cyklu o Lipowie tworzy się drugi Ojciec Mateusz. Dużo zbrodni, niektóre wątki i ich zakończenia niesatysfakcjonujące - tak jak sprawa dziwnego stowarzyszenia i ich zbrodni, od której się wszystko zaczęło. Wkrótce w Lipowie zabraknie już mieszkańców, którzy nie mieliby czegoś na sumieniu ;)

Bardzo lubię autorkę i mam nadzieję, że następna książka o Lipowie odzyska trochę ducha pierwszych z serii. Może zostaną wprowadzone nowe postaci, a obecnie bohaterowie odzyskają trochę gruntu pod nogami. Czekam na dawną Klementynę.

3/5

Erik Axl Sund - Obłęd

Będą spojlery:

Dawno nie czytałam tak nudnego kryminału.
Z jednej strony mamy epatowanie okrucieństwem jak i trudny temat pedofilii, wykorzystywania dzieci oraz rozdwojenia jaźni. Z drugiej strony śledztwo które posuwa się niezwykle wolno, mało wyraźnych bohaterów i nudną akcję. W zasadzie, skoro w książce mamy przedstawione 4 bohaterki, z czego jedna jest sprawcą wszelkiego zła, druga policjantką, trzecia psychologiem, a czwarta ofiarą wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie z rozdwojeniem jaźni, to szybko się domyślimy co jest na rzeczy...

To pierwsza cześć trylogii, dlatego nic nie jest wyjaśnione. Nie wiadomo po co jest całe krzywdzenie i mordowanie małych chłopców, nie wiadomo co dzieje się z młodym chińskim chłopcem, który jest zamknięty w tajemniczym, wyciszonym i odciętym od świata pokoju w bloku - no ale są przecież okna z innych mieszkań, a z tego nie ma? To co jest grane? Po cholerę ktoś zastawia okna styropianem - to jest samo już podejrzane na odległość? Do tego tą złą jest kobieta, która w jakimś celu okalecza i morduje małych chłopców, a następnie podrzuca ich w różnych miejscach w mieście.
Zbrodnie ma wyjaśnić policjantka, nie doceniana przez przełożonych i ze skomplikowanym życiem prywatnym.
Policjantka spotyka Panią psycholog, za której sprawą poznajemy dziewczynę, która wykorzystywana w dzieciństwie przeżywa swoją traumę i opowiada o niej na nagranych kasetach. Szybko orientujemy się, która z bohaterem cierpi na rozdwojenie jaźni... Tym bardziej, że wydawca nie omieszkał dodać znaczku na okładce - oblicza Victorii Bergmann.

Historia mozolnie posuwa się do przodu. Nie ma przytupu ani wartkiej akcji historii kryminalnych. Sam element szoku też przechodzi wraz z rozwojem historii.
Całość kończy się w dramatycznym momencie, gdy odkryte zostają wszystkie karty co ma skłonić czytelnika do sięgnięcia po dalsze części.

Dziękuję, mnie nie skłoniło.

1/5

Neil Gaiman - Amerykańscy bogowie

Od dawna spotykam się z entuzjastycznymi opiniami na temat "Amerykańskich bogów" Gaimana. W planach miałam tą powieść od paru lat, potrzebny był jednak impuls w postaci zapowiedzi serialu, oraz dostępności książki w zbiorze audiobooków, abym w końcu sięgnęła do tej pozycji.

"Amerykańscy bogowie" to książka, która stawia pewnego rodzaju wymagania przed czytelnikiem - trzeba być obeznanym ogólnie z kultury i dosyć szczegółowo z kwestii mitologicznych. Bez tego ani rusz - bo jak inaczej zorientujemy się kim jest Mr. Wednesday od razu gdy go poznamy?

Całość zaczyna się w więzieniu - Shadow Moon odbywa tu karę za udział w napadzie. Jego żona Laura - pracująca w biurze podróży oczekuje na niego i załatwiła mu bilet na samolot. Na parę dni przed zwolnieniem Shadow ma złe przeczucia, że stanie się coś niedobrego. Na dzień przed wyjściem z więzienia zostaje wezwany do kierownika i dowiaduje się, że jego żona zginęła w wypadku samochodowym.
Shadow walczy z przeciwnościami losu aby dotrzeć na pogrzeb Laury. W czasie jednego z lotów poznaje Mr. Wednesdaya (który proponuje aby tak go nazywał, skoro dziś środa). Tajemniczy starszy Pan wie wszystko na temat Shadowa i finalnie oferuje mu pracę ochroniarza, którą ten po wielu wahaniach w końcu przyjmuje. I tak zaczyna się przygoda Shadowa, który w towarzystwie starego oszusta jakim jest Wednesday poznaje wielu pomniejszych bogów oraz fantastyczne stworzenia jak skrzaty, trzy siostry strzegące nieba, stare rosyjskie bóstwo, trio z egipskiego panteonu oraz wielu innych.

Książka składa się z kilku historii, wątek główny to losy Shadow i rozwój konfliktu między nowymi bogami a starymi. Oprócz niego jest sporo wątków pobocznych, nawiązujących do różnych historii jak pojawienie się wikingów w Ameryce, wędrówka ludów syberyjskich czy też bunt niewolników. Każda, nawet najbanalniejsza historia zmusza czytelnika do sięgnięcia pamięcią do mitologii, gdyż niesie ze sobą sporo smaczków.

Amerykańskich bogów nie czyta się z wypiekami na twarzy, bo to nie ten rodzaj książki. Odkrywa się ją strona po stronie.

3/5



czwartek, 13 lipca 2017

Sarah J. Mass - Trylogia ACOTAR - Dwór cierni i róż




ACOTAR - ten skrót wywodzi się od tytułu pierwszej powieści z trylogii - A court of thornes and roses, czyli Dwór cierni i róż. Widziałam wcześniej tą książkę w księgarniach, oraz na portalach literackich, natomiast nie wzbudziła mojego większego zainteresowania. 

Powodem, że sięgnęłam po "Dwór cierni i róż" był fakt, że otrzymałam tą powieść w prezencie urodzinowym od koleżanki z pracy. Dodatkowo gorąco polecała mi tą książkę. Zaczęłam ją czytać, ale przez pierwsze dwa tygodnie przebrnęłam ledwie przez parę stron, głównie z powodu braku czasu. Dopiero weekend majowy pozwolił mi poświęcić się lekturze i bum, przeczytałam część pierwszą, połknęłam część drugą a 3 maja czekałam rano, aż na amerykańskim Amazonie będę mogła kupić część trzecią, którą też przeczytałam bardzo szybko.

Dwór cierni i róż to fantasy dla dziewczyn. Mimo ciekawej historii oraz opisów paru walk oraz treningu wojskowego, elementy kobiece i "young adult" jednak dominują - jest główna bohaterka Feyra, jest wątek miłosny, są kobiece przyjaciółki i wrogowie, wreszcie jest sporo opisów strojów, potraw i sukienek. Panowie przeczytają, ale pewnie nie będą tak zachwyceni jak kobiety.

Jak wspomniałam, główną bohaterką jest Feyra - najmłodsza z trzech sióstr, córka kupca, który z powodu paru złych decyzji stracił cały swój majątek. Gdy umierała matka Feyry, wymogła na córce, że zawsze będzie troszczyć się o ojca i siostry. Dlatego dziewiętnastolatka poluje wyruszając samotnie w niebezpieczne lasy blisko muru, gdyż to jedyny sposób, aby zdobyć jedzenie oraz pieniądze po sprzedaży skór upolowanych zwierząt. Jej ojciec, okaleczony fizycznie oraz złamany psychicznie nie stanowi podpory rodziny, rzeźbi w drewnie, ale marne zarobki nie starczają na utrzymanie nędznej chaty, ani trzech córek. Dwie siostry Elaine oraz Nesta również nie pracują, za to stale krytykują najmłodszą. Życie Feyry nie jest usłane różami. Codziennie musi stoczyć walkę, aby wypełnić przysięgę złożoną matce.

Poznajemy ją, gdy brnie w śniegu w las bardzo oddalony o od osad ludzkich, a położony blisko muru oddzierającego krainy ludzi od krainy Prynthianu, zamieszkiwanej przez straszne Fae. Zauważa w śniegu sarnę, ale chwilę zanim ją ustrzeli widzi również wilka, który się czai obok. Po krótkiej ocenie, czy wilk jest przeobrażonym Fae dziewczyna podejmuje decyzję i zabija zarówno drapieżnika jak i sarnę. Zdziera z wilka skórę, a sarnę zanosi do domu. Następnego dnia na targu sprzedaje skóry zwierząt najemniczce i otrzymuje informacje, że najlepiej gdyby wraz z rodziną oddaliła się od muru, gdyż coś dziwnego się dzieje w krainie Fae.

Tego samego wieczoru drzwi do chaty Feyry i jej rodziny zostają wyważone i wpada przez nie bestia, która żąda informacji kto zabił jej przyjaciela. Za cenę życia wilka, Feyra może albo zginąć, albo musi udać się z bestią do krainy Fae - wybiera to drugie.
Bestia okazuje się być jednym z siedmiu książąt krainy zwanej Prynthian - księstwa położonego na granicy krainy ludzi a zwanego Dworem Wiosny. Jak nazwa wskazuje, za sprawą magii na terenie całego księstwa panuje wieczna wiosna. Tamlin, bo tak książę ma na imię jest wysokim, dobrze zbudowanym blondynem o zielonych oczach i części twarzy ukrytej za maską balową, której on, ani jego dworzanie z powodu klątwy nie może zdjąć.

Feyra powoli poznaje dwór, służbę i przyjaciela Tamlina - Luciana, jednego z książąt dworu jesieni, który uciekł gdy bracia chcieli go zamordować. Mimo spokojnych warunków, bezpiecznego i wygodnego domu i dostatku jedzenia, dziewczyna chce uciec, gdyż martwi się o rodzinę. Jak jednak możemy się domyślić, powoli rodzi się między nią a Tamlinem uczucie, a napięcie emocjonalne i erotyczne panuje przez dużą część książki. Dodatkowo ciągle dowiadujemy się o klątwie, która wpływa na moc księcia aby finalnie odkryć z czego ona wynika...

Na tym zakończę streszczenie historii, aby nie wrzucać spoilerów.

Pierwsza książka z cyklu rozwija się powoli, w pewnym momencie jest w niej więcej romansu niż fantastyki. Wszystko jest cukierkowe, potem zaczyna się horror aby znowu było dobrze. Natomiast druga część "Dwór furii i mgieł" jest już o wiele wiele lepsza. Bohaterowie okazują w końcu większą paletę cech charakteru i nie są tacy "płascy". Cała historia idzie również w innym kierunku, niż wydawało by się na początku. Ta część spokojnie przechodzi w tom trzeci - nie wydany jeszcze w Polsce "Dwór skrzydeł i ruin".

Autorka stworzyła ciekawy, chociaż nie idealny świat powieści osnuty woków krainy Prynthianu i Fae. Skupiła się jednakże za bardzo na Dworach i ich władcach, przez co wydaje się, że życie w tej krainie koncentruje się raczej wokół ośrodków władzy.
Bohaterami uczyniła elfy, którzy mają po setki i tysiące lat i skonfrontowała je z 19-letnią dziewczyną - Feyre. Co dziwne, te wiekowe elfy zachowują się jak Feyre - pokazując sobie wulgarne gesty, przeklinając i wygłupiając się. To razi, gdyż trudno sobie wyobrazić, że żyjący ponad 500 lat książę wielkiego dworu będzie zachowywał się jak nastolatek, skoro przez te setki lat rządził swoim dworem oraz nazbierał doświadczenia. To przypominało zmierzch.
Nie do końca przemyślany jest również sam świat, częściowo stylizowany na późne średniowiecze bądź renesans, ale wyposażony w łazienki z wannami i sedesami.

Nie zmienia to jednak faktu, że cały cykl czyta się bardzo dobrze i jest to mile spędzony czas.

Polecam 3/5

niedziela, 28 maja 2017

Jan Seghers - Die Sterntaler Verschwoerung


Nie znałam wcześniej twórczości tego autora. Nie wiem, czy jest wydawany w Polsce. Na kryminał jego autorstwa trafiłam w postaci audiobooka poleconego mi przez platformę streamingową. Sterntaler Verschwoerung jest kolejną książką w serii, można ją jednak czytać w oderwaniu od poprzednich - po prostu w przypadku wątku związanego z głównym bohaterem będziemy mieć spoilery ;)


Die Sterntaler Verschwoerung to thriller polityczny. Zbrodnia ma swoje początki w rotacjach i układach politycznych związanych z jednym z niemieckim parlamentów krajów związkowych. W Hesji mają nastąpić nowe wybory, w których parta opozycyjna może zebrać więcej głosów, a tym samym miejsc niż ekipa rządząca. W związku z tym zostają podjęte pewne kroki, aby nie dopuścić do takiej sytuacji. Niektóre z działań to czarny PR i dyskredytowanie przeciwników, ale w dążeniu do władzy wszystkie środki dozwolone, tym bardziej, jeśli ma się w szachu również policję...

Mamy intrygę polityczną, kryminalną, trochę historii prywatnej.
Kryminał, który niestety nie trzyma w napięciu.
1/5

wtorek, 25 kwietnia 2017

Chemik - Stephenie Meyer

Stephenie Meyer i Thriller. Zapowiadało się co najmniej ciekawie...

Mimo płytkości samej historii  przedstawionej "Zmierzchu"  przyznaję, że była to bardzo "miodna" książka, którą czytało się szybko i przyjemnie. Idealny czasoumilacz i pozycja na odstresowanie.
"Intruz" mi się nie podobał, główna bohaterka irytowała mnie jeszcze bardziej niż Bella - swoją drogą ciekawe, że Stephanie ma talent do tworzenia takich irytujących "bab". Historia też mnie nie wciągnęła. Przeczytałam, ale z trudem.

Chemik ma być Thrillerem, w którym nic nie jest czym się wydaje. Od razu uprzedzam, że nie ma tutaj twistu, który mógłby decydująco podnieść walory książki.
Całość wydaje się chaotyczna. Momentami nie wiadomo o co chodzi, pojawiają się jakieś decydujące kwestie, które wynikają nagle i przypadkowo. Ale do rzeczy.

Książka rozpoczyna się z perspektywy głównej postaci - dziewczyny lubiącej unisexowe imiona, dzięki czemu może rozmyć się w tłumie. Ta dziewczyna która nazywa siebie Alex (chociaż naprawdę ma na imię Julianna), ucieka przed swoimi poprzednimi pracodawcami - komórką tajnych służb USA, w której pracowała jako specjalista ds. przesłuchań. Już kilka razy próbowano dokonać zamachu na jej życie, więc Alex jest podwójnie przezorna. Gdy korzysta z internetu to kilometry od domu w którym  mieszka, ciągle zmienia samochody, śpi w masce gazowej a jej małe mieszkanko jest zabezpieczone na różne sposoby śmiercionośnymi pułapkami. Jest specjalistką od substancji chemicznych, których spektrum działania jest bardzo szerokie - w jej asortymencie znajdują się substancje sprawiające że ktoś może być całkowicie posłuszny, usypiające, niwelujące ból jak i śmiercionośne. Alex od lat ucieka, aż pewnego dnia otrzymuje maila od jej byłego szefa, który informuje ją o kolejnym zleceniu. Tym razem mam skupić się na terroryście, który prowadzi życie pod przykrywką, a naprawdę planuje duży zamach z użyciem broni biologicznej, który może kosztować życie setek osób. Alex uczulona na takie kwestie daje się wciągnąć w tą intrygę i po szeregu operacji odkrywa, że została wykorzystana. Jej ucieczka trwa.

Tyle zdarza się do około 35% książki, potem można się domyślić - ucieczka, uczucie, wrogowie - przyjaciele i intryga, która w tym wypadku jest dziwna - w zasadzie autorka serwuje czytelnikowi wszystko na talerzu, nie pozwalając na domyślenie się wcześniej o co mogło chodzić. Brakuje elementu zaskoczenia.
To nie jest thriller który trzyma w napięciu i nie pozwala się oderwać od lektury. Książka jest lekko chaotyczna i bardzo przewidywalna.

Bez rewelacji
2/5