niedziela, 26 lipca 2015

Wiktor Pielewin - Batman Apollo

"Batman Apollo" to kontynuacja "Empire V" w której poznajemy dalsze losy Ramy, Hery (Isztar) oraz innych wampirów z rosyjskiego podwórka.
Zapewne da się ją czytać osobno, gdyż autor na początku książki daje streszczenie najważniejszych wampirycznych kwestii, filozofii glamouru i dyskursu jak i podsumowuje dotychczasowe przygody Ramy.
Natomiast biorąc pod uwagę, że mimo konkretnego streszczenia i wprowadzenia, niezorientowanemu czytelnikowi trudno będzie się znaleźć w uniwersum świata pielewinowych wampirów, czytania "Batmana" bez poznania pierwszej części mija się z celem.

Patrząc na całokształt "Batman Apollo" w mojej opinii jest trudniejszy i nudniejszy niż "Empire V". Głównie przez niezwykle pokręconą akcję, dziwne zwroty i przytłaczającą wręcz ilość filozofii wampirycznej i podsumowania kondycji współczesnego świata.
W tej części Rama jako kochanek wielkiej myszy jest jednym z uprzywilejowanych wampirów i trafia na szkolenia dla elity, takie jak podróż po limbo, w którym odprowadza dusze zmarłych bogaczy i innych wampirów do spokojnego miejsca. Opisy limbo i dziejącej się tu akcji są psychodeliczne i przypominają halucynacje po LSD.
Rama poznaje również główną wielką mysz - Batmana Apollo, który cały czas się przemieszcza, mimo, że w jakiś sposób zakorzeniony jest w dnie świata...

Dla mnie ta część była za mocno filozoficzna i zakręcona.
2/5



sobota, 4 lipca 2015

Wiktor Pielewin - Empire V

"Empire V" leżało na półce nietknięte przez ponad dwa lata. Wiedziałam, że tam jest i że na pewno lektura tej powieści mnie  nie zawiedzie. Bo jak? Postmodernistyczna książka o wampirach miałaby mnie zawieść? Nigdy! W końcu sięgnęłam, lekko z przymusu czytelniczego, gdyż z biblioteki przyniosłam część drugą - Batman Apollo i już skończyły się wymówki, że później. Pojawił się idealny czas na "Empire V".

Jak się spodziewałam książka jest rewelacyjna. Tylko Pielewin potrafi zmieszać najróżniejsze kulturowo, historyczne przekazy, przemielić je z rosyjską historią najnowszą i polityką, dodać do tego parę nowych trendów rynkowych i zjawisk kultury masowej, a z całości ulepić książkę od której pod względem treści, stylu i języka nie sposób się oderwać.

Ciężko przedstawić fabułę Empire V, gdyż jak to u Pielewina jest ona niezwykle zakręcona i roi się od absurdów. Głównym bohaterem jest Roma, życiowy nieudacznik mieszkający z matką, którego od najmłodszych lat prześladował koszmar o wielkim nietoperzu pijącym jego krew.  Roma idąc ulicą widzi drogowskaz dający możliwość dołączenia do elity. Tym sposobem trafia do Brahmy, starego i znużonego życiem wampira, która przekazuje mu "język" (istotę wampira) a sam popełnia samobójstwo.
Roma zostaje Ramą II i wchodzi w skład wampirzej elity rządzącej światem, a dokładnie jej rosyjskiego odłamu pod wodzą Enlila Maratowicza.

Aby zostać pełnoprawnym wampirem i pozbyć się ludzkich ograniczeń myślowych Rama otrzymuje "pakiet szkoleń" z glamouru i dyskursu, a także samoobrony i sposobów postępowania z kobietami. Do tego szkolony jest z kontaktów z chaldejami (Zarządcami ludzi) i po kolei dowiaduje się kto jest kim w wampirzym świecie i jaka jest prawdziwa historia świata.

Wampiry w "Empire V" to potomstwo wielkiej myszy, nazywanej wszędzie oprócz Rosji, wielką nietoperzycą. Niby jest jedna, a każdy krąg kulturowy ma swoją. Egzystuje zawieszona w jaskini i cyklicznie co 50-100 lat uzupełniana nową, wampirzo-ludzką głową, która zyskuje w Rosji miano kolejnej Isztar. Wampiry wyhodowały ludzi, a ludzkie ciała to jak mówi książka "koń Napoleona" czyli wierzchowiec, który nosi na sobie/w sobie boga jakim jest język, czyli nieśmiertelna część wampira. Bo wampiry w "Empire V" są śmiertelne - umierają ze starości....

Rama jako wampir jest nieporadny, momentami wręcz głupi. Ciężko idzie mu nauka, swoją nędzną wiedzę nadrabia jednak charyzmą i sporą dawką szczęścia. Jako wampir jest zupełnie nieświadomy swojej natury, której musi się nauczyć.

"Empire V" to bardzo dobra książka. Świetnie się ją czyta, chociaż niektóre niuanse są zrozumiałe tylko dla kogoś, kto ma pojęcie o współczesnej rosyjskiej historii i kulturze. Momentami autor wyśmiewa będące na fali książki o wampirach, a główni bohaterowie są parodią samych siebie.
Ciężko się od niej oderwać.

Zdecydowanie polecam
4/5

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Marta Guzowska - Ofiara Polikseny

Dawno nie czytałam tak irytującej książki.
Według opisu, książka wydawała się niezwykle ciekawa - starożytny trup i współczesne ofiary na stanowiskach archeologicznych w pobliżu Troi. Morderca, który odtwarza starożytne zbrodnie i przerażeni archeologowie, którzy podejrzewają, że jeden składa ofiary z ludzi.

Tymczasem powieść jest naprawdę ciężkostrawna, i nie chodzi tutaj o poziom skomplikowania albo poetyckość języka, co raczej toporną momentami akcję, przerysowane postaci, pełno powtórzeń i niezwykle irytującego głównego bohatera, który w rozwiązywaniu zbrodni mota się jak mucha na lepie.

Pierwsza rzecz, która nie przypadła mi do gustu, to postaci archeologów o zagranicznych imionach i nazwiskach, które zachowują się jak Polacy. Skoro już autorka poszła w stronę międzynarodowego środowiska, mogła bardziej postarać się o dywersyfikację zachowań i dopasować je do kultury pochodzenia.
Akcja kryminalna jest dziwna, szczególnie, że nie wiadomo jakie znaczenie mają mieć niektóre wydarzenia, albo są wciśnięte na siłę, bo "głupi" czytelnik się nie domyśli.
Drętwe dialogi i niektóre zdarzenia dorzucone, żeby cokolwiek się działo.
Sto razy opisywanie tego samego - ile razy można pisać, że gorąc nie pozwala oddychać, powoduje, że komuś pot spływa z włosów z tego powodu, a inny bohater znowuż zawsze jest świeży, pachnący i ma idealnie skrojony garnitur...
Oraz największy minus książki - główny bohater - irytujący Mario Ybl, światowej sławy profesor antropologii, pijak, który nie może pogodzić się z faktem, że jego dawna partnerka może ułożyć sobie życie z kimś innym, osoba cyniczna, bez skrupułów i egocentryczna. Domorosły detektyw, który mota się w domysłach i tylko przez czysty przypadek dowiaduje się kto naprawę popełnił zbrodnie. Antropolog, który nie potrafi określić wieku znalezionego szkieletu, a ludzi traktuje jak wycieraczki.

Przeczytałam. Zirytowałam się. Nie polecam.
1/5

sobota, 27 czerwca 2015

Camila Lackberg - Pogromca Lwów

Przeczytałam nową książkę Camili Lackberg gdy tylko się ukazała w Polsce. Mam dużą sympatię do autorki i stworzonych przez nią bohaterów. Powrót do Fjalbacki jest jak wycieczka do rodzinnej miejscowości, gdzie wszystkich znamy, ale zaskakują nas najnowsze ploteczki i historie o tym co wydarzyło się w międzyczasie gdy nas nie było.
Wiemy czego się spodziewać, znamy historie bohaterów i ich sposób działania. Nie dziwi nas, że Patrick jest kiepskim kierowcą a Erica lubi działać na własną rękę nie informując o tym nikogo.
Zaskakujące zawsze jest historia kryminalna, ale ta w każdej z książek Pani Lackberg podana jest podobnie - wydarzenia obecne mieszają się z wydarzeniami z przeszłości, powoli odkrywamy kolejne tajemnice, których możemy się w międzyczasie domyślać.

W pogromcy lwów splatają nam się dwa wątki - kobiety zamkniętej w więzieniu za zabójstwo jej męża - byłego pogromcy lwów oraz porwania, tortury i zabójstwa nastolatek. Na drogę we Fjalbace wychodzi porwana przed kilkoma miesiącami dziewczyna, potrąca ją samochód. W szpitalu okazuje się, że była poddana upiornym torturom, a morderca w ciągu ostatniego roku porwał nie tylko ją.

Opisana historia jest przerażająca, szczególnie jeśli wejdziemy w nią głębiej. Natomiast kto zabija domyśliłam się szybko. Mimo tego, książkę czyta się bardzo dobrze i dla samej przyjemności lektury warto po nią sięgnąć.

3/5

Daisy Waugh - Na Hester Street topnieje śnieg

"Na Hester Street topnieje śnieg" - to książka, której akcja toczy się w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Akcja rozpoczyna się we wrześniu 1929 roku. Świat jeszcze pławi się w dobrobycie szalonych lat dwudziestych. Hollywood powoli wkracza w swój złoty wiek. Wielkie gwiazdy jak Charlie Chaplin, Marion Davies, Greta Garbo  tworzą swoje filmy i inspirują miliony fanów. 
Nikt jeszcze nie wie, że już wkrótce światową gospodarką zatrzęsie "czarny czwartek", którego wpływ na życie ludzi i globalną politykę będzie odczuwalny jeszcze wiele lat później...

Ale nie wybiegajmy w przyszłość.
Jest dzień corocznego przyjęcia u Maxa i Eleanor Beechamów - reżysera i aktorki uchodzących w towarzystwie za idealną parę. Tego wieczora do ich luksusowej willi zawitają znowu największe gwiazdy tamtych czasów aby cała noc bawić się w iście królewskim stylu. 
Dzień po nim, przyniesie jednak konsekwencje, które znacząco wpłyną na życie bohaterów i przyspieszą rozpad ich związku, który od lat sprawia pozory trwałego.

Główni bohaterowie książki stworzyli nowe, idealne wersje siebie, w czym pomogła im wytwórnia filmowa. Ich bajkowe życie to cienka fasada, która skrywa ich ciężką przeszłość i tajemnicę, która rzuca długi cień na wszelkie ich poczynania.
Kawałek po kawałku odkrywamy przeszłość bohaterów. Z bajkowego Hollywood autorka przenosi nas do ubogich dzielnic Nowego Yorku w drugim dziesięcioleciu XX wieku. Pokazuje trudne wybory oraz walkę o lepszą przyszłość, wraz z ofiarami, które Max i Eleanor musieli ponieść. Ukazuje również uczucie i jego ewolucję, a także wskazuje, że pieniądze nie są najważniejsze w życiu i nie gwarantują szczęścia.

Książkę czyta się bardzo dobrze. Tło epoki i ciekawa historia sprawiają, że ciężko się od niej oderwać. Zakończenie jest zaskakujące na plus.

3/5




sobota, 20 czerwca 2015

Juergen Roth - Tajne akta S

Zanim książka miała swoją premierę czytałam opinie w internecie, że Jürgen Roth w czasie swojego dziennikarskiego śledztwa miał dostęp do kontrowersyjnych i tajnych materiałów niemieckich służb wywiadowczych, których ujawnienie spowoduje burzę w Polsce i na arenie międzynarodowej.
Po premierze książki temat jakoś ucichł. Burzy nie było, a książka po cichu pojawiła się na półkach księgarń i bibliotek.
Ja trafiłam na nią w bibliotece i chętnie się z nią zapoznałam.

Książka podzielona jest na dwie części - pierwsza dotycząca sowieckiej i rosyjskiej polityki oraz propagandy, ze szczególnym naciskiem na "zamiatanie pod dywan" trudnych tematów i likwidowanie osób, które mogłyby zagrozić Rosji jak Litwinienko bądź Politkowska. W tym rozdziale Roth nawiązuje również do tematów jego poprzednich książek, wyciągając jeszcze raz powiązania Gerharda Schroedera (były kanclerz Niemiec) z Gazpromem. Rozdział ten porusza również teoretyczne założenie, co jeśli katastrofa w Smoleńsku miałaby miejsce teraz - gdy Rosja toczy wojnę z Ukrainą, a samolot malezyjskich linii lotniczych MH-17 został zestrzelony w rejonie Donbasu.
Informacje tutaj przytoczone były znane mi już wcześniej, więc nie było to nic odkrywczego.

Pozostała część książki skupia się na katastrofie smoleńskiej - ludziach z nią związanych, dziwnych wydarzeniach przed i po niej, a także echom tego zdarzenia w polityce polskiej i międzynarodowej.
Jak w rasowym kryminale dziennikarz pokazuje głównych beneficjentów tego zdarzenia, nie nazywając ich wprost winnymi, ale siejąc ziarno podejrzeć w umyśle czytelnika.
Katastrofa smoleńska to temat wiodący w polskich mediach i opinii społecznej od 2010 roku. Pojawia się co jakiś czas i zawsze wywołuje jakieś kontrowersje. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że został już mocno wypaczony i obdarty z jego całego tragizmu. Teraz to już temat polityczny, a nie tragedia pasażerów tego lotu i ich rodzin.

Książka pisana jest do odbiorcy z Niemiec, więc autor przedstawia również tło historyczne -  głównie zbrodnię Katyńską i jej wpływ na historię i politykę Polsko - Rosyjską. Tłumaczy dużo, przedstawia główne osoby dramatu oraz zadaje różne trudne pytania.
Jako osoba teoretycznie bezstronna patrzy na to zdarzenie i ukazuje je w sposób zupełnie inny niż polskie media. Co jest szczególnie ciekawe - gdyż nie ma tutaj nadęcia zwolenników spisku, ani wyśmiewania wszelkich niezgodnych z oficjalnymi wyjaśnienia oraz kontrowersji, jakie serwują nam przychylne ekipie rządzącej polskie media.
Katastrofa ograbiona jest z ideologii. Autor przedstawia dziwne zdarzenia sprzed niej - serwisowanie w Rosji bez odpowiedniego dozoru na miejscu, samobójstwa osób powiązanych ze zdarzeniem przed nim i po nim, dwie delegacji i dziwny sposób ich planowania, dzień katastrofy i sposób reakcji Rosjan i Polaków, a także ostracyzm z jakim spotkali się członkowie rodzin ofiar, którzy chcieli wyjaśnień.

Jürgen Roth analizuje również śledztwo przeprowadzone głównie przez Rosjan i poddaje w dyskusję jego wyniki, głównie dlatego, że rosyjscy żołnierze pocięli wrak na kawałki jeszcze po katastrofie i do dziś go nie oddali, czarne skrzynki są w dalszym ciągu w Rosji i tam zostały odczytane oraz sam fakt, że śledztwo z sprawie lotu wojskowego z polskimi notablami na pokładzie prowadzi komisja z Rosji, mimo że według prawa międzynarodowego powinni to robić Polacy z pomocą międzynarodową na terenie Polski.

Autor opisuje ponadto, że według niemieckich służb wywiadowczych wysokiej rangi polski polityk zlecił FSB (rosyjska służba bezpieczeństwa) przygotowanie zamachu na prezydenta Kaczyńskiego. Przedstawia wyniki swojego śledztwa, nie drąży jednak tego tematu, ale zestawia go z innymi niewyjaśnionymi zdarzeniami związanymi z katastrofą.
Ukazuje jednak potencjalnych beneficjentów tej katastrofy, ich powiązań z WSI i międzynarodową mafią handlarzy bronią przez ukazanie, jak tajne akta przechowywane w prezydenckim sejfie szybko trafiły do osób, którym mogły najbardziej zaszkodzić.

Dla mnie lektura tej książki była bardzo ciekawa. Dowiedziałam się z niej zdecydowanie więcej niż przez wszystkie lata medialnej nagonki w Polsce. Przede wszystkich autor krok po kroku opisuje zdarzenia, relacjonuje je z boku bez przyjmowania poglądów któreś ze stron. To rzeczowe przedstawienie katastrofy oraz wskazanie jej potencjalnych beneficjentów, a także teoretycznych przyczyn. Skupia się również na rodzinach ofiar, ostracyzmie z jakim się spotkały oraz ich próbom zdobycia odpowiedzi na różne pytania.
Owszem Roth skłania się do teorii zamachu, ale w mojej opinii nie mówi tego wprost. Pozwala każdemu na wyrobienie swojego zdania.

Do czasu lektury tej książki, raczej wyśmiewałam wszelkie teorie spiskowe związane ze Smoleńskiem. Teraz zastanawiam się, że może jest w nich ziarno prawdy, gdyż - działania Polskiego i Rosyjskiego rządu, są nieadekwatne do zwykłej katastrofy lotniczej, w której nikt z zewnątrz nie maczał palców... Warto poznać temat z innej strony.

Polecam!
3/5

piątek, 12 czerwca 2015

Ferdinand von Schirach - Schuld (Wina)

Ferdinand von Schirach to wnuk zbrodniarza z czasów hitlerowskich Baldura von Schiracha oraz uznany niemiecki prawnik. Rys biograficzny przytaczam ze względu na nietypowe nazwisko.

"Wina" to zbiór 12 opowiadań z historii prowadzonych przez autora procesów sądowych. Język opowiadań jest precyzyjny i konkretny, jak mowa prawnika. Ton neutralny, mimo że autor opisuje naprawdę makabryczne zbrodnie jak zbiorowy gwałt, przemoc w rodzinie, morderstwo czy też molestowanie nieletnich.

Całość czyta się dobrze, ale nie jednym tchem. Niektóre z historii są naprawdę bardzo mocne. Autor dodaje pewne tło zdarzeniowe do każdej z opowieści i próbuje pokazać część zdarzeń z perspektywy jego bohatera, zanim przejdzie do prawniczych konkretów. Jednakże sposób przedstawienia zdarzeń jest beznamiętny - bohaterowie nie mają wpływu na swój los, który już się dokonał.
Autor przedstawia zbrodnie i stojące za nimi historie, bez sympatyzowania albo negowania postaci w nie uwikłanych.

Ciekawa pozycja, gdyż zupełnie inna.
Tylko, że treściowo jest "ciężka" i nie jest to rozrywkowa literatura.

3/5

Sylvia Plath - własnymi i cudzymi oczami

 Czy należycie do fanów Sylvii Plath?  Ja niespecjalnie. Owszem mając dwadzieścia parę lat czytałam "Szklany klosz", ale na tym si...