niedziela, 25 września 2016

Beduinki na Instagramie - Aleksandra Chrobak

Zazwyczaj nie czytam takich książek, a już bardzo rzadko kupuję je w wersji papierowej, preferując w tym wypadku ebooki. Tym razem jednak znużona kolejnymi kryminałami i ciężką tematyką miałam ochotę na coś lekkiego. Zauważyłam na stronie wydawnictwa informację o książce, przeczytałam darmowy fragment i kupiłam.

Po odebraniu przesyłki od razu zabrałam się za lekturę, co też rzadko się zdarza. Szybko przeczytałam, dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy, zainspirowana kupiłam sobie perfumy z nutką oudu i odłożyłam na półkę. Pewnie trafi jeszcze do paru znajomych jako luźna lektura na odsapnięcie.

Autorka najpierw pracowała jako stewardesa dla jednej z linii lotniczych krajów Zatoki, a później w jednym z urzędów w Dubaju. Spędziła w ZEA parę lat i poznała kraj od środka, dzięki znajomości z rdzennymi mieszkańcami. Opisuje życie codzienne w Emiratach, które pozornie wydają się tak bardzo europejskie i wyzwolone, a jednak panują w nich jeszcze stare beduińskie zwyczaje.

To przede wszystkim książka o kobietach i ich życiu. Czy to zamkniętych w willach i pałacach, gdzie twarz odsłonić mogą tylko w gronie kobiet, czy tych bardziej wyzwolonych, które ryzykują nawet romanse. Autorka przedstawia w jaki sposób można poznać czyjś numer telefonu i umówić się na potajemną randkę. Przedstawia kraj wielkich kontrastów, gdzie bogactwo styka się z biedotą robotników z Azji.
ZEA to kraj przede wszystkim przyjazny dla własnych obywateli, którzy od Państwa mogą dostać willę, spore wsparcie finansowe, zagwarantowane miejsca pracy ze sporo wyższym wynagrodzeniem niż emigracji, chociaż tak naprawdę nikt od nich tej pracy nie wymaga. Kraj petrodolarów gloryfikujący szejka, który wyprowadził Beduinów z namiotów do wierz ze szkła i stali.

Czyta się dobrze. Momentami wydaje się trochę chaotyczna, ale w ogólnej ocenie w porządku.
Przyjemna lektura na odprężenie.
3/5

czwartek, 22 września 2016

Stephen King - Cmętarz zwieżąt - Podróż sentymentalna

Pierwszy raz czytałam "Cmętarz zwieżąt", który wtedy zwał się "Smętarzem dla zwierzaków" w 1999 roku. Miałam wtedy naście lat i po latach czytania lektur szkolnych, albo lekkich powieści dla młodzieży tamtych czasów (bez wampirów, wilkołaków, miłości po grób i pikantnych scen) w bibliotece sięgnęłam po książkę autora, którego nazwisko obiło mi się o uszy, ale go nie znałam.
Smętarz miał czarną okładkę z czarnym kotem.
Czytałam go leżąc na hamaku wśród pól falującego pod letnim wiatrem, powoli dojrzewającego zboża. Sielankowe otoczenie, idealne na lekturę książki, która powodowała ciarki na całym ciele.
Lektura pierwszego Kinga w moim życiu była przeżyciem tak intensywnym, że pamiętam o niej do dzisiaj, mimo, że wiele późniejszych, często lepszych książek utonęło w odmętach niepamięci.

Po 17 latach zrobiłam sobie podróż sentymentalną do czasów młodości. Odkrywanie zapomnianych pomniejszych zdarzeń, ponowny zachwyt atmosferą jaką tworzy King strona po stronie i opowiadaną historią jest tak samo silny. Pamiętam główny zarys fabuły jeszcze z pierwszej lektury, po drugiej zapamiętam go na pewno na kolejne 17 lat.

Cmętarz to zdecydowanie jedna z najlepszych książek Kinga. Niby spokojna, tocząca się wolno historia, a jednak przerażające przedstawienie zła ukrytego w świecie. Zła, które gdzieś tam jest i steruje subtelnie historią. Wie, w którą stronę uderzyć aby kogoś najmocniej zranić, wie co zrobić aby wyłączyć racjonalny umysł i pozostawić ślepe pragnienia.

Cmętarz zaczyna się sielankowo, i mimo paru makabrycznych zdarzeń w swej sielance trwa. Lekarz przybywa ze swoją rodziną - żoną, córką, synem i kotem Churchem z Chicago do urokliwego Maine, w którym znalazł nową pracę na uniwersytecie i kupił domek. Od razu zaprzyjaźnia się z sąsiadem. Dzieci bawią się na sporej przestrzeni, gdyby tylko nie ta droga po której pędzą ciężarówki. Droga, która niczym nemezis co jakiś czas wspominana jest przez autora.
Mało jest pisarzy, którzy są w stanie przejść w sposób tak płynny od sielanki do czystej makabry, nie pomijając ani jednego fragmentu po drodze i obnażając przed czytelnikiem całą słabość ludzkiej natury.
A taki właśnie jest Cmętarz. Niby horror - do tego naprawdę przerażający, ale przy okazji powieść dobrze ilustrująca zachowania i emocje, również te skrajne.


Zdecydowanie 5/5

PS. Oraz kolejny plus lektury po latach, znalazłam nawiązanie do innej powieści Kinga - Cujo :)

poniedziałek, 5 września 2016

Pandora - M.R. Carey

O "Pandorze" dowiedziałam się przez stronę księgarni wydawnictwa, które wypuściło tą książkę na polski rynek w związku z promocją na parędziesiąt tytułów. Wcześniej nie widziałam żadnych reklam ani zapowiedzi. Taka ciekawa książka, a przemknęła bez echa.

Nie będzie spojlerem, jeśli napiszę, że "Pandora" opowiada o pandemii zombie. Nie przepadam za tym tematem i zazwyczaj go omijam, chociaż zdarzyło mi się zobaczyć parę filmów i parę odcinku nudnego serialu z całkiem żwawymi umarlakami.

W tej książce temat przedstawiony jest z trochę innej strony. Bohaterką jest 10 letnia dziewczynka - Melanie. Ma blond włosy, jasnoniebieskie oczy i uwielbia swoją nauczycielkę, Panią Justineau. Mieszka wraz z 21 innymi dziećmi w podziemnym bunkrze w forcie wojskowym, gdzie każde z nich ma swoją zamkniętą celę. Przez pięć dni w tygodniu żołnierze wchodzą rano do ich cel, przypinają ich do foteli inwalidzkich, krępują ręce, nogi i szyję. Tak przewożą ich do klasy, gdzie różni nauczyciele albo czytają książki, albo uczą ich wszelkich możliwych przedmiotów. Uczą się o Wielkiej Brytanii, gdyż tutaj dzieje się akcja. Jednakże nie jest to kraj jaki znamy, a jego nieliczne ocalałe szczątki, które pozostały po wybuchu pandemii pasożytniczego grzyba. Każdy zaatakowany grzybem szybko zamieniał się w głodnego, łaknącego mięsa i krwi innych, przez co choroba szerzyła się w zastraszającym tempie. Stolicą nie jest Londyn, przypominający w książce opuszczoną pustynię, a Beacon, małe miasteczko na południu kraju otoczone fosą i wysokim murem.
W sobotę dzieci słuchają muzyki.  A w niedzielę trafiają do łaźni, gdzie pryskane są szczypiącymi w oczy chemikaliami i dostają do jedzenia miseczkę larw i pędraków.

Nie mogą komunikować się ze sobą. Nie dostają książek. Nikt ich nie przytula ani nie pociesza. Oprócz Pani Justineau, która się nad nimi lituje i pewnego dnia głaszcze Melanie po głowie, czym naraża się dowodzącemu wojska.

Ludzie żyją w strachu przed głodnymi. Dzieci też mają świadomość, że na zewnątrz czają się potwory. Nie wiedzą jednak, że są one bliżej niżby chciały.

Tytuł "Pandora" nawiązuje do mitu, który przewija się w książce dość często. Do mitycznej bohaterki często porównuje się Melanie, która nie zna innego świata, a jako Pandora chciałaby go uchronić przed zniszczeniem.
Świat przedstawiony to smutne miejsce, które wyzwala w ludziach najgorsze instynkty. Miejsce pełne nieszczęść i braku pewności, czy dożyje się jutra. Mimo 20 lat od wybuchu epidemii nikt nie wynalazł na nią lekarstwa i wydaje się, że będzie coraz gorze, gdyż nikt nic nie produkuje, a sprzęty elektroniczne się zużywają.

Główni bohaterzy to mieszanka różnych charakterów i ról. Jest i sierżant, psycholog, lekarz naukowiec, mała dziewczynka i szeregowy, który przyszedł na świat po wybuchu pandemii i wychował się w izolowanym mieście

Czyta się bardzo dobrze. Zwroty akcji czasami są przewidywalne, a czasami zaskakujące. To skłaniająca do przemyśleń i mądra historia o zombie, która pokazuje ludzi w sytuacjach skrajnych.

Warto. 4/5